Królewny powinny być blondynkami

Jocelynn
I królewna ukłuła się w palec zatrutą igłą kołowrotka, po czym zapadła w sen mający trwać może i sto lat, mający trwać do czasu, aż zbudzi ją pocałunek prawdziwej miłości...
Nie wiem dlaczego, ale przez tyle lat żyłam w przeświadczeniu, że tragedie można przeżywać tylko w deszczowe, ponure dni, gdy niebo zasnute jest chmurami, a deszcz płacze razem z bohaterami prywatnego dramatu. Jak to właściwie jest z sms-ami? Jak to się dzieje, że jedna osoba pisze, wysyła, a za kilka sekund druga osoba otrzymuje komunikat? Ktoś mi to kiedyś co prawda tłumaczył. Wiadomość zbudowana ze znaków zostaje przełożona na system zerojedynkowy, po czym po jakichś falach elektrycznych biegnie do centrum serwisowego sieci i wtedy coś tam... Nic z tego nie zrozumiałam. Jestem blondynką. Królewny powinny być blondynkami. No może oprócz Śnieżki, która, jak powszechnie wiadomo miała czarne włosy, no ale ona jest wymysłem skomercjalizowanej, amerykańskiej kultury, w której wszystko jest dopuszczalne. Niemniej w tradycji europejskiej, królewny zawsze były złotowłose.
Zasadę działania telefonu stacjonarnego łatwiej mi jakoś pojąć. Jest światłowód, zakopany głęboko w ziemi. Na powierzchni są jakieś kable, które przenoszą słowa od słuchawki, do słuchawki. Słowa biegną światłowodem, bawią się, urządzają wyścigi, gonitwy, aby w końcu dotrzeć do celu, uleczyć lub zabić w odpowiedniej chwili...
Moja piosenka przewodnia - wesoła melodia ze smutnym tekstem

I'm lying here on the floor where you left me
I think I took too much
I'm crying here, what have you done?
I thought it would be fun

I can't stay on your life support
There's a shortage in the switch
I can't stay on your morphine
'Cause it's making me itch
I said I tried to call the nurse again
But she's being a little bitch
I'll think I'll get out of here

Where I can run just as fast as I can
To the middle of nowhere
To the middle of my frustrated fears

And I swear you're just like a pill
Instead of making me better
You keep making me ill
You keep making me ill

Syndromu piosenki przewodniej nabawiłam się od oglądania "Ally McBeal". Teraz nie mogę normalnie funkcjonować, jeśli nie wysłucham mojej piosenki przynajmniej kilkanaście razy na dzień. Skąd mogłam wiedzieć, że to tak uzależnia? Przecież jestem tylko blondynką. Królewny powinny być blondynkami...
Dźwięk odebranej wiadomości zbiegł się ze słowami You keep making me ill. Nacisnęłam odpowiedni klawisz i podobny do ukłucia ból, sparzył moje palce. Już wiedziałam, że muszę zasnąć na cały wiek, albo i dłużej.
Firanka chwieje się poruszana łagodnym wiatrem. Gdy przez nią patrzę, wszystko wokół wydaje się zamazane, niewyraźne. Nierealne??? W powietrzu pachnie wiosną, chociaż to dopiero styczeń. Słońce ogrzewa zmarznięty świat. Oświetla dach sąsiadów, ich psa, który przyjaźnie merda ogonem, biurko, przy którym siedzę, z twarzą ukrytą w dłoniach. Szary wróbel, który od lat mieszka w rynnie pod naszym dachem, wychyla potarganą główkę i patrzy z zainteresowaniem w czarnych oczkach. Gdy byłam mała, mówiłam na niego "grubelek". Czy to może być sen? Nie, to po prostu nauczka dla mnie, że naszym łzom, nie zawsze musi towarzyszyć deszcz.
Postanowiłam, że nic dzisiaj nie zjem. Tak na złość. Nie wiem nawet komu. Mamie, sobie, Tobie? Postanowiłam, że przestanę w ogóle jeść, tylko jeszcze nie dorobiłam do tego postanowienia ideologii. Właściwie każda literacka czy filmowa bohaterka nie je po stracie miłości swojego życia. No może oprócz Bridget Jones, która je jeszcze więcej. Ja jednak nie jestem żadną bohaterką, a z kuchni dochodzi zapach ogórkowej. No cóż, jestem tylko blondynką, Bridget Jones też. Królewny powinny być blondynkami...
W antycznych dramatach, gdy bogowie nie bardzo wiedzą, co zrobić z bohaterem, kładą jego los na wagę. Jedna szala nazywa się "życie", druga "śmierć". W zależności od tego, która szala przeważy, delikwent kończy w odpowiedni sposób. Powinnam była przewidzieć, że Ty znasz te faszystowskie metody. Dziś rano wyciągnęłaś wagę z piwnicy i położyłaś na niej moje serce - swoją własność. Jest leciutkie, małe, chore, z nieuleczalną wadą, której nabawiłam się w drugiej minucie życia, gdy zastrzyk, zamiast trafić w aortę, wbił się w maleńką wtedy zastawkę. Waga nawet nie drgnęła, żadna z szal nie poruszyła się. Wyrok brzmiał - obojętność.
" Nie potrafię podać żadnego argumentu, abyś została, ani żebyś odeszła, ani jednego "za", ani jednego "przeciw" - Twoje słowa.
Podstawowa zasada książkowych heroin romansów - nie żebrać o miłość. Ale ja jestem tylko blondynką. Królewny powinny być blondynkami...
Kiedyś przeczytałam w jakimś podręczniku do biologii, że gdy przychodzi okres suszy, jakieś rośliny( a może zwierzęta, nieważne zresztą ), przyjmują formę przetrwalnikową. Spowalniają się ich procesy metaboliczne, zapadają w pewnego rodzaju sen, letarg, który umożliwia im przeżycie ciężkiego okresu.
Zasypiam, zapadam się w siebie. Kulę się w sobie, skręcam w chińskie zero, jestem embrionem. Żaden psycholog nie mógł wyjaśnić, dlaczego zawsze sypiałam w takiej pozycji - kolana prawie dotykające brody, kręgosłup wygięty w łuk. Czy można porzucić dziecko, zanim się jeszcze urodzi? Można, odcięłaś mi pępowinę, zanim jeszcze na dobre się ukształtowałam. Może to i lepiej? W końcu wyrosłabym na blondynkę. Królewny powinny być blondynkami...
Wsłuchuję się w siebie, w szept mojej krwi. Liczę uderzenia serca; raz, dwa, trzy... wciąż bije. Słabiutko i powoli, ale jednak nie chce przestać. To dziwne, bo myślałam, że gdy odchodzi ukochana osoba, serce jakoś tak samoistnie wie, że musi pęknąć. No tak, ale w sumie moje jest wybrakowane, a poza tym ja przecież zamierzam zasnąć.
Czuję, jak spada mi ciśnienie, słabnie puls, nadchodzi sen. Sen w śnie, bez snów - trochę to skomplikowane. Pierwsza faza REM - rapid eye movement - ruchy gałek ocznych, nie okrytych powiekami.
Jutro mam ostatnie zaliczenie. Przyjdę do domu i się upiję. Bez specjalnego przekonania, po prostu obiecałam sobie, że to zrobię. Blondynki nie potrzebują specjalnych powodów, żeby coś robić. Ty o tym wiesz, nie podałaś mi żadnych powodów, ma być tak, jak chcesz i koniec. Może to moja wina? Rozpuściłam Cię, pozwoliłam Ci wierzyć w to, że możesz ze mną zrobić wszystko. Sama w to uwierzyłam. Jestem tylko blondynką. Królewny powinny być blondynkami...
Mówiłaś, że wyglądam, jak anioł. Anioł z ostrymi krawędziami skrzydeł, które mogą Cię zranić. Spiłowałam je. Ból był straszny, ale zadawałam go sobie z radością, wiedząc, że robię to dla Ciebie. Kocham " Miasto aniołów"- najpiękniejszy film o miłości, jaki zdarzyło mi się widzieć. Jeśli prawdziwy anioł mógł dla swojej ukochanej zrezygnować z nieśmiertelności, czym było wyrwanie sobie skrzydeł? Dziecinną zabawą. Pozbyłam się ich. Powędrowały na strych, gdzie leżą już popękane narty i dziurawy kajak. Nie wiesz o tym, nigdy nie zobaczysz blizn na moich plecach.
Zabawne, anioły z reguły też są raczej złotowłose. Ja jestem już tylko człowiekiem z okaleczonymi łopatkami.
Wyznaczyłyśmy granice. Ja przestaję Cię zadręczać swoim uczuciem, Ty wracasz w spokoju do zdrowia... Jedna wiadomość tygodniowo. Prosiłam o to, błagałam, Ty nawet tego nie chciałaś. Wygrałam. Dlaczego o naszą miłość muszę walczyć nawet z Tobą?
Pragnę wierzyć w Twoje dobre intencje. Pragnę wierzyć w to, że ta niezdecydowana odpowiedź, to był strach przed przekroczeniem pewnej linii - crossing the deadline, przed ostatecznym pożegnaniem. Nie powiedziałaś ani tak, ani tak, szale zachowały równowagę. Będę wierzyć w to, że kiedyś znowu mnie zechcesz, z tej myśli zrobię system podtrzymywania życia - life support. Przecież ludzie w śpiączce potrzebują respiratora.
Zamierzam wysłać miłość na zasłużone wakacje, a wspomnienia na bardzo długi spacer, żeby nie wróciły tak szybko. Od teraz wszystko powierzam przypadkowi, nie będę walczyć z prądem. Pójdę wszędzie tam, gdzie los mnie rzuci, zrobię wszystko to, co mi każe. Podobno niektórzy ludzie umieją dowolnie zmieniać, programować swoje sny. Ja nie umiem, a moje życie właśnie zmienia się w sen.
Od porannego ukłucia, gdy wibracje telefonu zelektryzowały moją dłoń, minęło już trochę czasu. Czuję zbliżającą się senność. Niebo się chmurzy, chyba jednak będzie padał deszcz. I dobrze, to nie zakłóci mojej wizji rozstania, jaką stworzyłam sobie wiele lat temu.
Ze wstrętem patrzę na telefon. Tyle czasu był mi przyjacielem, przynosił Twoje słowa, uśmiechy, a teraz leży na biurku, jak wyrzut sumienia i przypomina dobre chwile, których na razie nie chcę pamiętać. Chyba zmienię sygnał nadejścia wiadomości. Obecny za bardzo kojarzy się z Tobą. Nie chcę odczuwać zawodu, ile razy to nie będzie wiadomość od Ciebie. A wiem, że nie będzie.
Naiwnie wierzę, że jeśli zmienię dzwonek, prześpię się z tym wszystkim, będzie mi łatwiej. No cóż, jestem tylko blondynką. Królewny powinny być blondynkami...
Zapadam w sen moja Jedyna. Zasypiam wierząc, że co ma być i tak nas nie ominie. I chociaż żegnam się z Tobą, to jeszcze nie koniec. Wiem kochanie, że kiedyś, może i za sto lat, znów zobaczę nad sobą Twoją uśmiechniętą twarz.
I królewna ukłuła się w palec zatrutą igłą kołowrotka, po czym zapadła w sen mający trwać może i sto lat, mający trwać do czasu, aż zbudzi ją pocałunek prawdziwej miłości...
Cholera, a może zamiast się tak męczyć, po prostu lepiej przefarbować włosy? Czy królewny naprawdę powinny być blondynkami? Ta ze "Shreka" była ruda. Może dlatego jej się ułożyło???

19. 01 03
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019