CZĘŚĆ ÓSMA - SOBOTA

Yoolya vel Hexa
Matylda pozwoliła nieść Monice tylko walizkę wszystkie torby niosła ona. Gdy Matylda otworzyła drzwi od mieszkania i weszła do niego, aby porzucić sprawunki w kuchni, Monika wchodziła wolno, rozkoszując się widokami. Wyglądała, jakby chciała pochłonąć wszystko oczami. Nagle jej wzrok zatrzymał się na bukiecie kwiatów.
- Kamila uwielbiała róże. - Matylda trochę zaskoczona starała sobie przypomnieć, kim jest Kamila. Tyle ostatnio wydarzyło się w jej życiu, ciężko jeszcze spamiętać cudze. Nagle klapka się otworzyła. Kamila to kobieta Moniki. Wnioskując zdanie chyba była kobieta. Monika kontynuowała, stawiając walizkę przy stole, na którym stały kwiaty.
- Byłyśmy ze sobą ponad pół roku. Matylda, wytłumacz mi, dlaczego ja mam takiego pecha w miłości. Moja najdłuższa znajomość trwała trzy lata. Wszystkie mnie zostawiały, wmawiając mi, że mnie kochają, ale potrzebują czasu. - Teraz Monika zaczęła płakać. - I do tego wszystkiego umarł jeszcze mój ojciec. Nie dowiedział się o mnie prawdy do końca swojego życia. Okłamywałam go przez dwadzieścia osiem lat. Przez tyle lat nie miałam odwagi. Miałam tyle sytuacji a żadnej nie wykorzystałam. Oni myśleli, że mój przyjaciel gej jest moim facetem. Pisałam ci kilka razy o tym, że on przychodził do mnie na rodzinne obiady a ja do niego. W ten sposób się nie czepiali. Tylko od czasu do czasu pytali, kiedy wyjdę za Karola. A ja tłumaczyłam im, że jest mi dobrze w takim luźnym związku. Jacy oni byli naiwni, wierzyli w każde moje słowo? - Matylda podeszła do niej i przytuliła. Tak, jak ona nie lubiła być pocieszana tak samo nie lubiła pocieszać innych. Monika wtuliła się w objęcia przyjaciółki. Matylda czuła, jak jej ramię staje się coraz bardziej wilgotne od łez Moniki. W końcu wydusiła z siebie.
- Proszę, nie płacz. Dzisiejszy dzień ogłaszam dniem bez łez. Przez to, że złamałaś główną zasadę tego dnia, za karę myjesz naczynia po obiedzie a będzie co myć.
- Ale to nie sprawiedliwe. Ja nic nie wiedziałam o tym dniu. - nagle poprawił się jej humor.
- Patrz, nawet w kalendarzu o tym napisali. - Matylda uwolniła się z objęć. Wyjęła z plecaka długopis. Podeszła do kalendarza zawieszonego na ścianie i ku zaskoczeniu Moniki napisała przy napisie sobota "dzień bez łez". Dzięki temu czynowi na twarzy Moniki znowu zagościł uśmiech.
- Zawsze wiedziałam, że jesteś wariatką. Ale te naczynia już pozmywam. Wiem, że tego nie lubisz.
-Ciekawe skąd ty to możesz wiedzieć. - Matylda zaczęła się śmiać. Przygotowała pyszny obiad, w czym pomagała Monika. Zrobiła to szybko i sprawnie. Ukarana, na bieżąco zmywała każdą rzecz, która zostawała włożona do zlewu. Zjadły przy stole w salonie. Matylda, gdy szła do toalety, schowała kwiaty do gabinetu, aby nie przywoływały przykrych wspomnień.
Po obiedzie siadły na fotelach z herbatą w ręku, zaczęły rozmawiać o różnych sprawach. Rozmawiały o wszystkim. Przecież nie miały przed sobą żadnych tajemnic.
Nie zdążyły się obejrzeć, jak za oknami zrobiło się ciemno. Już były po jednej butelce schłodzonego wina. Teraz zaczęły rozparcelowywać drugie. Że rozmowa się kleiła to i wino szybko znikło. Przy połowie drugiego obydwie straciły już rachubę czasu. Przestały też kojarzyć, co się do nich mówi. Nie pamiętały też, co one mówią.
Gdy ogarnęła je senność, Matylda z przyzwyczajenia do słabej głowy Karoliny, zaprowadziła Monikę do sypialni, rozebrała do naga i przykryła kołdrą. Sama też się rozebrała i położyła obok Moniki.
Objęła ją od tyłu. Dopasowała się do niej jak brakujący element układanki. Zasnęła bez słowa dobranoc. Matylda tylko pocałowała ją w szyję.
Część dziewiąta. "Niedziela"
,Rano pierwsza obudziła się Monika. Przeciągnęła się, poczuła, że czyjaś dłoń leży na jej brzuchu. Jej ręka była uwięziona pod czyjąś szyją. Dopiero po jakiejś chwili dotarło do niej, że obok leży kobieta, którą tak dobrze zna. Teraz obudziła się Matylda, czując, że ktoś się poruszył, nieprzytomna, wypowiedziała kwestię, którą co rano mówiła Karolinie:
- Dzień dobry, kochany promyczku - Monika była zaskoczona.
- Witam cię - zaczęła się zastanawiać, ale jednak powiedziała. - Kochanie.
Matylda ocknęła się, słysząc cudny głos, który na pewno nie należał do kochanego promyczka.
- Monika? - Matylda zerwała się - Czy ja? Czy my?
- Wnioskując z naszego stroju, słów na przywitanie, tego, że spało mi się cudownie, chyba tak.
- O rany, kochać się z przyjaciółką i tego nie pamiętać.
- Poczekaj sprawdzę coś - Wyciągnęła spod kołdry stopę, spojrzała na nią i powiedziała.
- Pocieszę Cię, że było mi cudownie, bo nie mam skarpetek na nogach. Wiem, to takie małe zboczenie, ale nic na nie, nie poradzę.
- To dobre pocieszenie.
- Żałujesz? - zapytała zadowolona odkryciem Monika. Matylda nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czuła zmęczenie, jakby nieźle rozrabiała tej nocy, ale też nic nie pamiętała.
- Nie, niczego nie żałuję. Cieszę się, że to na ciebie padło. Jesteś drugą kobietą, z którą się kochałam. Myślałam, że tą pierwszą i jedyną pozostanie Karolina. Dziękuję losowi, że to akurat z tobą był ten drugi raz. Dziękuję za cudowną noc. - z tej wdzięczności pocałowała Monikę. Ona wcale się nie broniła. Odwzajemniła namiętnym pocałunkiem.
Na zegarze było czterdzieści dwie po siódmej, Monika miała jechać pociągiem o dziesiątej piętnaście. Gdy zegar dał sygnał, że jest już ósma przestały się całować i czule dotykać.
- Ósma - powiedziała Monika. -Tak nie chce mi się wracać. Tak dobrze mi przy Tobie.
- Też nie chcę abyś jechała.
- O której musimy wyjść? -w jej oczach pojawił się smutek.
- Aby zdążyć i chwilę poczekać tak o wpół do dziesiątej musimy wyjść. Niestety, musimy wstawać, jeśli chcemy zdążyć.
- Dobrze wstajemy. - Matylda podniosła się pierwsza, choć najchętniej zostałaby w łóżku. Niedziela zawsze kojarzyła się jej z wylegiwaniem do późnych godzin popołudniowych.
Poszła do łazienki, skąd wzięła szlafrok dla siebie i Moniki.
- Proszę. Zaraz podam śniadanie. Chcesz kawę czy herbatę?
- Mocną kawę, poproszę. - Matylda przygotowała kawę. Gdy Monika weszła do kuchni, była zaskoczona tym, co zastała.
- Dlaczego z mlekiem. Ja piję bez - podniosła kubek. Zbliżyła do Matyldy, aby udowodnić, że kawa jest jaśniejsza od mleka.
-To przyzwyczajenie. Karolina zawsze piła z mlekiem. Jak chcesz, mogę zrobić ci następną a tę wypiję ja?
- Jakbyś mogła. Dla mnie kawa musi być kawą. Przepraszam. - pocałowała Matyldę w szyję
- Nie będzie to dla Ciebie problemem. - zapytała Monika.
- Żadnego problemu. Mnie też się przyda kofeina od rana.
Zjadły śniadanie. Znowu rozmawiały o wszystkim i o niczym. Przed wyjściem Matylda objęła i pocałowała Monikę.
- Dziękuję za wspaniały wieczór, noc i poranek.
- Ja również dziękuję. Przyjedziesz do mnie na weekend?
-We Wrocławiu jeszcze mnie nie było. Dobrze przyjadę.
Matylda odprowadziła Monikę na pociąg. Pomachała jej na pożegnanie. Umówiły się, że wszystko uzgodnią w mailach. Przecież przez tyle lat im służył i doprowadził do aktualnej sytuacji.
Gdy wracała z dworca, postanowiła zrobić jakieś większe zakupy. Pojechała do hipermarketu. Załadowała połowę wózka. Gdy dojechała do kas, władowała się w największy ruch niedzielny. W kolejce miała dodatkowy czas do przeanalizowania swojego postępowania. O tym, co się wydarzyło i o tym, czego nie było. Nie żałowała nocy z Moniką, ale nie była do końca pewna czy kochały się ze sobą. Nigdy nie myślała o tym rano, gdy budziła się wtulona w ramiona Karoliny. Tutaj była zupełnie inna sytuacja. Czuła się, jakby przespała się z obcą osobą. Choć znały się już wiele lat, to i tak nie mogła stwierdzić, że ją zna.
Gdy wyszła z hali, poczuła na sobie krople deszczu. Jak bardzo lubiła deszcz. Najbardziej ten letni ciepły. Lubiła stanąć na chodniku, podnieść wzrok w niebo i obserwować spadające krople. Ten deszcz był inny. Matylda wyczuła w nim złość. Tak szybko spływał po jej twarzy. Nie chciał pozostać na niej choć na chwilę. Uciekał od niej. Złościł się na nią.
Wsiadła do samochodu i zaczęła mówić sama do siebie.
- Co ja narobiłam. Zepsułam przyjaźń. Ta znajomość już nie będzie taka jak do tej pory. To Karolina się na mnie gniewa. Nie chciałam, aby tak się to skończyło. Chciałam mieć prawdziwą przyjaciółkę, z którą będę mogła rozmawiać o wszystkim. Wszystko zepsułam.
Włączyła silnik i pojechała do mieszkania. Rozpakowała zakupy i zadzwoniła do Filipa. Porozmawiała z nim chwilę. Stwierdził, że niedługo przyjedzie do siostry. Nie minęło czterdzieści minut i już był u niej.
- Opowiadaj od początku. - nakazał brat.
Nie miała przed Filipem tajemnic. Opowiedziała o wszystkim, co się wydarzyło. Dołączyła swoje odczucia i doznania oraz stwierdzenia. Filipo był zaskoczony tym, co się stało. Nie znał siostry z tej strony.
Martyna zawsze była wierna swojej miłości. Poza wyskokiem w młodości nigdy później już nie zdradzała Karoliny. Zbyt mocno ja kochała. Nie potrafiła swojej miłości podzielić na więcej niż jeden. Jej uczucie był niepodzielne. Była jedna wielka wspaniała. A po śmierci Karoliny została tak strasznie zraniona.
Filip posiedział jeszcze trochę u siostry. Potem stwierdził, że jest już późno i musi wracać do domu kontynuować robotę. Gdy wyszedł, Matylda nie krzątała się długo po mieszkaniu. Szybko pozmywała i położyła się spać, w końcu następnego dnia miała rano iść do pracy a wieczorem kolacja z nieznajomym. Zasnęła bardzo szybko. Przed snem nastawiła jeszcze budzik.
Część dziesiąta. "Poniedziałek"
Gdy rano zadzwonił, żałowała, że go nastawiła. Sen nie dodał jej energii i chęci do wstania. Do podniesienia się z łóżka Martyna zawsze wykorzystywała zdrowy rozsądek. Wmawiała sobie, że musi wstać i jakoś skutkowało do tej pory.
Punktualnie o dziewiątej była w pracy. Dostała swój dzienny przydział pracy. Gdy inni szli na papierosa, ona zawsze sprawdzała pocztę w internecie. Tak też zrobiła tym razem. Przeczytała i krótko odpisała na maile od znajomych a list od Moniki wydrukowała. Nawet na niego nie spojrzała. Był na pięciu stronach. Schowała go do plecaka. Przeczyta go po pracy. Często, gdy skończyła już robotę, szła do kawiarni czytać maile od Moniki. Potem w drodze do domu obmyślała treść odpowiedzi na jej wiadomość.
Tak było i tego dnia. Kelner już bardzo dobrze znał Matyldę. Podchodził do niej po zamówienie, czekał na jej słowa, choć już dobrze wiedział, co zamówi.
Podszedł do Matyldy i zapytał ją, co chce zamówić.
- Mrożoną kawę, proszę. - jakie było jego zaskoczenie, gdy to usłyszał. Zawsze zamawiała najzwyklejszą kawę. Bez cukru i mleka. Po prostu kawę.
Odszedł zdegustowany, po chwili przyniósł zamówienie. Postawił filiżankę na stoliku obok kartek, które Matylda wyjęła z plecaka.
- Proszę. - Powiedział jakimś zimnym tonem.
Przeczytała mail. Monika ma wyrzuty sumienia. Przeprasza za swoje zachowanie. Tłumaczyła się alkoholem i trudna sytuacją psychiczną. Tak samo jak ona nie pozbierała się jeszcze po śmierci ojca i odejściu Kamili, tak samo Matylda nie może się przyzwyczaić do tej dziwnej pustki w mieszkaniu i sercu.
Ale zaproszenie jest aktualne. Matylda zaczęła się zastanawiać czy powinna. Nie wiedziała, co jej odpisać. Widziała, że tak będzie. Zależało jej na  Monice, ale nie chciała do tego dopuścić. Co ma poradzić, że wyszło tak jak wyszło. Po prostu, nie jest jeszcze gotowa na zawieranie nowych związków. Choć ma czterdzieści lat, to tak donikąd się nie śpieszy. Chce, aby życie biegło sobie swoim tempem i do tego, do czego doprowadzi, to będzie. A teraz doprowadziło do tego, że zastanawia się nad zerwaniem swojej długoletniej przyjaźni. Przestraszyła się sama siebie, że jest zdolna do takiej rzeczy. Zależy je na Monice, ale nie chce jej zranić i sama też chce być bezpieczna. Nie chce zostać skrzywdzona. Jednak jakoś znała Monikę i wiedziała o niej co nieco. A może byłoby dobrze związać się teraz z inną kobietą, aby tak nie cierpieć i nie pogrążać się w żałobie. Miała niezły mętlik. Nie wiedziała, co myśleć.
Jak sobie przypomniała ten pocałunek w kuchni rano, przeszył ją dreszcz. Dreszcz pragnienia. Ale gdy sobie przypomniała pretensje o głupią kawę, dreszcz od razu znikł.
Wróciła do mieszkania. Nie odpisała na wiadomość. Stwierdziła, że zrobi to po spotkaniu. Pomyślała, że wtedy będzie wiedziała więcej. Będzie miała kilka minut więcej na zastanowienie. Na przemyślenie.
Zaczęła się szykować do spotkania. Założyła żakiet i spodnie zaprasowane w kant. Zawsze u nich w mieszkaniu prasowała Matylda, znów musiała zacząć robić coś, czego tak bardzo nie lubiła.
Gdy była gotowa, zaczęła się zastanawiać czy ma zejść na dół, czy czekać na górze. Stwierdziła, że jeśli do dziesięć po ósmej nikt nie zadzwoni, wtedy zejdzie.
Punktualne o ósmej zadzwonił domofon.
-Dobry wieczór, jestem szoferem. Samochód czeka.
Matylda zarzuciła tylko płaszcz i chwyciła torebkę w rękę. Zamknęła mieszkanie i zeszła na dół. Czekała na nią prawdziwa limuzyna. Cała czarna. Szofer stał przy drzwiach, które otworzył przed nią. Gdy Matylda wsiadła zamknął za nią delikatnie drzwi. Następnie wsiadł na miejsce kierowcy, włączył silnik i odjechali. Jechali powoli, spokojnie. Po jakimś czasie się zatrzymał, wysiadł i otworzył drzwi Matyldy. Wysiadła pięć metrów przed jedną z najdroższych i najlepszych restauracji w Warszawie. Była zaskoczona. Nie spodziewała się tego. Myślała, że trafi do jakiejś zwykłej knajpki, gdzie zje spokojnie kolacje, porozmawia chwilę i wróci do mieszkania.
Teraz tym bardziej była ciekawa, kto za tym wszystkim stoi. Gdy weszła do środka, przystojny mężczyzna, poprosił ją o płaszcz. Pomógł jej się rozebrać. Zabrał go i powiesił na jednym z wieszaków. Następnie drugi pan w podeszłym wieku, zapytał Matyldę czy jest umówiona a potem o imię i nazwisko.
- Matylda Marczak. - poczuła się jak w rejestracji w szpitalu.
- Proszę z mną - zaprowadził ją do sali, gdzie były równo poustawiane stoły, przy nich stały drewniane krzesła. Każdy stół elegancko przystrojony. Zaczęła się rozglądać po ludziach. Patrzeć na mężczyzn siedzących samotnie. Ale pan dalej ją prowadził. Teraz wprowadził ja do wąskiego korytarza. Gdy z niego wyszli, okazało się, że tam też była sala, tylko, że ta była o wiele mniejsza od pierwszej. Stały tam tylko cztery stoły, przy każdym cztery krzesła. Jeden stół był inny, bo przy nim stały tylko dwa. Mężczyzna przyprowadził ją do niego i pomógł usiąść. Matylda podziękowała. Pan się ukłonił i odszedł. Zaczęła się zastanawiać czy nie zostanie wykiwana. Po krótkim czasie oczekiwania przyszedł kelner i wręczył jej menu. Zapytał ją czy podać coś do picia. Matylda rzuciła jakąś francuską nazwą. Kelner przyjął zamówienie i odszedł.
Nagle w korytarzu zobaczyła Agatę. Była zaskoczona spodziewała się mężczyzny a nie kobiety, w dodatku swojej szefowej. Usiadła na drugim wolnym miejscu.
- Cieszę się, że przyjechałaś. Bałam się, że nie przyjdziesz. - Powiedziała Agata.
- Bardzo mnie zaciekawiło, kto tak trafił w gust i kupił moje ukochane kwiaty. Bardzo ładne, dziękuję.
- Też je uwielbiam. Widzę, że zamówiłaś wino. Zaraz też coś zamówię - nie skończyła mówić, jak do sali wszedł kelner.
Teraz przyniósł menu Agacie. I po chwili zadał pytanie czy chce coś do picia.
- Poproszę to, co pije ta pani - kelner kiwną głową i odszedł. Matylda nigdy nie była w tak drogiej restauracji.. Wolała z Karoliną odłożyć trochę więcej pieniędzy i wyjechać na jakąś wycieczkę. Najczęściej odwiedzały polskie góry. Obydwie uwielbiały ten zakątek kraju. Gdy miały do wyboru morze albo góry zawsze, bez zastanowienia wybierały to drugie.
Matylda nie wiedziała, o czym z nią rozmawiać. Przecież ona jest jej pracodawcą. Nie zaprasza znajomych do najlepszych knajp Warszawy.
- Przyznam się, że nie spodziewałam się kobiety. Myślałam, że zaprosił mnie mężczyzna. Dlaczego pani napisała "W"?
- Tylko nie pani, po prostu Agata. "W" jak wielbicielka. - Matylda teraz już w ogóle nie wiedziała, co powiedzieć. Szefowa wielbicielka swojej podwładnej. To się narobiło.
- Jesteś moja najlepszą pracownicą. Należy Ci się coś od życia. Naprawdę jestem bardzo zadowolona, że wróciłaś do firmy. - Matylda się uśmiechnęła. W jej głowie burzyło się z powodu tysiąca myśli. To nie wyglądało na zwykłą przyjacielską kolację. Agata ją podrywała, dlaczego Matylda nie zauważyła tego wcześniej? Dopiero teraz zaczęły jej się przypominać różne sytuacje w biurze. Faktycznie Agata traktowała ją w firmie zupełnie inaczej niż resztę pracowników. Dlaczego ona była taka głupia, że nie zauważyła tego wcześniej? Te jej uśmieszki, spojrzenia od czasu do czasu, mrugnięcia okiem. A teraz, gdy dowiedziała się prawdy o Matyldzie, od razu to wykorzystała.
- Czy czujesz się niezręcznie? - zapytała Agata, widząc niepewność Matyldy.
- Tak. Czuję się dziwnie. Naprawdę bardzo mnie zaskoczyłaś. Najpierw kwiaty, potem samochód a teraz ta restauracja - Agata była zawsze bardzo szczera. Nie miała problemów z wyrażaniem tego, co czuje. Zupełne przeciwieństwo Matyldy. Karolina zawsze miała problem z dowiedzeniem się czy coś się podoba czy też nie jej miłości.
- Niedawno zostawiła mnie moja kobieta. Byłyśmy ze sobą trzy lata. Ostatnie cztery miesiące były ciągłą kłótnią. Potem dopiero się dowiedziałam, że zostawiała mnie dla innej. Ja jej nie wystarczałam. Znam nasze sposoby maskowania. Przyznam, że jesteś świetna w kryciu się i do końca, czyli do momentu aż się ujawniłaś, nie wiedziałam, co o tobie myśleć. Odkąd pamiętam, zawsze mi się podobałaś. Starałam się jakoś to ci pokazać. Nie wiem czy nie odbierałaś sygnałów, czy po prostu ich nie dostrzegałaś. Jesteś bardzo wartościową inteligentną i do tego wszystkiego piękną kobietą. Na samym początku twojej kariery u nas w firmie zwróciłam na Ciebie uwagę.
- Nie wiedziałam i nie widziałam. Może zbytnio byłam zajęta pracą a może podświadomość nie przyjmowała sygnałów, wiedząc, że nikogo nie szukam, bo już kogoś mam. Kogoś, kogo kocham. Nadal, choć odeszła z tego świata.
- Karolina. Tak?
- Tak. Moja jedyna ukochana Karolina. Na zawsze pozostanie w moim sercu. Wracam do niej myślami, co chwila. Zrobiło się tak pusto bez niej. Nie potrafię bez niej żyć. Była taka cudowna. Przepraszam. Już nic o niej nie powiem.
- Możesz mówić, ja rozumiem. Moja kobieta zraziła mnie do siebie. Przez te wszystkie awantury miałam jej już dość - do sali wszedł kelner.
- Czy coś podać - Agata zaczęła zamawiać.
- Poproszę. Może inaczej. Co dziś szef poleca? - kelner zaczął wymieniać. Agata wybrała jedną z potraw. Matylda nie wiedziała, jaką podjąć decyzję, więc powiedziała.
- Poproszę to, co ta pani - kelner spojrzał na puste kieliszki i zapytał czy przynieść coś do picia. Agata podjęła decyzję i zamówiła całą butelkę tego wina, które piły do tej pory.
Nie minęła minuta i był z powrotem z butelką. Dolał do kieliszków i postawił na stole w stojaku, który przyniósł ze sobą.
Zaczęły kontynuować rozmowę o swoich miłościach. Potem kelner przyniósł jedzenie. Rozmawiały na bardziej luźne tematy. Na koniec spotkania zamówiły po herbacie. Gdy stwierdziły, że pora iść do domu, bo następnego dnia trzeba iść do pracy, Agata podniosła się z krzesła i zaczęła iść w kierunku korytarza. Zaskoczona tym, że Matylda nie wstała zapytała:
- Nie idziesz.
- Przepraszam, że pytam. A co z rachunkiem.
- Ja nie muszę płacić. To restauracja moich rodziców a dokładniej ojca. Mama nie żyje już od pięciu lat. Matylda wstała i poszła za Agatą. Gdy stanęły na chodniku Matylda próbowała złapać taksówkę.
- Co ty robisz? - spytała zaskoczona Agata.
- Staram się złapać taksówkę, aby wrócić do mieszkania.
- Oszalałaś. Przecież odwiezie cię mój kierowca - podjechał elegancki, drogi samochód. Agata otworzyła drzwi i zaprosiła Matyldę do środka. Gdy samochód zatrzymał się pod drzwiami do klatki mieszkania Matyldy, podziękowała i zaczęła wysiadać. Nagle poczuła pocałunek na policzku i jakiś dziwnie ciepły głos Agaty.
- Ja też dziękuję. Śpij dobrze. Dobranoc.
Matylda jeszcze nie poukładała spraw z Moniką i już następna kobieta pojawiła się w jej życiu. Wysiadła jeszcze szybciej niż zamierzała. Nie chciała poczuć już żadnego dotyku Agaty. Nie dziś. Weszła do mieszkania. Gdy wieszała płaszcz w szafie, spojrzała na półkę z listami od Karoliny.
- Posklejam Ciebie. Zobaczę, co chciałaś mi powiedzieć - podarty list zgarnęła na rękę i zaniosła do stolika, na którym go położyła. Poszła do kuchni, nastawiła wodę. Potem poszła do gabinetu po taśmę bezbarwną i nożyczki. Wstrzymała się jeszcze chwilę z sklejaniem. Zalała sobie kawę i zajęła się pracą. Zaczęła układać list jak układankę. Składał się z trzech kartek. Poskładanie go zajęło jej półtorej godziny. Zrobiło się wpół do pierwszej w nocy. W pewnym momencie zaczęła żałować, że go w ogóle podarła.
Nie mogła się doczekać, aby go przeczytać. List zaczynał się przeprosinami, był napisany wyjątkowo dużymi literami. Karolina zawsze pisała małymi, drobnymi, gęsto poukładanymi w szeregu. Gdyby je zmniejszyć do wielkości liter Karoliny wyszłaby jedna strona.
List brzmiał tak:
Matyldo, słońce me ukochane.
Przepraszam, że tak postąpiłam. Wiem, że zrobiłam błąd a teraz chcę go naprawić. Nie mogę znieść myśli, że tak mogłam Ciebie zranić. Wiem, że zabolało. Mnie też zabolało, jak pisałam tamten list. Płakałam. Muszę Ci wyjaśnić. Nie mogę żyć ze świadomością, że Cię tak okłamałam.
Jestem śmiertelnie chora. Niedługo umrę. Jesteś ze mną cały czas. Ten list piszę pod Twoją nieobecność. Jak jesteś w toalecie, śpisz lub jesteś na stołówce. Jesteś bardzo dzielna. Ja chyba bym nie mogła patrzeć na to, jak umiera moja najbliższa osoba. Kocham Cię i chciałabym powiedzieć, abyś sobie poszła. Aby nie było Ciebie przy mnie. Wiem, że byś i tak nie posłuchała. Jednak znam Cię dwadzieścia lat. Niestety, na tych dwudziestu się skończy.
Staram się nie pokazywać, że mnie boli. Wiem, że wtedy cierpiałabyś bardziej.
Jeszcze nie wiem, jak ten list trafi do Ciebie, ale coś wymyślę.
Mam nadzieję, że zdążę wymyślić. Ale nie ciągnę w nieskończoność.
Skłamałam. Okłamałam Cię, pisząc, że zdradziłam. Napisałam tak, abyś mnie znienawidziła. Przestała myśleć o mnie jak o swojej miłości. Przestała kochać. Wiem, że zdrady byś nie wybaczyła. Tak naprawdę nie było żadnej kobiety. Dziecka tym bardziej nie było.
Napisałam tamten list specjalnie dla Ciebie, abyś mnie nie opłakiwała. Abyś żyła własnym życiem i przestała dzielić jego części dla mnie.
Nie mogę patrzeć na Ciebie i myśleć, że niedługo o tym przeczytasz. Mam nadzieję, że już mnie nie będzie na tym świecie. Nie potrafiłabym dodatkowo kłamać Ci w Twoje piękne niebieskie oczy. Patrzeć jak z wściekłością i bezsilnością płyną Ci łzy.
Wiem, że płaczesz, jak wychodzisz z mojej sali. Widzę potem Twoje opuchnięte czerwone oczy. Chcę, abyś nie płakała. Aby na Twojej twarzy zawsze gościł uśmiech.
Zawsze będę Ciebie kochać. Niezależnie czy pójdę na dół czy na górę.
Będę miała na Ciebie oko. Proszę, ułóż sobie życie. Pokochaj kogoś na nowo. Nie żyj w żałobie, bo co to za życie.
Mnie już nie warto kochać. Przecież już prawie nie żyję.
Moje myśli stają się coraz wolniejsze. Czuję, jak odchodzę. Dobrze, że masz Filipa i Mikołaja.
Jak odejdę, to stanie się coś nieodwracalnego, bo życie już nie wraca do ciała? Może spotkasz się z Moniką. Tyle lat tylko pisałyście do siebie. Może nadeszła pora porozmawiać.
Jeszcze raz przepraszam, że postąpiłam, jak postąpiłam, pisząc tamten list.
Już wiem. Poproszę pielęgniarkę, aby wysłała po mojej śmierci.
Porozmawiałam z panią Jagoda, może się zgodzi.
Zgodziła się. Wyśle list jak umrę. Kurier śmierci. Biedna kobieta, współczuję jej tej funkcji. Nieść smutną nowinę. Przekazywać ja najbliższej rodzinie.
Powiedziałam jej, kim tak naprawdę jesteś dla mnie. Zrozumiała.

Kocham Ciebie i będę kochać do końca tego świata.
Karolina

P.S.
Pozdrów wszystkich ode mnie.
I proszę, nie płacz.
I tak zostałam zabita przez głupotę.

Matylda miała mieszane uczucia. Nie wiedziała, co ma myśleć. Złożyła kartki i włożyła do koperty, którą też posklejała. Do tego wszystkiego przewidziała spotkanie z Moniką.
Matylda wstała. Położyła kopertę na innych. Wzięła nożyczki i taśmę, poszła do gabinetu. Włączyła komputer i napisała do Moniki.
Wiadomość zatytułowała "Nie żałuję"
"Bardzo się cieszę, że miałam możliwość poznania Ciebie osobiście. Miło spędziłam z Tobą chwile. Choć krótkie, ale za to, jakie miłe.
Jednak skleiłam list od Karoliny. Nie zdradziła mnie. Nie było w jej życiu nikogo oprócz mnie. Kocham ją tak jak przed tym pierwszym listem. Nawet jeszcze bardziej, jak pomyślę, że napisała go z myślą, aby ulżyć mi w cierpieniach.
Chciałabym się z Tobą spotkać, ale żałuję nie mogę.
Żegnaj +"
Wysłała. Matylda nigdy nie czytała wiadomości, które pisała.
Położyła się spać, bo następny dzień zapowiadał się ciężkim dniem.
Część jedenasta. "Wtorek"
Rano jak to zwykle bywało, obudził ją budzik. Wstała szybko. Najpierw do łazienki, potem do kuchni. Zjadła i wypiła herbatę.
Wyciągnęła z plecaka pióro a z drukarki wzięła kilka kartek. Usiadła w salonie przy stole i zaczęła pisać.
Drogi Filipie!
Przyszedł czas i na mnie. Nie mogę tak dłużej żyć.
Zajmiesz się mieszkaniem i samochodami. Mam nadzieję, że to jakoś pozałatwiasz. W kopercie są dowody rejestracyjne obydwu samochodów i ich ubezpieczenia.
Papiery od mieszkania są w segregatorze w gabinecie. Segregator jest zatytułowany "mieszkanie".
Wybacz.
Matylda
Drugi był do Mikołaja.

Kochany Mikołaju!
Tak już wyszło w moim życiu, że więcej uwagi kierowałam do Filipa. Ale wiedz o tym, że kochałam was jednakowo.
Nie potrafię bez niej żyć. To silniejsze ode mnie. Tobie zostawiam naszą firmę. W kopercie jest jeszcze upoważnienie na Ciebie. W dodatku Wojtek i Marek wiedzą, kim jesteś.
Wiem, że masz małe problemy finansowe. Ta firma je rozwiąże. Jest naprawdę opłacalna.
Pozostawiam też Tobie i Filipowi pieniądze z konta. Pojadę jeszcze dziś do banku je wypłacić, abyście nie mieli z tyk problemu.
Znajdziecie je w szafce nad telewizorem. Podzielcie je równo między siebie.
Wybacz, Mikołaju.
Matylda

Kolejny napisała do Agaty. Z wyjaśnieniem, co czuła i czego poczuć nie chciała. Jeszcze jeden napisała do Moniki. Napisała o tym, jaką podjęła decyzję. Na kopercie napisała adres domowy e-mail oraz telefon do Moniki. Dopisała też prośbę do Filipa, aby list w jeden z trzech sposobów przekazał jej.
Ostatni było do Karoliny.

Karolino mój najukochańszy promyczku.
Idę do Ciebie.
Matylda

Gdy zakleiła ostatnią kopertę napisała na niej, do kogo jest skierowana.
Specjalnie do Karoliny napisała jak najmniej. Wiedziała, że jej nie wolno. Wyciągnęła z szuflady z lekami jakieś silne środki przeciwbólowe, które dostała jej miłość. Karolina bardzo mało ich zużyła. Bardzo szybko po tym jak je dostała, poszła do szpitala.
Nastawiła w komórce SMS do Filipa o treści "żegnaj" tak, aby został wysłany wieczorem o dziewiątej.
Ubrała się i wyszła. Pojechała do banku i tak, jak obiecała w liście do Mikołaja, zlikwidowała konta. Dość sporą kwotę upchnęła do plecaka i pojechała do mieszkania.
Poukładała wszystko tak jak trzeba i połknęła ponad dziesięć tabletek. Położyła się na łóżku w sypialni. Zadzwonił telefon. Jeden aparat był w sypialni.
Odebrała.
- Co to znaczy żegnaj z plusem? Chcesz końca naszej wieloletniej znajomości? Taka jest Twoja decyzja?
- W jakimś stopniu nadchodzi koniec. Odchodzę do niej. Filip wszystko Ci wyjaśni.
- Oszalałaś? Jak to odchodzisz? Nie możesz. Tylko dlatego, że napisała, że kłamała. A my. - Nie usłyszała już żadnej odpowiedzi. Kilka razy powtórzyła halo, ale nie słyszała nawet oddechu.
Matylda odeszła. Tydzień samotności doprowadził ją do samozagłady. Umarła, a raczej sama się zabiła.
Dziesięć minut po dziewiątej wszedł Filip. Zastał siostrę leżącą w łóżku ze słuchawką w bezwładnej ręce.
- Matyldo, jak mogłaś mi to zrobić? Nic nie powiedziałaś.
Zaraz po jego wejściu zadzwonił domofon.
- Pogotowie - wcisnął guzik od otwierania drzwi. Po chwili byli na górze.
- Nie żyje. Przykro mi. Umarła jakieś trzy godziny temu.
- Dziękuję - zaczął płakać. Teraz on był taki bezsilny.
Chciał jej pomagać, ale nie wiedział, co się dzieje. Zobaczył listy. Otworzył swój. Łzy zaczęły płynąć jeszcze mocniej.
Wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do Mikołaja.
- Przyjedź do mieszkania Matyldy jak najszybciej.
Data publikacji w portalu: 2005-08-03
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

OPOWIADANIA YOOLYA VEL HEXA

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Podpisz petycję: Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej w Polsce
smaku Mieć zdrowe, własne dziecko w rodzinie własnej, to szczęście i jedyne marzenie małżeństw, oczywiste, bo dzięki temu mogą żyć, planować przyszłość, mają po co żyć. Życie bez dzieci jest... opinia dodana 2019-11-14 21:34:02
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019