RZUCAĆ SIĘ KU SŁOŃCU

Issabel issanika@gmail.com
„Co też mnie podkusiło, żeby porywać się na tak wystawną kolację?” – pytam samą siebie, bezradnie rozkładając ręce nad spaloną pieczenią. Zegar na ścianie wskazuję 18.00. „Zresztą zupełnie nie rozumiem tego całego zamieszania wokół kolacji, przecież nie pierwszy raz urządzamy sobie z Mają wspólny wieczór” – nie przestaję naskakiwać na siebie. Może to przez te utwory, które udało mi się dziś napisać. Nie wiem, czy to za sprawą porannej depresji, czy też związana z tym jest jakaś tajemna siła Słońca. Inspiracja, jaka spłynęła na mnie w parku jest wprost nierealna. Kiedy zorientowałam się, że zmięta kartka znaleziona w kieszeni jest już zapisana drobnym druczkiem, otrzepałam spodnie i lekkim krokiem ruszyłam do domu. W drodze powtarzałam sobie raz po raz kolejne rymy, aby nie uleciały, zanim dotrę do drzwi. Zaczęłam pisać znowu, wykorzystując wersy przyniesione z parku. Ręka, odzwyczajona od długotrwałego wysiłku, zmęczyła się szybciej niż moje myśli. Długopis nie nadążał za słowami. Odciągnięta fizycznym bólem odczuwanym w nadgarstku, patrzyłam ogromnymi oczami na zapisane zwrotki. Pomyślałam, że w tej chwili wszechświat wywraca się do góry nogami. Jeszcze nie wiedziałam, co to oznacza, ale przeczucie mówiło mi, że coś w moim życiu właśnie się zmienia.
Przeszłam do łazienki, zostawiając kuchnię w ogromnym bałaganie. Próba ugotowania wystawnej kolacji spełzła na niczym. Pieczeń się spaliła i trudno było ją chociażby przekroić. Wolałam nie ryzykować konsekwencji przeżucia chociaż jednego kawałka. Najprawdopodobniej skończy się na samotnych ziemniakach w mundurkach. Przynajmniej to nadal potrafię zrobić dobrze.
Spojrzałam na czerwoną od gorąca twarz. Może chociaż uda mi się wyglądać odświętnie, skoro nie będzie odświętnego obiadu, ech. Zgarnęłam włosy w obie ręce i z przerażeniem stwierdziłam, że została w nich fasolka szparagowa. „A skąd to się wzięło, do cholery?!”. Po chwili jednak biegłam z powrotem do kuchni, dziękując za tą niezwykłą podpowiedź. Kiedy doleciałam do garnka stojącego na kuchence, woda wydostawała się z niego zalewając przy tym ogień. Zdołałam uratować fasolkę, a więc do obiadu brakowało mi tylko mięsa. Zajrzałam do lodówki chytrze przeskakując oczami po produktach. Stanęło na Camembercie. Zamiast obiadu z pieczenią, będzie więc obiad ze spleśniałym serem. Dobre i to.
Po kilku minutach wszystko zostało zapakowane w pojemniki, przez co straciło nieco na estetyce. „Dlaczego nie spotykamy się u mnie?” – przemknęło mi przez myśl. Rozejrzałam się po dość skromnym mieszkanku. Być może stało w nim zbyt wiele regałów, ale wszystkie były utrzymane w czystości. Moja drobna obsesja do zbierania książek i płyt potrzebowała sporo przestrzeni. Zaczęłam oglądać pokoje niczym agent nieruchomości po cichu kalkulując wartość i gustowność. Próbowałam przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz spędzałyśmy wieczór u mnie. Szperając w pamięci wróciłam do sylwestra zeszłego roku. Żadnych późniejszych wspomnień. „Jak to możliwe, że Maja odwiedziła mnie ostatni raz w zeszłym roku? Muszę pamiętać, żeby się o to zapytać” – postawiłam sobie za cel. Kilka minut później przebierałam się już w czarną połyskującą bluzkę i nieco za ciasne spodnie. Niestety niewiele czasu pozostało na ułożenie włosów, więc musiałam zadowolić się gumką do włosów z przyklejonym do niej sztucznym kwiatkiem. Maja mieszkała kilka bloków dalej, co wiele razy uratowało mi życie i prawdopodobnie karierę. Biegłam do niej za każdym razem, kiedy potrzebowałam silnej ręki w podjęciu trudnych decyzji. Właśnie dziś poczułam, że powinnam odwdzięczyć się jej za czas zmarnowany na pocieszanie mnie.
- Cześć słonko! – okrągła twarz Mai przywitała mnie ogromnym uśmiechem.
- Cześć! Bierz ode mnie jedzenie, bo pewnie i tak jest już zimne. – niezbyt dobry początek wieczoru, który miał być wykwintny. – Przepraszam, zaraz opowiem ci, jakie tornado przeszło przez moją kuchnię, niech się tylko wydostanę z tych botków.
- Masz jakieś plany na później, że się tak ślicznie ubrałaś? – przyjaciółka ze szczerym zdziwieniem przyglądała się właśnie własnemu ubraniu.
- Och, nie. Pomyślałam tylko, że może dzisiaj będzie tak bardziej odświętnie. Niestety, spaliłam pieczeń i zostałyśmy skazane na ser pleśniowy. Mam nadzieję, że masz jeszcze żurawinowy sos. – moja mina wyrażała mniej więcej rozmach katastrofy, jaką okazało się pieczenie mięsa.
- Oczywiście, że mam żurawinę. Jak można nie mieć? – uśmiechnęła się do mnie ciepło i otaczając ramieniem wprowadziła do pokoju. Na stole stała otwarta butelka czerwonego wina, które Maja otwierała zawsze wcześniej, by pooddychało przed wypiciem. – Usiądź i nalej sobie lampkę, a ja pójdę się przebrać na tą okoliczność. Jestem przekonana, że wytarte jeansy nie pasują do przyrządzonego przez ciebie pleśniowego sera. – zaśmiała się, znikając w sypialni.
Przeszłam do kuchni i zajęłam się układaniem jedzenia na talerzach. Starałam się, by wyglądały rodem z restauracji. Przygotowałam nawet natkę pietruszki, by ozdobić talerze, zapomniałam jednak, że kompletnie nie mam do tego talentu. Wrzuciłam zielsko do kosza na śmieci i stwierdziłam pocieszająco, że brak ozdób niewiele zmieniło. Dania i tak wyglądały jak nakładane w taniej jadłodajni.
- Nie trzeba ich nieco odgrzać? – przyjaciółka wyrosła nagle za moimi plecami. Czułam na szyi ciepło bijące od jej parującej skóry.
- Zawsze podchodzisz tak strasznie cicho, strasząc mnie przy tym. – żachnęłam się. Maja, wyraźnie spłoszona zrobiła krok do tyłu. – Żartuję głuptasie. Wcale mi to nie przeszkadza. – sprostowałam zaraz, widząc zakłopotanie malujące się na jej twarzy.
- No to może naleję nam w końcu tego wina? – zmieniła szybko temat i biorąc talerze ze sobą, wyszła z kuchni. Nie byłam pewna, co się przed chwilą stało. Mimo kilku lat dobrej przyjaźni, nadal nie potrafiłam zrozumieć tych momentów, kiedy sprawiała wrażenie zażenowanej moim towarzystwem. Zawsze machałam na to ręką i kładłam na barki ekscentryzmu. W końcu, każdy z nas ma go chociaż odrobinę.
- Dlaczego nie byłaś u mnie w domu od zeszłego sylwestra? – zaatakowałam ją, być może zbyt nachalnie. W końcu to moja przyjaciółka. Nie odwróciła się nawet w moją stronę, nadal nalewając wino, choć wydawało mi się, że ręka jej lekko zadrżała po moim pytaniu. Widziałam, jak wiele kosztuje ją odwrócenie się do mnie. Wzięła oba kieliszki i z udawanym spokojem podeszła do mnie. Oczy miała jakby wystraszone, a twarz lekko pobladłą. Mimo wszystko spojrzała mi w oczy i podała kieliszek.
- Wydaje ci się, kochana. – powiedziała i uśmiechnęła się, jakby nigdy nic. – Jedzmy już, jestem okropnie głodna. Widziałam, że zmieniłaś numer. To dobrze. Nie potrzeba ci więcej zmartwień. – usiadła, wzięła łyka wina i zabrała się za fasolkę szparagową.
- Na pewno masz rację. – wtórując jej, wzięłam dużego łyka i także zajęłam się obiadem. Przełykałam kolejne kęsy, cały czas myśląc o tym, że pierwszy raz odkąd się znamy, siedzimy w kompletnej ciszy. W tle leciało „Angel” Sarah McLachlan. Uwielbiałam tą nastrojową muzykę, którą karmiła mnie Maja i czułam się w tym momencie jak ostatnia jędza.
- Przepraszam. Nie chcę się na tobie wyładowywać. Jesteś jedyną osobą, która sprawia, że czuję się bezpiecznie. Ta cała sprawa z matką, wiesz, ile mnie to kosztuje. Potem tak strasznie się starałam, żeby przyrządzić kolację jak z restauracji. Jestem do niczego. A przy tobie czuję się tak dobrze, Maju. Czujesz, jakie ciężkie zrobiło się powietrze, kiedy nic nie mówimy? – przerwałam, wpatrując się w jej twarz. Serce zaczęło walić mi szybciej, jak jakiemuś podlotkowi wyznającemu po raz pierwszy miłość. Miałam nadzieję, że Maja tego nie zauważyła.
- Przestań. – powiedziała prawie szeptem i wstała od stołu. – Cholera, Kali! Nic nie rozumiesz! – spojrzała na mnie i od razu umilkła. Była zdziwiona tonem, jakim wypowiedziała te słowa, tak samo jak ja. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę, ona pierwsza nie wytrzymała spojrzenia i odwróciła wzrok. W tym momencie wiedziałam, że coś jest inaczej. Wstałam i podeszłam do niej.
- Co się stało? – przez chwilę jeszcze myślałam, że może w jej życiu wydarzyło się coś niespodziewanego, coś, co zwaliło ją z nóg. Okazało się, że w tym momencie zmieniło się życie nas obydwu.
- Kali, cholera… – urwała, zatapiając wargi w moich. Złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie. Jej ramiona zamknęły mnie w pułapce, a nieśmiałe wargi, czekały na oddanie pocałunku. Serce podskoczyło mi do gardła, ale zamiast odepchnąć ją od siebie, delikatnie rozchyliłam wargi, poddając się zupełnie. Czułam, jak nogi uginają się pode mną. W głowie huczała kompletna pustka. Nie byłam w stanie przestać ją całować. W końcu Maja oprzytomniała pierwsza. Złapała mnie za ramiona, odsunęła od siebie kawałeczek i spojrzała prosto w oczy: – Co ty wyprawiasz?
- Co ja..? – nie rozumiałam zupełnie, o co pyta. – Przecież to ty mnie… Przecież mnie pocałowałaś!
- Oh, Kali! Nigdy nie miałam tego robić. Nie rozumiesz… – wyglądała na wyczerpaną. Co to wszystko ma znaczyć? Jak długo ukrywała przede mną to zauroczenie. I od kiedy Maja jest lesbijką, do cholery? Przecież znam ją od paru lat!
- W takim razie musisz mi wszystko wytłumaczyć. Przede wszystkim, od kiedy jesteś lesbijką?! I od kiedy ja mam cokolwiek z tym wspólnego. Cholera, ile my się znamy?
- Proszę cię… – jedyne, na co było ją stać, to uciszenie mnie gestem ręki. Usiadła ciężko na kanapie, zostawiając stygnący obiad, nad którym tak ciężko się napracowałam. – Jak mam ci cokolwiek z tego wytłumaczyć? Jak mam ci wytłumaczyć te dwa lata, w ciągu których przechodziłam tortury za każdym razem, kiedy byłam blisko ciebie? Czasami za blisko. Tak, jestem lesbijką. Od dawna nie czułam tego, co poczułam w twojej obecności. Nic nie rozumiesz. Te wszystkie drobiazgi, które sprawiały, że zatapiałam się coraz głębiej. Te wszystkie ciepłe słowa, którymi mnie karmiłaś. Wiem, że to wszystko było kierowane do przyjaciółki, nie do mnie jako kobiety. Ale ta nadzieja, Kali, ta nadzieja, że kiedyś spojrzysz na mnie inaczej. – mówiła szybko, łapiąc kolejne oddechy. Widziałam, jak wiele razy musiała powtarzać te słowa w swojej wyobraźni. Jak łatwo jest jej wyrzucić je z siebie. Zrzucić cały ciężar na mnie.
- O matko! Maja… Co ja mam ci powiedzieć? Czuję się, jakbym weszła zupełnie naga do sali pełnej ludzi. O matko! Nawet nie wiem, o co się spytać… Nie wiem, co mam ci powiedzieć.
- W porządku. Rozumiem.. Słuchaj, po prostu zapomnij o tym. Strasznie żałuję, że cię pocałowałam. Naprawdę. Po prostu zapomnij o tym. Proszę cię… Jestem twoją przyjaciółką, wiesz o tym, prawda?
- Kocham Cię…
- Wiem, kochana. I ja ciebie kocham. Słuchaj, to nie wpłynie na naszą przyjaźń. Obiecuję ci.
- Ale ja ciebie kocham! To wszystko zmienia! – wykrzyczałam te słowa, tak jakby wypowiedzenie ich głośniej miało sprawić, że staną się bardziej zrozumiałe.
- Przestań… – nerwowo sięgnęła po kieliszek i wychyliła resztę wina. Nieco skrępowana podeszła do stolika, na którym stała butelka.
Przyjrzałam się jej, opierającej cały ciężar ciała na prawej nodze, lekko odchylając przy tym lewą. Jej zgrabne nogi dodatkowo podkreślała spódnica do kolan. Stałam cały czas przy stoliku, karmiąc się nadzieją na to, że być może dokończymy obiad. Spojrzałam na talerze, potem z powrotem na Maję. Zrobiłam niepewnie krok w jej kierunku. Nie zauważyła tego, pochłonięta nalewaniem wina. Wzięłam głęboki oddech, potem jeszcze jeden. W końcu opanowując drżenie rąk, podeszłam do niej i delikatnie przesunęłam opuszkami po jej dłoni. Wyjęłam kieliszek z jej dłoni i odstawiłam na stół. Spojrzała na mnie wielkimi oczami. Chciała coś powiedzieć, ale zamknęłam jej słowa między moimi wargami. Spijałam przez chwilę cierpki smak wina z dolnej wargi, przesuwając dłonią po jej ramieniu. Oszołomiona namiętnością, jaka uderzała we mnie z każdym kolejnym dotykiem, rysowałam mapę jej ciała. Ręka przesuwała się z ramienia na szczupłą szyję, odkrywając przy tym istnienie niewielkiego pieprzyka. Myśl, że przeznaczony był dla tych tylko osób, które znalazły się w jej sypialni, co sprawiło, że poczułam się zazdrosna. To ja powinnam dotknąć go pierwsza. Zapragnęłam odkryć więcej. Ręka przesunęła się delikatnie po plecach. Wymieniane przy tym namiętnie pocałunki były jak drewno dorzucane do ognia. Rozpalały coraz bardziej. Powodowały, że płomienie tlące się w nas przez tak długi czas wybuchały i zamieniały się w pasje. Chciałam poczuć to ciepło parujące na mnie. Zapragnęłam poczuć jej nagą skórę pod moimi ustami. Maja, zszokowana, tym, co się dzieje, teraz mocno przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w szyję. Jej silne ręce sięgnęły do bioder, podciągając mi bluzkę i szybkim ruchem rzucając ją na podłogę. Karmione muśnięciami warg pozwalałyśmy dłoniom błądzić po gorących ciałach. Zamknęłam jej dłoń w mojej i poprowadziłam nas do sypialni, w której wiele nocy spędziłam wtulona w nią, nigdy jednak popychana przez pożądanie.
Parę minut później leżałyśmy koło siebie okropnie zawstydzone. Niebotyczna odległość dzieliła grę wstępną od wspólnie spędzonej nocy. Zimna pościel zgasiła pożądanie, a do głów doszedł głos rozsądku. Wyrwałam się z objęć i odskoczyłam jak oparzona. Maja spojrzała na mnie oszołomiona, po czym opadła ciężko na plecy wpatrzona w sufit. Bojąc się wykonać jakikolwiek ruch, bezszelestnie osunęłam się parę centymetrów i także wbiłam wzrok w coś neutralnego. Żadna z nas nie była w stanie wykonać ruchu, nawet oddechy stały się jakby cichsze. W głowie układał mi się plan ucieczki. Spojrzałam na okno, próbując ocenić, jaka odległość dzieli je od chodnika. Przypomniałam sobie jednak, że bluzka została w salonie, co oznacza, że drogę do domu musiałabym odbyć boso, świecąc przy tym stanikiem rozmiaru ‘zero’. Roześmiałam się głośno nie mogąc powstrzymać mojej bogatej wyobraźni.
Chyba za późno doszło do mnie, jak wybuch śmiechu mógł wpłynąć na Maję, bo wstała i nie zaszczycając mnie spojrzeniem, wyszła z pokoju. Chciałam wstać i pobiec za nią, a nie zrobiłam nic. Zastygłam w miejscu, pogłębiając tylko poczucie winy. Wiedziałam, że w końcu będę musiała spojrzeć jej w oczy, po prostu nie wiedziałam jak. Skulona na łóżku nasłuchiwałam odgłosów z sąsiedniego pokoju. Starałam się znaleźć sens w tych dźwiękach, domyśleć się, co robi. Wiedziałam tylko, że przygotowana przeze mnie kolacja wylądowała w koszu na śmieci. Rozpoznałam skrobanie po talerzach i zamykanie śmietnika. Poczułam złość, a zarazem wiedziałam, że należy mi się ta kara. Jej szybkie, głośne ruchy po kuchni nie pomagały nabrać odwagi. „O wiele łatwiej jest pocałować kobietę, niż przeprosić ją” – pomyślałam. Kiedy byłam niemal pewna, że starczy mi odwagi, by wstać, do pokoju weszła Maja.
- Myślę, że powinnaś wyjść. – zabrzmiała bardzo oschle, mimo błyszczących oczu. Najwyraźniej wiele starań wkładała w zatrzymanie napływających łez. – Późno już... – dodała, starając się wypaść naturalnie.
- Maja… – chciałam powiedzieć tak wiele, że w końcu nie powiedziałam kompletnie nic.
- Jestem zmęczona, to wszystko – nadal przekonywała mnie do swej absurdalnej wymówki. Była dopiero 20.
- Rozumiem. – odparłam kiwając głową, chociaż nie rozumiałam. Nigdy nie byłam w sytuacji, żeby partner uciekł z łóżka. Nigdy też nie byłam w łóżku z partnerką. Ociągając się nieco, zaczęłam zsuwać się z łóżka. Chciałam spojrzeć jej w oczy, złapać za rękę. Zrobić cokolwiek, by pokazać, że jest mi przykro. Zamiast tego spuściłam wzrok i poszłam do salonu po bluzkę. Zdawałam sobie sprawę, że jedyne, co huczy Mai w głowie, to uczucie wykorzystania. Mimo to, nie potrafiłam zrobić nic, by to zmienić. Ubrałam buty, ściągnęłam kurtkę z wieszaka i wyszłam w pośpiechu, zostawiając ją samą.
Przed klatką schodową zatrzymałam się na chwilę. Wszystko krzyczało we mnie, by zawrócić. Już chciałam to zrobić, kiedy zobaczyłam, że w jej pokoju gasną światła. Czyżby faktycznie kładła się tak szybko? Może wie, że nie uciekłam i chce ukryć się przede mną. Czułam się jak pijana, niezdolna do racjonalnych decyzji. Wróciłam kilka kroków, ale usłyszałam kroki na schodach i odskoczyłam, by się schować. Stałam za klatką schodową, ukrywając się nie wiedzieć czemu. Głupi impuls wywołany wstydem. Przez drzwi wypadła Maja. Skryłam się jeszcze bardziej, wyrzucając sobie w myślach to dziecinne zagranie. Oddaliła się szybkim krokiem, zostawiając po sobie echo stukających po chodniku butów na obcasie. Ciekawość walczyła z rozsądkiem, by nie rzucić się w pogoń. W końcu wyzuta z sił poczłapałam do domu, próbując wywnioskować miejsce, do którego się udała.
Weszłam do domu i nie zapalając nawet światła znalazłam sofę. Usiadłam na wprost okna, odbijającego światła latarni. Mimo że nie było mi zimno, opatuliłam się ciasno kocem. Pewnie tylko po to, by poczuć się mniejsza lub zniknąć całkowicie między fałdami materiału. Zapatrzyłam się przed siebie, odtwarzając raz po raz wydarzenia. Za każdym razem wyobrażałam sobie inny scenariusz, a ten zawsze był lepszy od prawdziwego. Tylko w życiu można tak strasznie spieprzyć. „Nawet nie zdążyłam podać jej mojego nowego numeru. A jeśli będzie chciała zadzwonić do mnie? Będzie myślała, że wyłączyłam telefon specjalnie.” - zadręczałam się, co chwilę łapiąc za telefon i obiecując sobie, że tym razem wykręcę numer. „Musi wiedzieć, że mam nowy numer”. W końcu zasnęłam z telefonem w ręku.

Obudził mnie hałas. Spojrzałam na zegarek, dziwiąc się, że jest już tak jasno o 5 rano. Siedziałam nasłuchując przez chwilę, ale hałas się powtórzył. Było to pukanie do drzwi. Przetarłam zmęczone oczy, zapominając o tym, że umalowałam je maskarą. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to listonosz. Powinnam była zastanowić się nad godziną odwiedzin. Otworzyłam drzwi i zatrzymałam się w połowie mówienia ‘dzień dobry’. Przede mną stała kobieta, przypuszczalnie 40-letnia. Nie przynosiła poczty. Przynajmniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.
- Ty jesteś Kalina? – spytała dziarsko, patrząc na długie, czarne smugi tuszu do rzęs, przyozdabiające moje policzki.
- Tak, a pani...
- Więc jednak nie zmyślała. – przerwała mi w połowie zdania, przyglądając się teraz dokładniej. – No cóż, w takim razie. Wydaje mi się, że TO należy do ciebie. – wskazała ręką gdzieś w powietrzu, odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić, mówiąc jeszcze do siebie zdenerwowanym głosem – Cholera, tylko te młódki im w głowie.
- Hej! – zawołałam, ale kobieta zniknęła już w windzie. Wysunęłam się zza progu, szukając czegoś, co należy do mnie, a znalazłam śpiącą na podłodze Maję. Jeszcze raz rozglądnęłam się wokół, nie będąc pewna, co właściwie się wydarzyło. Spojrzałam na nieprzytomną przyjaciółkę. Schyliłam się, by ją obudzić, ale odór alkoholu nieco mnie zniechęcił. „Cholera!” – zasyczałam półgłosem.
- Ok! Maja! – mówiłam wyraźnie i może zbyt głośno jak na 5 rano. – Maja! Słuchaj, musisz mi pomóc. Obudź się dziewczyno!
- Yhy… - wydała z siebie niezadowolony pomruk i osunęła się po ścianie.
- Maja! No dobra. – złapałam za wilgotne ręce i próbowałam przeciągnąć bezwładne ciało, przynajmniej na tyle, by przenieść przedstawienie do mieszkania. Nie potrzeba mi ciekawskich gapiów, kiedy zbieram pijane zwłoki przyjaciółki. Po kilku sapnięciach i manewrach w dość wąskim przedpokoju, zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek. Zmachana spojrzałam na niewzruszoną niczym Maję. Stałam tak, myśląc ile musiała wypić, by doprowadzić się do takiego stanu. „Co to ma właściwie znaczyć, co?!” – wyrzucałam jej w myślach. Rozgniewana brakiem jakiejkolwiek reakcji, wzruszyłam ramionami i poszłam do łóżka.
Leżałam na łóżku, a zwiększony poziom adrenaliny nie pozwalał mi zasnąć. Żałowałam, że nie mogę po prostu zamknąć oczu i nie myśleć o leżącej na podłodze Mai. Oczywiście, że zasłużyła sobie na obojętność, skoro musiałam ją dosłownie wciągać do domu nieprzytomną. Gdybym tylko mogła się z nią teraz pokłócić! Gdybym tylko mogła przerzucić wszystkie emocje, które nie pozwalają mi spać. Przewróciłam się na drugi bok, starając się odepchnąć złość. W końcu podniosłam się zrezygnowana. Kolejny dzień zaczęty stanowczo za wcześnie. Zorientowałam się, że zasnęłam na sofie w opakowaniu. Pogniecione ubrania i oczy szczypiące od maskary przekonały mnie, że gorąca kąpiel, to coś, czego potrzebuję bardziej od snu.
                Kilka minut później wchodziłam do wanny, wydając przy tym ciche piski. Woda okazało się nieco za ciepła i musiałam zmuszać się do zanurzenia. Gdyby nie natura masochistki, pewnie dolałabym odrobinę zimnej wody. Zamiast tego, otworzyłam butelkę z płynem do kąpieli. Łapówka, w postaci zachęcająco wyglądającej piany podziałała i położyłam się przykrywając białą kołdrą bąbelków.
                Nagie, zaczerwienione ciało oddawało się nirwanie, a umysł odpływał razem z nim. Zdenerwowanie malało, aż ustąpiło miejsca rozluźnieniu. Chciałam zapomnieć na chwilę o Mai i niefortunnym wieczorze, ale każdy fragment własnego ciała przypominał mi o niej. Gorąco panujące w wannie przypominało to sprzed kilku godzin, w domu przyjaciółki. Co się tam stało? Dlaczego serce bije szybciej na wspomnienie o pocałunkach? Dlaczego je odwzajemniałam? Co we mnie wstąpiło?
                Kiedy zamykam oczy, widzę nas, tańczące niecierpliwie taniec pożądania. Nie umiem wyjaśnić uczucia, które mną kierowało. Wiem tylko, że nie ma nic bardziej subtelnego od dotyku kobiety. Nic bardziej podniosłego od oddawania pieszczoty. Współgranie dwóch nadzwyczaj czułych istot. Rozkosz patrzenia na spazmatycznie wygięte ciało reagujące na każde muśnięcie. Czemu przerwałyśmy ten piękny akt? Nie mogłam sobie przypomnieć, czy powstrzymał nas mój strach przed nieznanym, czy jej strach przed możliwością stracenia przyjaciółki. Teraz, ukryta bezpiecznie pod pianą, nie mogłam pojąć, czego mogłam się bać. W jakiś sposób czułam, że to, co nieznane, wcale nie jest złe, czy nieodpowiednie. Zaczęłam dotykać się tak, jakbym chciała dotykać ją, gdyby tu była. Oczy przymrużyły się mimowolnie, po czym otworzyły się szeroko, a ręka zatrzymała poniżej pępka. Jak oparzona wyskoczyłam z wanny, zakryłam szybko ręcznikiem i pobiegłam na korytarz, zostawiając mokre ślady.
                Maja, zwinięta teraz wygodnie w kłębek, spała niczym niezrażona. Stałam nad nią, kapiąc wokół włosami. Widząc, że reaguje na krople spływające z kosmyków, poleciałam do kuchni. Wracałam, zadowolona z genialnego pomysłu, niosąc w ręku kubek pełen wody. Niewiele myśląc chlusnęłam cały prosto w twarz. Maja krzyknęła i spojrzała na mnie przerażona.
- Dzień dobry! – krzyknęłam podekscytowana.
- Gdzie ja jestem? – najwidoczniej kubek orzeźwienia to za mało, żeby połączyć kilka prostych faktów.
- Poderwałam cię wczoraj w barze. Byłaś tak pijana, że wystarczyło przedstawić się innym imieniem. – zażartowałam, przez chwilę zastanawiając się, czy faktycznie była aż tak pijana, że ktoś mógł poderwać ją bez większego wysiłku. Może wybranką była babka, która po skończonym wspólnie wieczorze, podrzuciła ją do mnie, niczym do internatu.
- Nie byłam w barze. Chyba. – widocznie poczucie humoru nadal śpi, razem z resztkami szarych komórek.
- Ok, zacznijmy od końca w takim razie. Pamiętasz babkę, około czterdziestki, wysoka, czarne włosy, elegancka. – spojrzałam badawczo, mając jednak nadzieję, że jej nie zna. Wolałabym, żeby była dobrym samarytaninem, zbierającym pijanych z ławek w parkach i z krawężników, by zawieźć ich do domów.
- Cicha? A ty skąd ją znasz? – Maja zaczęła mi się przyglądać, jakby to ona prowadziła przesłuchanie.
- Kogo?
- Cichą! No przecież właśnie powiedziałaś, że ją znasz! – wyraźnie nie podobało się jej, że mogłabym spędzić wieczór w towarzystwie ‘Cichej’.
- Na litość boską, Maja! Ona cię tutaj podrzuciła kompletnie nieprzytomną, jakąś godzinę temu! Nie znam jej, nawet nie wiem, jak ma na imię! Oprócz tego, że wiem, że jest cicha. – poirytowana zachowaniem Mai nawet nie starałam się ściszyć tonu wypowiedzi.
- Tylko nie krzycz. Proszę cię… Nie mam głowy do tego. – broniła się machając rękoma, co najwyraźniej miało oznaczać kapitulację.
- Oczywiście, że nie masz głowy. Zostawiłaś ją gdzieś przy butelce z alkoholem.  – warknęłam już znacznie ciszej. Stojąc nadal nad półprzytomną przyjaciółką, wzdrygnęłam się, kiedy przeszedł mnie zimny dreszcz.
- Powściekasz się, jak wyzdrowieję, dobrze? Wtedy przynajmniej coś, co na to odpowiem. Czemu sterczysz nade mną? Pomóż mi wstać lepiej. – zaczynała wracać do siebie. Przytrzymując jedną ręką ręcznik, drugą wyciągnęłam w stronę podłogi. Podciągnęła się ledwo i oparła o ścianę. Przynajmniej w pionie.
- Chcesz wziąć zimny prysznic? – spytałam widząc, że stężenie alkoholu we krwi nadal musi być wysokie, skoro nogi nie są w stanie utrzymać reszty ciała.
- A ty jesteś mokra i w ręczniku, ponieważ…? Chcesz iść ze mną pod prysznic..? – niepewnie wiązała ze sobą widoczne fakty.
- Nie bądź niemądra! Ja właśnie wychodziłam z kąpieli.
- I zapomniałaś się wytrzeć i ubrać? – dodała podejrzliwie i spojrzała na resztki piany na ciele. – Pomóc ci spłukać tą pianę?
- Maja! – zabrałam rękę, którą nadal jakimś sposobem trzymała w swojej.
- No co? Czego się spodziewasz? Parę godzin temu całowałaś mnie namiętnie, teraz budzisz mnie naga. Co ja mam myśleć?! – tłumaczyła się. Nadal oparta o ścianę, chwyciła mnie ponownie za rękę, zanim zdążyłam zrobić krok w tył.
- Nie wiem, co w ciebie wstąpiło. I kompletnie nie rozumiem, dlaczego twoja znajoma przyprowadziła cię tutaj. – mimowolnie ręcznik zaczął szybciej podnosić się w obrębie klatki piersiowej. Serce waliło jak szalone, widząc z jakim pożądaniem patrzy na mnie Maja.
- Sama do końca nie wiem, co tutaj robię. Ale chyba muszę za to podziękować Cichej później. – lekko pociągnęła za trzymaną dłoń, tak, że zatrzymałam się zdecydowanie za blisko jej ust. Znowu nie zdążyłam zareagować na czas, a może wcale nie chciałam. Zatopiła spierzchłe wargi w moich.
                 Poddałam się sercu i pozwoliłam instynktom kierować sobą. Maja powoli, nieco chwiejnym krokiem poprowadziła nas do łazienki. Odkręciła letni prysznic i pozwoliła, by zmył resztki piany pozostałej w wannie po kąpieli. Rozebrała się, potem sięgnęła po ręcznik, którym nadal kurczowo się zakrywałam. Rzuciła go na ziemię i pozwoliła sobie pomóc w wejściu do wanny. Nigdy nie wiedziałam, dlaczego ludzie mówili, że najlepszy jest seks po kłótni. Do teraz.
Rozgrzane pieszczotami, wtulałyśmy się w siebie. Nadal nie wiedziałam, co to znaczy. W jakim miejscu mnie to stawia. Wiedziałam tylko, że uczucie, które przywiodło mnie tutaj jest silniejsze niż strach przed zmianą myślenia. Czy to znaczy, że jestem lesbijką? Czy jedynie świadczy, że zakochałam się w kobiecie? Niby dlaczego miałabym nadawać sobie jakąkolwiek etykietkę. Nie ma znaczenia, czy zakocham się w kobiecie, czy mężczyźnie. Zakochuję się w osobie, w jej duszy, a nie cielesności. Cielesność przemija. Sama nie wiem.
- O czym myślisz? – Maja odsuwa się parę centymetrów, by spojrzeć mi w oczy.
- Sama nie wiem. Mam tysiące myśli na minutę. Czuję, że znów mogłabym usiąść i napisać mnóstwo nowego materiału dla nas. – spokojnie odpowiadam.
- Znowu? Pisałaś coś?
- Ach, tak. Nie zdążyłam się pochwalić. To był powód naszej wystawnej kolacji. Po tym jak się rozstałyśmy rano, spędziłam pół dnia z długopisem w ręku.
- Wow! Musimy nad tym później popracować. To na pewno świetny materiał. Przepraszam, że wyrzuciłam twoją wystawną kolację do kosza. – powróciła w myślach do wieczoru i skrzywiła się.
- Słuchaj, wtedy, w łóżku. Nie śmiałam się z ciebie. Miałam tą zwariowaną wizualizację siebie uciekającej nago przez osiedle… - im więcej próbowałam powiedzieć, tym bardziej się pogrążałam. – Zapomnij, że chciałam cokolwiek powiedzieć. Uznajmy po prostu, że pierwsza randka nie wyszła nam najlepiej.
- Pierwsza randka? – Maja zaśmiała się i dodała z chytrym spojrzeniem – W takim razie ta jest druga? Nie powinnaś poczekać do trzeciej, zanim się ze mną przespałaś? A może chcesz, żebyśmy trzecią też zaliczyły teraz? – przyciągnęła mnie znowu do siebie.
                Oddając się przyjemnościom, łatwo zapomnieć o realnym świecie, w którym naga kobieta śpiąca obok, wywołuje zakłopotanie. Upojona miłością i cielesnością, nie dopuszczałam do głosu świadomości. Prawda zaś była jedna, przyjmując zaloty Mai, straciłam najważniejszą osobę w życiu – przyjaciółkę. Poczułam, jak wnętrzności trawi wstyd. Wrażenie pogłębiało się, tym bardziej, kiedy próbowałam usprawiedliwiać wcześniejszy wybryk. Gorące łzy paliły blade policzki, a wyrzuty sumienia ściskały gardło. Bezgłośnie walczyłam z własnym ciałem o kolejny oddech. Sprawę pogarszał fakt, że nie żałowałam ani sekundy spędzonej w nieziszczalnym świecie żądzy. Niezaprzeczalne poczucie jedności z drugą osobą, niczym katharsis, zasiało we mnie wrażenie integracji z wszechświatem. A jednak ziemskie normy egzystowania nie pozwalały cieszyć się chwilą nieważkości. Stawałam się niewolnikiem własnego ograniczonego umysłu. Pomimo radości czerpania z życia pełnymi garściami czułam, że nie zaznam spokoju. Dopiero odrzucając szczęście, będę w stanie spojrzeć sobie w oczy.
                Umocniona w przekonaniu, że jedyną słuszną decyzją, jest zaprzeczenie, otarłam zaczerwienione oczy i delikatnie wysunęłam się z pościeli. Kamienna twarz spojrzała na mnie z odbicia w lustrze. Chciałabym wyjść, uciec, zostawiając śpiącą nieznajomą, której twarzy nie muszę nawet pamiętać. Niestety, mieszkanie jest moje, a twarzy kochanki nie da się zapomnieć. Zbyt dobrze znam każdą jej zmarszczkę. Zaczęłam więc wmawiać sobie, że najlepszym wyjściem jest wstrzymać falę uczuć, zanim sięgną zenitu. Muszę być silniejsza niż Maja. Przez lata odczytywała moje przyjazne gesty opacznie. Rozkochała się, a potem wciągnęła mnie w sidła nierealnej miłości. Będę silniejsza i nie oddam naszej przyjaźni za parę wspomnień z romansu. Nawet dla niesamowicie uroczych wspomnień. Dla nasączonych seksem i czułością wspomnień. Nie! Wyprę się wszystkiego i nie pozwolę, żeby cokolwiek zniszczyło to, co tak ciężko budowałyśmy. Jesteśmy dorosłe, na pewno potrafimy zapomnieć o wszystkim i wrócić do wygodniejszego miejsca. Nic się nie zmieniło, tak naprawdę. Nic się nie stało, to był tylko seks, tylko chwila słabości. Zresztą, to moja przyjaciółka, o jakim seksie w ogóle mowa. Nie było żadnego seksu. I tej wersji należy się trzymać!
                Odwróciłam się jeszcze przez ramię, patrząc na śpiącą sylwetkę. Pokręciłam głową, nie pozwalając sobie na przywilej czerpania przyjemności z widoku. Postanowiłam podejść i gwałtownie, bez skrupułów obudzić Maję, nie pozostawiając żadnych niedomówień o naturze naszego związku. Zamiast tego z zaciśniętymi pięściami odeszłam od łóżka, ubrałam się i tak jak poprzedniego wieczoru, zapatrzyłam w okno.
                Minęła bliżej nieokreślona chwila, kiedy szelest pościeli wyrwał mnie z letargu. Pewna swoich racji i gotowa odeprzeć każdy argument, spokojnie, bez drżenia rąk, przeszłam do sypialni.
- Cześć, kochanie – Maja podniosła się na łóżku i uśmiechnęła promiennie.
- Cześć, Maja. O której zaczynasz pracę? – z poważną miną zbliżyłam się do łóżka. Chciała złapać mnie za rękę i przyciągnąć do siebie, ale zręcznie wykonałam unik.
- Co się stało?! – przestraszona niczym mała dziewczynka, patrzyła we mnie z nadzieją.
- Nic się nie stało. Chcę popracować nad muzyką do tekstów, muszę też jechać do centrum. Po prostu pytam. – zdeterminowana, utrzymywałam obrany ton rozmowy. Musi zrozumieć, że nie zgadzam się na jej warunki. Tylko moje ratują naszą przyjaźń.
- Znamy się za długo, żebyś mogła odpowiadać mi w ten sposób. Szczerość, Kali. – zirytowana usiadła na łóżku, odsłaniając krągłe kształty piersi,  które tak niedawno pieściłam. Nie przejęta nagością, czekała na moją reakcję.
- Nie wiem o co ci chodzi, Maja. I ubierz się, na miłość boską. Jesteś moją przyjaciółką, ale to nie oznacza, że możesz paradować naga po mieszkaniu. – mówiłam spokojnie, nie podnosząc głosu, a jednak słowa trafiały ją niczym ostrze.
- O czym ty mówisz?! Jeszcze przed chwilą leżałaś równie naga koło mnie!!
- To był błąd, Maja. Poniosło nas, wiesz, zdarza się. Ja nie jestem taka. Było miło, inaczej nie mogłabym sobie tego wyobrazić. Z tobą czuję się bezpiecznie i znam cię bardzo dobrze. Oddałam się chwili i dziękuję, bo dzięki temu poczułam się lepiej po całej historii z matką i uczuciem odrzucenia. Nie możesz jednak oczekiwać, że cokolwiek to między nami zmieni. Jesteś przede wszystkim najdroższą mojemu sercu osobą. Potrzebuję tej osoby bardziej, niż seksu. Na pewno to rozumiesz. – patrzyłam, jak jej oczy robią się mokre, a twarz bardziej czerwona z każdym wypowiadanym słowem. Niewzruszona, przynajmniej zewnętrznie, podeszłam bliżej i podałam jej bluzkę.
- Jak możesz?! – łkała – Traktujesz mnie jak dziewczynę na telefon, którą można po wszystkim wyrzucić za drzwi.
- Maja, nigdy bym o tobie w ten sposób nie pomyślała. Nic do ciebie nie doszło, z tego co mówiłam przed chwilą? Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i nie pozwolę, żebyśmy zniszczyły to zauroczeniem.
- To nie jest jakieś zauroczenie, kocham cię już od dawna. Myślałam, że zrozumiałaś to wreszcie! – unosiła się w swojej rozpaczy, łapiąc się najmocniejszego argumentu.
- Właśnie dlatego, że cię kocham, nie chcę, byśmy przechodziły przez tani romans. Skończy się wzajemnymi pretensjami i końcem znajomości. Gra niewarta świeczki.
- Moja miłość jest niewarta?! Zresztą, nie możesz przewidzieć co się między nami wydarzy! – krzyczała, wymachując przy tym rękoma. Mimo powagi sytuacji, trudno było opanować wybuch śmiechu.
- Po tym jak uparta jesteś i nie chcesz przyjąć do wiadomości niczego oprócz swojego zdania? Myślę, że wiem dokładnie, jak to się skończy. Słuchaj, nie znasz mnie od dziś. Wiesz, jak trudna jestem. Nie znam kompromisów i rzadko przyznaję komuś rację. Nie jestem materiałem na nic więcej, prócz nieznośnej przyjaciółki. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej.
- Więc po prostu mnie wykorzystałaś, żeby poczuć się lepiej? – opadła z sił, rezygnując z dalszej walki. Ten etap kłótni jest jeszcze trudniejszy. Widzisz, że sprawiłaś komuś ogromną przykrość, jednocześnie ciesząc się z kapitulacji.
- Nie wykorzystałam cię, skoro ty też tego chciałaś. Naprawdę miłe doświadczenie. Po prostu teraz należy wybrać mniejsze zło.
- Dlaczego nie chcesz spróbować, skoro widziałam, jak bardzo chcesz być ze mną. – resztkami sił podjęła ostatnią próbę.
-Nie chcę być z tobą. Potrzebuję bliskości, a nie seksu i trzymania za rączkę idąc chodnikiem. Potrzebuję przyjaciółki!
- Nie wiem, czy potrafię, Kali. Teraz, kiedy wszystko moje uczucia do ciebie wypłynęły na wierzch. Nie wyobrażasz sobie, ile czasu tłamsiłam je i nie pozwalałam się ponieść sercu. Teraz, teraz, jedyne czym chcę się kierować, to serce. Nie wyobrażam sobie innej możliwości. – zaczęła się ubierać, raz po raz unosząc głowę.
- Możesz mówić, co chcesz. Kiedy wszystko wróci do normy, podziękujesz mi, że byłam na tyle rozsądna, żeby podjąć decyzję za ciebie.
- Świetnie, więc teraz w dodatku mówisz, że jestem nierozsądną trzpiotką?! – stanęła na wprost mnie, zakładając ręce na biodrach.
- Dosyć tego, Maja! Rozumiem, że możesz czuć się zraniona w tej chwili, ale lepiej, żebyśmy pogodziły się z rozwojem wydarzeń. Nie chcę, żebyśmy powiedziały coś, czego będziemy żałować. Jeśli potrzebujesz wrócić do rozmowy, zrobimy to dopiero, jak ochłoniesz.
- Jasne – całe zdenerwowanie uleciało z niej, jak powietrze z przebitej opony. Wydała się nagle szara i jakby mniejsza. Pozbierała resztę rzeczy i kierowała się do drzwi. Złapała za klamkę i zastygła. Czekała, aż za nią zawołam. Zmienię zdanie i podbiegnę, by w ostatnim momencie wszystko naprawić. Nie drgnęłam, musiała więc otworzyć drzwi na świat, w którym nie chciała być.
Data publikacji w portalu: 2011-02-04
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Podpisz petycję: Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej w Polsce
smaku Mieć zdrowe, własne dziecko w rodzinie własnej, to szczęście i jedyne marzenie małżeństw, oczywiste, bo dzięki temu mogą żyć, planować przyszłość, mają po co żyć. Życie bez dzieci jest... opinia dodana 2019-11-14 21:34:02
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019