WTOREK cd.

Frogy
3:12
wtorek, 18 maja 2004
Noc odbija się echem o ściany pokoju. Smaga plakaty, notatki... głaszcze książki, butelki, stare zabawki...
Ciągle mam ten zachód słońca w oczach. Siedziałyśmy na murku i zatapiałyśmy w nim spojrzenia. Chłód już wijącego się w zakamarkach wieczoru starał się przypomnieć o realności chwili. Bezskutecznie.
Teraz też widzę ją w kolorytach baśniowych, fabule baśniowej. Widzę gonitwę jaszczurów w kierunku samotnej postaci, która za moment zmienia się w wielkiego białego niedźwiedzia, który zajada lody truskawkowe, futro migocze mu w różnych kolorach, mieni się, teraz jest tam statek na morzu, coraz bliższy i większy, kobieta, sama na pokładzie, coraz bliżej jej twarz, przesłania powoli cały widnokrąg, promienieją jej oczy, włosy odbijają wszelkie kolory świata, uśmiecha się do nas, ma spokojne oczy, a teraz - obie wybuchamy śmiechem, bo te dwa baraszkujące puchate misiaki są rozkoszne....czuję zapach kasztanów .... i to ogromne szczęście, że mogę Cię trzymać za rękę. Natura kończy swe widowisko...
"Chodźmy gdzieś usiąść, zmarzłam.."
Odchodzimy. W pubie siadasz naprzeciw mnie. Patrzysz mi w oczy, uśmiechasz się tym ze swoich uśmiechów, że nie jestem w stanie się poruszyć, nic powiedzieć. Odgarniasz mi włosy z czoła - ginę w Twoich oczach, tonę w dotyku. Delikatny zapach Twoich perfum ostatecznie każe mi zapomnieć o jakiejkolwiek innej realności. Zatapiam się w Tobie.
Nie potrzeba słów, nie potrzeba nic więcej - to jest pełnia.
Znamy się tak długo - ciągle nie potrafię ogarnąć szczęścia - Twego istnienia w moim życiu. Przechylasz figlarnie głowę i pstrykasz mnie w nos. Prycham radośnie, całując Twoje palce. Rozbawia Cię to. Nieśmiało zbliżam ręce do Twojej twarzy. Pozwalasz mi na to - obserwujesz mnie, oddajesz się mi. Gładzę Cię po policzkach, ustach... przechylam się nad stołem, zbliżam zamglone oczy do Twojej twarzy, rozchylam wargi...
"Nie, nie tutaj... Skarbie..."
Co się dzieje?!?
Zaskoczona i przerażona siadam. Czuję się jak zbity szczeniak. Patrzę w Twoje oczy, szukając wytłumaczenia, zaprzeczenia. Spoglądasz w ścianę, na podłogę, rzucasz mi spojrzenie, bawisz się świeczką. Boję się odezwać. Boję się Ciebie całkiem spłoszyć.
Co zrobiłam? Co było nie tak? W czym byłam niewystarczająco dobra? Nie kochasz mnie już? Co się dzieje, Kochanie?!?
Nigdy niezadane pytania.
Siedzę i milczę. Uśmiechasz się przepraszająco do mnie, głaszczesz powtórnie po policzku. Poddaję się zniewolona tej pieszczocie. Uspokajam się. Przecież wszystko jest w porządku.
Pijemy kawę.
Znam każdy Twój gest. Jak delikatnie bierzesz w palce ucho od filiżanki, podtrzymujesz ją drugą ręką, bardzo ostrożnie, uważając, żeby nie uronić ani kropli - ta czynność Cię tak angażuje, że zapominasz o całym świecie. Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Odrobinę pochylasz głowę, patrzysz pochłonięta na brzeg filiżanki - wolno ją unosisz do ust - pijesz. Za każdym razem odkładając filiżankę nawiązujesz ze mną kontakt wzrokowy i uśmiechasz się. Roztkliwiasz mnie.
Rozmowa się nie klei. Nic się nie wydarzyło - nie ma o czym opowiadać. Coraz to zapada cisza.
Cisza.
Zaczyna być krępująca.
Przypominam nasze pierwsze chwile - kiedy się poznałyśmy, tak przypadkowo i tak nagle. Śmiejemy się z naszego strachu - z naszej głupoty wtedy, dziecinności.
Zaśmiewamy się. Jak na początku. Miesiąc po miesiącu opowiadamy Nasze roczne życie. Niecałe roczne.
Jesteś prawdziwym skarbem.
Wspominamy Sylwestra - ostrożne wślizgiwanie się do łóżka i spędzanie tam kilkunastu następnych godzin, mimo śniegu padającego na nas przez szczeliny w dachu. Albo pierwsze spacery, ucieczki z domu, konspiracje. Obie się z tego śmiejemy. W tym Naszym czasie tak bardzo zdążyłyśmy wydorośleć. Tyle się zmieniło.
"A pamiętasz tamte lody na Tysiąclecia? Wiało, padało..."
"A my próbowałyśmy zdrapać polewę toffi ze spodni!"
"Albo frytki, które rozsypałyśmy na środku deptaka..."
"I pizza, którą kroiłyśmy tępym - jak but! - nożem"
"A potem i tak ją oddałyśmy bo była przypalona.."
"A te galopy wieczorami na ostatni autobus do domu?"
"Ty w płatkach śniegu..."
"A pamiętasz jak było strasznie, jak prawie się rozstałyśmy?"
"... pamiętam...."
"....?"
Spuszczasz wzrok.
Kochanie!!! Co się dzieje!!!!!!!!!
"Kochanie.... czy coś się stało?"
Milczenie. Z trudem przełykam ślinę. Czuję jak żołądek podchodzi mi do gardła. Narasta ból brzucha. I duszność w piersiach. Silę się na spokój.
".... kochanie....? co się stało?"
Podnosisz wzrok. Masz łzy w oczach. Gwałtownie chwytasz mnie dwiema rękami i mocno całujesz w usta. Odwzajemniam pocałunek. Dawno nie było takiej namiętności.
Całujemy się długo i intensywnie. Czuję, że łzy płyną mi po szyi. Twoje i moje. Nie jestem w stanie nic zrobić. Czuję się sparaliżowana. Całuję, pieszczę Cię. Zapominamy o wszystkim.
Niemalże wybiegamy z pubu zostawiając za sobą niedopitą kawę i duży napiwek. Pędzimy do Ciebie. Po drodze rzucamy się na siebie, gwałtownie całujemy.
Wbiegamy po schodach. Trzęsącą się ręką wyjmujesz klucze i śpiesznie otwierasz drzwi. Całujemy się na korytarzu, zamykasz drzwi opierając nas o nie z całej siły. Bez słów gorączkowo zrywamy z siebie ubrania. Przemieszczamy się w tym dzikim tańcu do Ciebie do pokoju. Całuję Cię pośpiesznie po szyi...kucam - obejmuję dłońmi plecy, pośladki... wtapiam się językiem w Twój pępek - nie ma czasu na czułości, na rozmowę, na bliskość - spieszymy się, jakbyśmy uciekały - przed śmiercią, jest tylko pożądanie -emocje nami sterują - bez opanowania... rzucam Cię na łóżko... czuję Twój zniżający się gorący oddech. Chwytam Twoje włosy, odchylam się do tyłu - drapiesz mnie, gryziesz, mocno pieścisz językiem. Po chwili to już ja jestem między Twoimi udami i z trudem utrzymuję Cię wijącą się pode mną ..
Zagłębiam się w Tobie - oddalam - żeby po chwili z jeszcze większą siłą uderzyć falą żądzy. Drapiesz mnie po plecach, krzyczysz - bez opamiętania. Nie ma bólu, nie ma rozkoszy - jest tylko rozpaczliwa gra ciał, dopominających się o ukojenie.
Leżymy na plecach, patrząc w sufit. Nasze ciężkie oddechy zdają się nadal toczyć walkę.
Nie patrzę na Ciebie. Nie chcę. Już nigdy nie chcę.
Nie patrzysz na mnie. Nie dotykasz.
Uspokajamy się i chwilę leżymy chłonąc nagłą ciszę i spokój.
"Ona ma na imię Ela..."
Wstaję. Nawet nie patrzę na Ciebie. Nie ruszasz się. Leżysz tak jak Cię zostawiłam. Milczysz. Ubieram się. Otwieram drzwi i wychodzę.
Zbiegam po schodach i biegnę - biegnę na obrzeża miasta.
Jest noc. Piękna noc. Wokół mnie szumią drzewa. Tylko one słyszały mój skowyt - moją rozpacz.
Uspokaja mnie rytmiczny ruch lasu.
Spada kropla. Druga.
Jestem w domu nad ranem. Mokra i wyziębiona.
Zdejmuję ubrania. Biorę prysznic. Parzę herbatę.
Idę na zajęcia. Do pracy. Do klubu. Do domu. Na zajęcia....
Wieczorami siedzę na krześle.
Noc odbija się echem o ściany pokoju. Smaga plakaty, notatki... głaszcze książki, butelki, stare zabawki...
4:14
Data publikacji w portalu: 2004-12-23
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019