KAWA ZDĄŻYŁA JUŻ OSTYGNĄĆ

Ildis
Kawa zdążyła już ostygnąć... tak samo szybko jak zdążyły ostygnąć nasze serca, jak gdyby nigdy nie dotykał ich gwałtowny pożar uczuć...
Nasze dłonie rozłożone na stole niczym okruchy, obok chleba, masła i orzeszków ziemnych...
Niby tak blisko ułożone praktycznie palec przy palcu a jakby ich odległość mierzona w latach świetlnych była... twarze nasze odwrócone... słychać jak tyka zegar i nasze oddechy miarodajnie...
Zda się, że czekałyśmy na tą śmierć... ułaskawienie od kary duchowej bycia dla siebie oparciem...
Tak obce jak najbardziej obcym może być drugi człowiek... nie słychać nic, bo słów już szkoda...
Ileż tej goryczy przelać już zdołałyśmy... ileż bolesnych słów wypowiedzianych, podpartych faktami z życia... podobno wspólnego...
Nie było to morderstwo w afekcie, śmierć nie nastąpiła nagle... powoli zabijałyśmy tę naszą miłość...
Każdego dnia pozwalałyśmy jej umierać na naszych oczach... Każdy ruch pozwalał na wbijanie w siebie sztyletu ostrych zachowań... Nie starałyśmy się jej pomóc, nie dbałyśmy o jej potrzeby...
Przestało się liczyć my, było ja i ty... Istniała praca, ale dom już niekoniecznie...
Ciepło domowego ogniska dawno zapomniane, niepielęgnowane wygasło... A wraz z nim to, co kiedyś udało się nam utkać w taki misterny gobelin.
Chociaż za oknem widać drzewa ubrane jeszcze w zimowy puch, atmosfera staje się coraz bardziej gorąca i tak gęsta, że nawet nóż staje się zbyteczny... Staram się myśleć, chociaż w głowie rodzą się myśli tak czarne. Jak dwie kobiety, które tak bardzo się kochały, które nie widziały nic poza światem stworzonym przez siebie, mogą siedzieć teraz naprzeciwko siebie z taką nienawiścią w każdym najdrobniejszym ruchu mimo dzisiejszego minimalizmu... Można byłoby tylko podać broń na talerzu a na pewno usłyszano by strzał. Tragikomiczne, ale przecież śmierć dawno już zapukała do naszych drzwi... Jeszcze pozwoliłyśmy się jej rozgościć i porozrzucać swoje rzeczy. Zamieszkała u nas i rozkradała z resztek nadziei na uratowanie tego związku. Poznała naszych przyjaciół i zdołała ich tak bardzo poróżnić, kiedyś wspólnych, dziś moich i twoich albo już nieistniejących.
Myślałam nawet, że ja jeszcze walczyłam o nas... jeszcze wyganiałam tę śmierć spomiędzy naszych ścian, naszych myśli, ust... jeszcze pozwoliłam choć słowom spieszyć na ratunek...
Przegrałam... już nie wiem, z kim czy z tobą, czy z samą sobą, czy naszą towarzyszką....
Mówią, że śmierć przychodzi niespodziewanie, ale ja wiem, że nasza śmierć pojawiła się jakby zapowiedziana, jakby zaproszona... A Tobie było już wszystko jedno... Nie liczyłaś się z niczym i z nikim... Nie pomogłaś mi w walce...

Jednak widzę twe łzy na policzku, starasz się siedzieć bokiem, bym nie zauważyła chwili twojej słabości. Do końca chciałaś grać silną, bez uczucia. Chciałaś mi tak bardzo pokazać raz jeszcze, że to ty jesteś winna rozkładowi naszego związku. Że pozwoliłaś na zabicie miłości...
W oddali słychać melodię, na jej dźwięk sama zaczynam płakać... tak wiele wiązało się z nią naszych wspomnień. Ile razy wtulone w siebie, w wieczornej ciszy, łapałyśmy tę błogą chwilę. Nie potrzeba było słów ani wyznań. Nasza miłość była silna, każdego dnia wyrysowana na naszych twarzach. I nie wiedzieć, czemu i nie wiedzieć, kiedy ją zamordowano...

Obok stołu stoi niewielka torba. Po pozostałe rzeczy przyjdą znajomi, ja nie będę miała już siły. Siły na wewnętrzną walkę, by udawać, że daję sobie radę. Wszystko jest dobrze. Powoli powstaję z martwych. Wracam do życia. Ale ty wiesz... To nieprawda... Nie czuję, żebym istniała... Bez ciebie stałam się bezużyteczną częścią światowej egzystencji...
Nie wytrzymuję, przerywam to milczenie krzykiem. Wylewam z siebie potok słów, choć wiem, że niepotrzebnie. Nie trafia do ciebie żadne moje słowo. Wstajesz i podchodzisz do okna. Dajesz mi kartkę złożoną na cztery i pytasz czy już skończyłam, bo czekasz na kogoś. Rzucam okiem na duży pokój, ławę a na niej zastawę na dwie osoby. Zbliża się 20... Chwytam szybko torbę i wybiegam z płaczem...
Na schodach mijam filigranową brunetkę z małym bukietem w dłoni...
Biegnę prosto przed siebie, mijam przechodniów i popycham ich jak małe pionki... łzy zasłaniają mi widok... Wbiegam w park i rzucam się na trawę... z ręki wypada mi kartka a na niej napis drukowanymi literami..
WYBACZ...


03.05.2006
Data publikacji w portalu: 2006-06-18
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Tolerado - oświadczenie ws. nieprawdziwych treści nt. Gdańskiego Modelu na Rzecz Równego Traktowania
smaku Z równością trzeba uważać, bo równość źle rozumiana prowadzi do zagłady i wyginięcia światów w całym kosmosie, oczywiste. Niedługo zrównają psy z ludźmi i zaczną zabijać ludzi za naruszenie... opinia dodana 2019-09-13 15:54:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019