MIASTO

Julia
"Przepływaliśmy przez siebie, ja przez to miasto, a ono przeze mnie, ale nie byłam w nim obecna." (Izabela Filipiak - Niebieska menażeria)

Mieszkam tu od dwudziestu paru lat i nigdy nie mieszkałam gdzie indziej. Przynajmniej nie dłużej niż chwilę. Chyba nie umiałabym mieszkać w innym miejscu. A może po prostu bym nie chciała. Przede wszystkim bałabym się, że nie znajdę dla siebie przestrzeni. Choć tak naprawdę nie mam jej i tu, gdzie jestem teraz...
Odczuwam strach przed lataniem... Czuję się obca, inna, nieprzystająca, niepełnoprawna, nieuzasadniona... Walczę, by nie tracić nic z siebie.
Chcę się wciąż stawać. Delektować się swoim głodem. Być transcendentną nomadą. Wciąż poddawać się transgresji własnych pragnień. Kroczyć po onirycznych granicach. Marzę, by chłonąć całą sobą, zagłębiać się w miejski surfejs. Widzieć swoje odbicia w źrenicach budynków, słyszeć echo swoich słów w gardłach podziemnych przejść.
Chcę zachować swoją tożsamość, niezależność, cielesność - perwersyjne pragnienie autonomii... Nie chce stać się zeskrobanym palimpsestem. Odrzucam miejski konformizm. Szukam wolnej przestrzeni, szukam ucieczki od zniekształcających performatywów - muszę oddychać. Szukam śmiechu i łez. Szukam dotyku. Zapachów. Smaku. Wciąż ukrywając się w sobie. Nie umiem się otworzyć na miejską przestrzeń.Boję się, że nie da mi tego, czego szukam, a zabrać może więcej niż jestem w stanie ofiarować. Potrzebuję ekspresji, coming out’u z zakleszczenia własnych myśli. Niepewnie wystawiam co jakiś czas stopę spod kołdry, ale natychmiast ją chowam. Niepokorna wobec samej siebie ponawiam cyklicznie te próby. Jak mała dziewczynka rozdająca cukierki, usiłując wykupić dla siebie miejsce. Rozkrajam swoje ciało na równe kawałki. Rozdzielam siebie sprawiedliwie. Wyrachowana ofiara. Ale już po chwili ktoś podchodzi zbyt blisko, ktoś wymaga bym była kimś innym niż jestem. Po raz kolejny trącę wiarę, że umiem tu żyć. Tracę sens. Zostaję unieważniona.
Chowam więc zmarznięta stopę, odkażam zranienia, uspokajam skołatane myśli. Do czasu... Do czasu, gdy znów poczuje trzepot motylich skrzydeł w swoim ciele, wynurzając się naiwnie spod kołdry...

Wchodzę w miasto powoli. Bez pośpiechu. Upajam się swoim niepokojem. Dobieram twarz. Przymierzam siebie. Analizuję ruchy. Układam słowa. Rozważam kolory. Uczę się spojrzeń.Zawiązuję na palcu aksamitną wstążkę – by nie zapomnieć o sobie. By nie przekroczyć bezpiecznych granic swojej świadomości. Nie stracić rozeznania. Nie okazać się jedynie swoim wysublimowanym fantazmatem.
Nozdrza rozdziera mi zapach mokrej ulicy. Jestem lekko zagubiona. Nerwowo rozglądam się za sobą. Dochodzę do zakrętu, zamykam oczy, przekraczam kolejną przepaść. Przemierzam siebie. Zaczynam biec. Zimne powietrze rozdziera mi płuca. Skaczę. Spadam. Zanurzam się w głębię. I znów się wznoszę. A jednak słodko - cierpki smak upadku pozostaje na ustach. Wciąż go czuję. Dotykam palcami warg. Zasłaniam ręką oczy... Moje ręce błądzą. Ciało zlewa się z przestrzenią. Wszystko się rozmywa. Czuję. Myślę. Dotykam. Jestem dotykana. Odnajduję. W sobie. Poza sobą. Widzę. Jesteś...
Ja. Ty. Przestrzeń.
Otchłań mnie wciąga. Rozciągnięte światła, świetliste linie, bez końca i początku. Zanurzam się. Przytulam twarz do chodnika. Palcem wygrzebuję ślady swojej obecności. Twojej obecności.
Swojej obcości...
Zlizuje zmrożone krople deszczu z parapetów. Zaglądam w okna. Rozgrzewam ciepłym oddechem mroźną taflę szkła. Maluję swoje odbicie. Zaznaczam kontury. Wypełniam wnętrze. Lubieżnie wykraczam poza obrzeża. Szukam odpowiedzi na siebie. Recepty na dręczący niepokój. Bezsenność. Zagubienie. Nieudolna introspekcja.
Przez chwile wydaje mi się, że już nie umiem powrócić. Do siebie. W siebie. Biegnę przez ulice, potykam się o wspomnienia. Odpycham głosy mijających mnie postaci, zanurzam się w ich myślach. Szukam tam siebie. Transfuzja spojrzeń... Tele – komunikacja daremna.
Po zmroku przytulam się do ścian, ocieram mokrym policzkiem o chropowatą powierzchnię pozornego bezpieczeństwa.Światło latarni oślepia, zdejmuje ze mnie wszystko, czuję się wystawiona na onanistyczne spojrzenia. Czuję ten wzrok - badawczy, zagrażający, wszechwiedzący. Badam nim swoje ciało. Szklany dotyk sklepowej witryny. Zapożyczona optyka zniekształca. Odbijam się we własnej halucynacji. Nie umiem być już sobą. I nie wiem, kim jestem. Zaczynam wierzyć w twarz, którą ubrałam. Jestem przesiąknięta miastem. Miasto mnie pochłania, absorbuje wszystkie zmysły, deformuje doznania, kastruje świadomość. Nie mogę się od niego uwolnić.
Uciekam... Zawsze uciekam. Uciekam od tej przestrzeni. Od korzeni, które powoli zapuszczam. Po cichu, ukradkiem, wyskrobuję nasionka. Jednak niekonsekwentnie chowam je do kieszeni – na kiedy indziej...
............................................................................................................

Zmęczona wracam do siebie... Zamykam się we własnym pokoju, ale i tu czuje woń miasta. Pozostało na moim ciele. Ty na nim pozostałaś. Zaczynam tęsknić. Bronię się. Jestem bezsilna. Idee fixe...

Miasto mnie wchłania, upokarza, koi, przynosi rozkosz, rozpala i zabiera siebie.
Miasto mnie porywa - zamykam się przed nim, próbuję uciec - wciąż trzymając się rozdeptanych krawężników. Próbuję znaleźć ukojenie w ścianach własnego wnętrza - własnej części miasta. Własnej części siebie. Świat z zewnątrz się tu przedostaje. Zatykam uszy, zamykam oczy, topię się w falach pościeli. Nie pomaga. Boleśnie odczuwam pragnienie bycia tam. Bycia wśród miasta. Bycia razem w mieście. Bycia z tobą w mieście. Bycia z tobą w moim mieście...
Wciąż wymyślam sobie to miasto. Tworzę własną miasta interpretację, miasta interaktywny plan. Oscyluję między załamaniami ulic. Podążam w jakimś kierunku, nigdy nie trafiając na miejsce. Bowiem nie ma tu mojego miejsca. Tu nie ma tych miejsc, których szukam. Zanurzam się w przestrzeń.Schodzę w dół. Korytarze błądzą. Próbuję wskazać im drogę. Ale sama jej nie znam. Jestem bezwzględną oszustką. Najlepiej oszukuję samą siebie...
Zmysłowa degustacja własnej wytrzymałości.

Nie wiem, kim jesteś miasto. Nie wiem, kim jestem miasto. Gubię się w tobie. Gubię się w sobie. Jesteś moją częścią - jestem twoją częścią. Nie potrafię znaleźć spełnienia. Wciąż czekam. Na coś - aż coś się skończy - aż coś się zacznie. Czekanie stało się moim sensem - wyrafinowana kontemplacja samotności...

Więc czym jesteś dla mnie miasto? Kim jesteś dla mnie miasto? Kim jestem dla Ciebie?
Jeszcze kimś będę... Jutro zasnę odkryta...
Data publikacji w portalu: 2007-06-02
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019