GWIEZDNE SZCZENIĘ

Sidhe
1
Nagły porywisty wiatr zapowiadał burzę. Od zachodu ciągnęły ciężkie, sinordzawe chmury. Biały wilk stał na wzgórzu, zatrzymał się na chwilę, by odpocząć. Popatrzył na niebo, po czym zwrócił głowę w stronę gęstego lasu jakieś kilkaset metrów poniżej. Wilk wciągnął powietrze. Wyczuł wilgoć i ten specyficzny zapach, który mu podpowiedział, że zbliża się deszcz. Przysiadł na chwilę. Na lewo była pusta przestrzeń, a za nią daleko na horyzoncie rysowało się pasmo białych szczytów, gór, z których tu przybył. Patrzył tęsknie w tamtą stronę, a w jego głębokich brązowych oczach, na szklistych tęczówkach odbijał się ów obraz. Nie chciał już dłużej tam zerkać, spojrzał więc w przeciwnym kierunku. Na wschód rozciągała się głęboka dolina, przykryta lekką mgłą, swym skrawkiem dotykająca krawędzi lasu. Nagły ostry grzmot rozerwał ciszę. Wilk podniósł się spokojnie i przywitał burzę przeciągłym wyciem. Niebo przecięła błyskawica, wiatr się wzmógł, pierwsze krople deszczu dotknęły wyschniętej trawy. Wilk ruszył w dół w stronę lasu, biegł coraz szybciej, gdyż nawałnica była tuż za nim, ledwo co zniknął pod rozłożystymi konarami sosen, gdy z nieba lunął deszcz. Co chwila ciemny świat lasu rozświetlały błyskawice i na moment wszystko nabierało wyraźnych, wręcz monstrualnych kształtów. Las dudnił od grzmotów, jednakże było w nim coś spokojnego, coś zapraszającego. Z nosem przy ściółce, wilk wypatrywał jakiejś nory, rozłożystej paproci, pnia lub skały, pod którą mógłby się schować. Ale nie mógł nic takiego znaleźć. Pomimo, że konary drzew w dużej mierze zatrzymywały deszcz, to jednak po chwili wilk był mokry. Jego gęsta okrywa, chroniąca go przed siarczystymi mrozami Północy, a teraz wilgotna i pełna szpilek z drzew, oraz listowia, przestała już go chronić. Wilk marzył o schronieniu. Biegł już od kilku dni, był głodny i wycieńczony. Teraz czerpał już z ostatnich sił, dyszał, a mgiełka zmęczenia okalała jego oczy. Wreszcie ją zobaczył. Grota. Niewielka, ale powinna wystarczyć. Znów włączył większą czujność, gdyż nie widział, czy nie mieszka już tam ktoś, inny wilk, lub nawet niedźwiedź, niedźwiedź z którym nie chciałby się spotkać. Podszedł powolutku, ciałem dotykając ściółki. Nagle usłyszał szelest. Włosy stanęły mu na karku, podniósł wargi, błysnęły ostre zęby. Z jaskini wybiegł mały gryzoń. Popatrzył na wilka okrąglutkimi oczkami, pełnymi przestrachu i myknął w las. Wilk patrzył za nim przez chwilę, jak na swoich cienkich łapkach znika w lasie, obwąchał grotę raz jeszcze, wsunął pysk do środka. Pusto. Okazała się głębsza i obszerniejsza. Na dnie znajdowała się sucha, pachnąca, miękka wyściółka. Ściany groty były gładkie, wilk dojrzał małego nietoperza siedzącego w jednej z nielicznych bruzd. Ale nie przejął go ten widok, powoli czujność i stres zaczęły go opuszczać, zwinął się w kłębek i oparł głowę na łapach. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w las, deszcz był coraz gęstszy, wszystko poszarzało. Przez moment miał wrażenie, że coś przemieszcza się w oddali, ale wilk był już tak zmęczony, że nie był w stanie ocenić, czy była to jedynie jego wyobraźnia, czy rzeczywiście jakieś samotne jak on zwierzę szuka schronienia. Jeszcze chwilę patrzył przez siebie, deszcz zelżał, a jego cichy szelest uśpił wilka.

2
Ze snu wyrwał go ostry skurcz żołądka. Jeszcze przez moment leżał nie ruszając się. Powoli otworzył oczy i przez wąskie szczeliny powiek przedostało się ostre światło dnia. Po wieczornej burzy powitał go cudowny pogodny poranek. Wilk podniósł się i rozciągnął członki. Zerknął na swojego jaskiniowego towarzysza, który spał dalej w najlepsze. Kiedy już stanął na łapach, poczuł silny głód. Powąchał powietrze, by sprawdzić czy nie czai się nieopodal żadne niebezpieczeństwo i opuścił norę. Była to wczesna pora, gdyż mokrą od deszczu łąkę pokrywała lekka mgiełka. Na paprociach wisiały utkane perełkami kropli deszczu pajęczyny, a rożne gatunki owadów przecinały powietrze swoimi tłustymi ciałkami. Wilk musiał znaleźć coś do jedzenia i to szybko. Głód poważnie go osłabił, tak że ledwo stał na łapach. Pobiegł więc przed siebie, zapamiętując każdy odcinek drogi, gdyż mógł jeszcze powrócić do groty na kolejną noc. Szukał jagód, ale, o dziwo, nie było żadnego krzaka w pobliżu. Wciągał głęboko powietrze licząc na to, że w końcu wyczuje coś smacznego. Przebiegł już spory odcinek drogi i nie znalazł niczego. Nie wyczuwał też żadnej zwierzyny, zresztą był zbyt głęboko w lesie, by mógł tu odnaleźć krogulca, lub też jakiegoś bażanta, albo inne pierzaste stworzenie. Zatrzymał się, bo ów bieg wydał mu się jedynie bezsensowną utratą sił. Wróci do jaskini i oddali się z powrotem na łąkę, gdzie mijał różne krzaki z jagodami, a może przy odrobinie szczęścia upoluje jakiegoś małego gryzonia. Kiedy już chciał to uczynić, nagle poczuł, jak jeży mu się futro na grzbiecie. Zanim sam zorientował się w zagrożeniu, jego zmysły wyczuły go wcześniej i spięły całe ciało do ucieczki. Tuż za nim stał ogromy grizzly, zły, bo pewnie tak samo głodny jak on i gotowy do ataku. Niedźwiedź wyszczerzył kły, i machnął łapą w powietrzu. Każdy jego pazur był przynajmniej cztery razy dłuższy od wilczego. Nie czekając dłużej, wilk rzucił się w przeciwną stronę do ucieczki. Grizzly skoczył za nim. Przez dobrych klika metrów wilk czul oddech grizzly za sobą, niedźwiedź był zdesperowany, więc nie dawał za wygraną. Biały zwodził go nagłą zmianą kierunku biegu, wybierał wąskie przesmyki, skakał nad zwalonymi pniami drzew, wsuwał się pod korzenie, ale niedźwiedź nie poddawał się. Wilk poczuł wreszcie, że może mu nie uciec, tym bardziej, że był już skrajnie wyczerpany głodem i ucieczką. Serce waliło mu jak oszalałe, łapy potykały się na korzeniach, mocno wyczerpane walką z korzeniami i uskokami w poszyciu leśnym. Wilk słabł, a wyczuwając to, niedźwiedź nabierał coraz większej pewności siebie. W pewnym momencie wycieńczony uciekinier nie podniósł lewej łapy wystarczająco wysoko w trakcie skoku przez duży kamień, uderzył nią o jego ostrą krawędź, upadł na ziemię i siłą rozpędu przeturlał się parę metrów do przodu. Niedźwiedziowi zajęło parę sekund, by dotrzeć do niego, już miał go uderzyć łapą, gdy nagle powietrze rozpruło ostre, przeciągłe i dzikie wycie.

3
Na skale, pod którą sturlał się biały uciekinier, stał na szerokich łapach czarny wilk. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że jest bardzo silny i niebezpieczny. Jego kły były ostre i długie, pazury wryte w skałę prawie ją rysowały, umięśnione ciało w postawie gotowej do ataku budziło respekt. Grizzly stanął jak wryty, oszołomiony samym widokiem, jak i przeraźliwym wyciem. Oczy wilka hipnotyzowały, były tak dzikie, że grizzly zawahał się. Będąc weteranem walk i polowań niedźwiedź czuł, że tym razem może przegrać, był zmęczony pogonią i podobnie jak jego ofiara, od dawna nic nie jadł. Czarny wyczuł to wahanie i zawył raz jeszcze, jeszcze bardziej donośnie i przeraźliwie. Las odbił jego wycie głuchym echem, siedzące na gałęziach drzew ptaki, które przyglądały się całemu zajściu, wzbiły się w powietrze w przestrachu i odleciały. Sierść na grzbiecie wilka stanęła, przez co wydał się jeszcze potężniejszy. Niedźwiedź uderzył łapą w podłoże, jakby chciał przestraszyć czarnego wojownika, ale ten ani nie drgnął, a w odpowiedzi jeszcze raz pokazał ostre, błyszczące zęby. Grizzly stanął na tylnich łapach, kilkakrotnie machnął łapami, okręcił się w przeciwnym kierunku i uciekł. Czarny wilk odprowadził go skupionym spojrzeniem i przysiadł na moment. Kiedy był już pewien, że nic nie stanowi ponownego zagrożenia, zeskoczył ze skały i stanął obok białego. Ten leżał nieprzytomny. Miał zakrwawione ucho, ale żył, ocalał. Czarny wilk obwąchał go, obszedł kilkakrotnie i przysiadł obok. Patrzył na niego przez dłuższą chwilę i dokładnie mu się przyglądał. Ucho prawe, ucho lewe naderwane i zakrwawione, zmierzwione, lecz puszyste i miękkie futro, grube łapy. Instynkt nakazał mu wylizać chore ucho białego. Najpierw szorstkim językiem oczyścił zakrwawione wokół rany futro, później już bardziej delikatnie, prawie samym czubkiem języka wygładził zadrapania i strupki. Kiedy się tak zajmował poturbowanym białym, z każdą minutą czuł, jak z wojownika zmienia się w uzdrawiającego szamana. Czuł jak bardzo jest potrzebny swemu nieznanemu, nieprzytomnemu towarzyszowi, czuł też, a już dawno tego uczucia nie zaznał, jak ogarnia go tkliwość i spokój. Po dłuższej chwili położył się obok i przytulił. Biały obudził się spokojnie, lecz pierwsza świadoma myśl wzdrygnęła jego całym ciałem. Poderwał się nerwowo i zobaczył obok, ku swemu zdziwieniu, czarne futro. Obwąchał nieznajomego, podziwiając jego postać i wspaniałą okrywę. Stałby tak długo, gdyby nie lekki zawrót głowy, który zmusił go przysiadu na tylnich łapach. Siedząc tak przyglądał się wilkowi. Powoli zaczął sobie przypominać całe zajście, poszukiwanie jedzenia, szaloną ucieczkę przed grizzly, upadek i... i więcej już nie pamiętał. Wtedy doznał olśnienia, że właśnie patrzy na swego wybawcę, czarnego wilka, który tak spokojnie teraz drzemał przed nim. Biały wilk nieśmiało przysunął się bliżej i delikatnie zaczął lizać łapę towarzysza, chcąc w ten sposób okazać mu wdzięczność. Zanim pomyślał, ze przecież może go to wybudzić z zasłużonego snu, czarny wilk otworzył oczy. Były piękne. Popatrzył się na białego i fuknął. Wystraszony biały odskoczył do tylu i stulił ogon. Czarny stanął na czterech łapach i zaczął intensywnie obserwować białego. Obwąchał go, na przemian wypuszczając i wpuszczając szybko powietrze w szeroko otwarte nozdrza. Po chwili jednak zmarszczył czoło i pojawiła się bruzda między oczami. Czarny poczuł znów emocje, które go bardziej wystraszyły niż grizzly. Biały nie wiedział, co ma zrobić. Fascynował go ten nieziemski wilk stojący przed nim, wiedział, że zawdzięcza mu życie, ale jednocześnie budził w nim ogromy respekt, a nawet przestrach. Jednakże coś podpowiedziało mu, żeby podejść bliżej. Powoli, krok za krokiem biały zbliżał się do czarnego, niepewnie, z głową na przemian poniesioną i spuszczoną, patrząc mu się w oczy, ale też unikając spojrzenia. Lecz kiedy był już blisko, poczuł, że serce bije mu jak dzwon, a pierś porusza się w głębokim oddechu. Podszedł najbliżej jak się dało i polizał czarnego po pysku. Radość poruszyła całym jego ciałem. Biały podskoczył tak, że o mało nie wystraszył czarnego swoim nagłym ruchem. Ten patrzył się na niego przez chwilę, po czym oba wilki ruszyły biegiem przez las. Czarny zaprowadził białego na polanę pełną jagód. Najedli się do syta, tak że sok z jeżyn spływał im po ostrych kłach i futrze. Po posiłku przyszła czas na kąpiel, znaleźli źródełko i bawili się w nim cały wieczór, na przemian przytapiając, skacząc do wody i tarmosząc. Kiedy przyszedł wieczór, znaleźli głęboką jaskinię wysoko w górach, z której rozpościerał się cudowny widok na Góry Skaliste. Ułożyli się w niej i tulili aż zapadła noc, a niebo rozświetliły tysiące gwiazd. Odnaleźli siebie i odnaleźli szczęście..."Nieprawda, że samotność jest przeznaczeniem. Każdy wilk znajduje swój dom. Każdy." A w gwiazdach było już zapisane, że równo za rok przyjdzie na świat czarno - białe szczenię.
Data publikacji w portalu: 2006-08-08
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019