KURIERECZKA

mssO1
 - Jakie są ostatnie myśli przed śmiercią? -zapytałam ją, gdy już wyczerpana od ciągłego podtrzymywania ją przy życiu odpinała się od aparatury.
- To zabawne, ale wcale o tym nie myślę. Moje serce przestanie bić, a ja się z tego cieszę. Myślami jestem w tej drugiej sali, gdzie miłość mojego życia czeka na przeszczep. Chyba nikt nie myśli o śmierci, nawet gdy jest już tak blisko.. - odpowiedziała.
- Myślisz, że będzie szczęśliwa, że podarowałaś jej życie? Życie, które będzie wypełnione pustką, bo Ciebie przy niej nie będzie - spytałam próbując powstrzymać kolejne ruchy jej słabych rąk.
- Nie wiesz, co jest między nami. Nie masz pojęcia! - krzyknęła – ja ją kocham, na tyle, że oddam za nią swoje nędzne życie - dokończyła już nieco spokojniejszym tonem i zanim odpięła się do końca od maszyn, wskazała mi rękoma kopertę i powiedziała, że jest moja i zrobię z nią, co uważam za słuszne. Popędziła mnie, że teraz muszę już wyjść, bo oskarżą mnie o coś, czego przecież nie zrobiłabym nigdy w życiu. Stanęłam na korytarzu, spojrzałam ostatni raz na dwudziesto kilku letnią kobietę, z której tak szybko uchodziło życie… i odeszłam. 
   Dopiero rok później odważyłam się otworzyć kopertę, którą od niej dostałam. Sama nie wiem, dlaczego właśnie ja ją dostałam. Przecież nawet się nie znałyśmy. Przy jej łóżku znalazłam się całkiem przypadkiem. Pracowałam wtedy jako kurierka, a ona można powiedzieć była moją klientką. Zanosiłam jej kwiaty, z tego co mi powiedziała, były od jej rodziców. Poprosiła mnie, abym została i porozmawiała z nią. Następnego dnia również ją odwiedziłam, a kolejnego zmarła. 
   Była to duża koperta, nieco większa niż A4.Zwykła szara koperta, niczym nie opisana. Ciekawiło mnie, co jest w środku, ale ile razy sięgałam po nią przez ten rok, tyle razy wychodziłam z założenia, że jeszcze nie jestem na to gotowa.
   Pierwszą rzeczą, jaką wyciągnęłam była fotografia zrobiona dwa lata temu, czyli rok przed jej śmiercią. Na zdjęciu znajdowały się dwie osoby, właścicielka koperty i inna, równie piękna kobieta. Na odwrocie był podpis: "na pamiątkę tych pięknych chwil.. A." Wyciągnęłam resztę i poukładałam mniej więcej w kolejności. 
   Były to liściki, takie na żółtych karteczkach, jakie często przylepiam do drzwi, żeby o czymś nie zapomnieć. Widokówki z różnych stron świata. Dwa listy, jeden do niej, drugi do mnie – jako obecnego właściciela koperty. Kilka pism, które w tym momencie wydawały mi się mało ważne. 
   Wzięłam adresowany do mnie list. Jeszcze dobrze nie zaczęłam czytać, a już uroniłam pierwszą łzę… Czytałam go kilkanaście razy, chcąc wyłapać coś, co być może mi umknęło. Pismo było bardzo równe, ułatwiało czytanie, kartka wyrwana z zeszytu A4 mało starannie. Wydawać by się mogło, że był pisany w złości. Kobieta, która to pisała, i która umierała na moich oczach, miała w sobie mnóstwo miłości.. 
   Przez ten rok, w którym co dzień podchodziłam do koperty, przez moją głowę przeszło mnóstwo myśli. Swoją uwagę skupiałam właśnie na tej "miłości". Jak kobieta, może kochać inną kobietę?! Pewnie nigdy nie otworzyłabym tej koperty, bo myśl o tym, odrzucała mnie od tego. Miałam ją na sumieniu. Może powinnam była ją powstrzymać? Dopiero, gdy poszłam do spowiedzi i od księdza (!?!?!) usłyszałam słowa, że "miłość nie zna płci"... zdecydowałam się przejrzeć zawartość tej koperty. Przekonałam się do tego, poza tym… To jedyna rzecz, którą teraz mogę zrobić dla niej… 
   Poznały się na studiach. Miały wspólne wykłady z historii. Ani jedna, ani druga nie lubiła zbytnio tego przedmiotu, i że historia im do głowy nie wchodziła, często zajmowały się zupełnie czym innym zamiast słuchać. Z czasem zaczęły ze sobą rozmawiać za pomocą tych żółtych karteczek, o których mówiłam wcześniej. Poznały się lepiej i po paru miesiącach w końcu umówiły się na piwo. Później już coraz częściej razem wychodziły. To na zakupy, to pobłądzić po mieście, czy zabawić się w klubie. Pierwsze zbliżenie miało miejsce rok po poznaniu się. Spędziły ze sobą "najromantyczniejszą noc jaką kiedykolwiek przeżyłam, a wierz mi, było ich sporo". Po skończeniu trzyletnich studiów obie zdecydowały się razem wyjechać. Znalazły mieszkanie, dobrą pracę i kilku znajomych. Sielanka jednak nie trwała długo. (chwila, muszę je jakoś nazwać… tą, która zmarła na moich oczach, od teraz nazywać będę B., drugą zaś A.) A. zaprzyjaźniła się z Danielem. Coraz więcej czasu z nim spędzała, szukając coraz lepszych wymówek, by nie spędzać czasu z B. Coraz mniej wspólnych wyjść, mijały się w drzwiach, bo A. nie chciała się tłumaczyć B. A. była całym światem dla B. co udowadnia tekst z listu… "Wszystko mogłam dla niej zrobić. Nie było granic. Mogła prosić o cokolwiek, żądać czegokolwiek, zawsze mogła na mnie liczyć. Być może za bardzo okazywałam jej swoje uczucia? Ale czy można kochać za bardzo? (..)". Kolejne dwa miesiące były dla B. nie do zniesienia. Mijała A. w drzwiach, a każda próba rozmowy spełzała na niczym. Próby nawiązania bliższego kontaktu były praktycznie niemożliwe. A. tworzyła coraz to większą barierę miedzy nimi. To co razem tworzyły mimo przeciwności losu, teraz wydawało się nie istnieć. "Chciałam dla niej jak najlepiej, wiesz? Tak bardzo ją kochałam, tfu KOCHAM! Nie byłam w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo jej teraz przeszkadzałam… Postanowiłam zejść jej z drogi zostawiając liścik, który jest gdzieś tam w kopercie.." Faktycznie był. "Kocham Cię i dlatego pozwalam Ci stworzyć sobie życie, jakiego pragniesz..B." Odeszła. Wróciła do rodziców, znalazła pracę. Myślami była przy A., tylko tyle mogła teraz. Pisały do siebie czasem sms-y, co u nich słychać. Gwoździem do trumny okazał się list, jaki przyszedł pół roku później. Było w nim zaproszenie na ślub A. i Daniela. Oraz krótki liścik: "Jesteś dla mnie bardzo ważna i liczę na Twoją obecność. Tęsknię A." (nie rozumiem takich kobiet, tęskni wychodząc za niego?!) Miesiąc przed ślubem B. odwiedziła A. Nadal mieszkała w ich wspólnym mieszkaniu. Rozmawiały długo o ślubie, o tym jak spędziły ten czas bez siebie, ale nie o tym, co się stało między nimi. "Z głową pełną pytań bez odpowiedzi wróciłam do domu. Dwa dni później ten frajer spowodował wypadek, w którym bardzo ucierpiała.(..)". Odwiedziła ją w szpitalu. Serce nie mogło samo funkcjonować, uratować ją mogło jedynie nowe serce. Szansa na przeszczep była bardzo niewielka. Niewiele ludzi decyduje się na oddanie organów po śmierci, chociaż tak naprawdę, po co one nam w trumnie? B. poszła do ich dawnego mieszkania i znalazła kilka żółtych karteczek, włożyła do szarej, dużej koperty. Wyjęła z portfela zdjęcie z dedykacją od A. i również umieściła w kopercie. Napisała na komputerze kilka pism. Jednym z nich była zgoda na przeszczep organów, drugim zrzeczenie się serca pod warunkiem, że trafi ono do A., ale bez jej wiedzy. Trzecim, był list do rodziców, w którym napisała, że musi wyjechać, ale odezwie się, jak tylko wszystko się ułoży - kłamstwo! Kolejne dwa pisma, jeszcze nie wiem o czym mówiące włożyła do koperty. List do rodziców wysłała, dwa pozostałe położyła na kopercie. Zażyła garść tabletek, ale wybudzono ją w szpitalu. Kopertę i pisma również jej oddano. Stan nie był stabilny, ale B. kontaktowała i kilka razy odwiedziła ją psycholog. "Tydzień po tym wydarzeniu poznałam Ciebie, kurierko. Taką obojętną, dla której życie i praca były powszechnym obowiązkiem. Zrobiłabyś wszystko, żeby zachować się w porządku, prawda? Tak właśnie. Wybrałam Ciebie, bo wiedziałam, że tak czy owak to przeczytasz. Ile minęło od mojej śmieci?! Rok, dwa? Nieważne, ale jestem pewna, że to czytasz. Nie mogłaś mnie powstrzymać, kochana, to było przesądzone, nie obwiniaj siebie. Dla mnie życie przestało istnieć, gdy ona mnie zostawiła, i zakończyło się w dniu, gdy dowiedziałam się, że leży w szpitalu. Ten list do Ciebie napisałam po pierwszym dniu, gdy u mnie zostałaś. Wiedziałam, że wrócisz, że będziesz chciała wiedzieć dlaczego chciałam się zabić. A ja skutecznie wzbudziłam Twoją ciekawość do tego stopnia, że przyszłaś i trzeciego dnia. Czwartego byś nie przyszła, prawda? Dlatego chciałam to zrobić jak najszybciej, żebyś mi nie uciekła. Czego od Ciebie oczekuję? Niewiele. Sprawdź, jak ona się czuje, (podała jej dokładne dane, nawet dane Daniela) ale nie mów jej, skąd ma serce. Daj jej list ode mnie, który ma datę rok do przodu. Nie zdziw się, jak będzie na Ciebie dziwnie patrzeć i nie odpowiadaj na jej pytania, zapewne przy Tobie otworzy ten list. Chcesz wiedzieć co tam jest, prawda kurierko? Śmiało, otwórz. Trochę nakłamałam." 
   W liście do A. napisała, że przeniosła się do Szwecji. Nie mogła patrzeć, jak jej ukochana walczy o życie i uciekła. Napisała, że ma bardzo dobrą prace, że nie chce mieć z nią kontaktu. Wspominała ich wspólne chwile, ale jednocześnie zaznaczała, że nie chciałaby, aby się powtórzyły. Życzyła wszystkiego najlepszego z okazji ślubu i przeprosiła, że na niego nie dotarła. Dodała, że osoba, która przyniosła list, jest jej narzeczoną i bierzemy ślub?! (aha, ok, co kurwa?!). A na końcu dopisała: "Żyję w Tobie Kochanie.."- czego A. nie zrozumiała, w sumie nie dziwię się. 
   Zgodnie z prośbą zaniosłam list A. I tak, jak powiedziała B., przeczytała go przy mnie. Pismo też było dla niej, był nim akt własności mieszkania, które razem dzieliły. Również jej oddałam. Zasypała mnie gradem pytań, a ja odwróciłam się i chciałam odejść. Zatrzymała mnie. W jej oczach widać było ogromny żal, który do mnie i do B. ma. Miała dla niej list, ale powiedziała, że teraz jest mało istotny, wyrzuciła do kosza i ze łzami w oczach wsiadła do samochodu i odjechała. 
   Ciekawość znów zwyciężyła. Wyjęłam list z kosza i wracając do domu w pociągu zaczęłam czytać. One się naprawdę kochały. A. poznając Daniela, chciała zagrać na uczuciach B. Wzbudzić w niej zazdrość, chciała poczuć się ważna, najważniejsza, a B. odpuściła. Wiadomość o ślubie była blefem. Z Danielem nigdy nie łączyło ją nic więcej niż przyjaźń, bo on był… gejem. Miał swojego faceta, poza którym świata nie widział. W datę ich "ślubu" a przygotowała najbardziej romantyczny wieczór, jaki można sobie wymarzyć, by przeprosić B. za swoje zachowanie i błagać ją, by do niej wróciła. Pisała jak bardzo ją kocha. 
   Zostałam bezwolnie wplątana w historię miłości. Miłości, której ja nigdy nie miałam okazji zaznać. W dodatku między dwoma kobietami, co kiedyś we mnie budziło odrazę i strach. Nauczyła mnie ona wiele. Po pierwsze, podpisałam oświadczenie woli, które mówi, że w wypadku mojej nagłej śmierci, oddaje organy do transplantacji. Po drugie, obiecałam sobie, że nigdy w życiu nie będę oceniać ludzi po tym, jak wyglądają, co mówią, co i do kogo czują. Jakie to ma znaczenie?! Byłam nawet na marszu tolerancji, chociaż nie wiele mam wspólnego z tymi ludźmi. 
   Co teraz dzieje się z A.? I tym razem moja ciekawość zwyciężyła. Kilka razy spotkałam się z nią, żeby pogadać. Skłamałam, że rozstałam się z B. Nie było już w A. zawiści, ani żalu. Żyła swoim nudnym życiem, nie przepełnionym ani odrobinę myślami o przyszłości. "Będzie co ma być, to, co chcę nigdy nie nastąpi.." 
   I ciągle kusi mnie, by wszystko jej opowiedzieć, że jestem tylko zwykłą kuriereczką.. 

  Wydarzenia te są fikcyjne. 
Data publikacji w portalu: 2011-09-17
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019