NAPRAWDĘ, JAKA JESTEŚ?...

Vici6
cz.I (dla Ał)

W pogoni za ideałami, czasami zapominamy dostrzec, kim jesteśmy. Zapominamy, lub staramy się nie widzieć swojego prawdziwego ja... Jak wpływa na nasze życie drugi człowiek?
W życiu każdego człowieka stworzony jest obraz jego idealnego życia. Z chwilą, gdy stajemy się świadomi własnych czynów, przypatrując się pierwszym stawianym krokom, naśladując pierwsze zasłyszane dźwięki, powtarzając wyrazy, słowa, które ktoś do kogoś wypowiedział, uczymy się żyć, od najmłodszych naszych lat. Najpierw jesteśmy bezbronni w stosunku do ogromu tego świata, jesteśmy niewinnymi istotami, które nie znają tak pojęcia zła jak dobra. Odruchowo, zgodnie z naturą i wrodzonymi instynktami kiwamy przecząco głową, gdy coś nam nie smakuje i nie podoba się, gdy jest nam z czymś źle, uśmiechamy do rzeczy przyjemnych, sprawiających nam radość, budzących w nas poczucie bezpieczeństwa, uczucie szczęścia.
Z chwilą, gdy poznajemy otaczającą nas rzeczywistość, poznajemy także wszelakie możliwości zbliżające nas do celu i powoli uczymy się je wykorzystywać. Nauka wiodąca nas przez zwycięstwa i porażki, pełna prób, przynosi ze sobą mnótwo rozczarowań i niespodzianek.
Dzięki naszym bliskim stajemy się poniekąd tacy, jacy Oni są. Obserwując ich reakcje na poszczególne sytuacje, zapamiętujemy je, często zupełnie nieświadomie.
Gdzie istnieje granica, która z chwilą jej przekroczenia wprowadza nas w nas samych i jak często potrafi nas zmieniać...?
Kiedy myślimy o miłości, heh, dzisiaj jest tak wątpliwie spotykana, jak naturalny, bezimteresowny gest dobroci,ale zdarza się, prawda...?:) Mawia się, że wpada na nas w najmniej oczekiwanym momencie, że nie czekając na nią, nie szukając jej – sama wpadnie nam w ręce.
Cóż, ja jej szukałam. Szukałam jak wariat, jak opętana wijąc się pośród barw, które były mi takie obce i choć doznałam już ich ciepła, nie potrafiłam kreślić nimi ścieżek swego życia.

Spoglądałąm na Nią w małym okienku, w dniu, który nie różnił się od innych dni.
Pamiętam Jej oczy, śmiały się do wszystkich:) tak rozkosznie kusząc, że tylko wariat ośmieliłby się pomyśleć, że one mogą śmiać się tylko dla niego. Choć dzisiaj myślę, że każdy, kto na szerokiej klawiaturze swego uktytego „ja” nakreślił do Niej choć jedno słowo, głęboko wierzył w ten jasnych uśmiech...

Moja rzeczywistość, choć rozkojarzona marzeniami o delikatnym dotyku, cieple, czymś, co wzbudzało we mnie tajemnicze pożądanie nagich kobiet, nakazywało to z przyzwyczajenia, to z narzuconego trybu życia, nadal być przy kimś, kto tak mocno darzył mnie nieograniczonym uczuciem, być przy mężczyźnie, być może ojcu moich dzieci, mężu...
Tylko czemu coraz to częściej dźwięk włączanego komputera rozjaśniał moje oczy... Chwila niecierpliwości „Będzie..?” Nawet dla niego potrafiłam być wtedy lepsza...
„I jest!” Była... Bywała często, bywała późno... Wchodziłam do pokoju i odtwarzałam Jej obraz z kamerki. Pewność, że nigdy nie zdołam Jej uchwycić, odebrać z łakomych dłoni wszystkich pobudzonych „ofiar” Jej istnienia...
Mijały dni...
Skrycie wysyłałam maile z bladą nadzieją, że już jutro sprawdzając poczte, doczekam kolejnego tak radosnego dnia w swoim życiu.
Zabawne! Nie mogłam Jej dotknąć, poczuć Jej zapachu, ciepła ciała, a jednak byłam tak blisko...
W końcu pisałam co dzień, pisałam o największych bzdurach, najmniej istotnych błahostkach i wierzyłam, że Ona to lubi. Z każdą nową wiadomością i odpowiedzią na nią, poznawałyśmy siebie nawzajem i choć rzeczywistość Jej istnienia przy mnie nadal dryfowała gdzieś, na dalekim morzu, ja czekałam przy brzegu, aż dopłynie do mnie...

cz.II (dla Ał)

Miałam już Jej numer telefonu, ach, jakaż to była radość! Jej wizyta w Polsce i chęć poznania tajemniczego głosu, podniecały mnie, jak małe dziecko przed wielką wyprawą w nieznane. Tak, teraz mogło się coś wydarzyć, coś, cokolwiek, co dawałoby nadzieję.
Ech, teraz pamiętam, co mawiają o nadziei... Jednak ja ją wtedy miałam i to było najważniejsze.

Wracając do domu po ciężkim dniu pracy, czule witałam się z nim, czułam się bezpiecznie, czułam się kochana i wspinałam się właśnie na największą górę w swoim życiu. Pokonywałam metr za metrem, dużymi i odważnymi krokami wspinałam się coraz to wyżej i sprawiało mi to nieoczekiwaną radość.
Być może coraz żadziej pozwalałam się mu dotykać. Być może coraz częściej, gdybym wówczas chciała to dostrzec, zobaczyłabym jego smutne, zamyślone spojrzenie, ale przecież coś ciągle się działo. Wydarzyło się coś, co napawało mnie energią, wielką siłą, radością, co potrafiło „zagłuszyć” każde Jego milczenie.

Jej głos wydawał mi się zabawny. Nie podpisałabym nim Jej obrazu. To był głos wariata, radosnego wariata a nie delikatnej, niewinnej kobiety. Śmiesznego, niegroźnego zbója, który mógłby swą pewnością podbić cały świat. Dziś ciężko mi przypomnieć go sobie od pierwszego, do ostatniego dźwięku, pamiętam jednak, jak wielkie było moje zaskoczenie. Zaskoczenie, rzecz jasna, nie rozczarowanie.
Rozmawiałyśmy ze sobą jak koleżanki. Oczywiście, nadal nie mogłam oczekiwać od Niej niczego innego, ale dla mnie to było i tak wiele.
Gdybym cały ten czas stała przed lustrem, a wszystko to odgrywałoby się bez widocznego ruchu mego ciała, nie wiem sama jak wielkim zaskoczeniem byłoby dla mnie zmieniające się oblicze mej sylwetki, tak cielesnej, jak duchowej w tym zwierciadle.
Odwagą mego pisanego słowa, stała się w końcu chęć zbliżenia do Niej, poznania jak własnej siostry, która to w niedługim czasie została zaspokojona Jej pobłażliwym przytaknięciem na te słowa.
W Polsce spędziła dwa tygodnie lata. Nie oczekiwałam wtedy, że się spotkamy. To były miłe początki czegoś naprawdę wyjątkowego. Trochę boje się powiedzieć, że Bóg tego chciał, ale na pewno los pozwolił nam się „poznać”...
Nie pamiętam, jak i nie pamiętam, kiedy dokładnie wydarzyło się coś, co było wielkim przekroczeniem niewidocznej granicy, kiedy pokochałam Jej śmiech, żarty, Jej troskliwość, czułość i to, jak się złościła. Och, niewinny wariacie!:)
Rozmawiałyśmy co dnia. Otwierając oczy, witałam się z Nią telefonicznie, dzień cały myśląc o Niej, a wieczorami znów za prostokątną szybą mogłam być przy Niej, wiele godzin słysząc Jej głos. Już nie zabawny głos, ale ten tak bliski, stawał się niemalże moją własnością...
Poznałam Jej śniadania, obiady, jogurty, owoce w pracy. Poznałam, co i kto Ją śmieszy, co złości i drażni. Dokładnie obserwowałam każdy Jej ruch, by móc wyobrazić go sobie tuż przy mnie...
Nie materialna energia popychała mnie ku Niej z niedowierzania w samo ognisko już wiary w NAS, którą Ona pozwalała mi odczuć.
Teraz to ja mogłam swą pewnością poodbijać świat, dała mi jej cząstkę, a ja radośnie i łapczywie przyjmowałam ją, chcąc i oczekując coraz to więcej i więcej...
Przyzwyczajenie posiadania tego, co już „osiągnęłam”, wypełniało me usta coraz to bardziej odważnymi słowami, mój rozum myśłami, mnie samą - odważnymi czynami...

cz.III (dla Ał)

Wdech i wydech...wdech i wydech... Narodzona!

Promienie słońca, ciepłe i zimne odbicie kropli na nagich ramionoch..
Za kulisami przyodzianego ciała, skrywane marzenia, które boimy się wypowiadać na głos..:)
Co dnia oceniamy spojrzeniem i cichymi myślami oblicza przechodnich sylwetek, z wielkim ciężarem skrywając analizę własnego „ja”, na co komu rozczarowania..?
Wspomnienia, które nie powinny mieć prawa bytu, jak kajdany nakładamy świadomie na swoje żecie, teraźniejszość swych poczynań, zamykając szereg malutkich i wielkich furtek do naszej kolejnej, nowej postaci.
Tak ciężko jest się ich wyzbyć i choć nie spoglądamy na nie, spacerują tuż obok, tak blisko... dwa kroki w przód i echo... Echo... echo...


Dzięki temu, że piękna dama towarzyszyła mi także w pracy, dni mijały bardzo szybko...
Korzystałyśmy ze wspaniałych postępów techniki, maile, telefon komórkowy, to jedyne, co mogło nadal dawać mi wiarę.
Ech, pamiętam te maile, ciepłe, erotyczne spojrzenie, obraz tego ciała...
W rozpalonym rumieńcu i nieudolnie skrywanym uśmiechu, współpracownicy czytali mnie, jak kolejne rozdziały z otwartej we mnie księgi.

Tak chciałam móc istnieć tylko dla Niej, każdy swój uśmiech zasłoniłabym dłonią, gdyby tylko Ona mogła go ujrzeć.

Utknęłam w pewnej próżni, jasno-niebieskiej, przezroczystej kuli, która unosiła się lekko w powietrzu. Nie pozwalałam nikomu i nie chciałam dotrzeć już do nikogo innego.
Łakome myśli rozdrażniały słowa, byłam tak głodna Jej ciała, spojrzenia, dotyku, które teraz powinno już być bardzo blisko mnie...
Więc podróż w nieznane... nieznany realny świat... światło mojej miłości...? Idealny obraz tak łatwo mógł zostać rozwiany nieodpowiednim gestem...!
Życie należy do tych, którzy potrafią podążać za swymi marzeniami, cała reszta ludzi staje się pokarmem dla świata!
We wszystkich wciąż szczerych i niezrozumiałych pragnieniach bycia z Nią, nieruchomiałam przed wówczas tak istotnym krokiem w swoim życiu, jedyną szansą, by już tylko założyć ramy na idealny ten obraz. Przekomarzania w mej głowie i strach pozostawiły mnie jednak w miejscu, a Ją...? Hm... Jej w swym miejscu było przecież wygodnie...
Głaskałyśmy się więc nadal jedynie słowami, to wypowiadanymi, to nakreślonymi na małych i wielkich klawiaturach.
Sądze, że na tyle, na ile można kogoś zdobyć, pokochać i obdarzyć sobą „nienamacalnie” - osiągnęłyśmy pełnie szczęścia.
Zabawne, po takim czasie krąży nadal gdzieś wokół mnie, a przecież nic takiego się nie wydarzyło...
Być może jest to coś w rodzaju niespełnionych duchów – marzenie, któremu nie pozwolono się ziścić – nawiedza moją duszę.
Jak niektórzy mawiają „Łatwo przyszło, łatwo poszło”, tyle że to wcale nie przyszło tak łatwo...:)

Mogłabym rozłożyć na „części pierwsze” każde wspomnienie związane z Jej osobą, przytoczyć słowa, błahe spory i jaki miało to oddźwięk na moje życie, jednak zatrzymam się w tym miejscu, bo moim zamiarem nie była chęć opowiedzenia o tej wyjątkowej postaci, ale ukazanie oblicza miłości, która może nas zaskoczyć, czy jest namacalnae, czy też nie... i może jeszcze rozgrzeszenie siebie samej z jej śmieszności...
Minął ponad rok, ja odeszłam od tamtego mężczyzny, nie mogąc okłąmywać dłużej własnych uczuć.
Czas – jako najlepsze lekarsto? To prawda, jednak kuracja niekiedy trwa dość długo, a może to wina opornego ..hm...”organizmu”?
Dziś z otrzymanych informacji mam prawo sądzić, że ta Pani jest na najlepszej drodze do szczęścia. Od dawna wiemy, że nie każda historia „naszej miłości” ma szczęśliwe zakończenie, a ja...? podążam za swoim kolejnym życiem, niekiedy jeszcze zerkając z zapytaniem: „co by było..” za siebie...
Data publikacji w portalu: 2008-04-19
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Podpisz petycję: Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej w Polsce
smaku Mieć zdrowe, własne dziecko w rodzinie własnej, to szczęście i jedyne marzenie małżeństw, oczywiste, bo dzięki temu mogą żyć, planować przyszłość, mają po co żyć. Życie bez dzieci jest... opinia dodana 2019-11-14 21:34:02
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019