OPOWIADANIA

pod-wietrzna-panna
1.

Niespieszność, cenność, wartość niedostrzegana. Górą bywa, pod jaką stać mi się zdarza. Na co nie popatrzę, jeśli zechcę i sobie pozwolę, odnajduję ją, dumną i piękną. Niczym zastygająca lawa, powoli, acz skutecznie, posuwa się i wszystko ze sobą do przodu. Od świtu jest. Cicha jest, spokojna jest, nie narzucająca się jest. Gdy powoli do świadomości bezsennej powracam, oczy powoli otwieram a ciała nie narażam na nagłe zetkniecie się ze światem pozakołdrowym, przytula mnie nienachalnie. Wspomnieniem snu. Wspomnieniem jawy. Marzeń jeszcze odrobina do smaku a potem w okno spojrzenie ciekawe i uśmiech, że to wszystko jest i, że widzę to raz jeszcze kolejny. Raz kolejny w prezencie, dzień kolejny w prezencie.
Celebrowanie parzenia kawy przy z lekka tylko sennej muzyce unurzanej w zapachu wypełniającym jasny od lampy dom. Lampy starej, oliwnej by się chciało, ale już naftowej, bo łatwiejsza w użyciu. Wiadomości widziane ale nie czytane. Ot, tylko oczu przyzwyczajenie do wysiłku dostrzegania rzeczywistości. Toaleta z pływaniem w zapachach z każdej fiolki. Każda tubka, buteleczka, szklaneczka, pojemnik itd. feerią zapachów a ich zawartość niespiesznie nakładana, po czym ostatnie pociągnięcia pędzlem nadające czasem sensu obrazowi.
Podobam się sobie, powiem nieskromnie, podobam, acz to nie musi być obiektywna ocena. Podobam się sobie i dlatego zazwyczaj wystarcza niewielki brylant, bym mogła błyszczeć, choć nie co dzień mam tak wyuzdane potrzeby i nie co dzień pędzla używam, by coś podkreślić, zatuszować czy stworzyć. Niechęć do manipulowania tym, co stwórca ofiarował, pozwalając zmieszać się i połączyć w jedno cechom moich rodziców częściej do mnie przychodzi i częściej jest ze mną. Wiąże się to z przyjemnością dostrzegania na twarzy upływającego czasu a ja lubię te minuty, godziny, dni, lata zaznaczane na mojej twarzy.
Nie smuci mnie on, czas, rysując kreski a owe raczej budzą zaciekawienie i odrobinę zdziwienia, że mimo wszystko udało mi się doczekać czasu, w którym są i mogą zaskakiwać mnie swoim nadchodzeniem. Zamyślam się patrząc na swe lustrzane odbicie i bywa, że rozmawiam do niego, do niej rozmawiam. Żartem, ironicznie, złośliwie czasem, z wyrzutem i przyganą za wczorajszy dzień.
Potem trzeba wyjść, wychodzę do zajęć pozadomowych, jeśli takowe widzę do wykonania a one nieubłagane wobec prośby, by odłożyć je na później. Gdy niespiesznie to zrobię, to i kota w krzakach przy domu dostrzegę a on powie mi myjąc się lub nie czy będę sama po południu, czy też kogoś uda mi się spróbować ugościć. Zobaczę starszego pana idącego powoli o lasce, co drapie się w głowę ukradkiem, jak gdyby było to godne potępienia, bo po temu kapelusz zdjąć musiał. Parę, w sobie zakochaną, dziewczynkę przez zdarte kolano zapłakaną. Ptaszka żółtego na gałęzi i latawca kolorowego w niebie na uwięzi zobaczę. Czerwony samochód i biały rower a może nawet kolorową rikszę i rikszarza na niej wesoło gwiżdżącego sobie i wszystkim nam naokoło.
Wyjście mnie nie przeraża, bo w związku z tym, co mogę zobaczyć, jestem ciekawa. Przeraża mnie zazwyczaj miejsce, w którym muszę się znaleźć. Cos załatwić, coś ustalić, coś wynegocjować, podpisać, napisać, zapisać, przepisać, dołączyć itd., itp. Z przerażenia powracam i gdy tylko klucza chrzęst w zamku mych uszu dobiega, wiem, że już nigdzie zaśpieszyć się nie pozwolę, nie dam się pojmać konieczności, obowiązkowi, przymuszeniu, jeśli ze mnie ono nie będzie. Obiecuje sobie, lecz słowa dotrzymać nie mogę. Może ze strachu, że przyjdą i ustalą mi dzień a nie ja go wymyślę jak dotąd, od początku do końca, prawie.
Zakocham się w pierwszych krokach na bezpiecznej mojej podłodze postawionych i zrzucę z siebie ubranie, by już naga dojść do lustra a tam zaśmiać się z tej mojej nagiej bezradności. Zdjąć już niepotrzebne błyskotki. Zakocham się, jak zawsze, gdy czuję i słyszę podłogi radosne:"Dzień dobry". Zakochuje się z każdym wejściem do mojego królestwa, bo tutaj wszystko ze mną, dla mnie, o mnie a nic przeciw mnie tak, jak na zewnątrz. Ubóstwiane bezpieczeństwo i ciepło kojących nut, nawet jeśli one dla obcych hałasem się zdawać mogą.
Za progiem wita mnie ona najpierw. Bez słowa, z  uśmiechem tylko i tylko grymasem, że tak długo czekać jej kazałam. Z oczami w których mogę się przeglądać. Z rękoma wyciągniętymi szeroko do mnie i tym rozkosznym utuleniem zaraz po pocałunkach namiętnych, gorących.
Samotność, moja ukochana, na szczęście wciąż ze mną jest a z nią też dalej trochę, mój pies. Czarny jak noc i czarny jak ziemia, lecz z uśmiechem w niebezpiecznej dla obcych paszczy. Nie pozwoli, bym o nim zapomniała. Przepchnie się, dopchnie, przeskoczy, doskoczy, bym pogłaskała go trochę i słów kilka mu rzekła nawet, gdym zmęczona. Wystarczy kilka, bo potem możemy milczeć sobie razem na wielkim tarasie, patrząc przed siebie.
Tak czasem wita nas noc a wtedy on zazwyczaj zostaje w królestwie, które jest wokół mojego, w którym ja się zamykam. Niespieszność moja. Prywatne moje spowolnienie, gdy noc. Większe jeszcze i mocniejsze, gdy nalewki czarnej smak i świec blask wokół mnie na poduszkach leżącej spokojnie. Spokojnam na mojej kanapie olbrzymiej i olbrzymich poduszkach moich, którymi jakbym nie chciała się położyć, tak zawsze wygodnie mi będzie. Nagam jest wieczorami, gdy siedzę z nią razem. Rozedrganą, gdy usta swoje zbliża do mnie. Nieprzytomną, gdy bezszelestnie wchodzi we mnie i gościć się pozwala. Rozmawiamy czasem. Milczymy czasem. Śmiejemy się czasem. Ma czarne długie włosy a nimi, gdy nie chce, bym widziała, okrywa się niczym małą czarną, bez bielizny. Zarzuca mi czasem, żem jest wygodna bardzo w taki sposób, że niedobrze mi będzie później, gdy nogi nie poniosą tak sprawnie, gdy głowa nie pokieruje tak dokładnie a ja śmieje się wtedy do niej i dłoń kładąc jej na ustach, by dalej kąsała, otwieram ciszę. W nią się wtulam, gdy już tylko ćma pod klosz lampy chce wlecieć nieświadoma. W niej zasypiam, gdy wokół wszystko już śpi i nawet mysz zmęczona gdzieś w swoim królestwie pracować przestaje. Niespiesznie, bo czas za oknem zostawiłam a pies do domu go nie wpuści i nie pozwoli, by mnie zniewolił, omamił i kazał biec. Niespieszność moja, ja i moja samotność mieszkamy sobie w białym domu. Domu z lampą naftową na stole, bo karmimy się wczorajszym dniem, chociaż to jutro dowiemy się, czy starczy nam sił, by zobaczyć nowe kreski na twarzy.

2.

Nie przywykłam, by na mnie krzyczano, obrażano, używano inwektyw wobec mnie i temu podobnych sformułowań. Nie przywykłam do hałasu poglądów rzucanych jednocześnie z emocjami burzącymi wszelką możliwość polemiki.
Zaproszono mnie. Oficjalnie, na białym papierze z pieczątką nawet, ale pieczątki na mnie nie działają, więc treść zaproszenia musiała mnie ująć, że się pojawiłam. Błąd? - strata czasu ewidentna, ale czy błąd, jeśli już się coś robi, to warto z tego uszczknąć nie tylko pozorne nic. Rzecz miała się w knajpce. Przyjemnej dość, piwnicznej i może dlatego, bo lubię mrok i jego posmak wokół siebie. Spotkanie po latach i jak się okazało, z przeproszeniem, aktywistek. Wściekłam się już na początku i chciałam wyjść.
"Wszystkie jesteśmy lesbijkami" usłyszałam, a gdy słyszę taką deklarację, musi chodzić o seks. Grupowy, nie grupowy. Wszystko jedno, ale skojarzenie mam jednoznaczne, więc nie czekając na inne, zaczęłam się rozbierać. Powoli, bez pośpiechu, bo przecież, gdy chodzi o seks, nie ma co się spieszyć. Wlepiły we mnie wzrok wyraźnie zgorszone.
"O co wam chodzi?" zapytałam, widząc niezrozumienie.
"To nie żadna orgia a spotkanie w sprawie i przestań się rozbierać" odpowiedziała mi któraś.
"Nie?" A myślałam, że skoro deklarujemy preferencje, to nie po to, by bleblać bez potrzeby. Chciałam w tym samym momencie wyjść, ale zatrzymała mnie mile, łapiąc za rękę, delikatnie tak, jak lubie i oprzeć się nie mogę. "Jesteśmy dyskryminowane" rzuciła jedna z siedzących, "mamy tego dość i dlatego zebrałyśmy się tutaj, by przedsięwziąć kroki".
"Ja nie jestem dyskryminowana i nie mam zamiaru przedsiębrać żadnych kroków, bo niby dlaczego?"
"Nie zdarzyło ci się, by ktoś na ciebie patrzył krzywo, gdy chciałaś się przytulić do swojej partnerki?"
"Co takiego? Partnerki? " ripostowałam już wściekła - a po jaka cholerę mam się przytulać do partnerki, z którą gram w tenisa - mam grać, to grajmy, a nie jakieś przytulanki.
"To jak nazywasz kobietę, z którą jesteś?"
"Nie nazywam, bo nie wiem jak nazwać - mówię po imieniu"
"Jak to?"
"Normalnie" odrzekłam "omijam nazywanie kobiety, z którą jestem jakimś określeniem, bo żadne z tych, jakie znam, mi nie odpowiada"
"Żona nie przyszło ci do głowy?" rzuciła któraś.
"Nie, z dość prozaicznego powodu. Żoną to od wieków a pewnie od zarania określa się kobietę, która jest z mężczyzną. Ja nie jestem, jak widać, mężczyzną a tym samym nazywanie tak kobiety, z którą jestem jest dla mnie idiotyzmem a jeśli nawet nie tym, to nie mam ochoty walczyć ze światem o zmianę znaczenia słów. Co gorsza, moim zdaniem, takie nazewnictwo budząc sprzeciw, dla mnie uzasadniony, budzi automatyczną agresję. Jest niejako zaczynem awantury, a awantury nie są w stanie doprowadzić do niczego więcej jak do mordobicia"
Posłuchały, popatrzyły, popukały się w czoła niektóre i któraś z nich wrzuciła nowy pomysł. "Ujawnijmy się, niech nas zobaczą!!!" Złapałam się za głowę z dezaprobatą.
"Znowu ci się coś nie podoba?" zapytała któraś, albo raczej stwierdziła.
"Chcecie to wystawiajcie, najlepiej gołe tyłki na  bilbordach i wrzeszczcie, że w wasze pochwy nie wpuszczacie żadnych penisów a jedynie wyroby penisopodobne lub też wcale nic. Co to zmieni? Poza tym, że kilku facetów obejrzy, jeśli wybierzecie ładniejsze z nas. Chcecie stworzyć modę na lesbijstwo? I co wam po tym, że pójdziecie łóżka z kilkoma ukrywającymi zdegustowanie heretyczkami, które dla mody są w stanie zrobić wszystko?" Zapanowało milczenie. Znów namieszałam swoimi poglądami i teraz mnie wyklną i spalą na stosie, pomyślałam. Normalne. Najpierw zamknęły się w klatkach a teraz ujadają, że są zamknięte. Pomyślałam, ale już nie miałam ochoty mówić tego głośno.
"To co powinnyśmy twoim zdaniem zrobić?" zapytała któraś.
"Nie wiem" odpowiedziałam. Nie mam pojęcia co można zrobić na szybko, na hura, ma dziś. Myślę, że nic nie ma sensu robić pod publiczkę, ale jedno zawsze można zrobić, egzekwować nasze prawo do prywatności i poglądów. Prawo każdej z nas. Każdego.Kiedyś, moja sąsiadka, prosta kobieta, można by nawet powiedzieć prosta z dużej litery, wieczorem, nocą, zapytała mnie szeptem, przepraszając, że pozwala sobie na taką wścibskość, czy dwie baby w domu, to się da wytrzymać? Roześmiałam się serdecznie a po miesiącu mieszkałam już sama, chociaż jej odpowiedziałam, że da, jeśli naprawdę się kochają. Nie żadną tam określoną przymiotnikami miłością a prawdziwą, która wszystko przetrzyma i wszystko zniesie.
Data publikacji w portalu: 2008-09-30
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
lopomo Czy gdzieś to jeszcze można obejrzeć? opinia dodana 2019-01-20 14:03:46
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019