ODEJŚĆ KOCHAJĄC

nando-Ania
Pamiętam, jak cię poznałam. Nie było to romantyczne spotkanie, ale jakaś siła ciągnęła nas ku sobie. Nowoczesność, czat i my dwie wśród listy osób, takie zagubione i potrzebujące miłości. Ja we Włoszech, a ty gdzieś w Polsce. Obie związane z innymi kobietami, które w jakiś sposób kochałyśmy, ale nie potrafiłyśmy być szczęśliwe. Do dziś myślę, ze to w ogóle było przeznaczenie. Jednak albo los z nas zadrwił, albo my zgubiłyśmy się przez te ponad dwa lata. Pamiętam, jak dostałam Twoje zdjęcie, mówiłaś, że to najlepsze, jakie masz, a ja widząc je, się przeraziłam. Powiem ci teraz prawdę: wówczas zamierzałam przerwać tę naszą wirtualną "przygodę".
Po godzinie dostałam Twojego sms-a, w którym pisałaś, że żałujesz, iż wysłałaś mi zdjęcie, bo nie odpowiadam Ci. Zrobiło mi się strasznie głupio i zawstydziłam się sama przed sobą. Dałaś mi lekcje pokory.
Nigdy nie dowiedziałaś się o tym, a ja nadal utrzymywałam z Tobą wirtualny kontakt. Po prawie pół roku zdecydowałyśmy się na spotkanie. Była zima, tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy przekroczyłam granice Polski i zaraz za nią wysiadłam z autokaru. Miałaś na mnie czekać, a to ja czekałam na Ciebie. Był śnieg i mróz. Stałam na stacji benzynowej i zmarznięta wypatrywałam Cie. Przyjechalas białym autkiem po paru minutach. Białe autko, biała kurtka, ciemne włosy, przepiękne oczy. Absolutnie nie przypominałaś kobiety ze zdjęcia. Jak tylko Cię zobaczyłam, wiedziałam, że do Ciebie należę. Już wiedziałam, że zrobię wszystko, byś Ty również pokochała mnie. Wysiadłaś z samochodu, obie byłyśmy onieśmielone. Zaproponowałaś, byśmy odjechały z tej "benzynówki". Kiedy ruszyłaś, przyglądałam Ci się w zachwycie. Chciałam, byś poczuła to, co ja czułam do Ciebie. Parę razy wyładowałybyśmy w rowie, bo byłaś rozkojarzona. W końcu poprosiłam Cię byśmy się zatrzymały gdzieś w lesie. Długo tego lasu szukałaś. Na parkingu patrzyłyśmy na siebie, nie potrafiłam odczytać Twoich oczu (to one są odzwierciedleniem duszy). Zaryzykowałam i wzięłam Cię za rękę. Ten gest był chyba najbardziej doznaniowy w moim zyciu. Kurczę, nigdy jeszcze wcześniej nie czułam takiego podniecenia jak wówczas. Zrobiło mi się gorąco i poprosiłam Cię byśmy się przeszły. Mówiłyśmy niewiele. Widocznie te pół roku czatowania było wystarczające. Dużo słow. i wydawało mi się, że znam Cię lepiej niż siebie.
Śnieg skrzypiał nam pod butami i para uchodziła z ust. Trzymałyśmy się za ręce i szłyśmy w głąb tego lasku. Doszłyśmy do polany spowitej w bieluśkim puchu. Odwrocilam się do Ciebie i odważyłam pocałować. Zadrżałaś i już wiedziałam, że czujesz to, co ja. Pocalunek był delikatny, do dziś pamiętam smak Twoich gorących ust, wyraz oczu po tym, jak odsunęłam od Ciebie moje usta. Coś śpiewało we mnie. Przytulilam Cię, drżałaś nadal i już nie byłam taka pewna czy to z mojego powodu, czy przez 15 stopniowy mróz. Spędziłyśmy ze sobą parę godzin, po czym musiałam odjechać, a Ty wrócić do domu. Byłam zakochana jak nigdy i wiem, ze już zawsze będę Cię kochała.
Potem wypadki potoczyły się szybko. Ty przyjechałaś do mojego rodzinnego domu i tam spędziłyśmy naszą pierwszą noc. Było cudownie, choć obie byłyśmy bardzo oniesmielone. Sylwuniu, miałaś i masz oszałamiający zapach i smak. Leżąc koło Ciebie, bez dotykania Cię, mogłam przeżyć cudowny orgazm. Nie mogłam się Tobą napoić. Ty również prosiłaś o wiecj. Pomyślałam, że tak pewnie wygląda raj. Tej nocy kochałyśmy się wiele razy.
Na Sylwestra byłaś umówiona ze swoją kobietą. Prosiłam, byś nie jechała, ale odpowiedziałaś mi, że obiecałaś i że tyle jesteś jej winna. Ja również byłam umówiona z moją, ale choć zdaję sobie w tej chwili sprawę z mojego egoizmu, byłam w stanie odwołać natychmiast mojego Sylwestra. Wiem, sprawiłabym Kasi dużo bólu, ale wówczas liczyła się tylko moja czarnooka dziewczyna o zapachu brzoskwini i imieniu Sylwia.
Odprowadziłam Cię na pociąg i pewnie miałam minę zbitego psa. Zazdrość paliła mnie od środka, ale nie zatrzymywałam Cię na siłę, nie mówiłam, że jeśli pojedziesz, to nigdy się już nie spotkamy. Zresztą, sama odpowiedziałaś mi, że gdybym tak postawiła sprawę, to zostałabyś, bo mnie kochasz. Nie zrobiłam tego, nie chciałam szantażować Cię emocjonalnie. Rozumialam, ze musiałaś zakończyć sprawę z Iza, a ja sprawę z Kasia. Bylas mądrzejsza ode mnie i miałaś dużo cierpliwości dla mnie. Dawałaś mi miłość spokojną, a moja przypominała wulkan. Chciałam Cię już na zawsze. Nie chciałam się z Tobą rozstawać nawet na sekundę. Uzależniłam się od Ciebie w niewielkim czasie. Nie wiem czy to była chemia, ale miłość na pewno.
Spędziłyśmy Sylwestra osobno.
W styczniu przyleciałam samolotem do Warszawy, bo tam się umówiłyśmy. Wzięłam pokój w hotelu i spędziłyśmy tam niezapomniane chwile. Kochałyśmy się, wychodziłyśmy na miasto. Wieczorem byłyśmy w greckiej restauracji. Bardzo Ci się tam podobalo. Piłyśmy wino, słuchałyśmy nastrojowej muzyki. Po powrocie do hotelu znowu była upojna noc. Zapytałam Cię czy jeśli zaśniesz i będę chciała się z Tobą kochać to czy się na mnie zdenerwujesz, jeśli Cię obudzę pieszczotami. Z tym Twoim cudownym uśmiechem na ustach, pełnym czułości odpowiedziałaś mi, że na pewno nie, żebym spróbowała, a sama się przekonam. Chyba wówczas to był najpiękniejszy weekend w naszym związku.
Okazywałaś mi uczucie na każdym kroku, pisałaś, powtarzałaś tysiące razy jak bardzo mnie kochasz. Pisałaś mi słowa piosenek, wiersze. Cudze, ale to było mile. Czułam się pępkiem świata.
Potem nastąpił w Tobie kryzys. Chciałaś powiedzieć o sobie rodzicom.
Myślałaś, ze oni o Tobie wiedza, ale nie poruszają tego tematu. Zaczęło Ci ciążyć to milczenie. Byłam swiadkiem Twoich męk, mówiłaś mi, ze już tak dłużej nie możesz. Poradziłam Ci byś zdobyła się na szczerą rozmowę i powiedziała im wszystko. Zrobiłaś to i rozpętało się piekło. Twoi rodzice, zagorzali katolicy, robili wszystko w tym kierunku, by Cię naprowadzić na tzw. dobrą drogę. Przeżywałaś upokorzenia, długie bezcelowe rozmowy, które zawsze kończyły się przykrościami. Dzwoniłam do Ciebie, a Ty byłaś coraz smutniejsza. Starałam się pomoc, miałam wiele złości do Twoich rodziców. Zaczęłam ich nienawidzić za to, co Ci robią. Postanowiłam zabrać Cię z tego domu. Wiązała Cię praca z tym regionem Polski, więc poprosiłam Cię, abyśmy tymczasowo wynajęły mieszkanie 30 km od miejsca Twojej pracy i Twoich rodziców. Powiedziałam, że ustawię sobie pracę tak, by 2 tygodnie być z Tobą w domu. Bylo Ci ciężko, ale zgodziłaś się. Pamiętam w dniu, w którym się wyprowadzałaś, zadzwoniłaś już z naszego wspólnego gniazda zrozpaczona. Nie potrafiłaś sobie z tym wszystkim poradzić. Zamieniłam sobie dyżury, wsiadłam w samochód i jednym tchem pokonałam odległość 1600 km z Rzymu do Ciebie. Nad ranem dojechałam. Serce rozpadło mi się na kawałki w chwili, kiedy zobaczyłam Cię przed blokiem opuchniętą od płaczu. Miałaś taki smutek w oczach, że aż mnie przerazal. Wówczas zaczął się początek naszego końca. Wtedy tego nie wiedziałam.
Zaczęłaś się ode mnie oddalać. Mieszkałyśmy razem, ale to już nie było to. Rodzice skutecznie zasiali w Tobie wątpliwości odnośnie mnie i Twojej seksualności. Prosiłam Cię, byś na jakiś czas zerwała kontakt i dała im czas na przetrawienie tych zdarzeń.
To uzależnienie od pępowiny było jednak silniejsze od moich rad. Unikałaś kontaktów fizycznych ze mną, nie interesowałaś się domem, byłaś w stanie apatii. Tracilam Cię. Popełniłam wiele błędów w desperacji. Kłóciłyśmy się o drobiazgi. Znikła Twoja czułość, a ja łapałam się brzytwy, by Cię odzyskac. Dużo niepotrzebnych słów, bólu i cierpienia. Zaczęłam pić coraz więcej, by się znieczulić. Jak wracałam z zagranicy to z nadzieją, że może tym razem będzie lepiej, ale nie bylo? Tylko strach. Zabierałam Cię w podróże, byś odsapnęła od atmosfery, która Cię przygnębiała. Kiedyś przeczytałam, ze najgorsze w życiu to jest być z kimś i czuć się samotnie. Mogę to potwierdzić. Zagubiłyśmy się, Kochanie.
Ostatnim razem musiałam wyjechać, by poukładać sobie wszystko. Minęły 2 lata, jak się tak szarpiemy. Dwa lata naszego wspólnego mieszkania.
Wyjechałam do Poznania. Zatrzymałam się u kuzynki. Opowiedziałam jej wszystko. Potrzebowałam pomocy. Wiele przemyślałam, w międzyczasie zdążyłyśmy się pokłócic. Miałaś do mnie pretensje, że wyjechalam. Probowalam Ci tłumaczyć, dlaczego. Nie docierało do Ciebie. Nie chciałaś zrozumieć. Wróciłam do domu po 10 dniach. Rozmawiałyśmy 2 dni, po czym Ty pojechałaś do rodzicow. Wróciłaś i znowu rozmowa. Kłótnia okropna, kiedy powiedziałam Ci, że po powrocie z Rzymu zabieram moje rzeczy i wyprowadzam się. Najgorsze jest to, że gdybym chociaż przez chwilę zobaczyła miłość w Twoich oczach, nie doszłoby do tego. Ale w Twoich oczach nie ma już miłości, czuję się jak Twój wyrzut sumienia.
Przecież to przeze mnie powiedziałaś rodzicom. Ja Ci to poradziłam, ja Cię zabrałam z rodzinnego domu. A tak naprawdę to Oni mi zabrali Ciebie. Zatruwali nasza grzeszną miłość arszenikiem. Powoli, ale skutecznie. Teraz muszę tylko wrócić i mieć odwagę po raz ostatni zamknąć drzwi. Bede potrzebowała odwagi, by nie wziąć komórki do ręki i nie błagać Cię o miłość. Będę cierpiała, wypiję morze alkoholu, narobię wiele głupstw, aż w końcu ten ból zacznie maleć. Mam nadzieje, że zacznie... Sylwuniu, odchodzę, kochając Cię tak jak tamtego dnia na stacji benzynowej. Zabiorę te wspomnienia ze sobą i będę nimi żyła, aż znowu zobaczę światełko w tunelu...
Data publikacji w portalu: 2005-08-03
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019