SZKÓŁKA JEŹDZIECKA

Szczur
“To be Or not to be” -Wiliam Szekspir



Podobno kiedy nadarza się okazja wyrwania z rutyny, najczęściej nawet nieświadomie, odpychamy okazję ku zmianie. Argumentując nawet brakiem czasu czy czymś równie częstym. Nigdy nie jeździłam konno, więc kiedy nadarzyła się okazja by podjąć się nauki jazdy, bez namysłu się zgodziłam.

Właściwie, zgodziłam się bardziej dlatego, że lubię nowe wyzwania, nowe doświadczenia, niż dlatego, że lubię konie. Raczej ich się boję.

Pierwsza lekcja była umówiona na ciepły dzień czerwca. Pojechałam na rowerze modląc się w duchu, żeby mi się jakiś dzikus nie trafił.
Kumpel mamy prowadzi stadninę konną pod Warszawą, więc powiedział, że zniżki będę miała o połowę.

Szybko uwinęłam się z dojazdem, lubię jeździć rowerem, wiec nawet nie odczułam wysiłku w nogach.

Zeskoczyłam z roweru przed budynkiem, z wymalowanym na widocznym miejscu koniem w galopie. Od razu rzuciła mi się w oczy dziewczyna mniej więcej w moim wieku. O regularnych rysach twarzy i ciemnych włosach.

Paliła papierosa i nieobecnym wzrokiem patrzyła w niebo, chyba o czymś myślała.

Rozejrzałam się niepewnie, jak się tu dostać na teren stajni i w pewnym momencie dziewczyna mnie zauważyła i podeszła do płotu.

- Sara?

- yhm, skąd wiesz, jak mam na imię?

- wjedź - powiedziała, uchylając mi furtkę - jestem Alex, właściwie to mówią mi Alexia, ale mów mi Alex - podając jej rękę, miałam okazję przyjrzeć się jej bliżej. Miała śliczne wargi i ujmujące spojrzenie. Chociaż wyglądała jak chłopiec i często jej spojrzenie było łobuzerskie i zaczepne, czułam od niej ciepły kobiecy zapach - będę twoją instruktorką jazdy i już mnie poinstruowano, kim jesteś - powiedziała uśmiechając się do mnie z profilu - pokaże ci gdzie odstawić rower i zrobimy mały rekonesans.

- reko co?- kompletnie zdezorientowana tempem wydarzeń bezwiednie podążyłam za Alexą.

Pokazała mi cały kompleks stajenny, wyjaśniła funkcję każdego z budynków i co chwila częstowała mnie papierosem. Paliłam już wcześniej, chciałam ją poczęstować, ale stanowczo odmawiała.

W końcu pokazała mi gdzie mogę odstawić rower i zabrała mnie do koni.

- o ty, będziesz dobry… chodź Antosiu, chodź - pieszczotliwe zwracała się do konia, który był ogromny. Mówiła, że w kłębie (to, zdaje się, końskie łopatki…) ma 1,80. Delikatnie zadarła głowę do góry i patrzyła w te dzikie oczy, pełne jakiejś siły - najpierw pouczysz się, jak siodłać konia - zaczęła - to Antek, koń wytresowany do współpracy z niepełnosprawnymi dziećmi i początkującymi, wjedź proszę - powiedziała gościnnie machając ręką do środka boksu

- słuchaj… ja nie mogę… bo wiesz… - zaczęłam niezręcznie się tłumaczyć i bąkać coś o traumach

- boisz się? W porządku. To najpierw zaczniemy od głaskania - zupełnie nie speszona Alex, wyszła z boksu i przywołała do siebie Antka - Sara, nie bój się. Jak koń poczujem że ty się go boisz, on też się ciebie będzie bał i współpracy nie będzie.

- myślę…- w pół zdania wpadła mi Alex.

-…tak, tak myślę i myślę, że powinnaś chociaż wyciągnąć rękę.

Trochę zaskoczona, wyciągnęłam łapę i nie mogłam opanować drżenia. Chociaż Antek miał pysk bardzo delikatny i cierpliwie czekał aż go dotknę, to Alex już trochę złościło, że tak się ociągam i położyła swoją dłoń na mojej i przycisnęła ją do nosa konia.

Miała delikatną dłoń i chociaż paliła, czułam od niej delikatną woń bzu. Przymknęłam oczy i aż odleciałam, ona też, bo jak otworzyłam oczy, ona wciąż stała z przymrużonymi oczami i odchylona głową lekko do tylu

- Alex? - cicho szepnęłam, żeby jej nie wystraszyć, drgnęła lekko, ale nie zabrała dłoni. Spojrzała na mnie kątem oka i lekko się uśmiechnęła.

- to co, wejdziesz tam? - dziarsko spytała, jakby nie było chwili temu.

- yhm…

- nie yhm, tylko…

- tak, wejdę tam.

Antek, to faktycznie przyjazny koń, łasił się, dotykał mnie nosem w policzek, a Alex stała po drugiej stronie jego pyska. Chyba jej się wydawało, że jestem skupiona na koniu i nie widzę, jak uważnie mnie obserwuje.
To było raczej czułe oglądanie najbliższej osoby w czasie radości sprawionej jakimś ciepłym gestem czy upominkiem, niż zazdrosne pożeranie przybyszki podkradającej jej przyjaźń Antka.

- już? Zaznajomiona z Antosiem? Jeszcze dziś nie był na wybiegu, więc będzie troszkę szalał, ale nie martw się, jak się mu powie, żeby dał na wstrzymanie, posłucha - uśmiechnęła się tak czule do Antka, że aż byłam zdziwiona, jak można takimi czułymi uśmiechami zwierzęta obdarzać - zanim jednak poznasz jego ADHDH… trzeba go osiodłać. Podejdź tu do mnie - powiedziała i pochyliła się, by podnieść siodło, miałam okazje zaobserwować, gdy koszulka trochę się uniosła, że ma śliczne dołeczki nad biodrami i żadnej skazy na skórze pleców

Tłumaczyła mi, która uprząż jest do czego, gdzie, co się wkłada i zacieśnia. Szybko i jasno mi to wyjaśniła. I nawet potrafiłam potem sama jej opowiedzieć co i jak, żeby prawidłowo osiodłać konia!

Byłam w stajni kilka godzin i kiedy już miałyśmy wyjść z Antkiem na wybieg, przyszedł Pan Tomasz - kumpel mamci, właściciel stajni

- i co Alex? Jak wam idzie?

- jest bystra i szybko się uczy, ale boi sie - pogodnie opowiedziała Alex, patrząc kątem oka na moją reakcję. Momentalnie się zmieszałam i dałam to po sobie poznać. Jestem chojrak! I co z tego…

- no już, nie wstydź się.- rzekł Pan Tomasz widząc moje rumieńce na twarzy - To nic wstydliwego, Antek jest duży i pewnie dlatego masz pewne obawy, ale dobrze, że dogadujecie się z Alex. Mam nadzieję, że nie skończy się na kilku lekcjach, żywię nadzieję, że na stałe dołączysz do naszej kadry i będziesz opiekowała się końmi tak jak Alex - z uśmiechem uścisnął mi dłoń, skinął głową na Alex i ruszył w stronę swojego gabinetu.

- Alex… od kilku godzin jesteśmy to z Antkiem… a ja wiem, że… może niee…

- jesteś głodna?- szybko zapytała, jakby sama czuła głód.

- taak… i zapaliłabym…

- w takim razie, rozsiodłamy Antka i pójdziemy coś zjeść. Myślę, ze na dziś starczy, co? - spytała sprawnie odpinając każdy paseczek i uprząż z siodła. Wyglądała przy tym jak amazonka, która właśnie wróciła z polowania, pomyślnego zresztą.

Wyszłyśmy ze stajni żywo dyskutując o koniach. To właściwie była lawina pytań i odpowiedzi, Alex wie chyba wszystko o koniach.

Skierowała się w stronę stołówki, chociaż to właściwie była mała chińska restauracja, jednak każdy wołał na nią “stołówka”.

Wzięłam coś lekkiego, bo z podniecenia żołądek mi się ścisnął i nie byłam w stanie za dużo zjeść, ale czułam, że żołądek się domaga jedzenia.

Jedząc i rozmawiając zauważyłam, że ma mały ubytek w wardze. Nie obserwowałam go wnikliwie, ale chyba poczuła, że go dostrzegłam, bo od razu usiadła do mnie profilem w ten sposób, żebym go nie widziała.

Kiedy już zjadłyśmy, z powrotem wróciłyśmy na teren stadniny a ja nie wiem, po co brałam rower.

Była godzina już na tyle późna, że prócz ochroniarzy i kilku starszych instruktorów nie było nikogo.
Rozgadane w najlepsze nie zauważyłyśmy nawet jak się ściemniło, papieros za papierosem, słowo za słowem zabiło czas. Powietrze delikatnie skleiło się od pół uśmiechów i pełnych zainteresowania spojrzeń.

- muszę wyjść do toalety - nieśmiało przerwałam krótką ciszę - gdzie jest toaleta?

- przy gabinecie Tomasza. Będę na wybiegu - urwała i uciekła. Zakuło mnie to trochę, ale bardziej martwiłam się o to, żeby jak najszybciej znaleźć toaletę

Kiedy już wyszłam z toalety, skierowałam się w stronę wybiegu. Oglądałam konie, czujnie już, niektóre słodko śpiące.

Gdy mijałam boks Antka, koń zaczepił mnie, pociągnął delikatnie za rękaw zębami i nastawił uszy do głaskania.

Długo go miziałam za uszami i chyba Alex się tym zniecierpliwiła, bo zauważyłam ją kątem oka chowającą się za framugą wrót.

- lubisz drapanko, co? Taki jesteś wielki, a taki sympatyczny, jak to dobrze, że pozory mylą! - celowo odezwałam się do konia, Alex odebrała to prawidłowo. Odwróciła się i zniknęła w gęstym mroku.

Po chwili pożegnałam się z Antkiem i ruszyłam w stronę miejsca, w którym chwilę temu stała Alex. Przeszłam pół wybiegu, aż zauważyłam w rogu podajnik siana dla koni, wokół którego było mnóstwo siana.

Kiedy podeszłam bliżej, zauważyłam, że Alex wymościła mi miejsce obok siebie.

Kiedy się położyłam, poczułam, że miejsce w którym są moje biodra, jest trochę wyżej usytuowane. Alex zauważyła, moje dyskretne poprawiane swojego miejsca i tylko powiedziała:

- to jest po to, żebyś czuła więcej przyjemności - i pamiętam jedynie, ów ubytek w jej wardze, który poczułam całą sobą. Potem jej zapach, jej dotyk, ciepło, oddech i kilka sów. Zdjęła koszulkę i zobaczyłam, że na ciele nie ma ani jednej blizny, ani jednego śladu po trądziku.

Położyłam ostrożnie dłonie na jej biodrach i aż zadrżałam. Skórę miała delikatną i miękką jak… jak futerko młodej syznszylki.

Noc zawirowała i nawet nie przeszkadzało mi siano, które niemiło wbijało mi się w nagie plecy.
Data publikacji w portalu: 2010-01-23
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019