ZAPACH MIŁOŚCI

Giorgio Armani Code
Przez całe życie zastanawiałam się, czy kiedykolwiek spotkam kobietę, która będzie gotowa mnie pokochać . Ja nie chcę niczego więcej, oprócz miłości. Ale nie takiej zwykłej miłości, tej prawdziwej miłości. Bo tylko prawdziwa miłość, może sprawić, że człowiek czuje się prawdziwie bezpieczny.

To był zwykły jesienny, szary dzień. Nie zapowiadał się szczególnie. Od rana padał deszcz, na nic nie miałam ochoty. Najchętniej położyłabym się do łóżka na cały dzień. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić, miałam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Zrobiłam sobie kawy i włączyłam telewizor. Taki już mam zwyczaj, kiedy mieszkałam z rodzicami, zawsze mnie za to karcili. Teraz już z nikim nie mieszkam i mogę robić, co chcę. Jestem wolna i niezależna. Do południa byłam zajęta wysyłaniem emaili do mojego szanownego mister szefa. Zgłodniałam, od rana na jednej kawie, trzeba zjeść coś konkretnego. Otworzyłam lodówkę i zastałam w niej jedynie kwaśne mleko. Od dwóch dni zapominam o zrobieniu zakupów, tak jest, gdy człowiek jest zabiegany. Na szczęście przestało padać. Ubrałam się i wyszłam do sklepu. Kupiłam wszystko, co miałam zaplanowane, jeszcze tylko chleb. Niedawno otworzyli nową piekarnie niedaleko stąd, trzeba zobaczyć , co to za nowości. W piekarni była straszna kolejka, stanęłam jako ostatnia. Jeszcze doszło dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Kolejka już się trochę zmniejszyła. Mężczyźni w garniturach wyglądali na biznesmenów, rozmawiali o kredytach. Byli trochę nerwowi, w końcu zrezygnowali ze stania w kolejce…
Kobieta stanęła za mną. Była ubrana bardzo elegancko, wysoka. Zdążyłam zauważyć ,że jest niebieskooką brunetką i nie ma obrączki. Boże, przecież to o niczym nie świadczy. Czułam jej spojrzenie na sobie. Odwróciłam się, uśmiechnęła się . Spojrzałam na sprzedawczynię a potem znów na nią. I znów się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech. Przyszła kolej na mnie, kupiłam chleb i kiedy szłam do wyjścia, kobieta cały czas mnie obserwowała. Nie potrafiłam nie spojrzeć na nią. Pożegnałyśmy się uśmiechem. Jeszcze przez jakiś czas o niej myślałam, widziałam jej uśmiech. Jednak codzienne obowiązki sprawiły, że o niej zapomniałam.

Minęły dwa tygodnie. Nic mi się nie układało, w pracy też było ciężko, bo szef ciągle miał muchy w nosie jak to faceci. To wszystko było nie na moje siły. Wyszłam z biura zaczerpnąć świeżego powietrza. Z nerwów zapomniałam wziąć kurtki, teraz już mi było wszystko jedno. Poszłam do parku. Usiadłam na wolnej ławce i na chwile zamknęłam oczy. Ze świata marzeń wyrwał mnie delikatny kobiecy głos.
- Przepraszam, czy mogę się dosiąść?
Spojrzałam i oczom własnym nie mogłam uwierzyć. To była ta kobieta z piekarni.
- Tak, oczywiście.
Miałam wrażenie, że śnię. Siedziała koło mnie elegancka kobieta o oszałamiającym uśmiechu i pachnąca… Zaraz, skądś znam ten zapach. To przecież Giorgio Armani Code. Sama kiedyś go używałam. Hmm, ciekawa osobowość.
- Przepraszam, jeśli pani przeszkadzam.
- Nie. Skądże, nie przeszkadza mi pani.
- Często tu pani przychodzi?
- Rzadko kiedy, z powodu braku czasu. Wyjątkowo dzisiaj zrobiłam sobie przerwę w pracy.
- Ja tu jestem codziennie. To magiczne miejsce. Jest pani pracoholiczką?
- Hehe. Nie, nie jestem. Mój szef za to jest pracoholikiem i tego samego wymaga ode mnie.
- Ma pani problemy  z szefem?
- Można by tak powiedzieć. Gabriela jestem.
Przedstawiłam się akurat teraz, bo uznałam to za odpowiedni moment, po za tym trochę irytowało mnie to per pani.
- Dominika.
Podałyśmy sobie dłonie. Miałam okazję, żeby przyjrzeć się trochę bliżej nowej znajomej. Jasna cera, duże niebieskie oczy, niedługie, ciemne włosy. Chyba była młodsza ode mnie. Zauważyła, że się jej przyglądam, zareagowała na to śmiechem.
-Przepraszam
- Nie to ja przepraszam
Nieśmiało spojrzałam w ziemię.
- Czym się zajmujesz?- zaczęła.
- Skończyłam prawo a na dzień dzisiejszy jestem tłumaczem rosyjskiego. A Ty?
- Jestem krawcową a na dzień dzisiejszy uczę krawiectwa  w technikum.
Uśmiechnęła się, jak zwykle   zresztą . Zaczęła mnie jeszcze bardziej fascynować, chciałam lepiej ją poznać.
- Cieszę się, ze mogłam Cię poznać
- Przyjemność po mojej stronie
Zaczynało robić się późno, spojrzałam na zegarek. Była 15.45. Jezu siedzę tu już  od 2 godzin. Szef mnie zabije.
- Chyba powoli będę się zbierać, nie chcę mięć kolejnych nieprzyjemności z szefem.
- Nie ma sprawy, rozumiem. Ja też muszę jeszcze podskoczyć do moich uczniów.
Uścisnęłyśmy sobie dłonie na pożegnanie.
- Pamiętaj, że jestem tu codziennie zawsze o tej samej porze.
-Dobrze. To w takim razie do zobaczenia.
Rozeszłyśmy się, każda poszła w swoją stronę. Musiałam wrócić do pracy, niestety albo i stety. Nie interesowało mnie, co mi znowu ten paskudny dziad wygada. Myślałam zupełnie o czym innym. Byłam Nią zafascynowana. Jej niezwykłością, optymizmem i tajemniczością. Ta rozmowa, uśmiechy, spojrzenia… Uśmiechnęłam się do siebie. Miałam ochotę zadać jej tyle pytań, ale wiedziałam, że tak od razu nie mogę. Ona jest artystką, artyści mają to do siebie, że mają swój własny świat zamknięty na klucz i kochają tajemniczość. Jechałam windą i już sobie wyobrażałam, jak szef się na mnie wydrze. Starałam się po cichu wejść do swojego gabinetu, na biurku leżała jakaś pomiętolona kartka z informacją. To od szefa. Musiał pilnie wyjść w sprawach prywatnych. No i dobrze, nie będę musiała się mu z niczego tłumaczyć . Nie lubiłam go, praca  z nim była udręką, ale dobrze płacił, coś za coś. Wzięłam kurtkę i wyszłam z biura. Poszłam na autobus. Godzina szczytu, autobus był pełen. Na czwartym przystanku, ludzie większymi grupkami zaczęli wysiadać. Rozejrzałam się dookoła siebie i kogo zobaczyłam… roześmianą buzię Dominiki. Kiwnęła na mnie ręką i zrobiła miejsce obok siebie. Po raz pierwszy widziałam, jak ktoś się cieszy na mój widok.
- Cześć Gabi. Siadaj. Widziałam Cię, jak wsiadałaś na przystanku, już się bałam, że mnie nie zauważysz.
- Nie sposób nie zauważyć roześmianej kobiety.
- Taki tłum w tych autobusach, że aż nieprzyjemnie.
- W godzinach szczytu zawsze tak jest.
Na chwile obie zamilkłyśmy,
- Może pójdziemy do mnie, upichcimy sobie coś dobrego.
- Nie, nie mogę, nie wypada.
- Nie wypada odmawiać, zapraszam do mnie.
- Umiesz przekonywać ludzi
- To moja specjalność.
Weszłyśmy do ciemnego, pustego mieszkania, zapaliłam światła, żeby nie było tak strasznie.
- Przytulnie tu masz - Usiadła na czarnej kanapie i mnie obserwowała.
- Napijesz się czegoś?
Pokiwała przecząco głową
- Usiądź koło mnie.
Trochę się tego bałam, nie wiedziałam, co chce zrobić. Boże, dlaczego ja widzę tylko jedno? Wykonałam jej polecenie i usiadłam koło niej. Chwyciła mnie za dłoń i zaczęła się nią bawić, w tak przeuroczy sposób, że myślałam, że się rozpłacze.
- Zaufałam Ci – zaczęła.
- Ja Tobie też…
- Ciii. Nic nie mów. Wiesz, nigdy nie miałam takiej prawdziwej przyjaciółki, nigdy nikogo nie miałam. Nie chcę mieć w Tobie tylko zwykłej koleżanki.
Kiedy to  mówiła patrzyła mi głęboko  w oczy i leciutko się uśmiechała. Czułam, jak się rozklejam , zrobiło mi się smutno. Popłakałam się.
- Hej, nie płacz, nie chcę, żebyś przeze mnie płakała.
Jedyne, co mogłam w tej chwili zrobić, to nic nie mówić. Przytuliłam ją  tak mocno, jak tylko umiałam.
- Jestem przy Tobie.
Puściłam ją z objęć, miałam ochotę płakać jak dzieciak, ale nie mogłam jej tego okazywać, musiałam być przy niej silna po to, żeby ona też była. Ciągle się uśmiechała, sprawiała wrażenie szalonej optymistki, której nic i nikt nie pokona. To była tylko jej maska, może uciekała przed sobą, światem i rzeczywistością , która jest dla nas tak okrutna, że nawet tego nie zauważamy. Wstałam z kanapy i stałam nad nią patrząc w jej wielkie niebieskie oczy wołające o miłość. Z każdą sekundą kiedy na nią patrzyłam, czułam, że zaczyna mi na niej zależeć. Co ja gadam. Przecież znam ją dopiero jeden dzień i już mówię, że „zaczyna mi na niej zależeć”?
Podałam jej dłoń
– Chodź  zrobimy jedzonko - Z taką  bezgraniczną ufnością pozwoliła się poprowadzić za rękę. Jak małe dziecko, które do granic możliwości ufa swoim rodzicom i wie, że nic mu przy nich nie grozi.
- Na co masz ochotę?
- Zjem wszystko, co podasz, mam nadzieje, że mnie nie otrujesz.
- Bardzo śmieszne. Jadłaś kiedyś gęsie pipki?
- Słucham? A co to takiego?
- Zaraz się przekonasz.
Patrzyła na mnie z wielkim zdziwieniem że aż ze strachem, kazałam jej zrobić surówkę z tartej rzepy, ja zajęłam się gotowaniem gęsich pipek. Zaczęłam jej wszystko objaśniać
- Gęsie pipki to tak naprawdę gęsie żołądki. Danie pochodzi z kuchni żydowskiej.
- Widzę, że jesteś fanką kuchni żydowskiej
- Zgadza się. Przez żołądek do serca no nie?
- Chyba raczej przez pipki do serca.
Spojrzałam na nią srogimi oczami a ona w najlepsze chichotała. Cieszyło mnie to, cieszyłam się razem z nią. Podałam do stołu. Starałam się, żeby wyglądało efektownie. Czekała na mnie aż usiądę.
- Lubisz gotować?
- Szczerze to nie.
-No przestań, świetne te gęsie pipki.
-Cieszę się, że smakują.
Zostawiłam ją w salonie, poszłam pozmywać, żeby mieć to już z głowy. Chciała mi pomóc, ale jej nie pozwoliłam , była moim gościem i to honorowym. Może ręczne zmywanie naczyń jest już staroświeckie, bo przecież w XXI wieku wszyscy mają zmywarki, ale ja wolałam zmywać ręcznie, więcej było przy tym frajdy.  
Próbowałam usłyszeć jakiekolwiek dźwięki  z salonu, ale tam panowała grobowa cisza. Nagle na brzuchu poczułam jej dłonie. Objęła mnie od tyłu opierając podbródek o moje ramię. Wtuliła się we mnie, czułam jej oddech na  szyi. Zaciągnęłam się zapachem jej perfum , tak świetnie do niej pasował. Tak zgrana mieszanka,  że mogłabym cały czas się w niej zanurzać. Ale ONA, elegancka kobieta z piekarni, niosła za sobą jeszcze inny zapach. I to nie był wcale ekskluzywny perfum z Douglasa
- Nie opuszczaj mnie. – wyszeptała.
Data publikacji w portalu: 2011-02-04
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019