ZNAJOMA, NIEZNAJOMA

Illusio
część prawdopodobnie pierwsza, choć może się okazać, że pierwsza i ostatnia zarazem...

O godzinie ósmej dwanaście rano nie reaguje na ochrypły baryton profesora, ani piskliwe ćwierkania za oknem. Nie interesuje mnie również oblewająca salę poświata nadal pobladłych po nocy, żarzących się promieni słonecznych.
Lecz gdy często niedoceniany zmysł powonienia odkrywa bliskość aromatycznego espresso, natychmiast unoszę ociężałą głowę i rozglądam się uważnie.
Przy nieogolonym nauczycielu stoi nieznana mi blondynka, o znajomych blond lokach okalających ostre kości policzkowe. Ścieram z końcówek rzęs senny pył Morfeusza, próbując sobie przypomnieć, skąd mogę znać tak charakterystyczny
szczebiot rzędu drewnianych bransoletek, albo cień ironicznego uśmiechu.
Znajoma mi nieznajoma chichocze kokieteryjnie. Ku mojemu zdziwieniu, działa to magicznie nie tylko na naszego, przeszło pięćdziesięcioletniego wykładowcę. Słyszę obok ożywione rozmowy i czuję w skroni głucho dudniące tętno. Przyśpiesza, podskakuje, przynosi skoczną symfonię dreszczy na kręgosłupie. Nerwowo uderzam paznokciami o twardą okładkę książki, która niewiele ma związku z ekonomią. Chociaż, gdybym przeczytała "11 minut" jeszcze raz, zwracając uwagę nie na odczucia brazylijskiej prostytutki, a na makroekonomię domów publicznych, to może...Głęboki wdech. Raz, dwa, trzy.
Znów jestem sobą, tą opanowaną i mało zaciekawioną. Każda kobieta by być pełnowartościową, nie samozwańczą kobietą, musi okazać się także aktorką. Bo jak miałybyśmy kusić bez nieco podartych kabaretek, krwistoczerwonej szminki, czy maski obojętności? Machinalnie poprawiam okulary, huśtające się na moim zadartym koniuszku nosa. Wtedy to Blondynka nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy, topiąc w błękicie swoich oczu. A mnie ściska się żołądek.
Wspomnienia duszą z każdym oddechem, coraz płytszym, o coraz to większej dawce bólu.

Lena, takie imię nosi znajoma mi nieznajoma. Trzy lata przyjaźniłyśmy się za czasów liceum. Mogłabym opisać Ją setkami, być może nawet tysiącami zbędnych epitetów lub porównań. Tylko po co ? Lena była Leną, a właściwie Magdaleną, która zwyczajnie nie lubiła swojego imienia. Kto lubi? Już nie nieznajoma, odwraca się do mnie dyskretnie. Zerka przez ramię, z przyszytym do malinowych ust, perlistym uśmiechem. Nie odwzajemniam gestu. Zamieram natomiast w bezruchu. Zdezorientowana, bezbronna. Staram się nie mrugać zbyt często. Pod powiekami czeka na mnie istna armia obrazów przeszłości. Nie, nie chce pamiętać. Nie chcę też zapomnieć. Podsumowując, pozostaje na niewygodnym, sztywnym krześle. Rozdarta i niepewna.
Witamy się ciepło, acz z namacalnym dystansem. Ostrożnie przytulam do jej policzka, swój - instynktownie pokrywający się szkarłatną falą zażenowania. Nie jest to tak energiczny uścisk jak kiedyś. Nasze ciała nie nacierają na siebie bezwstydnie, nie głaszczę koniuszkami palców Jej odsłoniętej szyi. Nie noszę już zresztą srebrnej obrączki, jaką mi niegdyś podarowała.
- Ładnie wyglądasz - rzuca komplement, chociaż przecież wcale tego nie wymagam. Odpowiadam parsknięciem, mimowolnie zaciskając dłonie w piąstki.
Dobrze, że cały ów żenujący rytuał odbywa się wewnątrz kieszeni mojej obszernej bluzy. Później pada jeszcze kilka grzecznościowych słów. Nie przyciągają one jednak mojej uwagi. Skupiam się, niestety, na Jej dekolcie, w momentach zmieszania biegnę wzrokiem po górnych rogach pomieszczenia i czasem mam odwagę spojrzeć w błyszczące, niebieskie oczy. Zaprasza mnie niespodziewanie na kawę, zgadzam się. Bez zastanowienia, nie dostrzegając czerwonej lampki alarmowej serca.

Powoli układam głowę na poduszkach, przypominając sobie setki, a być może i tysiące podobnych sytuacji. Z tym jednym, drobnym szczegółem, że tuż obok czuję woń ciała obmytego niesamowicie aromatycznym płynem o zapachu świeżo posiekanych cytrusów. Czuję również równie unikatowe ciepło, delikatną dłoń na swoim rumieniącym się machinalnie policzku oraz pulsujące, gdzieś głęboko w środku uczucie. Jest nim mieszanka spełnienia ze spragnieniem, albo bezpieczeństwa z niebezpiecznym ściskiem żołądka, zwanego potocznie złym przeczuciem.
Ślamazarnie opuszczam zmiętolone łóżko, przyglądając się zawartości szafy.
Zostały mi dwie godziny. Ale, odejmując czas dojazdu do kawiarni, to zaledwie godzina dwadzieścia, może dwadzieścia pięć. Czemu się przejmuję ? - dźwięczy mi w uszach głos rozsądku. Ignoruję go. Po moich żyłach krążyła zbyt słodka trucizna, bym usłuchała chłodnego rozumu.

Jadąc taksówką śmieję się beztrosko. Kierowca zerka w lusterko, obserwując mnie uważnie. Tak jak ten, który kilka lat temu podwoził mnie i Lenę. Z tą różnicą, że tamtemu po wysokim czole spływały kropelki potu, a głos drżał
nienaturalnie, gdy opowiadał konspiracyjnym szeptem do słuchawki telefonu, że ma na tylnym siedzeniu dwie, ostro napalone lesby. Szczerze ? Wolałabym już młode lesby...
Patrzę na wolne miejsce obok siebie, wyobraźnią szkicując dwie postacie.Jedna siedzi na udach Drugiej. Druga napiera na Pierwszą, badając językiem każdą, najmniejszą nierówność jej podniebienia. Wyraźnie są nienasycone, absolutnie bezwstydne. Ale jakim cudem miałyby pamiętać o przyzwoitości, kiedy ich ręce błądzą tam, gdzie nie powinny ?
Dobry humor nie opuszcza mnie nawet, gdy podaję taksówkarzowi niebieski banknot. Wesoło dziękuję, a on kręci z dezaprobatą łysiejącą czupryną, pośpiesznie odjeżdżając. Czując w czarnych dżinsach wibrowanie, znów napada mnie atak śmiechu. Nie reaguję. Choć nie, reaguję. Gdy drżenie telefonu ustaje, wyciągam go, patrzę kpiąco na nieodebraną wiadomość od Kamila i długo naciskam na czerwoną słuchawkę, z zadowoleniem obserwując zanikający napis "do widzenia". Lena macha do mnie, siedząc przy jednym ze zgrabnych stolików. I wiem już, że ta noc nie będzie należała do tych odespanych.

Nie bawimy się w pytania typu: czym się zajmujesz, masz kogoś na stałe, albo u ciebie, czy u mnie. Zbyt wiele nas łączyło. Nasza wspólna przeszłość była stanowczo za daleko, hen za horyzontem. Pozostawiła jedynie posmak. Podmuch
wiatru oddalił ode mnie chęć odnowienia kontaktu. Wiedziałam, że Lena nie należy do ludzi, którzy lubią dwa razy wchodzić do tej samej rzeki i udawać, że łamią antyczną zasadę panta rei. Dlatego jedynie pstryknęłam na kelnera,
gdy ostatni raz tamtego dnia się do mnie odezwała:
- Mieszkam w hotelu, jedziesz ze mną ?

Skóra Leny przypominała metal - wzbudzający zarówno podziw, jak i krzyk zazdrości. Była zimna, lśniąca w poświacie księżyca. A kiedy się jej dotknęło, każdą komórę ciała nawiedzał lodowaty dreszcz.
Raz kąsałam Jej usta z czułością, jakby była kruchą, porcelanową lalką. Lecz zaraz potem wodziłam językiem po ich miękkim wnętrzu, zębami przegryzając poranione wargi. Nie przypuszczałam nawet, że można się aż tak stęsknić za
czyjąś obecnością. Nie musiałyśmy się wtedy wcale kochać na skrzypiącym dziko tapczanie. Wystarczyłoby mi, gdybyśmy po prostu siedziały naprzeciwko siebie. Gdybym mogła znów zacząć liczyć, ile ma ledwo widocznych piegów na
roześmianej twarzy. Albo gdybym mogła nabrać zachłannie powietrza, przesiąkniętego na wskroś aromatem cytrusów. Tak, widocznie nie zmieniała płynu pod prysznic od lat, bo nadal ten specyficzny zapach drażnił kokieteryjnie moje nozdrza.
Cały akt trwał równo dwie godziny. To posłusznie pozwalałam, by wspięła się na mnie i doprowadziła na granicę rozkoszy, to sama wykorzystywałam swoje kościste palce do czynów, jakich nie powinno się nigdy opisywać. Tajemnica
powinna pozostawać nieodkryta. Powinna być zasłonięta kotarą zaskoczenia.
Inaczej, to już nie tajemnica.
- Pada deszcz.
Stwierdzam sucho, kładąc głowę na Jej wyraźnie zarysowanym obojczyku. Całuje mnie w czubek niepoukładanej głowy w niemej odpowiedzi. Chcę zamilknąć. Wchłonąć cały obraz tej nierealnej rzeczywistości, uwypuklić go w pamięci.
Jednak słowa przeciskają się przez gardło.
- A jutro, jutro też będzie nam akompaniował nocny deszcz?
Data publikacji w portalu: 2010-07-28
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019