TAMTA MIŁOŚĆ

heret
Jej dłoń stawała się coraz bardziej drżąca. Chciała zatrzymać w sobie wszystkie te uczucia, które od tak dawna rozważała. Jednak dusza jej uwięziona była pomiędzy słowami, co raniły ostrzem nienawiści. Jak miała wytłumaczyć się z tej miłości niepewnej, pełnej nieopisanego żaru, którego nawet mocny powiew wiatru nie mógł stłumić. Każde złe słowo, obelga i długie tłumaczenia nieracjonalności jej poczynań sprawiały, że zamiast zapominać o tej miłości, podsycała w sobie ogień, by pokazać, że jest silna, umie się przeciwstawić a owo czarowne uczucie w niej jest równie prawdziwe jak i ona sama.
Miłość ta trwała dopóty, dopóki był ktoś, kto jej przeczył. Jednak wrosła w jej umysł tak mocno, że z uzależniającą siłą stawała się zaborcza i obsesyjna. Nie umiała już kochać, jednak nie chciała uwolnić się z tej pułapki własnych uczuć. Nie umiała też żyć, ani życia sobie zabronić. Wpadła w depresyjne odrętwienie, w swoisty letarg, z którego nic już -wydawało się - nie może jej wyciągnąć.

A początek był prosty...

Któregoś dnia zjawiła się ona - Basia. Trochę dziwaczna - artystka, więc można się było tego spodziewać - starsza o 21 lat od Joli. Była jak anioł. Wydawało się, że kiedy patrzy na Basie, odpływa w radość niebytu. Nie mogła skupić się na niczym, gdy ona była obok. Patrzyła na jej delikatne dłonie i w oczy, ze wzrokiem jakby nieobecnym. Słuchała słów, szeptów, każdego jej oddechu z ogromną fascynacją i czuła, że zaczyna żyć a krew w jej żyłach krążyła szybciej. Obie oddane Bogu i Bogu poświęcone, szukając siebie, zaczynały Boga gubić, oddając Mu nadal całe swe życie i wszystkie drgnienia duszy kołysane niepewnością jakichś nowych pragnień.
Ale w tej dziwnej miłości był jeszcze ktoś. Ewa miała oczy utkwione w płatkach róż opadłych na szkło pod ciężarem dni. Wiedziała, że coś w jej relacji z Jolą się zmieniło, jednak nie mogła pogodzić się z ciszą i obojętnością, z jaką Jola oddawała jej swój czas. Widziała nie raz w oczach Joli żal, że wciąż trwa przy niej, choć wszyscy już odeszli odepchnięci w obawie przed miłością. Żal, ze nie pozwalała jej zapomnieć wspólnie spędzonych chwil. Dusiła się tą obojętnością i coraz częściej i coraz dalej uciekała... a gdy w życiu Joli zjawiła się Basia, Ewie pękło serce, gdyż wiedziała, że nie może jej już zatrzymać.
Basia wkradła się w serce Joli prawie niezauważenie dla innych, lecz Jola doskonale pamiętała moment pierwszego spotkania. Od tamtego czasu minął rok, zanim mogła je powtórzyć i powoli, z cierpliwością zacząć zbliżać się do nieufnej Basi.
W zasadzie Jola była osobą bardzo zamkniętą i zalęknioną, jednak Basia pociągała ją duchowo, choć może nie były to tylko kwestie ducha.
Ciała ich niekiedy jakby wzajemnie się poszukując, błądziły we mgle własnych pragnień - niczym nieukołysanych pożądliwości zmysłów, które ciężko nawet było nazwać czy sprecyzować. Tajemne pragnienia dusz nie dotyczyły więc już tylko bliskości wzajemnej, lecz czegoś więcej, co nie powinno się zrodzić w sercach i umysłach tak Bogiem przepojonych.
A jednak to Basia dała Joli siłę do walki o lepszy dzień, do miłości. To ona ją wspierała i pozwalała wspierać siebie. To jej czułość i ciepło otworzyły Jolę na dotyk i bliskość drugiego człowieka. To Basie Jola całowała czule i obejmowała ramieniem w pochmurne dni, by w dni pogodne z nią spacerować wśród uśmiechów i ciszy wzajemnego zrozumienia. Po latach, gdy rozumiały się już bez słów, ludzie nadal drwili z tej przyjaźni. Jola wiedziała, że jest to coś więcej i w jakimś tragicznym momencie wyznała Basi miłość. Ta speszona, podziękowała i... odeszła zatrzaskując za sobą drzwi. Wiele miesięcy milczenia i mijania się na ulicy ze spuszczonym wzrokiem zaowocowało kilkoma dniami dawnej radości. Krótkie to jednak były chwile i Jola straciła Basie definitywnie.
Ewa, uciekając od wspomnień, spotkała w końcu Henryka i wyrzekła się Joli całkowicie... a Jola została całkiem sama, odtrącona i niezrozumiana.
Popadła więc w całkowite odrętwienie i rozpacz, jaka nawet jej /bardzo wrażliwej artystce/ była niepodobna. Nie umiejąc sobie poradzić wybrała śmierć.

W ostatniej chwili, gdy rosa smutku drżała jeszcze na powiece, Jola wspominała jej imię... imię tej, która stała się dla niej obłędem i wszystkim. Wspominała jej delikatne dłonie zatopione w niej i łagodnie tulące jej twarz. Wspominała jej uśmiech, gdy tylko się ujrzały nawet z drugiego końca ulicy. Głos Basi tak czule wołający jej imię... i ciszę, gdy były razem. Pamiętała każde jej słowo, gest, uśmiech i spojrzenie, jakie przez te lata zrodziły się między nimi. Odtwarzała to wszystko w pamięci ze znakomitą dokładnością i precyzją. Ale ileż to budziło namiętności i smutku. Nawet teraz drżała od samych tylko wspomnień.
Zapach skóry i włosów, smak policzka i ust /gdy ten jeden raz przypadkiem ich wargi znalazły się zbyt blisko/, ciepło i delikatny dotyk, gdy masowała ciało Basi. To nadal w niej krzyczało jakimś błaganiem, by ten sen wrócił i spełnił się - wyśnił się im do końca.
Ramiona Joli teraz bezwolnie poddawały się ukojeniu innych ramion, gdy Śmierć brała ją w objęcia, lecz wciąż tętniło w niej pragnienie, by Śmierć na moment stała się Basią. Pragnęła, by ten zimny wiatr, który nadchodził, był wiatrem jej oddechu na ciele Basi - oddechu kuszącego i rozpalającego zmysły. Chciała jeszcze jeden raz rozpalić ją pocałunkami i usłyszeć, że pachnie tak słodko i niewinnie. Chciała, by dreszcze, które nią wstrząsały, gdy Śmierć ją zabierała, były dreszczami rozkoszy. Lecz była tylko ułuda, pustka i zimno... coraz bardziej zimno.
Ostatnia myśl wyrwała się do Basi i do pożaru dłoni, błądzących po nagim ciele, ale to już odebrało Joli oddech całkowicie. Skonała - w objęciach swych pragnień!


* * * * *

Zatopiona w jedwabistym świetle poranka zbyt rozbudzonego prężyła się jak kotka w rui... nienasycona, skąpana w pożądliwej wilgoci, jakby na przekór rozkoszy zagasić chciała płomień słońca, co drżało wybuchając w uniesieniu… Zdziwiona własnym ekshibicjonizmem, nagość duszy przykryła zmieszaniem a w dłonie kochanki kusząco oddała soczystość malin... smak karminowych warg nadto był cierpki słodyczą minioną, lecz zatęskniwszy za nieosiągalnym wyssany został do ostatniej kropli... płonąc wbrew sobie, oddając się na pożarcie w całości jej, jakby wygłodniałemu lwu, który złakniony smaku krwi wbijał się w rozkosz coraz mocniej... w szaleństwie zmysłów, zapachów, smaków... w pomieszaniu pragnień nie mogła oprzeć się pokusie skonania w jej ramionach...
Data publikacji w portalu: 2009-09-14
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Tolerado - oświadczenie ws. nieprawdziwych treści nt. Gdańskiego Modelu na Rzecz Równego Traktowania
smaku Z równością trzeba uważać, bo równość źle rozumiana prowadzi do zagłady i wyginięcia światów w całym kosmosie, oczywiste. Niedługo zrównają psy z ludźmi i zaczną zabijać ludzi za naruszenie... opinia dodana 2019-09-13 15:54:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019