Miłość, która zmarnowała mi życie

Baszka von Hanff
Już parę lat minęło od tamtej historii. Czasami myślę o tym z tęsknotą, czasami z ogromnymi wyrzutami sumienia. Zastanawiam się, jak to w ogóle było możliwe. Miałam męża, dzieci, wiodłam spokojne życie. I pewnego dnia w tę moją sielankę wdarła się inna kobieta. Była dobra, wyrozumiała i piękna. Pokochałam ją. Zatraciłam się w tej miłości tak bardzo, że dla romansu z Ewą poświęciłabym wszystko. Przekreśliłam męża, do cna zniszczyłam wszystko to, co nas łączyło.

Ewa nie była stąd. Mieszkała w Gdańsku, ale po ślubie przyjechali z Szymonem do naszego miasteczka. Wynajęli z mężem pokój na końcu naszej ulicy. Szymon nie mógł znieść myśli, że nie mają własnego mieszkania. Zatrudnił się w Mostostalu i gdzieś na Wschodzie stawiał jakieś ogromne konstrukcje. Dobrze zarabiał, ale przez cały rok nie było go w domu. Ewa też pracowała, ale kiedy przychodził wieczór, nie miała co ze sobą zrobić.

Poznałyśmy się jakoś tak przypadkiem i od razu poczułam do niej sympatię. Często wpadała do mnie, a ja lubiłam te wizyty. Może dlatego, że brakowało mi kogoś, z kim mogłabym szczerze porozmawiać. Mąż do późnych godzin w pracy, chłopcy w szkole lub na podwórku. A ona miała dla mnie tyle czasu i ciepłych słów. W jednej chwili wyczuwała mój nastrój. Wystarczyło, że mnie przytuliła, pogładziła czule po policzku, a złe myśli uciekały.

Miała miły głos, duże szaroniebieskie oczy i ciemne, lśniące włosy. Ależ ona była piękna! Pełne usta, śniada skóra bez skazy, nienaganna figura. Nieraz mi się zdarzało patrzeć z zachwytem na jej ciało. Sprawiało mi to przyjemność. Któregoś dnia, gdy Ewa już wyszła, usiadłam i zaczęłam pisać do niej list. Długi i bardzo szczery. A kiedy skończyłam i przeczytałam go od początku do końca, okazało się, że to był list miłosny.

Ewa przyszła nazajutrz. Pomyślałam sobie: skoro już jest, pokażę ej te moje zwierzenia. Albo oburzona wyjdzie, albo zostanie. Poszłam robić kawę. Słyszałam z kuchni szelest przewracanych kartek. Woda ugotowała się za szybko, Z pokoju nie dochodził żaden dźwięk. Taca, filiżanki, cukierniczka, herbatniki. Gotowe. Weszłam do pokoju i ujrzałam jasne oczy Ewy wpatrzone w moją twarz i uśmiech pełen sympatii dla mnie. Wielki kamień spadł mi z serca. Kawa stygła, czas biegł, choć powinien się zatrzymać.

Waldek wrócił z pracy. Pamiętam, że tego dnia byłam dla niego miła jak nigdy dotąd. Tak bardzo zależało mi, żeby zaakceptował Ewą. Mąż był o mnie wręcz chorobliwie zazdrosny. Potrafił wyjść bez słowa z imprezy, bo uważał, że za długo patrzyłam na jakiegoś obcego mi mężczyznę. Na szczęście Ewa była kobietą.

Od tej chwili Ewa prawie codziennie przybiegała do nas i spędzała z nami popołudnia i wieczory. Wszyscy się do niej przyzwyczaili. Synowie i mąż. Dwie kobiety w domu to gwarancja pysznych posiłków. Waldek był zadowolony, widząc szczęśliwą żonę, a i chłopcom bardziej podobała się uśmiechnięta, często teraz śpiewająca mama.

A nas każdy dzień zbliżał do siebie coraz bardziej. Ewa po powrocie do swojego domu zapisywała w zeszycie wrażenia, ja robiłam to samo, gdy synowie wychodzili do szkoły. Potem odczytywałyśmy te zapiski, zaskoczone tak wielkim podobieństwem odczuć, emocji, tęsknot. Przelewałyśmy na papier to wszystko, o czym nie udało się porozmawiać. Nasze uczucia stawały się coraz silniejsze i musiały kiedyś wybuchnąć.

Chłopcy pojechali tego dnia z ojcem do miasta, po dawno obiecane rowery, ja zostałam w domu. Jak zwykle po pracy przybiegła Ewa. Zaróżowiona, lekko zdyszana. Ciężko klapnęła na wersalkę. Po raz pierwszy ośmieliłam się usiąść blisko, tuż obok. Do tej pory siadałam tak, by sycić się jej urodą. Tym razem miało być inaczej. Ewa odpoczywała z zamkniętymi oczami, a ja nie mogłam się powstrzymać! Tak bardzo chciałam dotknąć jej włosów, policzków, wyczuć pod palcami drżenie powiek, obrysować kształt warg. Chciałam wbić palce w burzę ciemnych włosów, przytrzymać dłonią kark i ... całować. Do utraty tchu. Pragnęłam. Jednocześnie tak bardzo bałam się odrzucenia, że siedziałam jak sparaliżowana. Ewa leciutko westchnęła, jakby przynaglając mnie do podjęcia decyzji. Więc dotknęłam. To był prąd elektryczny o bardzo wysokim napięciu! Trzęsienie ziemi! To był wstrząs. Nigdy wcześniej, ani później, nie przeżywałam czegoś takiego.

Ewa siedziała spokojna, rozluźniona, poddając się moim dłoniom. Kiedy zaczęłam ją delikatnie całować, poczułam jej ciepłe przyciągające mnie ręce. Odkrywałyśmy wzajemnie bliskość, smak pocałunków. Nie potrzebowałyśmy niczego więcej, nie posuwałyśmy się dalej. Szeptem, bo nie można było inaczej, po raz pierwszy powiedziałyśmy sobie: Kocham Cię!

Rozsądku w tym dniu starczyło nam na tyle, by oderwać się od siebie przed powrotem chłopaków do domu. Nie było to łatwe.

Cały październik i pół listopada upłynęło nam na wykorzystywaniu każdej okazji, by choć przez chwilę być blisko siebie. Wieczory wyraźnie się skróciły, w połowie listopada, gdy Ewa wracała do domu, była już noc. Mężowi po pracy często nie chciało się jej odprowadzać. Zostawał więc ze śpiącymi już chłopcami. A my szłyśmy, trzymając się za ręce, pod jasnym rozgwieżdżonym niebem. Tej nocy była pełnia. Z zadartymi do góry głowami, szczęśliwe, liczyłyśmy gwiazdy. Przystawałyśmy co chwilę, by przypomnieć sobie, jak smakują nasze wargi. Gospodarze już spali. Ewa nie zapaliła światła. Zamknęła za nami drzwi i wypadki potoczyły się same. W absolutnej ciszy zrzucałyśmy z siebie ubrania, całując się jak szalone. Obie byłyśmy siebie spragnione. Ależ to była noc...

Nie rejestrowałam czasu. Z czułości wyrwał nas głos obudzonego gospodarza, który rozmawiał z moim mężem. Upierał się, że Ewy nie ma, a mąż, że jest, i to ze mną. Człapali po schodach, głośno rozmawiając. Równie szybko i po cichu, znów krztusząc się śmiechem, ubierałyśmy się z trudem, w ciemnościach szukając rozrzuconej garderoby. Puk! Puk! Udało się. Ubrane siedzimy grzecznie przy stole. Ewa przytomnie nalewa jakiegoś soku do szklanek.

- O! – ze zdziwieniem otwiera szeroko drzwi. – Co się stało, Waldku?
- Magda jest? – warknął mąż.
- Jestem.
- Jak długo zamierzasz tu siedzieć? – wyraźnie zły wypluł z siebie to pytanie.
- Właśnie wychodziłam. Zagadałyśmy się, przepraszam.

Pożegnałyśmy się z Ewą, ukradkiem musnęłam jej plecy i poszliśmy z Waldkiem do domu. Tą samą drogą, pod tym samym jasnym od księżyca niebem.

A potem Waldek zaciągnął mnie do sypialni i do łóżka. Nie protestowałam, a on brał mnie rozgrzaną jeszcze czułością Ewy. Byłam zaskoczona, ale i szczęśliwa – po raz pierwszy od dnia ślubu przeżyłam pełną satysfakcję, drżąc z rozkoszy, szeptałam mężowi do ucha najczulsze słowa.

Przyszedł grudzień i Waldka wysłano gdzieś w delegację. Ewa przeniosła się na ten czas do mnie. Miałyśmy dla siebie cztery dni i cztery długie noce. To wtedy właśnie, pod nieobecność męża, jakby w zastępstwie, Ewa pokazała mi, co to jest prawdziwa rozkosz.

A potem przyszły święta i spędziliśmy je jak dwie zaprzyjaźnione ze sobą rodziny. Wszystko odbywało się grzecznie i sympatycznie, tylko ja nie mogłam wytrzymać zakochanych spojrzeń Szymona, który na każdym kroku podkreślał swoje do niej prawo. Rzucał: „Idziemy do domu” i Ewa podrywała się natychmiast. Bladłam z zazdrości.

Minął Nowy Rok. Szymon wrócił na budowę. Ja do Ewy zapewniającej mnie o swojej miłości. Mój mąż chyba zaczął zadawać sobie pytania, może już coś podejrzewał. Nasza wzajemna niechęć do siebie rosła z dnia na dzień. Wszystko skończyło się w połowie stycznia. Któregoś dnia Waldek wrócił wcześniej z pracy i zastał nas pod prysznicem. To, co zobaczył nie pozostawiało żadnych złudzeń. Gdy Ewa wyszła, powiedział krótko i bardzo ostro:

- Wybieraj! Ona albo ja.

Zalała mnie fala gorąca, szumiało w uszach. „Wybór – myślałam – ja nie mam wyboru, nie umiem go dokonać.” Nie chciałam być z mężem, nie mogłam z Ewą. Sprzeczne uczucia rozdzierały mi serce. Zamknęłam się w łazience. Wyjęłam żyletkę z maszynki do golenia, puściłam gorącą wodę z krany i zaczęłam ciąć lewy nadgarstek. Bolało. Chciałam umrzeć. Uznałam, że tak będzie najlepiej. Krew powoli ściekała do umywalki, a ja jak przez mgłę słyszałam łomotanie do drzwi.

Waldek, jak się później dowiedziałam, wyważył drzwi. Zawiązał rękę, jak umiał, wsadził do samochodu i zawiózł na pogotowie. Rana nie była wielka, założono mi opatrunek. Dostałam silny środek uspokajający i skierowanie do psychiatry.

Ewa przestała przychodzić, za to codziennie dostawałam od niej czuły list. Pisała, że bardzo mnie kocha, że cierpi. Ja też cierpiałam, zdecydowałam się jednak zostać z mężem. Nigdy więcej już się z Ewą nie kochałyśmy. Szymon wrócił na stałe, zmienił pracę, zaczęli budować dom. Któregoś dnia spakowałam wszystkie listy i odesłałam je Ewie, zrywając ostatecznie naszą znajomość. Nic mi po niej nie zostało. Tylko pamięć nie poddaje się takim zabiegom.


O takiej namiętności nigdy nie mówi się głośno. Jest wstydliwie ukrywana, wytykana przez wszystkich palcami i skazana na pogardę. Najbardziej grzeszna z grzesznych. Miłość dwóch kobiet.


Dziś nie umiem być z mężczyzną. Z kobietą nie chcę albo tak mi się zdaje. Nie rozwiodę się z mężem. Po co? To niczego nie zmieni. Zmarnowałam sobie życie miłością do kobiety. Tylko czy to była miłość?

Warszawa, dnia 15 paśdziernika 2002 roku.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019