IMPREZA

Sara Łoters
Spójrz na mnie... spójrz... Stałam tak od kilkunastu minut wlepiając w niego wzrok. Wyglądał na około 35 lat, dobrze zbudowany brunet... nie ma bata, każdy facet musi zwrócić na mnie uwagę, w końcu nie po to codziennie spędzam tyle czasu przed lustrem, że nie wspomnę o innych zabiegach... Nie spojrzał, ale ja nie dawałam za wygraną... Nagle obok niego pojawił się jakiś chłopak, trochę śmieszny, bardzo szczupły. No i te absolutnie już niemodne blond włosy. Cóż... moje zabiegi chyba były skazane na porażkę, bo blondyn z ciasną dupcią sprzątnął mi go sprzed nosa.
Trudno, nie ten, to inny. Dopiłam espresso i zwróciłam się w stronę wyjścia, gdzie miała czekać na mnie Gosia. Umówiłam się z nią na 
zakupy; z  Gosią przyjaźnimy się od lat, mówimy sobie wszystko i ona jak wszyscy także uważa, że jestem absolutnie szałowa w każdym calu.
Hm... szczerze mówiąc, nie dziwię się jej...
Zakupy zleciały nam szybko, bo te importowane szmaty może i kosztują odpowiednio dużo, aby się w nich pokazywać, ale niestety, nie są efektowne... No i nie spełniają głównego kryterium. Uwielbiam ubierać się w złoto. Mam złote buty, spódnice, bieliznę, dodatki... jestem złotym dzieckiem... nawet moje włosy już z natury są niemal złote. Zawsze uważałam, że to znak, iż pieniądze tatusia trafiły na najlepszą córeczkę pod słońcem.
Może opowiem Wam o sobie... Zacznijmy od początku... ale, aby nie zgubić wątku, powiem najważniejsze. Nazywam się Klara Sośnicka. Tak, tak... od tych Sośnickich, dokładnie tak. A ciocia Zdzisia to ta od śpiewania, nie mylicie się. Jestem na IV roku anglistyki... to znaczy byłam, dopóki studia nie kolidowały z moimi zajęciami (fitness, odwiedziny Tomka, ploteczki - trzeba być na bieżąco). No, ale to nie ma znaczenia.
Oficjalnie już od 3 niemalże lat (jakby kto pytał) jestem na IV roku.
Ładna ze mnie dziewczyna, co tu dużo ukrywać. Wysoka po tatusiu, mądra po mamusi, zaradna po nie wiem, kim ( nigdy nie złapali mnie na  ściągniu w szkole, że o drobnych kradzieżach nie wspomnę ). Biust nawet sama sobie kupiłam, naprawdę. A ten kształtny nos, którym wszyscy się zachwycają, to mój.
No dobra, powiem... to było tak: wracałam z imprezy za miastem, było ciemno... muzyka sączyła się z leniwie, zapomniałam o tym, że jestem damą i wsadziłam palec do nosa. No co, chyba też tak czasem robicie, nie? Tak więc zadowolona bawię się wydobytą piłeczką, kiedy nagle poczułam wstrząs... może i nieduży, ale jakże zaczęło mnie boleć... tips wbił mi się w samym środku nosa, krew zachlapała mi najnowszą bluzkę od Toma Forda.
Kiedy zobaczyłam krew na tej bluzce... ból ustąpił na rzecz gwałtownej desperacji... Nie będę Was nudzić szczegółami, koniec końców był taki,
że złamałam sobie nos, wyciąganie palca było niezwykle bolesne. Na osłodę po stracie bluzki poprawiłam moje śliczne nozdrza i teraz już
cała jestem piękna.
- Myszko (wszyscy tak do mnie mówią), w środę jest impreza w nowym klubie. Tam, gdzie kiedyś jeździłyśmy z chłopakami. Pójdziesz ze mną? - Gosia często zadawała mi tak idiotyczne pytania...
- Jasne - odparłam. Przecież nigdy nie odmawiałam, kiedy była okazja zabłysnąć. Daję głowę, że każda z Was marzy o tym, by być na moim miejscu...przykro mi (hi hi hi), Klara jest tylko jedna.
W klubie pojawiłyśmy się tuż po 24. Wtedy wszyscy bawią się w najlepsze i... wejście smoka... jest widoczne dla brzydul i ich przystojnych
chłopaczków, którzy tylko marzą, aby całować moje ślady. Ale do rzeczy... w sekundę oceniłam stan: kilka straszydeł w bluzkach z bazaru,
niezmiennie z oryginalną? metką Versace, ze trzy, które mogłoby rozbić mój monopol, ale, ale... gdybym była o 30 lat starsza... Stan samców
prezentował się nieco inaczej... raczęj męscy - to pierwsze, co rzuciło mi się w oczy... Było kilka typów a`la Dylan z Beverly Hills 90210, reszta
całkiem znośna... Jeden zaś od razu zwrócił moją uwagę. Siedział przy barze... Dobrze ubrany, opięte polo uwydatniło doskonale zbudowany
tors... i te oczy...
W mig zapomniałam o Tomku i ruszyłam ku memu przeznaczeniu. Przeznaczenie jak się okazało był rozmowny, czarujący, pachniał odpowiednio kosztownie, co już wystaczyło, abym poczuła coś w rodzaju miłości.
Wypiliśmy kilka dronków... alkohol przyjemnie rozgrzewał mnie, muzyka nastrajała doskonale, chyba leciał nawet kawałek cioci Zdzisi. Mój
przystojny kolega podobał mi się coraz bardziej. Przyglądałam się jego dużym dłoniom i te silne ramiona... Największe chyba wrażenie zrobił na mnie jego sygnet. Znam się na biżuterii, mój tatuś ma taki sam i zakłada go tylko na wyjątkowe okazje. Jest bardzo drogi. Ponoć kosztuje więcej, niż moje zakupy z ostatnich dwóch miesięcy... A więc nie jesteś gołodupcem synku - pomyślałam i... ponownie ruszyłam ku przeznaczeniu.
Znaleźliśmy się w jego samochodzie... Nawet kiedy jechaliśmy, jego samochód poruszał się tak dostojnie... było wręcz idealnie... Całował tak
delikatnie, pieścił moje uszy i szyję, a nawet pępek (dobrze, że wzięłam prysznic)... byłam tak podniecona, że zapomniałam o całym świecie, nawet o zabezpieczeniu, co nie zdarzyło mi się nigdy jeszcze. A kiedy we mnie wszedł... o mamo... dobrze, nie mieszajmy do tego mamy... w każdym razie było bosko...jego sterczący Bob przyglądał mi się groźne, ale szybko schowałam go, gdzie trzeba...Wiem, wypiłam strasznie dużo i chyba przestałam nawet myśleć... po prostu poddałam się tej szalonej fali namiętności...Ta fala zalała mnie kilka razy, ale było tak cudownie, że nie myślałam nawet o moich nowych majtkach z jedwabiu.
Po kilku godzinach musieliśmy jednak wrócić, bo przecież Gosia czekała na mnie i byłaby zła, gdybym zostawiła ją tak, jak ona zostawiała mnie często ( muszę przyznać). Ale Gosia była typem małej puszczalskiej, nie to co ja (wiecie, o co chodzi). Przyglądałam się mojemu barbarzyńcy z niesłabnącym podziwem... było tak miło, być może łaskawie obdarzę go kolejnym spotkaniem, kto wie... Kiedy wróciliśmy na salę, wszyscy bawili się nadal, nieświadomi cudów, jakie działy się na parkingu nieopodal.
Gosia bawiła się w kółeczku z facetami, strasznie dużo ich się zrobiło, ale ja rozglądałam się po sali głodna spojrzeń plebsu.
Nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna. Wyższa ode mnie i od razu zauważyłam ten okropny meszek nad górną wargą.
- Serwus Kasiu, strasznie długo cię tu nie było - i....rzuciła się na szyję mojemu? facetowi. Pomyślałam, że dziewczyna ma tupet.
- Aaaaa, zapomniałam się przedstawić - ( zwrócił się do mnie ) - Kasia jestem - ten żart nie wydał mi się zabawny, ale rżnęłam damę do końca,więc mówię
- A ja Waldek - jednak w zdziwieniu obojga było coś niepokojącego... coś, co sprawiło, że nieco uważniej rozejrzałam się po sali... te faceciki w koszulach z flaneli... koleżanka z wąsem... obejmujące się dziewczęta... spojrzałam
na... Kasię... na jej faktycznie rozbudowany... tors... na jej dłonie... nagle zrobiło mi się bardzo gorąco, nie mogłam złapać
powietrza... Z relacji Gośki wiem, że wyniesiono mnie na zewnątrz... Ostatni obraz, jaki pamiętam, to sygnet na dłoni...
Cóż... nie wszystko złoto, co się świeci...
Data publikacji w portalu: 2007-08-10
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

info Nasze miejsca zagranicą
Goraleczka69 Hej jakieś kluby branżowe dla les w Norwegii?😊 opinia dodana 2018-10-21 21:22:36
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019