MIŁOŚĆ OD PIĄTKU DO NIEDZIELI

Antonina
Z dedykacją wielkiej orędowniczce miłości. Mojej Ukochanej

Spojrzała zza biurka na nową osobę, która przyszła dzisiaj do pracy. Była to kobieta młoda, lekko zestresowana pierwszym dniem w nowym środowisku. Ten widok ani jej nie zdziwił, ani nie zaskoczył, w firmie, w której
pracowała, było to normalne - przychodzą, odchodzą, stażyści, praktykanci i współpracownicy. Miała dzisiaj dwa ważne spotkania i nad nimi się skupiła.
W wieku 36 lat osiągnęła pozycje zastępcy prezesa i to ona była prawie na samym szczycie tej piramidy. Ambitna i do przesadny oddzielająca sprawy zawodowe od życia prywatnego, w swym świecie była szczęśliwa. Nie lubiła spoufalać się ze współpracownikami, jedynie jej asystentka miała prawo bezkarnie zwracać jej uwagę, no i oczywiście, szef. Czuła się spełniona w każdym calu, firma działa dość dobrze, a w domu ktoś, kogo kochała.
Nigdy nie ukrywała faktu, że jest z Laurą, ale też nigdy nie czuła potrzeby mieć jej fotografii na biurku. Ich związek posiadał niezwykłą tajemnice dla otaczającego świata - były tak różne jak dwa bieguny.
Przeciwieństwa się przyciągają - ponoć, zadziwiające, że trwało to już dekadę. Olga, twardo stąpająca po ziemi finansistka, Laura ekscentryczna artystka-malarka.
Jak zwykle normalny wymiar czas pracy był niedostateczny i do domu wróciła późnym wieczorem. Wspólna kolacja, rozmowa, lampka czerwonego wina i jeszcze z godzinę popracować nad papierami, by później zasnąć w ramionach ukochanej kobiety. Ustabilizowane życie z tym samym scenariuszem codziennie - oprócz weekendu - on należał tylko do nich. Kino, teatr, koncerty, wypad do znajomych na wsi, mała eskapada do Krakowa, konie, wspólne zakupy i gotowanie razem obiadu.
Dni mijały w swoim rytmie. Któregoś popołudnia do Olgi weszła jej asystentka z plikiem dokumentów
- Kozłowski już wszystko przejrzał, masz tylko podpisać.
- Dziękuję, podpisze.
- Olga... - zawahała się - od kiedy chodzisz z pracownikami na kawę?
- Czemu pytasz?
- Wiesz, ktoś cię widział od nas z tą nową, Moniką w "Studio Cafe"?
- To był przypadek, spotkałyśmy się na mieście i jakoś wylądowałyśmy na kawie, przecież mnie znasz to nic takiego.
- No właśnie cię znam i... to jest coś niezwykłego.
Nie słyszała nawet, kiedy zamknęły się drzwi. Myślami powracała do tamtego popołudnia bardzo często, inteligentna, błyskotliwa nieco jej zalotna rozmówczyni potrafiła przykuć uwagę. Dzisiaj znów miały się
spotkać, tym razem w ramach rewanżu zaprosiła ją Monika. Łamała własne zasady i nie wiedziała czemu. Już od dawna złapała się, że ukradkiem obserwuje poczynania nowicjuszki i musiała przyznać obiektywnie, że jest pracowita i ambitna - jako szefowa była zadowolona z takiego pracownika. Jednak wielu jest takich pracowników.
Spotkały się tam gdzie poprzednio, mimo że widziały się w pracy, Monika przywitała ją słowami:
- Dzień dobry, pani prezes!
- Witaj Moniko! I proszę mów mi po imieniu.
- Zgoda Olgo, ale tylko poza pracą - Uśmiechnęła się promiennie.
Rozmowa płynęła sama - od spraw wielkiej polityki firmy po begonie kwitnące na rabatach, bezpiecznie omijając ich sprawy prywatne. Mimo wszystko czuły dystans dzielących ich stanowisk a chyba jeszcze bardziej różnicę wieku dwunastu lat. Olga spojrzała na zegarek.
- Chyba czas się już zbierać, w miłym towarzystwie czas szybko ucieka.
- Ktoś na ciebie czeka? - Dziewczyna wystraszyła się własnych słów, szybko dodając - Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć.
- Nie jest to tajemnicą i jeśli chciałaś usłyszeć czy to prawda, to czeka na mnie Laura.
- Olga, ja nie chciałam być wścibska, po prostu wyrwało mi się...
Przerwała jej tłumaczenie.
- Nic się nie stało, jest to część naszego życia, w dodatku ta piękniejsza cześć - zaśmiała się.
- Jutro zobaczymy się w pracy, do zobaczenia Moniko.
- Do jutra, Olgo.
Podczas kolacji była milcząca. Jej partnerka, drobna blondynka o delikatnych rysach twarzy i niebieskich oczach, przyglądała się uważnie.
- Kochanie, masz jakieś problemy w pracy? Zamyślona jesteś dzisiaj, o czym myślisz?
Bez żadnego zastanowienia odpowiedziała:
- O begoniach. Widziałaś, rosną na wszystkich rabatach w centrum?
Zdanie, które nic nie znaczyło, w duszy Olgi rozbudziło dziwny niepokój i było drobinką piasku, która mogła spowodować lawinę. Spojrzała na ich mieszkanie, a raczej ekskluzywny apartament, szukając w nim radości, z 
jaką go urządzały. Spojrzała na nie, siedzące nad swoimi sprawami na jutro. Czuła się bezpiecznie i było w tym coś niepokojącego... azyl stabilności czy nie przerodził się w rutynę? Begonie tak pięknie kwitną na rabatach. Zbyt rozsądna, by się długo poddawać zamyśleniu, przykryła je codziennymi obowiązkami. Ciągnęło je do siebie. Jednak życie ma swoje prawa zwane przypadkiem, zrządzeniem losu, opatrznością.
Dwa tygodnie później, jadąc autem do domu, w ostatniej chwili zauważyła, że pieszy wtargnął na jezdnie. Gwałtowne hamowanie, pisk opon i widok zapłakanej Moniki przed jej maską. Wyskoczyła z samochodu przerażona, że jednak poturbowała dziewczynę.
- Nic ci nie jest? Wezwać pogotowie? - dopytywała Olga.
- Nie, nic mi nie jest.
- To gdzie tak pędzisz? A komu jest?
- Musze zdążyć na ostatni pociąg do domu, mama dzwoniła, tata jest w szpitalu.
- Wsiadaj, ja cię zawiozę.
- Olga, ale to 60 km.
- Wsiadaj, zobacz, jaki korek się za nami robi.
Posłusznie wsiadła, próbując nieporadnie i przepraszać, i dziękować.
- Monika, a tak w ogóle, to gdzie ja mam jechać? Opowiedz teraz na spokojnie, co się stało.
Dziewczyna opowiadała krótkimi zdaniami, co jakiś czas ocierając łzy, gdy skończyła relacjonować telefon od matki, zamilkła. Wtedy Olga poczuła, że to ona musi ją zająć rozmową na zaledwie, a może aż 60 km wspólnej
drogi. Zaczęła opowiadać o swoich zainteresowaniach i swojej wielkiej pasji - koniach. Nagle zapłakana współtowarzyszka włączyła się do rozmowy. Tak odkryły coś, co je łączyło.
- A Laura jeździ konno?
- Nie, ona boi się koni, psów, kotów, myszy, nawet kur na wsi na podwórku.
- A nie powinnaś zadzwonić do niej? - będzie się martwić?
- Wyjechała - ma wernisaż swoich prac w Krakowie, wróci dopiero w poniedziałek. Ok. Jesteśmy. Teraz mów, jak mam jechać do szpitala.
Na korytarzu czekała matka Moniki, nie mniej wystraszona jak ona. Na szczęście wszystko wskazywało na to, że mimo zasłabnięcia i groźnego upadku, nic poważniejszego nie dolegało pacjentowi, ale miał spędzić parę dni w szpitalu. Po krótkich odwiedzinach rodzina została odesłana do domu. Pani prezes przejęła funkcje szofera, przynajmniej na ten wieczór.
Pani Maria, wdzięczna za uczynność zupełnie obcej jej rodzinie osobie, zaproponowała Oldze kolację i nocleg. Monika spojrzeniem potwierdziła prośbę matki. Tak odporna na sugestie, tym razem uległa, pod wpływem
zatroskanych oczu siwej, starszej pani. Mimo ciążącego smutku było miło, czuła się dobrze a oni czuli się z dobrze nią.
Późnym wieczorem Monika zaproponowała spacer po mieście. Olga lubiła poznawać nowe miejsca. Wiedziała również, że spacer może być pretekstem do rozmowy- nie pomyliła się.
- Jesteś szczęśliwa? I czym w ogóle jest szczęście?
- Hmmmmmm... Jestem szczęśliwa, każdy z nas ma inną definicje szczęścia, moja się spełniła, mam dobrą pracę, realizuję się zawodowo, dom, ukochaną kobietę.
- Olga, wydaje mi się, że mimo wszystko nie jest tak, jak mówisz - W tym momencie musnęła dłonią jej dłoń
- Przychodzisz pierwsza do pracy i wychodzisz ostatnia. A co z twoimi marzeniami? Masz jakieś - takie niespełnione?
- Każdy je ma. Nie mam dziecka a zawsze pragnęłam je mieć.
- Jesteś piękną kobietą i pełną życia, tylko stłumioną pod garniturem pani prezes. Zasługujesz na pełnię szczęścia, takiego zwykłego. Uciekasz w pracę, z pracy do domu na kilka godzin. Dlaczego nie masz dziecka?
- Wracajmy, robi się chłodno i późno już - Ucięła.
Monika zrozumiała, że dotknęła rzeczy, które były tylko Olgi.
Zaryzykowała, raz jeszcze podeszła i delikatnie przytuliła sie do niej. Spodziewała się raczej, że ją odepchnie bądź też odsunie się, więc tym większe było zaskoczenie, gdy przytuliła się mocno. Usłyszała cichy szept:
- Co ty robisz, głuptasie?
- Zakochałam się w tobie, widzę, że nie jesteś szczęśliwa, inaczej nigdy bym się nie odważyła...
- Monika, wracajmy, proszę...
Powrót był wielkim milczeniem. Obie nie wiedziały, co zrobić w tej sytuacji. Instynktownie uznały, że zapomną o wszystkim. W poniedziałek spotkają sie w pracy tak, jakby tego weekendu nigdy nie było. I mijały kolejne udawane, zwyczajne poniedziałki a wraz z nimi rósł niepokój w ich sercach. Mimo że unikały siebie, codzienność nie
pozwalała im zapomnieć. Spojrzenia, choć tak krótkie i przelotne, rozpalały maleńkie ogniki w ich oczach. Wszystko to było starannie ukryte w zwykłym, monotonnym, biurowym świecie. Tysiące spraw do załatwienia, stosy dokumentów, nieustanna wymiana informacji, faksów i telefonów... I ten jeden telefon.
Odebrała w swoim biurze. Głos sekretarki miło powiadomił:
- Laura dzwoni.
- Dziękuję.
- Cześć kochanie, stało się coś?
Musiało to być coś niezwykle ważnego, bo nigdy nie dzwoniła do niej do pracy z innymi sprawami.
- Olga, przyjedź do domu, muszę ci coś powiedzieć - Słychać było zdenerwowanie i pochlipywanie z drugiej strony słuchawki.
- Dobrze. Zaraz będę.
Weszła do mieszkania. Laura siedziała na sofie zapłakana. Gdy ją zobaczyła, łzy zaczęły lecieć jeszcze bardziej.
- Usiądź, proszę.
Olga zignorowała słowa, podeszła i przytuliła Laurę. Najczulej, jak potrafiła, zapytała, co się stało. Delikatnie, aczkolwiek stanowczo, kobieta wyswobodziła się, wstała i usiadła po przeciwnej stronie.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć... pamiętasz, jak miałam wernisaż w Krakowie?
- Oczywiście, że pamiętam - Zaniepokoiły ją te słowa, ale słuchała dalej.
- Jestem w ciąży - Płacz zamienił się w spazmatyczny szloch i urywane słowa - To była przygoda... Nic nieznacząca... Olga, kocham ciebie... Tak mi przykro... Wybaczysz mi?... Kochanie, to był pierwszy raz, gdy cię
zdradziłam... Potrzebuję cię... Proszę, nie opuszczaj mnie... Wychowajmy to dziecko wspólnie...
To, co usłyszała, odebrało jej racjonalne myślenie. Wyszła z mieszkania. Wróciła do pracy z butelką brandy. Sekretarce kazała odwołać wszystkie spotkania na dzisiaj i na jutro. Weszła do biura zasłoniła rolety.
Nie było to najlepsze miejsce na topienie swoich smutków, lecz jedyne, w którym czuła się dobrze. Za godzinę wszyscy pójdą, zostanie sama ze swoim zawalonym światem. Półprzytomna wyszła do toalety. Umyła twarz i usłyszała cichy dźwięk otwierających się drzwi. Pojawiła się w nich Monika.
- Nie mogę tak dłużej. Kocham cię. Chcę byś zaryzykowała i była szczęśliwa, widzę, jak na mnie patrzysz. Olga, nie zasługujesz na miłość od piątku do niedzieli!
Zanim cokolwiek zdążyła odpowiedzieć, jej rozmówczyni zniknęła.
Przetrwała tę godzinę - tylko Bóg jeden raczy wiedzieć, jak. Została w końcu sama z brandy i ze swoimi myślami. Teraz już musiała być szczera i przyznać, że zakochała się w młodszej o dwanaście lat kobiecie. A co, jeśli to tylko chwilowe zauroczenie Moniki? Zakochała się? Wtedy wszystko wydaje się piękne, czyste i nieskazitelne. Pokochała ją, czy tylko szuka oparcia w atrakcyjnej, dobrze usytuowanej kobiecie? Czy jest to szczera miłość, czy może szybka droga do kariery? A jej partnerka-Laura? Spędziły razem tyle lat, może nieprzepełnionych
szaleństwem, ale wydawało się, że szczęśliwych.
Zdradziła, ale może tego samego wieczoru Olga zdradziła ją, również zapragnęła innej kobiety. Czy może ją więc potępić? Żaden mężczyzna nie zagrażał ich związkowi, to wiedziała na pewno, ale Monika?
Zawsze marzyła o dziecku - ona nie mogła ich posiadać a Laura nigdy nie chciała być matką. Los dał jej coś niezwykłego - dziecko. Straciła już nadzieję. Czy w tych okolicznościach ma otworzyć na nie swoje ramiona,
czy dać szanse uczuciu, które się rodzi? Pierwszy raz poczuła się osaczona, czego nie zrobi straci, część swoich pragnień. Wybrać być może miłość swojego życia czy ratować miłość, jaką znała i tworzyła do tej pory? Myśli kołowały jak zwariowane, pytania mnożyły się, z jednego powstawało kilka następnych.
Wezwała taksówkę, mimo że wypiła dwa drinki, była zbyt oszołomiona, by wrócić do domu autem. Weszła do sypialni, Laura spała w ubraniu skulona z zimna. Podeszła i przykucnęła obok niej, pocałowała w czoło, pogłaskała
po włosach, wybudzając ją ze snu. Wzięła za rękę, pomogła wstać, odsunęła kołdrę, położyła się pierwsza, trzymając nadal jej dłoń, ciągnąc ją delikatnie w swoim kierunku. Przytuliła do siebie.
- Tak się bałam, że odejdziesz...
- To wszystko było nam potrzebne, by odnaleźć znów drogę do siebie, kochanie. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.

Dzisiaj zamknęła biuro o 15. Spojrzała na mały lokal. Na szyldzie zgrabny napis "Biuro rachunkowe", który prowadziła sama z dwiema dochodzącymi księgowymi. Śpieszyła się, musiała wstąpić do cukierni po zamówiony tort urodzinowy. Prezenty były już zapakowane i czekały w domu. Dzisiaj wielkie święto, Zosia i Antoś kończyli swoje pierwsze urodziny. Laura zorganizowała przyjęcie. Takie dwie małe istoty zmieniły ich świat, może nie usłany różami zwłaszcza w okresie niemowlęctwa, ale uzdrowiły ich dusze i serca. Nigdy nie żałowała swojej decyzji.
Monika miała więcej ambicji niż myślała Olga. Prezes Kozłowski dostrzegł jej pracowitość i rzetelność, awansowała niezwykle szybko. Czy używała uroku osobistego? Wieść biurowa niesie, że tak. Było tylu zawistnych wokoło, że nie wiadomo, ile w tym prawdy. Można tylko oceniać fakty. A jeden był niezaprzeczalny - Olga była naprawdę szczęśliwa ...
Data publikacji w portalu: 2008-09-30
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
lopomo Czy gdzieś to jeszcze można obejrzeć? opinia dodana 2019-01-20 14:03:46
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019