CZEKAJĄC NA CIEBIE

Arctic
Stojąc i czekając na Ciebie w parku, nie wiedziałam, co zrobić… schować się i zniknąć, najchętniej chciałam… żeby ta chwila nie dłużyła się, żeby mnie tu nie było! Żeby nie usłyszeć tych słów, jakże palących i bolących mnie. Usiadłam na ławce, tam gdzie zawsze siedziałyśmy, gdy było nam źle, by porozmawiać, poprzytulać się, poczuć się dobrze i wspierać się wzajemnie… Położyłam obok siebie białą różę – symbol niewinności. Nie mam Ci nic do zarzucenia, ale również nic do stracenia. Dzisiaj się okaże, czy to, że jesteśmy razem, to tylko fikcja jest…
Zrezygnowana siedzę i odliczam minuty do tego, co ma nastąpić. Boję się przeokropnie, bo domyślam się, jak się to zakończy. Kolana mi się trzęsą – a serce wali jak młot. Co ja bym dała, aby ten czas szybciej minął i żebym wiedziała, jak się zakończy ten wieczór.
Spóźniasz się, zresztą jak zawsze. Przyzwyczaiłam się już do tego – nigdy punktualność nie była Twoja mocną stroną. Zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle przyjdziesz, by mnie wysłuchać. Dochodzę do wniosku, że nie mam Ci nic do powiedzenia, że w mojej głowie tylko pustka huczy, jak echo w studni… burzy się we mnie krew, a dłonie skąpane są kroplami potu… denerwuję się jeszcze bardziej, bo czas przybiera minuty na minutę i działa na moją niekorzyść. Czasami zastanawiałam się, czy nie robisz tego specjalnie, by wybadać, czy zależy mi na Tobie – bo podobno, jak kocha, to poczeka. Ja tak czekam już rok, nie licząc tego czasu, jak jeszcze nie byłyśmy razem… moja głowa pełna dziwnych myśli jest. Jak zareagujesz na mnie, jak się przywitasz, czy usiądziesz obok mnie, czy tylko powiesz zdania dwa i odejdziesz w niepamięć… Po tym wszystkim, co razem przeszłyśmy, teraz nie wiem, jak się zachowasz – to dziwne, bo znam Cię, tak samo, jak Ty mnie… Co prawda z każdą chwilą już mniej i coraz częściej dziwiłam się, jak reagujesz. Tak jakbym zgubiła przepis na Ciebie i siebie – po prostu na Nas.
Siedzę już jakieś piętnaście minut, a od Ciebie żadnego znaku życia. Nie wiem czy coś się stało, czy może coś Ci wypadło tak nagle, że nie możesz dać mi znać. Nie będę dzwonić, bo boję się twego głosu, bo dość często mówiłaś wówczas, że Cię kontroluję. Twój wówczas ton jest tak dołujący, że nie wiem, jak mam się zachować. Boli mnie to, jak mnie traktujesz – niekiedy jak powietrze, a innym razem tak błogo i gorąco. Lewituję przez nasz związek, upadając naprawdę nisko, by potem podnieść się i zobaczyć Cię. Tyle niepewności we mnie, że kompletnie postradałam zmysły – bo nic już nie jest takie jasne i pewne jak Ty i Ja… chwieję się jak na szali, walczę się z myślami, że Ty przekreślisz mnie, dla swojego świętego spokoju.
Dwadzieścia minut i dziwne, ciemniejsze chmury zbierają się nade mną. Jak tak siedzę, dość często wątpię, że Cię dziś zobaczę. W pewnym momencie wyciągam telefon, z myślą, że zadzwonię i spytam, co się stało. Jednak w tym samym momencie dzwonisz i mówisz, że będziesz za jakieś dwadzieścia minut. Nie krzyczę i mówię spokojnie, że poczekam. Od zawsze tak samo robię, czekam z nadzieją i anielską cierpliwością, bo krzyczeć na Ciebie nie potrafię, o złości już nie wspomnę. Choć myśli teraz przybierają na sile. Mówię sama do siebie, że co ona sobie myśli, że ja nie mam swojego życia, że nie mam nic lepszego do roboty, niż czekać na nią – już praktycznie godzinę… Im dłużej siedzę w miejscu, tym szybciej uspokajam się i dochodzę do miejsca, w którym znalazłam się na początku. Taki spokój mną ogarnął i taka obojętność, że nic mnie nie zrani, czy Twoje odrzucenia, czy też nie. Wszystko mi teraz jedno – możesz zgnieść i wyrzucić mnie, ale mnie to i tak nie złamie.
Przed oczami mam te chwile, kiedy byłyśmy na tej ławce, jak rozmawiałyśmy o naszych planach, o naszej przyszłości. O tym, że świat bez nas dwóch nie może wyglądać lepiej, niż jak jesteśmy razem i to szczęśliwe. Tak czas zaczął szybko mijać, że zapomniałam, ile dla mnie znaczysz. Ile dla Ciebie jestem w stanie zmienić, ile razem dokonałyśmy. Bo gdyby nie my – to byśmy trwały w martwym punkcie, czekając na taki dzień i taką chwilę, by być teraz w tym momencie. Teraz wiem, ile mogę stracić.
Przyszłaś i usiadłaś koło mnie. Nie wiedząc kiedy to nastąpiło, dopiero, gdy odezwałaś się, zrozumiałam, że to Ty. Tak siedziałaś obok mnie spoglądając ukradkiem… żadna z nas nie potrafiła wydobyć żadnych słów. W pewnym tylko momencie nasze spojrzenia zbiegły się w jedno głębokie spojrzenie, tak głodne i tak pożądliwe. Przybliżyłaś się do mnie z oczami zaszklonymi, mnie także było tak ciężko i tak wiele chciałam powiedzieć, lecz nic wydusić z siebie nie mogłam. Rozchyliłam swoje ramiona, a Ty wtuliłaś się we mnie. Słowa, jakie wyszeptałaś, były ciche i przytłumione, ale dało je się odczytać jasno i zrozumiale.
„Przepraszam… ale w Twoich ramionach czuję się tak dobrze, dziękuję, że czekałaś… ale nie potrafię z Tobą być…”
Podniosłaś się, jeszcze szybciej, niż przyszłaś i odeszłaś, pozostawiając mnie w milczeniu…
Data publikacji w portalu: 2009-10-27
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019