OPOWIADANIE BEZ TYTUŁU

P&M
Kolejny wieczór w naszym studenckim życiu. Wróciłam dzisiaj wcześniej z uczelni i miałam ogromną ochotę zabawić się gdzieś. Zrobiłam po drodze zakupy na obiad. Weszłam do naszego dwupokojowego mieszkanka, które wynajmuję z trzema przyjaciółkami, ok. dwiema przyjaciółkami i jedną, hmm... no, wiecie.
Drzwi były otwarte a zza nich słychać było cichą muzykę. Pomyślałam sobie, że pewnie Malwina jest już w domu. Jednak w
przedpokoju nie zauważyłam jej kurtki tylko Iwony. Weszłam do kuchni, a Iwona przywitała mnie pogodnym uśmiechem i pomogła rozpakowywać zakupy.
Spojrzałam na zegarek, miałyśmy 20 minut, by przygotować dziewczynom obiad. Zabrałyśmy się za obieranie ziemniaków, czynność, której obie nienawidziłyśmy, jednak w miłym towarzystwie wszystko wydaje się milsze. Zaśmiewałyśmy się przy tym do łez, gdyż Iwonka ma naprawdę niebanalne poczucie humoru. Pomyślałam przez moment o mojej zawsze poważnej Wioli, którą takie żarty bardziej drażnią niż śmieszą, ach, no, cóż. Odpędziłam głupie myśli i zabrałam się za sos.
Nagle do kuchni weszła Malwina (chyba tak głośno się śmiałyśmy, że nawet nie słyszałyśmy, jak wróciła do domu) powiedziała głośno "cześć", jednak Iwona nawet nie odwróciła się w jej stronę, tylko odpowiedziała wesoło "witaj". Widziałam kątem oka, że Malwina stała jeszcze chwilę, patrząc na nią, po chwili spytała:
- Co dzisiaj na obiadek? A w ogóle co wam się stało, że obrałyście ziemniaki?! Zawsze to my z Wiolą musimy się męczyć!!
- No, jak widzisz, Skarbie i my czasem potrafimy zrobić coś pożytecznego - odpowiedziała Iwona, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
Po kwadransie zjawiła się i Wiola. W tym czasie Malwina zdążyła już nakryć stół. Gdy szłam do saloniku z talerzami, cmoknęłam w policzek Wiolę ( MATKO, jaka ONA śliczna), Iwonka zaraz wniosła wazę z mięsem i sosem. Zasiadłyśmy do obiadu. Opowiadałyśmy sobie, jak każdej minął dzień, tylko Malwina była dziwnie małomówna. W pewnej chwili wypaliłam:
- Hej, może się dziś zabawimy gdzieś?
- Tak, to świetny pomysł - zawtórowała mi Iwona. Jednak Wiola wykręciła się mnóstwem pracy a Malwina odpowiedziała:
- Na mnie nie liczcie - i nic, nikomu nie tłumacząc, zajęła się kompotem (który z Iwoną zrobiłyśmy). Stanęło na tym, że pobawimy się w domu, skoro nasze panie nie mają ochoty nigdzie się ruszać. Gdy posprzątałyśmy ze stołu, Malwina nastawiła magnetofon z naszą ulubioną płytką (DP oczywiście). Już po pierwszych dźwiękach zerwałyśmy się z Iwoną na "parkiet" i zaczęłyśmy tańczyć.
Malwina z Wiolą siedziały na sofie i patrzyły na nas, więc zaprosiłyśmy je do wspólnej zabawy. Jednak odmówiły, nie rozumiałyśmy, o co im chodzi. Po jeszcze kilku nieudanych namowach postanowiłyśmy, że nie będziemy psuć sobie przez nie zabawy i same zaczęłyśmy tańczyć. Było ekstra.
Po kilku szybkich kawałkach, lekko zmęczone znów zaczęłyśmy zapraszać dziewczyny do tańca, jednak nic z tego (O CO IM ZNOWU CHODZI?). Trochę zdenerwował nas ten fakt i już czułam dziwną atmosferę w pokoju. Nagle usłyszałyśmy piękny kawałek "wciąż szukam", już miałam, po raz nie wiem, który poprosić Wiolę, by ze mną zatańczyła, lecz zobaczyłam przed sobą Iwonę, która objęła mnie w pasie. No cóż, z przyjaciółką też mogę zatańczyć. Pod koniec utworu Iwona szepnęła do mnie:
- Napiłabym się czegoś - nie musiała mi tłumaczyć, czego, po tonie tych słów wiedziałam, że nie ma na myśli jakiegoś soczku. Zawahałam się przez moment:
- Ale dziewczyny nas zabiją - odpowiedziałam.
- No coś ty - odpowiedziała już głośno Iwona. Zaczęłyśmy się śmiać, faktycznie, dlaczego miałyby nas zabić, przecież nie jesteśmy dziećmi.
Ale kulturalnie zapytałyśmy nasze "życiowe towarzyszki", czy zejdą z nami na dół do BARKU, który znajdował się w piwnicy naszej kamienicy. Odpowiedź była oczywista ,,NIE". No jasne, po co my się w ogóle pytałyśmy...
Zeszłyśmy na dół i zamówiłyśmy dwa małe piwa z sokiem. Po kilku minutach, gdy piwo się skończyło, a my zbierałyśmy się do wyjścia, podeszło do nas dwóch mężczyzn w młodym wieku (jeden był naprawdę przystojny). Postawili nam po jeszcze jednym małym i dosiedli się. Atmosfera była miła, zaczęliśmy tańczyć. Pomyślałam sobie, że miło czasem wyrwać się z domu.
No, ale na zegarze była 23, trzeba się zbierać, bo nasze dziewczynki do końca życia na nas nie spojrzą. Chwiejnym krokiem wchodziłyśmy po schodach w odrapanej klatce, nie mogłyśmy przestać się śmiać. Weszłyśmy po cichu do mieszkania, zakradłyśmy się pod kuchnię i usłyszałyśmy rozmowę:
- Malwina, myślisz, że coś je łączy??
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie, ja naprawdę kocham Iwonę, po prostu boli mnie dziś głowa i nie miałam ochoty się wygłupiać.
- Wiem, ja też nie miałam na to ochoty. Boję się tylko, że one... wiesz, tak dobrze się razem dogadują i...
Zaraz, zaraz to chyba o NAS, trzeba przerwać tę bezsensowną dyskusję. Pobiegłam do drzwi i trzasnęłam nimi a Iwona krzyknęła:
- No, już jesteśmy - weszłyśmy do kuchni, a one udawały, że nic się nie dzieje. Malwina zaczęła myć naczynia (czyste) a Wiola rozwiązywała krzyżówkę (nie wiem, jak to robiła bez okularów). Zapytałam, czy coś jest nie tak i wtedy Wiola nie wytrzymała. Wstała, spojrzała mi głęboko w oczy i zapytała czy mam jej dość?? Ale jak to?? Ja?? Dlaczego?? Przecież ją kocham. Jasne.
Skończyło się na tym, że wyzwały nas od alkoholiczek i wyszły z kuchni. Stałyśmy przez moment, nawet nie patrzyłam na Iwonę, wiedziałam, że zaraz wybuchnie śmiechem. Nagle wbiegła Malwina z kocem i poduszką, oznajmiając nam, że dziś będzie spała tu. Nie dała nic powiedzieć Iwonie, tylko zgasiła światło i grzecznie nas wyprosiła. Iwona poszła do siebie a ja stałam w przedpokoju i próbowałam pozbierać myśli. Czy naprawdę zrobiłyśmy coś złego?
Moje rozmyślania przerwał cichy płacz, wiedziałam, czyje. Weszłam do naszego pokoju, spojrzałam na mojego Aniołka, ale nadal nie czułam się winna. Zapytałam Wiolę, o co konkretnie jej chodzi, nie umiała odpowiedzieć. Z jej zawiłego potoku słów zrozumiałam tylko to, że chyba jest zazdrosna o stosunki, które łączą mnie z Iwoną, ale jak można być zazdrosnym o przyjaźń.
Położyłyśmy się razem w łóżku, czułam, jak cała drży, przytuliłam ją mocniej i próbowałam usnąć. Leżałam tak chyba ze dwie godziny, gdy nagle usłyszałam szept:
- Śpisz??
- Nie - odpowiedziałam.
- To chodź do mnie na chwilę
- Ok. - wyślizgnęłam się delikatnie z objęć śpiącej Wioli i ruszyłam za Iwoną. Myślałam, że idziemy do jej pokoju, ale ona otworzyła drzwi łazienki i wciągnęła mnie do wnętrza.
Nie bardzo wiedziałam, o co jej chodzi, ale gdy spojrzałam w jej zaszklone olbrzymie źrenice i poczułam gorący szybki oddech, zrozumiałam, po co mnie tu zawołała. Zamknęłam oczy, nie wiedziałam, co robić. Poczułam jej usta, pocałunek najpierw delikatny, stawał się coraz bardziej namiętny, szepnęłam tylko:
- Przestań, błagam - jednak mój szept zabrzmiał bardziej jak zaproszenie. I w tej chwili drzwi łazienki otworzyły się, zapaliło się światło i ujrzałyśmy Wiolę... "To już koniec" - pomyślałam. A ona stała i patrzyła na nas tymi swoimi błękitnymi oczkami.
Uklękłam, ale nie wiedziałam, co powiedzieć, co zrobić, nawet nie miałam śmiałości błagać ją o przebaczenie... TO był KOSZMAR.
Wiola, połykając własne łzy, skończyła opowiadać mi swój sen. Nie wiedziałam, co powiedzieć, zatkało mnie, no, ale przecież to tylko sen. Przyciągnęłam ją mocno do siebie i pocałowałam w czółko
- Nie bój się, Kotku, nigdy Cię nie zdradzę, zawsze będę Ci wierna - cóż, myślałam, że nigdy nikomu nie powiem tych słów, ale czego się nie robi z miłości? Dziwne, bo mnie się ostatnio śniło, że to Malwina podrywa mi dziewczynę. Oj, te sny potrafią człowieka doprowadzić do obłędu. Wiola już spokojna, pewna, że to tylko sen, zasnęła w moich ramionach spokojnie, ale tylko ja wiedziałam... co tej nocy wydarzyło się naprawdę.
Data publikacji w portalu: 2005-07-17
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019