Prezent

Agnieszka
Byłam kompletnie załamana po tym, jak Natalia ode mnie odeszła. Tak bardzo za nią tęskniłam. Snułam się jak potępiony duch po czterech katach mojej kawalerki. Przez większość czasu, który powinien być przeznaczony na naukę, pracę, spotkania z przyjaciółmi, czy inne sensowne, normalne rzeczy, ja płakałam, jadłam, spałam, piłam, paliłam i znowu płakałam. Odcięłam się od ludzi. Zrobiłam się dzika, nieprzystępna, agresywna. Przyjaciele zostawili mnie "w spokoju", niektórzy uważali, że przesadzam, histeryzuję . Trudno im było uwierzyć, że można aż tak rozpaczać po Natalii. W końcu wcale nie była taka wspaniała. Na przykład miała zadatki na tyrana, czego podobno w swoim miłosnym zaślepieniu wcale nie zauważałam. I miała grube uda -koronny argument Jacka w uziemianiu moich zachwytów nad jej urodą. Iza - pewnie żeby mnie pocieszyć -postanowiła wyciągnąć na światło dzienne brudy Natalii, i obwieściła, że moja blond miłość dobierała się do niej bez pardonu przy każdej okazji. To tylko wzmogło moja wściekłość - na nią, na własną naiwność, na ich idiotyczne (choć jednocześnie tak bardzo słodkie) próby ratowania mnie z bagna rozpaczy i depresji. Prawie nie wychodziłam z domu i nic mnie nie obchodziło, że już drugi miesiąc zalegałam z opłatą za telefon, że w lodowce nie było nic normalnego do jedzenia prócz “Nutelli”, lodów, góry snickersów i koniaku z Czech (lubiłam kiedy były zimne) - jeszcze cztery butelki, że sesję zimową mam w plecy i że prawdopodobnie wywalą mnie z pracy. Na szczęście szefowa była wyrozumiałą kobietą i przyznała mi parę dni urlopu (który i tak mi się należał). Nocami śniłam, że ją dotykam, że jest tak bardzo dobrze, że mówię do niej, “Przeciez odeszłaś z Danielem”, a ona odpowiada, że to tylko zły sen, wtula się we mnie i zaczyna swój obłąkańczy taniec rąk. I już prawie uspokajam się, tak bardzo się cieszę, to tylko sen, tylko zły sen, a potem budzę się w środku nocy i jej nie ma. Siadam na łóżku, czuję, że mi ciężko z przejedzenia. Kręci mi się w głowie, czuję gorąco , a jednocześnie drżę z zimna, chcę wstać, podejść do okna i je otworzyć. Potykam się o własne kapcie, jest mi tak bardzo słabo, a okno jest tak bardzo daleko, tak daleko. Czuję, że coś zatyka mój przełyk, a potem tylko uświadamiam sobie, że leżę na podłodze, z głową w kałuży czegoś mokrego, lepkiego, wydobywającego się haustami z moich ust. Zasypiam.
Rano budzi mnie dzwonek do drzwi i okropny smród. Leżę na dywanie w zaschniętej kałuży rzygowin, a nade mną ktoś stoi i szarpie za ramię.
- Dominika, Dominiczko, obudź się na miłość Boską.
Odklejam włosy od podłogi i przytomniej spoglądam na jegomościa...
- Dominik? A co ty tu do cholery robisz? - pytam zdziwiona.
- O, moja droga , gratuluję. Do ładnego stanu się doprowadziłaś. Śmierdzisz jak kupa łajna. Wydzwaniam do ciebie od wczoraj. Chyba wyłączyli ci telefon. Całe szczęście, że żyjesz, mogłaś się udusić własnymi rzygami.
- Tak ...??? Yyyy, która godzina? - pytam, próbując doprowadzić nieco do ładu posklejaną strawionymi snickersami fryzurę
- Dwunasta. Chodź, pomogę ci wstać. Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś, jeśli było ci tak źle?
- Głowa mnie boli. Eeee, a jak tu wszedłeś, nie pamiętam, żebym dawała ci klucze?
- No właśnie. Robisz się niebezpieczna dla samej siebie. Drzwi były otwarte. Prawdopodobnie przez całą noc. Ktoś cię kiedyś zachlasta i może wtedy dojdzie do ciebie, co ze sobą robisz.- dwumetrowy dryblas prawie piszczał jak kobieta z oburzenia .
Dominik był moim najlepszym przyjacielem. I chyba mnie kochał. Wprawdzie odebrałam mu nadzieje na siebie, wyjaśniając, co i jak (tak mi kazała moja ideologia skrajności), ale i ja chyba go w jakiś sposób kochałam.. Jestem lesbijką. Nie potrafię tego wyjaśnić słowami, ponieważ ten fakt to największa magia mojego życia. I największa duma. I największa radość. Momentami także (jak widać na załączonym wyżej obrazku) największa moja udręka, zmora, horror i krzyż pański.
Usiłowałam bagatelizować kazanie Dominika. Jednocześnie wiedziałam, że ma rację jak stąd do Szczecina i było mi tak bardzo wstyd, że śmierdzę na jego oczach, że moje mieszkanie wygląda jak chlew. Czułam, że się staczam, przekraczam kolejne progi wstydu, które mi obojętnieją i zapraszają do dalszej penetracji tej dantejskiej otchłani.
Kiedy tak prowadziłam rozważania podszyte literaturą Dominik napuszczał w łazience wodę do wanny. Nalał płynu do kąpieli o zapachu zielonego jabłuszka, zupełnie w ten sam sposób jak to robicie dla swojego psa, kiedy zdarzy mu sie wytarzać w psim “CHANEL nr 5". Siedziałam na łóżku i wpatrzona w skarpetki dokonałam odkrycia, że też są zarzygane. Dominik wpadł do pokoju, wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Posadził na sedesie i zaczął rozbierać. Robił to, jak ojciec przygotowujący swoją małą niesforną córeczkę, która właśnie skąpała się w osiedlowej kałuży, do mycia. Takie miałam odczucie i tak bardzo mi się to spodobało. Zawsze brakowało mi ojcowskiej czułości. Wiedziałam, jak to jest oberwać w rożne miejsca, ale na tym moja wiedza o obcowaniu z ojcem się wyczerpywała.
Pozwoliłam Dominikowi zdjąć sobie koszulkę (tak sztywną od rożnych spożywczych różności, że aż stojącą) oraz stanik (równie przepełniony strawioną materią). Siedziałam półnaga na kiblu i patrzyłam mu w oczy.
- Portki...! - zakomenderował.
Wstałam i pozwoliłam mu rozpiąć oślizgle guziczki moich wczoraj czarnych jeans'ów. Majtki ściągnęłam sama. Stałam naga, w samych skarpetkach (strasznie żałosny widok, zaręczam) i broda zaczynała mi drgać. Klapnęłam gołymi pośladkami na deskę klozetowa i zarzuciwszy ramiona na jego barki rozwyłam się jak syrena obwieszczająca nalot.
- No, już dobrze - uspakajająco przytulał mnie do siebie, gładząc po plecach.
- Ona odeszła, bo jestem fujarą, jestem gówniane nic, byle gnojek z kutachem jest w stanie mnie zastąpić - łkałam w jego podkoszulek.
- To nieprawda. Użalasz sie nad sobą. Ona odeszła, bo... , a zresztą, po co o niej myśleć, nie zasłużyła nawet na to...- Dominik szeptał do ucha ciepłym głosem.
Nie wiem, czy sama weszłam do wanny czy umiejscowił mnie w niej mężczyzna mojego życia. Czułam, jak ciepła woda spływa po mojej twarzy, a wraz z nią brud z włosów. Dominik nalał szampon na swoją wielką jak taboret dłoń i rozprowadził na włosach. Sprawiło mi przyjemność delikatne drapanie, odprężyło i uspokoiło, chociaż ciągle byłam otępiała, jak po prochach.
- Mam umyć resztę, czy ... - Dominik nieco speszony patrzył pytająco w moje oczy.
Ja też tak na niego popatrzyłam i doszła do mnie cała dziwność i dwuznaczność tej sytuacji.
- Chi, chi ...
Po chwili śmialiśmy się oboje. Resztę umyłam sama, a dwumetrowe chłopie poszło robić obiad do kuchni.
To popołudnie spędziliśmy razem. Dominik ze wszystkich sil próbował zneutralizować moje samopoczucie nieudacznika - odpowiadające tylko odczuciom porzuconego mężczyzny impotenta. Wieczorem wyszedł z zapewnieniem na ustach, że mi pomoże, choćby miał się ...(wiecie co).
No i pomógł. Trzy dni później zadzwonił telefon (zapłaciłam rachunek!!!). Dominik podnieconym głosem prosił, abym czekała dziś wieczorem w domu, bo przyjdzie do mnie prezent. I jeszcze prosił, abym mu zaufała i kierowała się sercem... I zaklął się, że to mnie uzdrowi. Jak mogłam mu nie zaufać?
Późnym wieczorem usłyszałam ding ,dong. Pobiegłam otworzyć, rzucając do zlewu niedomytą szklankę.
- To chyba mój prezent - pomyślałam, widząc oczami wyobraźni faceta w baseballówce z jakiejś firmy kurierskiej z dużą, obwiązana czerwoną wstążką, paką...
Otworzyłam drzwi i zaniemówiłam. Na mojej wycieraczce stała kobieta. W dłoniach trzymała bukiet czerwonych róż - nieparzystą ilość.
- Witaj Dominik, mam na imię Olga i jestem twoim prezentem.
- Jak to? - bystrze zapytałam.
- Wpuścisz mnie ? - odpowiedziała pytaniem, wręczając mi róże.
- O taaaak.... - chwyciłam melodię.
Piękna weszła, ja nie zapomniałam zamknąć drzwi. Byłyśmy obie trochę speszone. Ja bardziej z zaskoczenia, a ona nie wiem, dlaczego... Patrzyłyśmy na siebie zaciekawione.
- To róże dla ciebie... Róże potrzebują wody...
- Róże potrzebują wody...- powtórzyłam jak za kasetą do nauki języka obcego - a tak, oczywiście - pobiegłam do łazienki, nalałam H 2 O do umywalki i wrzuciłam do niej te róże, wściekle ciekawa, co się dzieje w pokoju obok.
Kiedy wróciłam, uderzył w moje nozdrza zapach kadzidełka. Nieznajoma patrzyła na mnie czarnymi, hipnotyzującymi oczyma i uśmiechała się w sposób, którego nie potrafiłam nazwać. Czułam jedynie, że słabnę.
- Ja, ja, ja nie wiem, czy powinnam. Czy to Dominik ...? Nic nie rozumiem...- dukałam zniewolona jej spojrzeniem, tak rozkosznie, upojnie zniewolona.
- Ciiiiiiiiiiiiiii... żadnych pytań ...- oplotła mnie swoimi cudownymi dłońmi i tylko w tle słyszałam, że wtóruje moim doznaniom “Nothing Compares 2 U” Sinead O’Connor. Resztę tej historii opisał parędziesiąt lat temu Tuwim:

Słyszysz? Jest w tym słowie soczystość, jest cierpkawa słodycz rozgniecionej miazgi owocu;
Sok spływający i spijany chciwie spragnionymi usty.
Mięciutka, okrągła, delikatnym puchem omszona,
Wabi mnie ta brzoskwinia, budzi pożądanie .
Chcę ją wargami pieścić, miąć w palcach lekko, delikatnie gładzić i dmuchać w puszek aksamitny

Szkoda, że cała nie jest tak dziewiczo bladoróżowa, jak w tym - patrz - miejscu...
W brzoskwinię ciepłą, dłońmi moimi utuloną,
Tak miękką już, że sok lada chwila puści
Wpijam się tym wszystkim, czym są usta...

O mięso kwietne!
O soku, któryś krążył w drzewie,
Pędzony tajemniczą Mocą Życia !
Soku, którym nabrzmiał płód
W cieple wiosny i słońca !
Pije, gniotę , wysysam...!

Czy całowałam usta twoje ?

Noc z Olgą była poezją. Zaklęciem odpędzającym złego demona. Bardzo szybko wróciłam do dawnej formy. Przyjaciele otwierali usta ze zdumienia, kiedy nie zauważałam ich na ulicy, bo podobno ni to z uśmiechem, ni to wyrazem błogości na twarzy szłam jej środkiem. Czułam pełnię. Żyłam intensywnie jak nigdy dotąd. I tylko raz, w parę miesięcy po tym wydarzeniu, zapytałam Dominika : Kim ona była? Dominik uszczęśliwiony moim powrotem do zdrowia i pewny, że nic mną już nie zachwieje, wyznał prawdę. Olga była luksusową damą do towarzystwa i jego dawną znajomą - poza tym miała u niego dług wdzięczności. Nie wyjaśnił szczegółów. Za usługę zażądała połowy tego, co brała zwykle od swoich nadzianych klientów, jednak dla Dominika było to i tak mnóstwo kasy. Najbardziej zaskoczyło go jednak, że zadzwoniła do niego następnego dnia i roześmianym głosem obwieściła, że rezygnuje z wynagrodzenia, bo za przyjemności nigdy nie bierze. Pozdrowiła go i podziękowała za spotkanie po latach. Nigdy nie poczułam się tak bardzo dowartościowana jako kochanka.
Zadowolić zwykłą kobietę ? - mistrzostwo Polski.
Zadowolić profesjonalistkę ? - złoto olimpijskie.
Dominik zapytał jeszcze tylko, co jej takiego zrobiłam, bo on by się chętnie nauczył...
Odpowiedziałam, że przedstawiłam jej praktyczną wersję mojego ulubionego wiersza. Miedzy innymi...
- Wiersza? - zapytał niedowierzająco, a oczy zrobiły mu się duże jak pięć złotych.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

zoo

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017