WRӯBA

Kasandra
Kobiecie z portretu - Tobie


- Wejd i usid – powiedziaa umiechnita staruszka wskazujc wygldajcy na wygodny fotel. Troch przestraszona Inka wesza do wntrza, w ktrym unosia si wo suszonych zi. Byo schludnie i przyjemnie. adnych czarnych kotw czy krukw ani ogromnego kota… Grzecznie usiada i czekaa.
Czarownica, czy jak j mona byo nazwa, zaja si swoimi sprawami zupenie ignorujc obecno Inki. Dziewczyna obserwowaa przez jaki czas staruszk, ale nieprzyzwyczajona do bezczynnoci zacza si wkrtce nudzi. Obejrzaa ju kady mebel, wzorki na obrusie, kady kt pokoju, policzya soje w drewnianych deskach, i przez chwil zacza krci si na krzele, chrzka wymownie, by zwrci na siebie uwag kobiety. Gdy nic to nie dao, zrezygnowana pogrya si we wasnych mylach, ktre ostatnimi czasy wrzay…
Zacza zastanawia si, po co tu przysza. Chciaa pozna przyszo, jasno okreli swoje moliwoci i wyznaczy cele. Zapyta, czy znalaza to, czego szukaa… Czy na pewno?
Troch znuona przymkna powieki. Jej myli si uspokoiy, przed oczami duszy przesuway si lune obrazy pozornie niezwizane ze sob, ale ona prbowaa je porzdkowa, analityczny umys szuka logicznoci i racjonalnoci. Dziwne ciepo rozchodzio si z punktu okrelanego jako „trzecie oko” i obejmowao j ca, umys, ciao i serce. Miaa wraenie, jakby na chwil znalaza si poza ciaem. ciana naprzeciwko nagle otworzya si, w przestrzeni powsta tunel, ktrym w niepojty sposb popyna przed siebie. Mijaa znane miejsca, jednak z gry wyglday zupenie inaczej. Coraz wyej i wyej, potna sia niosa j poza atmosfer, poza Ukad Soneczny, mijaa gwiazdy, ocieraa si o asteroidy, przez chwil zatrzymaa si na Ksiycu, odwiedzaa nieznane planety i moga obserwowa ycie ich mieszkacw. „ O rany, to UFO naprawd istnieje” pomylaa z radoci. Wyaniay si coraz nowe wiaty, Wszechwiat wydawa si nieskoczony i nieograniczony adn przestrzeni. Nie byo granic, nie byo nic poza energi, ktra j niosa i ktr sama bya. Kosmiczna podr, niesamowite przeycie. Pomylaa, e i tak nikt jej nie uwierzy…
Droga powrotna bya rwnie ekscytujca i przez otwr w cianie powrcia bez przeszkd do swego ciaa. Spojrzaa na gadk paszczyzn, nie znalaza adnego ladu, adnej rysy, ktra mogaby wiadczy o tym, e bya wrotami kosmicznych podry. Staruszka gdzie znika, wic Inka cierpliwie czekaa dalej. Ponownie pojawiy si obrazy. Niczym w niemym kinie, klatka po klatce widziaa przesuwajce si na ekranie wiadomoci swoje ycie. Dziwne, bo o niektrych sprawach zupenie ju nie pamitaa…
Nagle przypomniaa sobie sen, ktry nia przed laty. Kiedy to byo… Chyba dawno, skoro zdya o nim zapomnie? A przecie to nie by zwyczajny sen. To by sen w odcinkach, ktry ni si jej przez kilka kolejnych nocy.

„ Najpierw bya w domu. Korzystajc z tego, e zapowiada si pikny, pogodny dzie, postanowia wybra si na wypraw rowerow. Przygotowaa kanapki, wzia butelk z napojem i wyruszya. Lubia odkrywa nowe cieki, dlatego z gwnej trasy zjechaa na nieznan jeszcze poln ciek. Unikaa te w ten sposb spalin i moga cieszy si cisz pl i woni dojrzewajcych zb. cieka skrcaa do lasu, na jego skraju usiada na chwil, aby posucha piewu lenych ptakw. Zauwaya jagodniki, wic pomylaa, e moe znajdzie troch jagd. Rzeczywicie, udao jej si troch ich zje. Wjechaa gbiej w las. Nozdrza oddychay zapachem ywicy i lenych rolin. Usyszaa dzicioa, tu nad jej gow przemkna wiewirka, z wntrza pobliskich zaroli dobiegay dziwne szmery. Nie baa si, kto kiedy powiedzia, e bardziej naley ba si ludzi… Przez korony drzew docieray promienie wiata.
Nagle cieka si skoczya. Znalaza si na wielkiej, kolorowej ce, ogromne, rnobarwne kwiaty wyrastay przed ni i wabiy swoim zapachem. Z trudem moga przebrn przez trawy sigajce do ramion. Pokrzywy parzyy a osty wbijay si w skr, zdrewniae odygi bolenie drapay i kaleczyy do krwi. Usyszaa cichutki szmer, rozejrzaa si. Tu powietrze byo bardziej wilgotne, wic w pobliu musiaa pyn jaka woda. I rzeczywicie. Trawy nabray intensywniejszej barwy, wkrtce dostrzega rzeczk i troch sprchniay, drewniany mostek. Za nim cieka cigna si dalej. Gdzie w oddali majaczyy kontury jakiego do sporego budynku. Postanowia tam dotrze.
Zatrzymaa si jednak na mostku, aby co przeksi i ugasi pragnienie. W wodzie z rzeczki obmya te krew z rozdartej skry. Ze zdziwieniem zauwaya, e ma ona dziwne i niezwyke dziaanie, bo ranki zagoiy si i nie zostao z nich ani ladu. Mimo tego, e przebya ju sporo kilometrw, poczua si dziwnie wypoczta. Zaczerpna troch wody i sprbowaa, miaa smak miodu lub piernika… nie potrafia tego zidentyfikowa.
Ruszya dalej… Wygld otoczenia zmieni si. Soczysta ziele znika, trawy byy suche a wok unosiy si tumany kurzu, ktry wdziera si do ust i nosa Inki. Niezidentyfikowany budynek by coraz bliej. Zacza si zastanawia, czy nie zawrci, bo robio si do upiornie. Nawet soce z trudem przedzierao si przez py. Na ciece leao kilka martwych ptakw. Dziewczyna jechaa dalej, chocia serce bio jej ze strachu coraz szybciej.
Okazao si, e dotara do zniszczonego paacu. Zaniedbany ogrd i park, odrapane mury, walajce si wszdzie cegy, poamane sztachety w parkanie – to zobaczya. Drzwi byy szeroko otwarte, ale drewno wypowiao, a klamki kto wyrwa… Wesza do ponurego wntrza, w ktrym mona by spokojnie nakrci now wersj filmu o Drakuli… Ogromne pokoje, puste i szare, brak szyb w oknach, ramy okienne powykrcane ze staroci. Przechodzia do kolejnych pomieszcze, wszdzie to samo, upadek i zniszczenie. Pomylaa, e niegdy musiao tu by piknie. Wyobrazia sobie stylowe meble, wielkie obrazy, kolorowe dywany, ktre kiedy mogy upiksza te wntrza. Przed oczyma wyobrani zobaczya te wirujce w tacu pary i muzykw siedzcych w kcie najwikszego pokoju. Przesza do nastpnych pomieszcze. Wszdzie to samo, sterty gruzu i desek… i wulgarne napisy na cianach….
Nagle w jednym z pokoi zobaczya co niezwykego. Na cianie wisia ogromny obraz, ramy byy troch przykurzone, ale niezniszczone. Ujrzaa przed sob niezwykle pikn kobiet troch smutno spogldajc na ni z ptna. Oniemiaa z zachwytu w bezruchu wpatrywaa si w oczy jasnowosej postaci namalowanej pewnie dawno temu. Tysice myli przebiego przez jej gow. Gdyby moga tak istot spotka na jawie, oddaaby jej serce i dusz bez wahania. Po duszej chwili poruszya si i rozejrzaa wokoo, na przeciwlegej cianie dostrzega szabl, ktrej rkoje wykadana drogimi kamieniami byszczaa w nikych promieniach soca. Odczua silna pokus, by sign po ni, ale w ostatniej chwili powstrzymaa si. To prawda, e paac by opuszczony, ale szabla nie bya jednak jej wasnoci. Jeszcze raz odwrcia si w stron portretu, westchna z gbi serca, ze smutkiem pomylaa, e nigdy nie spotka jej ywej. Zauwaya, e za oknem zrobio si szaro, wic wyruszya w drog powrotn do domu. Dotara tam o wiele szybciej ni si spodziewaa, jakby droga si skurczya”.

Inka bya zdziwiona, e jeszcze tyle pamita, cho nia ten sen kilkanacie lat temu. Wtedy, po przebudzeniu cay dzie czua przygnbienie i wci widziaa oczy i twarz kobiety. Wieczorem szybko zasna.

„ I znowu jechaa do paacu. Znaa drog, lecz co si zmienio. Gdy przejechaa przez mostek, spostrzega, e py opad. Na ce cigncej si wzdu cieki dostrzega pojedyncze kwiaty i zielone dba trawy. W paacu nic si nie zmienio, szybko trafia do sali z portretem i znowu dugo patrzya. Pomylaa, e zwiedzi jeszcze reszt posiadoci. Na zewntrz rozciga si park, a raczej to, co z niego zostao. Pikna fontanna z mocno uszkodzon rzeb, stare drzewa, ktre nie miay ju siy walczy z czasem, z wiatrami i szkodnikami. Kierowana jakim niezrozumiaym odruchem wspczucia zacza wygarnia z fontanny wysche licie. Zauwaya jeszcze jeden troch mniejszy budynek, wesza do wntrza, w ktrym znalaza grabie, sekator, szpadelek. Wzia narzdzia. Ostro zabraa si do pracy, pomylaa, e zadba o to miejsce i bdzie to wietna kryjwka przed wiatem, tylko jej znana. Pod dotykiem jej doni miejsce szybko si zmieniao, jakby miaa moc czynienia czarw. I gdy odstawia narzdzia do szopy, sen si skoczy”.

Inka przypomniaa sobie kolejny sen, ktry miaa nastpnej nocy.

„Gdy ponownie przyjechaa do paacu, prawie nie poznaa tego miejsca. Nie spodziewaa si, e w cigu jednego dnia pracy moga dokona tak wiele. ka przy drodze rozkwita, stare drzewa wyprostoway si i teraz okryway je wiee, zieloniutkie licie, fontanna szumiaa cicho, a woda w niej srebrzya si w blasku soca. Oczyszczone z lici schody, cho stare, jednak byszczay. Nawet okna bez szyb wyglday bardziej przyjanie. Znalaza konewk i nie wiedzc, czemu, nabraa do niej wody z fontanny. Wesza do wntrza domu i skropia ni wszystkie pomieszczenia. Przecie ta woda uzdrowia jej zadrapania. Nie pomina te portretu, przy ktrym zatrzymaa si troch duej. Zauwaya, e na nim te co si zmienio. Kobieta miaa inny wyraz twarzy i teraz z leciutkim umiechem bya jeszcze pikniejsza. Normalnie Inka pomylaaby, e pojawiy si u niej pierwsze symptomy jakiej choroby psychicznej, ale we nie wszystko wydawao si takie normalne.

Ostatni sen by rwnie niezwyky jak pozostae.

„Znowu pojechaa do paacu. Tym razem podr trwaa dziwnie dugo, ju mylaa, e zgubia drog. Jednak, gdy dotara na miejsce, widok przeszed jej najmielsze oczekiwania. Paac lni w socu biaoci cian. Ogrd by zadbany, klomby rozkwitay kwiatami a po parku krcili si robotnicy. Bez trudu przekroczya bram, otwart szeroko, ale odnowion. Okna nie straszyy ju pustymi oczodoami. Solidne nowe ramy, szyby… Po biaych schodach dotara do drzwi wejciowych. Byy zamknite. Signa w kierunku zoconej klamki, ale dostrzega przycisk dzwonka. Niepewnie zadzwonia. Po dugiej chwili drzwi si otworzyy. Nie dowierzaa wasnym oczom, chyba musiaa mie gupi min, bo kobieta umiechna si szeroko. Gestem doni zaprosia j do rodka. I znowu jak za pierwszym razem wdrowaa po wszystkich pokojach teraz wypenionych meblami, dywanami, sprztami rnego rodzaju. Nie byo tylko portretu, ale jake mogo by inaczej, jeli kobieta z niego staa si yw osob i otworzya jej drzwi. Inka rozejrzaa si, ale jej towarzyszka znika. Usiada na jednym z krzese, zamylia si. Do rzeczywistoci przywoa j zapach cynamonu. Na stole przed ni pojawia si filianka z herbat i talerzyk cynamonowych ciasteczek. Naprzeciwko siedziaa nieznajoma z obrazu i gestem zachcaa do skosztowania poczstunku. Machinalnie signa po sodycze, pia herbat, ale nie moga oderwa wzroku od gospodyni, ktra nie wypowiedziaa jeszcze ani jednego sowa. Ich oczy spotkay si i nie mogy przesta patrze na siebie.
Po chwili wstay obie i przycigane swoim wzrokiem zbliyy si do siebie. Ich ciaa zetkny si. Inka poczua przepyw dziwnej energii. Cigle patrzya w zielone oczy nieznajomej, ktrej oddech muska delikatnie jej policzek. Bya tylko troch nisza od Inki. Oplota j swoimi ramionami i mocno si do niej przytulia, a Inka delikatnie pocaowaa jej szyj. Ich usta zetkny si na chwil trwajc wieczno. Pniej… atomy skadajce si na ich ciaa wymieszay si… i byo to, jak pocaunek wiecznoci, cig maych mierci i ponowne narodziny, jednoczenie zjednoczenie z kosmiczn energi, ktrej czci, zazwyczaj odseparowan, jestemy…
Potem kobieta otworzya komod i wyja z niej szabl, podaa j dziewczynie i dwicznym gosem, ktry w uszach Inki brzmia jak muzyka, powiedziaa:
- Ju mnie wicej nie zobaczysz we nie. Chciaam ci podzikowa za to, co zrobio twoje serce. Na pamitk daj ci t szabl. Nie jest zwyczajna. Dziki niej bdziesz bezpieczna, ona ci ochroni i bdzie broni w trudnych chwilach. Pamitaj te o swoim sercu, suchaj go – Inka wzia szabl i zapytaa ze smutkiem:
- Czy jeszcze kiedy ci spotkam? Czy spotkam ci w realnym yciu?
- Tak, ale musisz by cierpliwa i umie rozpozna mnie w czyjej twarzy z twojego wiata.”

Obraz zacz si rozmywa. Sen si skoczy. Taniec ich cia… pami o tym przeyciu Inka przeniosa potem do swego realnego wiata. Szukaa go w spotkaniach z kad drog sercu kobiet, ale nigdy nie odczua w peni tak silnych dozna, jak tamte, senne, niemal mistyczne, gdy kochaa si z nieznajom.
Dugo pod powiekami Inki tkwi obraz kobiety z obrazu, jednak czas sprawi, e zapomniaa o niej i o tym nie. Pozostaa jednak nieutulona tsknota w sercu. Poznawaa wiele kobiet, ale w adnej nie dostrzega tej twarzy, bo przecie by j poznaa. Do niedawna. Przed chwil to sobie uwiadomia…

Nagle usyszaa gos staruszki:
- Obud si, zrobiam, co miaam do zrobienia, a ty?
- To znaczy? - nie bardzo rozumiaa, co kobieta ma na myli.
- Czy wszystko sobie przypomniaa? Take o mocy twego serca i dobroci? – zapytaa z umiechem.
- Nie wiem… sdzisz, e sny si sprawdzaj?
- Jeli uwierzysz… zaufasz swemu sercu, to moe… - powiedziaa agodnie.
- Jak mam zaufa? Skd mam wiedzie, e to ju?
- O to si nie martw, twoje serce bdzie wiedziao. Uwierz w magiczn moc przypadku i sowa.
- Przypadku? Sowa? Serca? Nie potrafi…- szepna bezradnie.
- Ale potrafisz, tak, jak potrafia oywi ogrd, paac i Viki. Si swojej mioci. Nie zastanawiaa si wtedy zbyt dugo, po prostu uruchomia myl, sowo i czyn – stwierdzia staruszka z przekonaniem.
- A skd ty wiesz o moim nie? Poza tym to by tylko sen. W yciu jest inaczej.
- Jest tak samo. Sny s nam dane, by pokaza nasze moliwoci, czasem te lki… S dla nas nauczycielami. Czy chcesz jeszcze co wiedzie?
- Tak, miaa postawi mi tarota – przecie po to tu przysza.
- Zadaj pytanie – odpara bez przekonania staruszka.
- Nie wiem, o co spyta… czy spotkam t kobiet?
- Pewnie ju spotkaa. Si swojej mioci przywoaa ze swego snu. Pomyl chwil… - spojrzaa pytajco na Ink, ktra zamylia si.
- Tak… i mwisz, e sowa s twrcze?
- Przecie na pocztku byo sowo i mio. Przypomnij sobie, jak pielgnowaa ogrd, jak suchaa swego wewntrznego gosu. Jak kierowaa si wspczuciem i uczuciem. Obud si wreszcie.
- Dzikuj ci, chyba ju pjd.
- Jeli zechcesz, moesz tu wrci – umiechna si staruszka. Ucisna jej do i Inka poczua, jak po caym jej ciele rozchodzi si przyjemne ciepo.

Wysza, owion ja chd wieczoru. Czy znalaza to, czego szukaa?… A jeli, czy rozpoznaa waciw twarz, blask w oczach?

Wyjechaa do innego wiata, ktry znaa jeszcze z czasw dziecistwa. To wanie tam zdarzay si dobre czary i przyni jej si ten sen. Moe naleao wrci do rde? Przytulia si do pnia brzozy, ciche zy stoczyy si na bia kor. „Pom mi, Bogini, tylko nie ka mi i na koniec wiata, nie wystawiaj mego serca na kolejne prby, bo cho bl serca jest niczym wobec innych nieszcz, mimo to nie przestaje by blem”.
A jednak naleao oczyci serce z tego, co przez lata naroso, nagromadzio si w czasie wdrwki przez ycie. ycie zataczao koo. eby zobaczy t twarz, trzeba patrze sercem. A przecie ju j odnalaza i rozpoznaa. I rwnoczenie powrciy Anioy, ktre zniky dawno temu. To pewnie jaki znak… tylko, czego?
Mylaa, co bdzie dalej? C, ycie pokae, a moe wyczyta to ze szklanej kuli podczas kolejnej wizyty u czarownicy?

***

Mijay kolejne dni. Tak inne od dotychczasowych, cho na pozr nic si nie zmienio. Wstawaa rano, chodzia do pracy, uczya si, czytaa, wykonywaa domowe obowizki, spotykaa znajomych, borykaa si z codziennymi i niecodziennymi problemami, smucia si i cieszya. Nic nadzwyczajnego. A jednak…
„Trzeba przej od witu do zmierzchu po chybotliwej kadce dnia” przeczytaa kiedy, bardzo dawno temu. Ile ju przesza?
Teraz bya jeszcze Ona. Ta, ktra po prostu pojawia si przypadkiem pewnego dnia a zamieszkaa w sercu, bo przypomniaa sen sprzed lat, bo bya kobiet, do ktrej od zawsze tsknia Inka.
Jednak tak naprawd nie wiedziaa, co ma zrobi. Targay ni sprzeczne emocje. Zwaszcza, e Viki nie pozostawiaa zudze, co do ich wzajemnych relacji. Wiele razy Inka musiaa ucisza serce, ktre bio nazbyt mocno, walczy z mylami, ktrych motywem przewodnim bya kobieta z portretu. Po co przysza, po co si odnalaza, jeli od razu na wstpie powiedziaa: „Tylko nie zakochaj si we mnie”. Ostrzeenia spnione o ca wieczno, o te wszystkie lata tsknoty i pogoni za snem...

Niewane, ile kobiet spotkaa wczeniej, teraz odnalaza tak, ktra przenikna prosto do jej duszy.

Tej nocy Inka dugo w nocy patrzya na swoj rozwietlon do. To take wrcio wraz z Anioami. Otworzyy si w niej te wszystkie drzwi, ktre kiedy szczelnie pozamykaa, bo nie chciaa by inna ni wszyscy, nie chciaa tak odbiera wiata, tak czu. To bolao, przeraao, cho czynio j te w jaki sposb wyjtkow.

****
Najgorzej jest wieczorem, gdy nadchodzi zmrok, wtedy zaczyna si bezbrzena tsknota... Suchawka telefonu przycigaa jak magnes, ale Inka wiedziaa, nie moe ulec pokusie. Powstrzymywaa te ch pisania maili, z trudem opieraa si klawiaturze komrki. Wiedziaa, e i tak ulegnie, lecz jeszcze chwila, jeszcze... Wolno, spokj... Kilka gbokich oddechw.
Wyle sowa, na ktre nikt nie czeka i ich nie pragnie... I pewnie dostanie jak odpowied i jej serce mocniej zabije z radoci.

Ale kobieta z portretu odesza wraz ze snami...

Jednak Inka wci nie przestaa patrze sercem… i nie uwierzya, e to ju koniec snu… Przecie istniej ogrody serc i paace dusz, ktre czasem wymagaj odrodzenia…

Moe…
Data publikacji w portalu: 2007-08-11
« poprzednie opowiadanie nastpne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj si

KONTAKT

Wylij swj tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja prac nickiem lub imieniem
(jeli chcesz: nazwiskiem), jeli chcesz napisz swj e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWRCZO

Jest jak delikatny kwiat. Kada jej forma zawiera lady gbokich wzrusze i emocji, przenosi pami o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeli pisaa, piszesz lub pisa zamierzasz, nie chowaj efektw swojego natchnienia do szuflady, podziel si nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Moesz przysya teksty podpisane imieniem bd pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Moe to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj si.
To wanie od Ciebie bdzie zalea ksztat tej strony. Zapraszam do jej wsptworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej aden z Czeczenw nie zwrci si do rosyjskich organw cigania z oskareniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno yam i teraz mam co wspomina
Hitoshi W pitek byam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowit kobiet, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, daa przepikny wystp. Uwielbiam j.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019