ŻYCIE W NIEPEWNOŚCI

Azika
Właściwie nie wiem, jak to się stało, że nasze drogi się spotkały... Znalazłyśmy się jakimś dziwnym trafem w tłumie zagubionych w samotności... Ludzi żyjących bez celu, bez nadziei dla siebie... Bez miłości...
Ja, w końcu pogodzona sama z sobą pragnęłam jednak odnaleźć swoje szczęście... Ona po przejściach... Nieszczęśliwa miłość, która powoli zabijała jej duszę... Zamknięta przed światem... Zamknięta przed uczuciem... Bojąca się kolejnego zranienia...
Zaczęłyśmy normalnie - jak to się poznają ludzie, gdy w internecie są anonimowi... Opowiadają o swoim życiu bez żadnego prawie skrępowania... Mówią o swoich słabościach i potrzebach... Bez strachu, że ktoś im się zaśmieje w oczy... Że zrani... Na to czasu trzeba...

Potem jedno spotkanie... Spoglądanie w oczy... Zero iskry... Ale czyżby jednak?
Nie wiedziałam tego... A może...? Do dziś nie wiem, po co kontynuowałam tą znajomość... Może dlatego, że przypominała mi siebie samą sprzed kilku lat? Człowieka, który nie mogąc pogodzić się ze stratą swojej miłości, wciąż myśli o śmierci i próbuje się wykończyć? Na różne sposoby...? A może dlatego, że tyle czasu minęło a ona wciąż kochała tę jedną osobę...? Jak ja kiedyś? Rzadko się spotyka takich ludzi w tych czasach... Szczególnie w internecie...
Nie wiem, ale od razu stała mi się bliska... Od razu ją polubiłam... Ale od lubienia przecież daleka droga do zakochania... Ta też taka była...
Rozmawialiśmy trochę poprzez komunikator internetowy... Poprzez sms-y... Gdy miała ciężkie chwile... Żyła wspomnieniami - zamykała się przed światem... Udawała, że jej nie ma... A jednak wiedziałam... Wiedziałam, że jest i że bardzo cierpi... Chciałam jej jakoś pomóc - choćby tylko wysłuchać... Oderwać od świata wspomnień... Wyciągnąć z domu na spacer... Oderwać od picia... Bo alkohol to zły przyjaciel...
Ale odtrącała moją pomoc a ja... Z każdym dniem na siłę próbowałam ją z tego wyciągnąć... Niezbyt dobry sposób...

Potem zauważyłam, że jej opisy na komunikatorze zaczęły mnie przerażać... Dużo było o pragnieniu śmierci... O chęci zakończenia tego bólu, który ją dręczył... raz na zawsze...
Pamiętam, jak którejś nocy budziłam się kilkakrotnie ze strachem, że jednak to zrobiła... Potem znak życia od niej... Kolejna rozmowa, w której mówiła, że jest silna... Że da sobie radę... Że kiedyś zapomni... Że zacznie nowe życie.. Ale jeszcze nie teraz... Że za wcześnie na to... I znowu odtrącenie z jej strony...
Zauważyłam, że to wszystko, co się z nią dzieje, odbija się także na mnie... Nie jadłam... Albo raczej jadłam bardzo nieregularnie... Jeden posiłek na dzień, albo wcale... Nie spałam... Albo spałam mało... Budząc się od tej pory kilkakrotnie w nocy...
Myślami byłam gdzieś daleko od tego, co się działo wokół mnie... Zastanawiałam się, jak ona sobie radzi...? Czy nie zrobiła czegoś głupiego...? Czy jeszcze uda mi się z nią pogadać poprzez internet...? Sms-y...? Telefon...? Codziennie sprawdzałam stan jej opisu na komunikatorze... Sprawdzałam czy się zmienia... Bo jeżeli się zmieniał to znak, że nadal żyła...
Totalny obłęd... A jednak nie umiałam się z niego oswobodzić... Gdy ze mną rozmawiała widziałam w jej słowach śmiech przez łzy... Czułam, że to pali moją duszę... Odbiera radość życia, którą do tej pory miałam... Którą odzyskałam po przejściach ze swoją pierwszą i jedyną miłością...
W końcu stało się to czego się obawiałam... Opisy na komunikatorze przestały się zmieniać... Myślałam, że oszaleję... Nie wiedziałam co robić... W końcu do głowy wpadł mi głupi plan, żeby pójść tam, gdzie pracowała jej była dziewczyna i zapytać ją o to czy nie wie, co się z nią dzieje...
Plan naprawdę głupi i szalony... Bo jeśli nic się nie stało, to wyszłabym na kompletną idiotkę... A może już nią byłam, skoro tak bardzo się tym wszystkim przejmowałam? W każdym razie musiałam coś zrobić...

Gdy przyszłam na miejsce i zobaczyłam jej byłą, bez zastanowienia do niej podeszłam i zapytałam, gdzie można znaleźć E. lub czy nie miała od niej żadnych wieści.
Ona stała przez chwilę i patrzyła na mnie jak na osobę, którą dopiero wypuścili z Tworek... Po czym zapytała "A kim ty jesteś?".
Właśnie... Kim ja byłam?! Jak ja miałam to powiedzieć, aby nie zabrzmiało to śmiesznie? Przecież rzeczywiście było to kompletne wariactwo... Powiedzieć jej, że jestem osobą, która od niedawna zna jej byłą i się przejmuje tym, czy nie zrobiła sobie czegoś złego...
Nie odpowiedziałam... Za to jeszcze raz z większym naciskiem powtórzyłam swoje pytanie... Zmierzyła mnie od stóp do głów i już chciała odejść, gdy ją powstrzymałam...
- Posłuchaj - zaczęłam do niej mówić - Zabrzmi to jak jakieś wariactwo, ale posłuchaj mnie uważnie... Znam E. od niedawna... Gadałyśmy sobie czasem przez komunikator, ale ostatnio ona wcale się nie odzywa i nawet opis się jej nie zmienia... Wiesz... Boję się, że mogła sobie zrobić jakąś krzywdę... Nie wiedziałam, co robić... Jak się dowiedzieć, czy jej się nic nie stało... Więc myślałam, że może ty coś będziesz więcej wiedziała na ten temat... Albo że będziesz umiała chociaż to sprawdzić... Ja nawet nie wiem, gdzie ona mieszka... Więc byłabym wdzięczna za pomoc, bo inaczej to chyba oszaleję...
Myślałam, że po tym długim moim wywodzie ona zacznie mi się śmiać
prosto w twarz... A jednak byłam mile zaskoczona...

Powiedziała, że nie ma od niej od dłuższego czasu żadnych wiadomości, ale jeżeli tak mi zależy na znalezieniu jej, to powie mi gdzie mieszka... Żebym sama sprawdziła, bo ona teraz nie może... Ale żebym potem dała jej znać, czego się dowiedziałam. A na koniec dodała, że życzy mi szczęścia i ma nadzieję, że nic się nie stało.
Potem od razu stamtąd wybiegłam i udałam się pod adres, który mi wskazała...

Pukałam do drzwi... Cisza... Dzwoniłam... Cisza... Myślałam, że serce mi stanie z tego niepokoju...
W pewnym momencie drzwi otworzyła jakaś starsza pani... Zmierzyła mnie wzrokiem i po chwili zapytała, kim jestem i czego chcę...
Przez moment nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć... Chciałam chyba stamtąd uciec, przeczuwając... Obawiając się najgorszego...
W końcu jednak pomyślałam sobie, że nawet najgorsza prawda będzie lepsza od tej niepewności... Powiedziałam więc po co i do kogo przyszłam...
A potem czekałam na odpowiedź... Starsza pani popatrzyła na mnie, po czym rzekła zmienionym, smutnym głosem:
- E. to pani koleżanka, tak? Cóż... Biedna dziewczyna... Próbowała popełnić samobójstwo... Chyba przez tą nieszczęśliwą miłość... A taka kochana dziewczyna...
Starsza pani kontynuowała swoją wypowiedź, ale ja już jej nie
słuchałam. Czułam się tak, jakbym dostała młotkiem po głowie... Przez moment stałam jak zahipnotyzowana... Nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje... Czułam jak łzy mi zaczynają napływać do oczu i wtedy usłyszałam:
- Ale co pani jest?
W pierwszej chwili pytanie to wydało mi się bardzo głupie. Nie
rozumiałam, jak ta kobieta w ogóle mogła je zadać. "Jak to co mi jest?! Przecież...". Myśl się sama urwała w połowie zdania - nie mogłam tego dokończyć. To było zbyt trudne... Zbyt straszne...
Ale starsza pani, jakby czytając mi w myślach, powiedziała:
- To pani...? To pani myślała, że ona nie żyje?
"Jak to, to ja myślałam, że ona nie żyje?! Przecież sama przed chwilą powiedziała, że popełniła samobójstwo!". Patrzyłam na nią, nie mogąc zrozumieć, o co jej chodzi...
- Och... Ja nie chciałam pani przestraszyć... Ona żyje... Jest w szpitalu... Nic jej się nie stało - ciągnęła dalej ta kobieta, która w pierwszej
chwili była dla mnie Aniołem Śmierci zabierającym ludzi... A teraz stała się Aniołem przynoszącym dobre wieści...
Po tych słowach chciałam ją normalnie ucałować, ale się powstrzymałam, bo już całkowicie wzięliby mnie tego dnia za wariatkę. W dodatku zależało mi na czasie... Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, w którym szpitalu leży i ją zobaczyć...
Jeszcze nie wiedziałam, czemu, ale wiedziałam, że muszę to zrobić...

Gdy dotarłam na miejsce, przez długą chwilę zastanawiałam się czy mam wejść do środka... Przecież wiedziałam już, że żyje... Może więc niepotrzebnie bym jej teraz przeszkadzała? Przecież tyle razy mnie zbywała, że da sobie radę... Że nie potrzebuje mojej pomocy... Mojego wsparcia... Zresztą co by sobie pomyślała, gdybym jednak się przed nią pojawiła? Co ja bym jej powiedziała? Że po co przyszłam?! Zobaczyć ją? Że tyle natrudziłam się, aby ją odnaleźć? Ale właściwie po co ja to robiłam? Przecież tak krótko się znałyśmy...
Stałam więc i się wahałam... Wejść czy nie wejść...? A może jednak lepiej nie...? W pewnym momencie nie wytrzymałam... Usiadłam na jakiejś ławce i zaczęłam płakać... Nie wiedząc jeszcze sama, dlaczego... Myślałam sobie, że to może wynik tych emocji, które towarzyszyły mi przez kilka ostatnich dni... Że w końcu sytuacja się wyjaśniła i cały ten niepokój opadł, dając sobie ujście właśnie w postaci łez...
Z całą pewnością tak było, ale...
Jednak postanowiłam, że na chwilkę do niej zajrzę... Miałam nadzieję, że będzie sobie w tym czasie odpoczywała i że nawet nie będzie wiedziała, że byłam...
Weszłam do środka... Lekarze od razu skierowali mnie we właściwe miejsce... Poszłam...
Na szczęście ona jednak spała... Stanęłam obok jej łóżka i przez chwilę ją obserwowałam... Wyglądała jak biedne, małe, zagubione dzieciątko, które przez przypadek... Przez nieszczęśliwy przypadek zderzyło się ze światem... Ze światem cierpienia i bólu... Z nieszczęśliwą miłością, o której tak trudno zapomnieć... Wyrzucić wspomnienia i zacząć żyć dalej z otwartym serduszkiem... Z otwartością i wiarą w ludzi... Z wiarą w ich szczerość... Oddanie... I wierność...
Gdy tak na nią patrzyłam, dopiero teraz do mnie dotarło, po co ja to wszystko robiłam... Czemu się tak martwiłam, ganiałam po całym mieście i robiłam z siebie wariatkę, aby dojść do tego, co się z nią stało... Kochałam ją... Nie wiem od kiedy, ale jednak w moim sercu zagościła ona...
Choć w tym momencie to uczucie było takie bezsensowne... Przecież jej serce nie należało do mnie... Należało do kogoś innego... Do niej...
Nie liczyłam na to, że może mnie teraz pokochać... Potrzebowała czasu... Zresztą nie miałam pewności, co do tego, że gdy upora się ze swoim cierpieniem, to będzie chciała być akurat ze mną... Tyle razy mnie przecież spławiała...

Wyszłam stamtąd, mając nadzieję, że mnie jednak nie zauważyła... I udałam się do jej byłej, aby powiedzieć, co się stało...Pewnie to był mój największy błąd, ale wiedziałam, że zrobić to muszę...

Jej była dziewczyna wysłuchała mnie w milczeniu... Ale widziałam, że zaczyna się w niej coś zmieniać... W każdym razie przeczuwałam to...
Gdy skończyłam mówić, ona usiadła na jakiejś ławce i także zalała się łzami... Jak ja poprzednim razem... Przez chwilę miałam nadzieję, że to z powodu jakiegoś wyrzutu sumienia... Że to przez nią o mało nie doszło do tragedii, ale gdy usłyszałam słowa "Dziękuję, że mi to powiedziałaś - choć nie musiałaś" wiedziałam już, że nie o to chodzi... Ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak ją kochała i jakie głupstwo popełniła, że od niej odeszła... I że o mało przez te głupstwo nie straciła jej na zawsze...
Potem szybko wstała i powiedziała:
- Muszę natychmiast do niej iść - jakby w ogóle nie brała pod uwagę tego,
że ja mogę... Że ja kocham E.
A dalej powiedziała:
- Gdzie mogę ją znaleźć? W którym szpitalu leży?
Popatrzyłam na nią z niepokojem... Wiedziałam przecież już
w tej chwili, co ma zamiar zrobić... Przez moment chciałam ją uderzyć... Że przez długi czas w ogóle jej nie obchodziło to, co się dzieje z E., a teraz nagle...
Ale nie mogłam postąpić inaczej... Wiedziałam o tym... Wiedziałam, że E. będzie szczęśliwa tylko z nią... Że nadal chce do niej wrócić... Że nadal ją kocha... Że gdyby było inaczej, to by nie próbowała odebrać sobie życia... Więc to było najlepsze wyjście...
Podałam jej adres tego szpitala z wielkim bólem serca... Ona wstała i gdy już miała odchodzić, niespodziewanie odwróciła się w moim kierunku i powiedziała:
- Dziękuję... Nie musiałaś tego robić, a jednak... Wiem przecież, że i ty ją kochasz...
Nie odpowiedziałam na to nic. Jedyne, co mogłam w tej chwili zrobić, to
usunąć się w cień... Nie przeszkadzać... Pozwolić E. odejść...

Miałam jednak jedną małą prośbę do jej byłej-teraźniejszej dziewczyny... Aby E. nigdy nie dowiedziała się, że biegałam po całym mieście jak oszalała... Żeby nie wiedziała, że to ja ją znalazłam... A tym samym, żeby nigdy nie dowiedziała się, co do niej czuję...
Ona się na to zgodziła... Obiecała mi, że nigdy jej tego nie powie... Po czym poszła do szpitala, aby ją odwiedzić...
A ja zostałam sama... Z pustką...

Po wyjściu ze szpitala E. kilka razy próbowała się ze mną skontaktować poprzez komunikator... Sms-y... Telefon... Powiedzieć mi, że jest taka szczęśliwa... Że jej była do niej wróciła... Że ma znowu po co żyć...
Czytałam te wiadomości z wielkim bólem w sercu... Z wielkim bólem też na nie na początku odpowiadałam... Że się cieszę... Że oby tak dalej... Że gratuluję im tego szczęścia... Że się w końcu odnalazły... Że to wspaniale...
Ale czułam, że to jest ponad moje siły... I po jakimś czasie przestałam się odzywać... Za bardzo mnie to wszystko bolało... To, że ona nie jest i nie będzie moja... Potem i ona przestała się do mnie odzywać... W sumie po co...?! Skoro przestała mieć ode mnie jakiekolwiek wiadomości...? Też bym tak zrobiła...
Dopiero jakieś pół roku później dostałam od niej wiadomość... W postaci maila...
Że bardzo dziękuje, że tak się o nią martwiłam... Że byłam nawet w jej domu, aby dowiedzieć się co się z nią stało... Że byłam u jej byłej-obecnej kobiety i że pomogłam im się odnaleźć... Że domyśla się, jakie to musiało być dla mnie trudne... Skoro "przecież dobrze wiesz" - tak to napisała... aby nie nazwać wprost tego, co do niej czułam... Że to było naprawdę szlachetne z mojej strony... Że ma nadzieję, że u mnie wszystko w porządku... Że mnie pozdrawia i życzy szczęścia... Że liczy na to, że jeszcze kiedyś się spotkamy i pogadamy... Jak uda mi się o niej już zapomnieć... To znaczy zapomnieć tym o uczuciu do niej...
Chciałam napisać, że nigdy nie uda mi się o niej zapomnieć, ale jednak się powstrzymałam... Przecież to nie miało sensu...
Odpisałam jej tylko kilka słów:
"Cieszę się, że jesteś w końcu szczęśliwa... a o mnie się nie martw. Pozdrawiam."

Teraz minął już cały rok od tamtego czasu, a ja nadal o niej myślę... Zastanawiam się, co by to zmieniło, gdybym jednak jej byłej nie dała adresu tego szpitala...? Czy mimo wszystko byłaby jakaś szansa na to, abyśmy były razem...? Czy one były sobie pisane i mimo wszystko by się odnalazły...? Czy los sam by ich jakoś nie połączył...?

Więc jak widzisz E., taka szlachetna to jednak nie byłam... Ciągle się waham... Wypominam, że źle zrobiłam, podając jej ten adres... Bo chciałabym mieć Cię tylko dla siebie... Tak trudno pogodzić się z tym, że nie jesteś ze mną... Tak trudno zapomnieć o Tobie...

Może kiedyś się uda... ale ja - jeszcze tego nie wiem...
Data publikacji w portalu: 2005-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

portal Zasady i regulamin blogów
freeberde Chciałabym zrozumieć dlaczego Administratorka Portalu Dla Kobiet nie usuwa mężczyzny, który jest codziennie od dwóch lat na tym portalu. Ten mężczyzna pisze teksty uwłaczające Kobietom,... opinia dodana 2019-12-11 20:52:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Seks lesbijski. 101 pozycji - Schell Jude
Warto przeczytać - polecam.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019