OPOWIADANIE

Pinacolada
Było cholernie gorąco. P odliczała sekundy, które wlokły się niczym gorąca i ospała lokomotywa z dziecinnego wiersza. Nie była pewna czy dłonie pocą jej się z nerwów, czy z tego przeklętego upału. Wycierała je jednak nerwowo o dżinsy myśląc, że nie poda przecież takiej spoconej ręki na powitanie. Z drugiej jednaj strony, czy w ogóle powinna podawać rękę? Może należy się uścisnąć, jak kiedyś – zastanawiała się, choć od ich ostatniego spotkania minęło tyle czasu, że P nie była pewna w zasadzie, w jaki sposób się witały.
Gorąca maska samochodu parzyła ją w tyłek, ale postanowiła jeszcze trochę na niej posiedzieć. Miała być w końcu wyluzowana. Takie spotkanie to przecież nic wielkiego. Przez telefon przechodziła samą siebie, by nie dać znać, że choćby miała najmniejszą nadzieję, że się spotkają, więc nie mogła teraz tego zepsuć. Znużona podniosła głowę i wstrzymała na chwilę oddech. po czym głośno wypuściła go z płuc. W oddali zamajaczyła jej postać S. W pewnym momencie poczuła, że ma mokry tyłek od tej cholernej maski, więc czym prędzej zeskoczyła z samochodu.
S szła pośpiesznie lekko kiwając się na boki. Głowę miała spuszczoną, a włosy jak zwykle opadały jej na twarz uniemożliwiając rozpoznanie, ale P wiedziała, że to ona tak samo jak wiedziała, że pewnie w ustach ma fajkę. Po chwili S podniosła głowę i uśmiechnęła się szeroko. P poczuła jak z kręgosłupa stacza jej się wielki głaz i ląduje gdzieś w okolicach kostek.
- Cześć! – rzuciła wesoło S niczym do starej kumpeli, z którą po prostu tydzień nie była na piwie.
- Cześć – odpowiedziała stanowczo, lecz za cicho na radość. S uśmiechnęła się jeszcze szerzej
– Znowu było nam dane się spotkać, co? Zło zawsze wraca – zaśmiała się i zgasiła fajkę pod butem.
– To co robimy? Idziemy gdzieś usiąść? Na piwo?
-Jasne, gdzie chcesz... – nie wiedziała czy była bardziej zestresowana, czy rozczarowana. Miała nadzieję, że to spotkanie nie tylko dla niej jest takie ważne, więc tym bardziej denerwowało ją luźne podejście S. Brała pod uwagę oczywisty fakt, iż to mogła być poza, ale nie potrafiła tego stwierdzić. S zawsze świetnie się maskowała, tak że P nigdy nie wiedziała, czy to jej kolejna maska czy dotknęła żywego człowieka.
W „Green’ie” było siwo od dymu i ludzi, ale udało im się znaleźć maleńki stolik we wnęce za grającą szafą. Było tam strasznie głośno, ale przynajmniej nikt ich tam nie widział i P nagle wróciła pewność siebie. Rzuciła torbę na krzesło i biorąc portfel uśmiechnęła się do S zawadiacko, a potem poszła do baru. Za chwilę wróciła z mocno procentowym drinkiem. Miała nie pić, gdyż przyjechała samochodem, zresztą rzadko piła alkohol, ale tym razem każda jej komórka wołała błagalnie o coś z procentami. S kupiła jak zwykle dużą Warkę i P uśmiechnęła się myśląc, że przecież odtwarzała tę scenę w myślach miliony razy.
- Nie będzie Ci przeszkadzać, że sobie zapalę?- spytała S stawiając popielniczkę.
- Od kiedy się przejmujesz takimi drobiazgami, co? Pal, nie mam nic przeciwko – powiedziała, po czym skinęła, by S zabrała wyciągniętą do niej paczkę. Nigdy nie lubiła palić i zawsze z niedowierzaniem patrzyła na S, która, odkąd pamięta, jak smok wypuszczała z siebie kłęby dymu. S odpaliła fajkę, pociągnęła łyk piwa i odchylając się do tyłu na krześle rzuciła – No i co tam? Droga KOLEŻANKO. Kopę lat, co?? Myślałaś już pewnie, że się nie pojawię w Twoim życiu, a tu, trach! Mimo to zbytnio nie protestowałaś, kiedy wczoraj rozmawiałyśmy przez telefon.
- Czas leczy rany – odrzekła P patrząc jej prosto w szare oczy.
- Ciekawe czyje? Bo to raczej ja miałam jakiekolwiek rany po tym, jak ze mną postąpiłaś.
- S, proszę. Nie przyszłam tu, by po raz kolejny roztrząsać tą sprawę. Powiedziałam Ci dawno temu to co miałam do powiedzenia i nie widzę powodu, by do tego wracać, tym bardziej, że uważam, iż miałam rację i to była Twoja wina.
S już miała zaprotestować, gdy P wyciągnęła dłoń zatrzymując ją w pół zdania
– Proszę. Koniec. Co nam to da, że będziemy dalej w to brnąć?!? Ty skrzywdziłaś mnie, a ja Ci się odpłaciłam z nawiązką. Po co dalej to ciągnąć? Przyszłam tu bo... – tym razem to S jej przerwała.
– No właśnie, po co tu w ogóle przyszłaś – powiedziała zła. – Myślałam, że już skończyłaś ze mną? Więc co się nagle takiego wydarzyło, że Ci się odwidziało?
-... – P pociągnęła dwa łyki drinka i oparła się mocniej na krześle – Wybaczyłam Ci no i ... – mówiła coraz ciszej - ...stęskniłam się, chyba... - S zaciągnęła się i nic nie odpowiedziała. Przez chwilę siedziały w milczeniu. P czuła, że nie powinna była tego mówić. W ogóle nie powinna tu przychodzić. Dobrze znała S i wiedziała, że jeżeli pokaże, że jej na niej zależy, to S będzie ciągnąć tą grę, dopóki jej się nie znudzi zabawa, ale było już za późno. Słowa jakby same z niej wypłynęły i teraz tylko czekała, sama nie wiedząc dokładnie na co. Cynizm? Śmiech? Chłodną obojętność?
S zgasiła papierosa i wstała szukając w kieszeni drobnych. Jednocześnie wsadziła sobie do ust kolejnego i odpaliwszy go podeszła do grającej szafy. Zrób sobie przerwę na oddech, pomyślała P, ale dalej siedziała w milczeniu. Przypomniały jej się czasy liceum, gdy przychodzili tu całą paczką imprezować. Wtedy godzinami okupowali bar i grającą szafę, a ich loża aż huczała. Spojrzała w tamtą stronę. Loża wyglądała identycznie jak kilka lat temu, ale była zajęta przez jakąś namiętnie obściskującą się parę. Właśnie wtedy, w czasach liceum, przychodziła na te imprezy dla S. Siadały naprzeciwko siebie i czasem przez długie godziny potrafiły nie zamienić ze sobą ani słowa. Mimo to wracała tam co wieczór. Nie musiały ze sobą rozmawiać. Wystarczy, że godzinami na siebie patrzyły. Czasem paliły razem LM mentole, a czasem, tak jak dziś, S wstawała i szukała w kieszeniach drobnych do grającej szafy, po czym puszczała coś takiego, od czego P zasychało w gardle. Czasem wydawało jej się, że S sprawia rozkosz bawienie się jej emocjami i patrzenie, jak buzuje w niej pragnienie dotyku, choćby przelotnego, gdy siedziały tak daleko. Uśmiechała się do niej wtedy porozumiewawczo, a P czuła, że zaraz eksploduje. Czasem posuwała się dalej i dotykała jej niby przelotnie wywołując u P dreszcze i pragnienie zrobienia tylu rzeczy, których nigdy nie odważyła się zrobić. Jednak największym intymnym doznaniem był wspólny papieros. Nikt nie znał tych celebrowanych przez nie rytuałów, więc mogły się napawać nimi do woli w gronie znajomych bez obawy zdemaskowania. P poczuła falę gorąca rozlewającą się powoli po całym ciele na wspomnienie tamtych chwil i mimowolnie zaczęła się uśmiechać, gdy S wróciła do stolika.
- O czym myślałaś? – zapytała.
- Przypomniało mi się coś miłego, ale to nieistotne... – ale S nie musiała nawet pytać. Spojrzała jej prosto w oczy i zaciągnęła się głęboko papierosem uśmiechając się pod nosem – Przyjemnego... Ciekawe.
Znowu zapadła cisza i P wychwyciła początek utworu Sade. „If I tell you now, will you keep on loving me? If I tell you how I feel will you keep bringing up the best In me? You give me the sweetest taboo. Too good for me.”
Musiała się uśmiechnąć, to było silniejsze od niej. To był jeden z tych utworów, który zastępował im kiedyś godziny rozmów. Potem zazwyczaj S puszczała jeszcze „Nothing can come between us”. P poczuła, że fala gorąca zamienia się w piekielne płomienie szalejące w jej wnętrzu, więc na wszelki wypadek wlała w siebie resztę drinka.
- Więc mówisz, że się stęskniłaś. – powiedziała S, jakby była to najdziwniejsza rzecz pod słońcem. – Ja też tęskniłam. Całe tygodnie, miesiące. Trudno nie tęsknić jak się nie wie, co się do końca stało.
Teraz już kpiła. P postanowiła nie dać się sprowokować do kolejnej kłótni. Nie miała ani ochoty, ani siły na walkę. Poszła więc po kolejnego drinka dając jej czas do ochłonięcia. Gdy wróciła S bawiła się komórką. Spojrzała na jej szklankę i z przekąsem skwitowała – Widzę, że Ci dziś wchodzi. Chyba, że coś się zmieniło przez ten czas i dołączyłaś do grona „tych pijących”.
- Raczej sytuacja sprzyja przyswajaniu procentów, nie sądzisz? – odbiła piłeczkę P, po czym wyciągnęła z torebki pomadkę i pomalowała nią usta zostawiając ją na stoliku. Było to swojego rodzaju wyzwanie znane tylko im dwóm. Później nastąpił czas wspólnych żartów i przekomarzania się i atmosfera zaczęła się rozluźniać. W ruch poszły anegdoty ze starych lat i odgrzebywanie co ciekawszych wspomnień ze szkoły. W którymś momencie P poczuła się jak za dawnych lat. Tamy puściły. Siedziały i śmiały się do rozpuku opowiadając jedna przez drugą, co ciekawego wydarzyło się przez te lata. Nagle, podczas niesamowicie barwnej opowieści S o jednym z jej wyjazdów, zamilkła i zahipnotyzowana wpatrywała się w S, aż ta nie skończyła i ich oczy się nie spotkały. Siedziały tak przez chwilę i w tym momencie P pomyślała „pieprzyć konwenanse” po czym uśmiechnęła się do niej tak, jak dawno się już nie uśmiechnęła i  jakby czekając na jej kolejny ruch. S wytrzymała tylko chwilę to spojrzenie, po czym spuściła wzrok w poszukiwaniu kolejnego papierosa, lecz zanim go zapaliła, jej wzrok padł na stojącą pomiędzy nimi pomadkę. Odłożyła fajkę i uśmiechając się do P, sięgnęła po nią. – Wiśniowa. Jak zawsze.– powiedziała wąchając i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym powoli patrząc P prosto w oczy, przytknęła ją do ust i pociągnęła dwa razy. Nie było nic bardziej wymownego dla P, z wrażenia aż zaschło jej w gardle i nagle poczuła, że musi stąd jak najszybciej wyjść, nim wydarzy się coś, nad czym nie będzie już mogła zapanować. Czuła, że cała płonie i nic nie mogła na to poradzić. Jej szklanka była pusta, a nie chciała kupować następnego drinka, bo po dwóch i tak szumiało jej w głowie, a to nie sprzyjało trzeźwemu myśleniu. S zapaliła kolejnego papierosa, a P patrzyła urzeczona, jak biała końcówka filtra znika w jej ustach. Pragnienie najmniejszego kontaktu cielesnego było tak wielkie, że prawie rozrywało ją od środka. Wyciągnęła dłoń po papierosa – Mogę? - zapytała.
- Jak chcesz, mogę Ci dać całego – powiedziała S i sięgnęła po paczkę.
- Nie. – odrzekła – Chcę tego. – spojrzała na S i zobaczyła, jak ta uśmiecha się i wyciąga do niej dłoń z fajką. P chwyciła go delikatnie, jakby nie chciała zatrzeć smaku jej ust,po czym zaciągnęła się głęboko mrużąc oczy jak kot. W tym ułamku sekundy czuła się spełniona i zagrożona zarazem. Jak zwierzę, które za moment odkryje, że wpadło w śmiertelną pułapkę. Kątem oka widziała, że S obserwuje uważnie każdy jej ruch z uśmiechem i to przeraziło ją jeszcze bardziej. Nie paliła przecież, nawet nie miała ochoty. Mimo to musiała zaciągnąć się choć raz i poczuć, jak ten sam dym wypełnia do cna i jej płuca...
Potem pamiętała wszystko jak przez mgłę. Kolejny drink. Dwuznaczne aluzje S, żeby uważała, bo „może się to różnie skończyć”, a w końcu koniec spotkania i propozycję S, że ją odprowadzi na autobus. Na dworze panował już mrok i P zastanawiała się, która może być godzina. Zaczynało padać, więc szybko dobiegły do przystanku i schroniły się pod wiatą. Oprócz nich nie było nikogo. Pogoda i środek tygodnia nie sprzyjały imprezowaniu. P oparła się o tylną szybę wiaty i przymknęła oczy, a na twarzy pojawił jej się błogi uśmiech zadowolenia. Stała tak nieruchomo przez chwilę wsłuchując się w nasilający się deszcz i postanowiła,że nie otworzy oczu dopóki S czegoś nie powie. Jednak ta milczała. P usłyszała jedynie kroki skierowane w jej stronę i za moment poczuła, że S podchodzi do niej i staje naprzeciwko. Nie mogąc wytrzymać, otworzyła oczy i ujrzała, że stoi z S twarzą w twarz. Coraz mocniejsze wibracje w podbrzuszu mówiły jej, że zbliża się ta wielka katastrofa, którą przeczuwała od jej wczorajszego telefonu, ale całe ciało ciągnęło jej niepewną głowę ku temu, czego im obu było tak bardzo brak. S podeszła jeszcze bliżej, po czym patrząc jej w oczy, pocałowała ją przylegając do niej całym ciałem. W tym jednym pocałunku wybuchło całe pożądanie tłumione latami i odsuwane w najciemniejszy kąt świadomości. P pragnęła ją chłonąć, całować, dotykać. Zapaść się i odnaleźć dopiero za następne tysiąc lat, ale wiedziała, że to nie jest dobry moment. Mimo to nie zaprotestowała, gdy S wzięła ją za rękę i powiedziała – Idziemy do mnie.
Więc szły. W deszczu... i to był chyba ich najdłuższy spacer. Przerywany co chwilę pocałunkami, jakby obie się bały, że któraś z nich może się wycofać i nie zaznają spełnienia, na które czekały tyle czasu.

P. nie pamięta jak dotarły do domu S. Pamięta jedynie bardzo mokre ubrania zdejmowane pośpiesznie na schodach do sypialni oraz gorące i wilgotne od letniego deszczu ciała oraz zapachy, dotyk, snopy przytłumionego światła i smaki, a szczególnie ten jeden, który chciała poznać całe swoje życie...
Swojej wiśniowej pomadki na Jej wilgotnych ustach.
Data publikacji w portalu: 2008-07-11
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019