IMPREZA

Arctic
Przygotowana jestem jak zawsze. Elegancko trzeba się pokazać i od jak najlepszej strony. W końcu to impreza, żeby może w końcu kogoś zapoznać… Tak łudzę się od ponad roku. Za każdym razem jest to samo. Kobieta na noc… przeraża mnie moje życie, to, że cały czas jestem samotna. Czy to tak wiele, że potrzebuję bliskości i czegoś trwałego - po prostu pragnę miłości. Tak ciężko jest w dzisiejszych czasach o cokolwiek i kogokolwiek. Wszystkim kobietom zależy na tym samym - dobra zabawa i seks bez zobowiązań.
Może tym razem będzie inaczej, choć wątpię - chodzę na te imprezy, za każdym razem z tym samym nastawieniem i rozczarowuję się. Tym bardziej, że życie lesbijki wcale nie jest takie łatwe i przyjemne….
Stoję przed tym lustrem i załamuję ręce. Przyglądam się sobie, a łzy same płyną mi po ciepłych policzkach - w głębi duszy siebie nienawidzę i strasznie się czuję, że jestem żałosna i użalam się nad sobą. Znajome dziwią się, że narzekam, bo przecież mogę mieć praktycznie każdą, gdybym się dobrze zakręciła. Mam dobrze płatną pracę i własne mieszkanie. Szkoda, że nie wiedzą o tym, że brakuje mi w tych pustych ścianach drugiej osoby, z którą byłoby mi miło i przyjemnie i miałabym dla kogo się starać i do domu z pracy wracać jak najszybciej.
Coraz bardziej się pogrążam - zastanawiając się, czy jest sens iść w takim stanie na imprezę, bo przecież jak dostanę trochę alkoholu, to może mnie wziąć taka chandra, jak zmora dopaść i pokazać tę twarz, która jest tylko i wyłącznie dla mnie. Zmywam cały wstyd z samej siebie, czuję się lżej - drobne kropelki spadają ze mnie i obijając się o umywalką, cicho stukają. Dochodzę do wniosku, że nie mogę się tak pokazać - zmieniam więc ubranie i zamiast iść na biało zakładam czarną męską koszulę - dobrze, że w większości jest dopasowana i wcale jej nie zapinam, tylko podwijam rękawy do łokci, a na prawym nadgarstku przyczepiam czarny szeroki pasek - coś na podobieństwo „pieszczochy”. Pod koszulę zakładam biały top na szerokich ramiączkach. Do tego obcisłe czarne spodnie rurki i  czarny skórzany pasek z szeroką srebrną klamrą z napisem “Don’t you”. Z biżuterii czas na zmianę kolczyków w uszach - a może jednak je wyjmę bo i tak nikt na to nie zwraca uwagi. A na palce moje dwie sentymentalne obrączki, które noszę od czasu, gdy jestem singlem i “poluję” na kobietę jak łowczy na zwierzynę. Strój już mam gotowy, teraz tylko dobrze dobrana woda toaletowa - zmysłowa i pociągająca.
Wychodzę z łazienki. Idę do salonu, pogłaśniam muzykę, która mnie porusza i relaksuje, mimo mojej złości na ten stan, który mną zawładnął. W jadalni robię sobie drinka z wódki i red bulla - przecież muszę się postawić na nogi i zażywam środek na lepsze samopoczucie - dobrze, że nie mam skutków ubocznych po użyciu leków z procentami. Wracam do salonu i rozkładam się wygodnie z nogami wyciągniętymi, na miękkiej, zamszowej kremowej sofie. W pewnym momencie mój telefon porusza się w rytmie “Personal Jesus”, podnoszę się ociężale, wysuwając rękę w jego kierunku. Oczywiście, znajome dzwonią z pytaniem, co robię, że mogą przed imprezą do mnie wpaść, aby zacząć weekendową podróż przed zabawą w klubie. Zgadzam się, jak za każdym razem. I tak wcześniej zaopatrzyłam się w alkohol i inne dodatki – tak, jakbym wiedziała, że się zjawią, jak praktycznie za każdym razem. Ogarniam się, przeglądają się w lustrze i zaczynam szykować wystrój na wieczór. Siedzę na tarasie, bo stąd i tak idealnie widać, czy dziewczyny już do mnie zmierzają.
Jak zawsze… spóźnione, bo któraś czekała na którąś, a te dwie to jeszcze w łazience razem brały prysznic. No i oczywiście moja super przyjaciółka, zawsze spóźniona, jak zawsze podając jako powód kłótnię z rodzicami – oj, ona to ma dopiero przerąbane. Takich konserwatywnych rodziców.
Kiedyś mi opowiadała, że jak spała, to tata nad jej głową odprawiał jakieś modły, twierdząc, że w ten sposób wypędzi demony i całe zło.
Wszystkie jak zawsze, jesteśmy dobrze zrobione. Zamawiamy taksówkę i zmierzamy do klubu dość żwawym krokiem i lekko chwiejnym.
Impreza trwa, a ze mnie cały alkohol wyparował - jak zawsze. Nigdy nie potrafię się upić, bądź też lekko podciąć. Stoję przy barze i wypatruję kobiet, które podobnie jak ja są same, bądź też ze znajomymi. Jednak nikt mi nie wpada w oko, więc idę na parkiet. Stoję przy ścianie i obserwuję dziewczyny, które poruszają się w rytm muzyki. Zastanawiam się, skąd biorą energię - czy to alkohol, narkotyki, a może adrenalina. Nigdy nie wiem do końca. W pewnym momencie, moja przyjaciółka bierze mnie za rękę i ciągnie na środek sali.
Głośniki milkną, a na scenie pojawia się moja przyjaciółka z ogłoszeniem, składa mi życzenia - bo jak się okazało dziś mam urodziny. Jestem wzruszona i nie wiem, co powiedzieć. Wszyscy zaczynają mi śpiewać sto lat - a ja czuję się, jakby wszystkie kobiety patrzyły na mnie i gratulowały mi samym spojrzeniem. Po odśpiewaniu utworu - w głośnikach leci kawałek specjalnie dla mnie tzn. Chylińska – „Winna”. Wszystkie śpiewają i jest wesoło. Impreza rozkręca się na całego. Ja zostaję na parkiecie i widzę pewną parę oczu w końcu sali. Dziewczyna o jasnych, długich, prostych włosach, dość charakterystycznej twarzy i średniej wielkości oczach. Jest nieco wyższa ode mnie, ale ma lepszą figurę z ładnie zarysowaną talią. Widzi, że na nią patrzę i ucieka w głąb sali, oddalając się na sofy.
Idę do baru po Martini z lodem i zmierzam w kierunku, gdzie udała się moja ofiara. Siedzi przy stoliku z dwiema koleżankami, które chyba są parą.
Opieram się o ciemną ścianę i spoglądam na nią. Ona uśmiecha się do mnie, po czym patrzy na mnie, popijając swoje piwo przez słomkę. Odwzajemniam jej uśmiechem i wyciągam dłoń do niej - aby przeszła się ze mną kawałek. Bez wahania łapie mnie za rękę, po czym przesiadamy się w kącik i sącząc swoje trunki zaczynamy transakcję wiązaną z tradycyjnych standardowych pytań. “z kim jesteś, czym się zajmujesz, gdzie mieszkasz itp.” Po tak krótkiej rozmowie można wywnioskować, czy warto jest kontynuować rozmowę proponując drinka, czy uciekać i się nie pokazywać jej na oczy.
Tym razem trafiam na bardzo pozytywną osobę, która potrafi kreować rzeczywistość i w nieprosty sposób opowiadać o rzeczach jakże jasnych i oczywistych. Tak więc proponuję mojej nowej koleżance drinka, kiwa głową, a ja z uśmiechem na ustach oddalam się do baru.
Po takich trzech drinkach zaczynam mieć nieodpartą ochotę potańczyć z moją, chyba już, dziewczyną. Tańcem nie można tego nazwać, gdyż lekko kołyszemy się w rytm muzyki. Krokiem następnym jest sprawdzenie stanu trzeźwości dziewczyny, pytając się jej o sprawy, o których mi wcześniej mówiła. - test wypadł pomyślnie, więc zapraszam ją do siebie do domu. Przecież mam własne piękne lokum z panoramą na Warszawę.
Po dwudziestu minutach jesteśmy u mnie. Otwieram lodówkę, z której wyjmuję niedokończone wino z dzisiejszej przed imprezy. Włączam wieżę z muzyką chill out. Ona siedzi na sofie, a ja niosę kieliszki z uśmiechem na ustach. Po chwili decydujemy się na wyjście na taras. Ona opiera się o balustradę i patrzy w przestrzeń, widać dobrze oświetloną panoramę jeszcze śpiącego miasta. Ja siadam na wiklinowym fotelu i spoglądam na nią. Teraz dostrzegam to, czego nie widziałam w klubie. Widać, że jest młodsza ode mnie i raczej nie jest boginią dla której chciałabym sporządzać śniadania. Kompletnie nic mnie w niej nie pociąga, wręcz przeciwnie, ma wiele niedociągnięć, które mnie wręcz irytują.
Jej głos, jej śmiech - nie ma w niej nic głębokiego. W pewnym momencie odwróciła się, a ja poirytowana poczułam, jakby zaczęła czytać w moich myślach. Odstawiła kieliszek, po czym spojrzała na mnie, weszła do mieszkania bez słowa - a po jakimś czasie usłyszałam tylko trzask drzwi. Wiedziałam, że wyszła.
Zabrałam rzeczy, zmyłam naczynia, także po imprezie - to jednak zawsze będzie mnie relaksować. Potem wyszłam na spacer Nowym Światem. Od Placu Bankowego nie jest to wcale daleko. Idę sobie Nowym Światem, tak jakbym na nowo przemierzała swoje życie. Słuchając muzyki w słuchawkach, myślom nie daję odpocząć. Zastanawiam się co ze mną jest nie tak, co jest grane, że nikt nie potrafi zbudować ze mną tego, czego każdy człowiek pragnie - przecież każdy z nas jest człowiekiem stadnym i potrzebuje drugiej połowy. Użalam się nad sobą siedząc na schodkach pod kolumną Zygmunta. Stąd dobrze widać, czy ktoś zmierza z imprezy - o tej porze, najwięcej można spotkać branży. Widzę parę grupek zaprzyjaźnionych ludzi, a dla mnie obcych. W pewnym momencie, moja kieszeń wibruję. Dzwoni telefon, słyszę roztrzęsioną przyjaciółkę, która prosi mnie o pomoc, bym zjawiła się pod kościołem Floriana. Wsiadam w jakiś nocny autobus i pędzę do mojej kumpeli. Widzę ją z grupką dziewczyn. Wszystkie cieszą się na mój widok, mówiąc, że urodziny ma się raz w roku i trzeba je godnie przeżyć imprezując całą noc. Mówię, że nie mam ochoty i że idę spać. Nagle z cienia wychodzi ona…
Kobieta, która rzuca mą duszę na kolana. Ma długie ciemne włosy, lekko pociągłą twarz, z uwidocznionymi kościami policzkowymi. Przybliża się - teraz już wiem, kto to jest.
Spotkałam ją parę razy w  moim bloku. Ja wysiadałam z windy, a ona wsiadała. Zawsze miło na mnie zerkała, a ja udawałam, że jej nie znam, bądź że nie chcę jej znać - bo kojarzyłam ją także z imprez, nawet kiedyś zostałyśmy sobie przedstawione, ale nigdy nie miałam okazji z nią porozmawiać.
Całą gromadą około siedmiu lesbijek wbiłyśmy się na imprezę w następnym klubie branżowym. Całą drogę rozmawiałam z moim ideałem kobiety. W klubie piłam i bawiłam się z nią - nikt więcej się dla mnie nie liczył. Po długim balowaniu, zaproponowałam mojemu nowemu obiektowi zainteresowania noc, a raczej dzień u siebie w domu.
Przybyłyśmy do mnie. Ja zasłoniłam okna - bo słońce dawało już o sobie znać. Przeniosłyśmy się do sypialni. Gdy rozbierałyśmy się - każda osobno, patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy. Czułam wielką magię tego miejsca i tej chwili - a ona z każdym odsłoniętym miejscem stawała się coraz piękniejsza. Leżąc w łóżku wraz z nią, czułam się tak, jakbym już to przeżywała - jakby ona zawsze była obok. Czułam się w tym momencie dobrze i bezpiecznie. Ona wtuliła się we mnie i zasnęłyśmy w objęciach.
Obudziłam się późnym wieczorem. Okna były poodsłaniane, a jej nie było obok. W sumie mogłam się domyśleć, że się zmyje - przecież nie było niczego nadzwyczajnego, tylko sen, a raczej zmęczenie w jej objęciach, jak koleżanki. Skoro z takimi myślami wstałam, to przechadzam się po domu nago. Gdy wyszłam z sypialni, usłyszałam, że ktoś jest w łazience i bierze prysznic. Wiedziałam, że to ona. Bez wahania podeszłam do łazienki, w której drzwi nie były zamknięte. Ona nuciła sobie coś pod nosem. Zakręciła wodę i otworzyła kabinę. Nie zdziwiła się, gdy zobaczyła mnie opartą o framugę drzwi. Nie wychodząc z brodzika, przywołała mnie spojrzeniem. Zamknęłam kabinę, a ona puściła ciepłą wodę. Tak, że wszystko wokół nas zaczęło parować. A ja czułam się, jakbym znalazła się jednocześnie i w piekle - z powodu gorąca i niebie - z powodu pary unoszącej się dookoła. Ona przybliżyła się do mnie, opierając mnie o zimne płytki terakoty, wiedziała, że zadrżałam. Oparła swoje ręce na moich biodrach, przybliżyła się i zaczęła delikatnie całować mnie. Krople ciepłej wody, wraz z jej ustami - dodawały smaku całej sytuacji. Zniżyła się, całując i podgryzając mój kark. Ja nie mając takiego pola manewru, skupiłam się na odczuwaniu przyjemności - jakiej nie czułam od bardzo dawna. Delikatnie zaczęłam wodzić palcami po jej ciele - było mokre, ciepłe i przyjemne w dotyku. Całowałyśmy się tak długo.
Takie mokre wyszłyśmy z łazienki - cały czas się całując sunęłyśmy przez mój przedpokój do sypialni. Lekko umieściłam ją na łóżku, a ona spojrzała wymownym wzrokiem - mówiącym tak wiele - niesamowity magnetyzm. Pozwoliłam sobie przejąć inicjatywę. Zaczęłam ją całować po całym ciele - idąc od jej szyi, przez jędrne piersi, kończąc na dość umięśnionym brzuchu - który zafascynował mnie. Tatuaż na lewej stronie miednicy, przedstawiający wijącego się węża na długim sztylecie, zakończonym ostrzem do dołu. Widziałam, że pragnie więcej doznań. Dlatego też, przybliżyłam się do niej – całując ją namiętnie, wodziłam jednocześnie dłonią po jej ciele. Zatrzymałam się w dolnej części brzucha - czułam pod opuszkami palców, jedwabistą, gładką skórę - wiedziałam, że wkroczyłam w intymność kobiecości. Ona zaczęła szybciej oddychać, jakby chciała w ten sposób dać mi znać, że jest gotowa mnie przyjąć. Gdy weszłam w nią - poczułam silne uczucie, jakby stado motyli przefrunęło mi we wnętrznościach. Ona zagryzła dolną wargę, wydając przyjemny jęk. Ona też weszła we mnie. Gdy to nastąpiło, całe moje mieszkanie, cała sypialnia - wszystko przestało istnieć, tylko jedność zespolona w niej i we mnie miała znaczenie. Wszystko dookoła mnie przyćmiło się mgłą, a w moich oczach pojawiły się niespodziewane łzy - łzy radości i szczęścia. Ona podobnie, tyle że z rumieńcami na policzkach. Przytuliła się do mnie i jeszcze głośno oddychając, uspokajała się, co jakiś czas całując mnie w mój bark.
Nie wiedziałam, kiedy zasnęłyśmy. Gdy się zbudziłam, straciłam rachubę czasu. Odwróciłam się, z myślą, że jej nie ma. Jednak nie, myliłam się - jest! Śpi spokojnie i beztrosko. Postanawiam zrobić śniadanie - przynoszę jej już kolejne, wspominając nasz pierwszy raz.
Data publikacji w portalu: 2010-01-23
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

info Nasze miejsca zagranicą
Goraleczka69 Hej jakieś kluby branżowe dla les w Norwegii?😊 opinia dodana 2018-10-21 21:22:36
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019