POŻEGNANIE

Wiktoria
Historia zaczęła się dwa lata temu... Dokładnie dwa lata temu - w poniedziałek kolejna rocznica tego, co między nami jest.

Kiedy ją poznałam, miałam 18 lat... Listopad... Szukałam kogoś do wywiadu. A sama z sobą wywiadu na temat homoseksualizmu nie mogłam przeprowadzić. Odpowiedziałam na jej ogłoszenie z cyklu "szukam przyjaciół". Mieszkała wtedy daleko ode mnie. Odwiedzała jednak ze znajomymi nasze miasto. Kiedyś, już po wywiadzie, spotkałyśmy się. Sama byłam zdziwiona, jak otwarta zaczęła ze mną rozmawiać. Przez nią spóźniłam się na pociąg... Czekałam na stacji ponad 3 godziny, żeby wreszcie coś, cokolwiek zawiozło mnie do domu.

Ale coś mnie hamowało. Wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, że nie mogę nic powiedzieć... "Ona ma dziewczynę", cały czas błąkało się mi po głowie.

Broniłam się. Nie pisałam. Nie wysyłałam SMSów, nie pisałam maili.

Przyszedł przedświąteczny czas... I SMS od Niej "Chrystku! Tęskniłam! To mój polski numer! Dobrze, że znowu piszesz!". Poczułam ten zakazany wtedy dreszcz, który przeszedł po moim ciele... Przecież nie mogłam, cały czas sobie powtarzałam, że nie mogę, przecież nie mogę! Na nic to powtarzanie...

Pierwszy dzień świąt... "Będziesz na czacie?". Mimo że chciałam powiedzieć, że nie mogę... Napisałam, że będę, oczywiście...

Byłam... To był pierwszy raz, kiedy czułam się tak niesamowicie... Nie nazywałam tego wtedy podnieceniem. Czułam się zafascynowana. I to uczucie... Podchwytliwymi pytaniami dowiadywałam się kolejnych szczegółów... Najpierw powiedziała, że mnie lubi... Odpowiedziałam, że przecież nic dziwnego w tym nie ma. "Ja Ciebie też lubię, bardzo", odpisałam. "Pragnę Cię", przeczytałam i nie wierzyłam... I to uczucie... Niesamowity dreszcz... Już się nie broniłam.

Przyjechała do mnie. Piwo w klubie i rozmowa o tym, że Ona pragnie...

Patrzyłam na Nią. A Ona prosiła, bym tak nie robiła. Czuła, że i ja pragnę. Już się nie broniłam... Patrzyłam. Zachłannie. Te oczy... Uwielbiam te oczy. W pewnym momencie zapytała tak po prostu... "Mogę Cię pocałować?". Oczywiście, że mogła. Nie opierałam się. Objęła mnie w talii, Jej ręce powędrowały do moich piersi, delikatnie ich dotykała. Poczułam subtelny dotyk Jej twarzy... Powoli zbliżała swoje usta do moich. Aż wreszcie... pocałowała mnie. Oddałam Jej ten pocałunek tak szczerze, jak tylko mogłam.

Pojechała. A ja tęskniłam. Powoli przyznając się przed sobą, że się zakochałam.

Styczeń... Przyjechała do mnie. Obie bałyśmy się zacząć rozmowę. Ale odważyłam się... Powiedziałam Jej, że się zakochuję... I znowu te pocałunki...

Luty... Znowu przyjechała. Dałam się zaprosić do Niej do hotelu. Pamiętam wszystko tak dokładnie...

28 luty... Pozwoliłam się Jej całować... Pozwoliłam Jej się rozbierać... I pieścić. Pierwszy raz... Wszystko pierwszy raz.

Wierzyłam wtedy we wszystko. Niewinna... Młoda... Gotowa na wszystko dla Niej.
Wiele się od tego czasu zmieniło... A teraz... nie mam siły już nic pisać.

Aż nie do wiary, że Miłość tak wiele potrafi dać i tak szybko wszystko zabrać. Zostawia tylko dławiący ból i lęk, od którego nie można się uwolnić. No i kilka wspomnień, które na przemian ranią i dają nadzieję...
Tylko... jak żyć bez tej Miłości? Jak uczyć się życia bez Niej, kiedy Ona mnie uczyła żyć...
"Znowu jest wszystko odwrotnie", śpiewają mi... Odeszła... Moja Miłość... A razem z Nią odeszło wszystko, co miałam, cała nadzieja, cały świat... Wszystko odeszło.

Nie mogę spojrzeć w lutro. Unikam własnego spojrzenia. Nie chcę patrzeć na zapuchnięte oczy. Na beznadziejną i załamaną twarz. Wszystko wokół mnie już nie ma sensu. Cały sens mojego życia odszedł razem z Nią. Nie mam już tej Miłości, nie mam Jej.

Boli budzenie się w pustym łóżku w oczekiwaniu dotyku ciepłych rąk.
Boli widok obrączek, które kupiłam, wymyślając słowa, które Jej powiem... "Kotku, bądź moja", wydawało mi się zbyt banalne. "Chcę z Tobą być - na zawsze", też...
Boli ta niespełniona nadzieja, która wciąż we mnie jest. A przecież jej nie widzę...

Ale Jej nie ma. Odeszła... Straciłam wszystko... Nic nie mam...

A życie dławi mi oddech. Nie czuję nic - tylko ten straszliwy ból...

I jak wierzyć w Miłość...
Data publikacji w portalu: 2005-03-27
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019