OPOWIADANIE BEZ TYTUŁU

Black Jenny
- Nie.
Wiedziałam, że tylko po to przyszła, że tylko dlatego właśnie stoi w moich drzwiach, luźno opierając się o framugę. Patrzy mi w oczy, z lekkim jakby niedowierzaniem. Czułam, że zaczynam się łamać od środka, moje serce wyrywa się, wykonuje wszelkie możliwe akrobacje. Ona to widzi. Niedowierzanie znika z jej ogromnych oczu - wraca ich dawny, niczym niezmącony blask. Moja tak długo ćwiczona pewność siebie i stanowczość utonęły bezpowrotnie w tym blasku, w głębi jej spojrzenia koloru gorzkiej czekolady.
Prawda jest taka, że kiedy tak stała, pragnęłam jej jak nigdy dotąd. Za każdym razem pragnę jej coraz bardziej. Za każdym razem wydaje mi się, że bardziej już chyba nie będę w stanie.
- Więc mam sobie pójść, tak?
Zrobiła krok w tył, nie spuszczając ze mnie wzroku. Wplotła palce we włosy i zwinęła je w kok, odsłaniając szyję. Doskonale wiedziała, co robi. Te pozornie luźne, nic nie znaczące gesty sprawiają, że staję się jej własnością i może zrobić ze mną, co tylko zechce.
Stałyśmy na przeciwko siebie w otwartych drzwiach. Włożyłam ręce do kieszeni, żeby nie mogła dostrzec ich drżenia. Zacisnęłam je w pięści tak mocno, że czułam, jakby paznokcie przebijały mi skórę. Zadzwonił jej telefon. Spojrzała na niego, po czym rzuciła mi wyzywające spojrzenie.
- Zaraz tam będę.
Rozłączyła się. Przejechała palcem po dolnej wardze, po czym uniosła lekko dłoń, odwracając się w kierunku schodów. Miałam kilka sekund, żeby ją zatrzymać. Nie wiedziałam, czy jeżeli teraz odejdzie, to czy jeszcze kiedykolwiek wróci. Nie wiedziałam też, czy zostanie, jeśli ją zatrzymam.
Zamknęłam drzwi. Stałam przy nich nasłuchując oddalających się kroków. Kiedy ucichł ich dźwięk, wybiegłam z mieszkania. Zbiegłam ze schodów, dostrzegłam ją przy wyjściu z budynku.
Wiedziała, że za nią wyjdę. Przystanęła z dłonią na klamce, nie odwracając się.
- Zostaniesz?
Nie odpowiedziała. Nacisnęła na klamkę i wyszła za drzwi, by po chwili patrzeć na mnie przez zakurzoną szybę.
- Potrzebuję Cię - powiedziałam bezgłośnie. Czułam napływające do oczu łzy. Dłonie nadal trzymałam zaciśnięte w kieszeniach, paznokcie poraniły mi skórę. Kilka chwil później weszła z powrotem. Podeszła do mnie, chwyciła moją twarz w dłonie i otarła kciukami łzy spływające mi po policzkach.
Ciepło jej dłoni, jej spojrzenie i zapach sprawiły, że od tej chwili nie będę w stanie się oprzeć, zrobię dla niej wszystko. Należę do niej cała. Sercem, duszą, ciałem i umysłem.
Kochałam ją do szaleństwa i nienawidziłam jednocześnie.
Patrzyłam, jak wchodzi z powrotem na górę. POszłam za nią, nie spuszczając z niej wzroku, jednocześnie próbując odgonić myśli, które pojawiały się za każdym razem, kiedy wpuszczałam ją do mieszkania. Nie chciałam myśleć o tym, że za kilka godzin ona znów zniknie z mojego życia na nie wiadomo jak długo. Kolejny raz będę czekała na nią kilka dni, tygodni, miesięcy, żebym mogła znów być z nią przez tych kilka godzin.
Ona nie należała do nikogo. Była wolna, żyła według swoich własnych zasad. Od trzech lat nieprzerwanie łudziłam się, że być może kiedyś, podczas naszego wspólnego wieczoru, złamie dla mnie choć jedną z nich.
Weszła do salonu i usiadła w fotelu – tym, który zajmowała u mnie za każdym razem, kiedy przychodziła. Ten fotel stał się moim ulubionym, nikt inny, kto mnie odwiedzał nie mógł w nim siadać. W najcięższych dla mnie chwilach zwijałam się w nim w kłębek i używałam całej mocy swej wyobraźni, żeby przywołać ją do siebie i sprawić, by była przy mnie.
Zdjęła buty i wyciągnęła nogi na poręcz fotela obok. Kiedy rozpięła swoją czarną, skórzaną kurtkę zauważyłam, że ma na sobie tę bluzkę. Tę, która jest moją ulubioną częścią jej garderoby.
Za to właśnie jej nienawidziłam. Za każdym razem dawała mi nadzieję, pozwalała mi wierzyć.
Granatowe dżinsy opinały jej smukłe uda i łydki.
Wyszłam z salonu i poszłam do kuchni po wino. Za każdym razem prosiła o lampkę białego, schłodzonego wina. Zawsze miałam w lodówce butelkę. Dla niej.
Wzięłam kieliszki i wróciłam do pokoju. Wciąż siedziała w fotelu, tylko kurtka wisiała już na oparciu. Wstała i podeszła do mnie, wyciągając mi z dłoni butelkę i kieliszki. Postawiła je na stole i wyminąwszy mnie poszła do kuchni, wracając po chwili z korkociągiem. Sprawnym ruchem otworzyła butelkę i nalała wino do kieliszków. Zawsze nalewała do połowy.
Podała mi mój, po czym stuknęła o niego swoim. Upiła łyk uśmiechała się przy tym lekko, patrząc na mnie spod przymkniętych powiek.
Wyjęłam jej kieliszek z dłoni i oba odstawiłam na stół. Zbliżyłam się do niej, ustami dotykając jej ust. Chwilę później czułam jej dłonie splecione na moim karku, jej język łączący się z moim.
Była taka jak zawsze. Subtelna, delikatna. Smak jej ust dokładnie taki, jaki zapamiętałam.
Wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę sypialni. Poczułam lekki ból w miejscu, gdzie utworzyły się niewielkie rany po paznokciach. Zacisnęłam mocniej powieki, jakby miało to sprawić, że znikną. Nie chciałam, żeby cokolwiek zauważyła.
Weszłyśmy do sypialni, usiadła na łóżku i przyciągnęła mnie do siebie. Stałam między jej nogami, czując, jak dłońmi obejmuje moje pośladki. Chwyciłam jej brodę i podniosłam jej głowę do góry, żebyśmy mogły sobie spojrzeć w oczy. Szkliły się, ktoś, kto jej nie zna, pomyślałby, że płakała.
Pocałowałam ją, po czym popchnęłam lekko na plecy, siadając na niej okrakiem. Uśmiechała się do mnie, jakby dawała mi tym przyzwolenie do dalszego działania.
Trzymała dłonie na moich udach, kiedy rozpinałam jej bluzkę, całując każdy nowo odsłonięty fragment ciała. Poczułam uderzenie ciepła, kiedy zobaczyłam jej piersi w czarnym, koronkowym staniku. Podniosłam się, żeby mogła usiąść. Zdjęłam z niej bluzkę, rozpięłam stanik i powoli odsłoniłam piersi.
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Organizowałam u siebie niewielką imprezę urodzinową, zaprosiłam na nią kilku swoich znajomych ze studiów. Jeden z nich powiedział, że przyprowadzi ze sobą przyjaciółkę, przyjechała do niego w odwiedziny. Znali się od dzieciństwa. Zgodziłam się, jedna osoba więcej czy mniej nie miała dla mnie większego znaczenia.
Wiedziałam, że jest wyjątkowa już po pierwszym spojrzeniu. Nigdy wcześniej nie widziałam tak dużych i pięknych oczu. Pokochałam w niej wszystko. Jej głos, uśmiech, gesty. Pokochałam nawet sposób, w jaki siadała w fotelu. Była dla mnie najpiękniejszym prezentem urodzinowym, o jakim tylko mogłam marzyć. Pustą butelkę po winie, które dla mnie przyniosła wciąż trzymam na półce.
Przez cały czas trwania tej imprezy nie spuszczałam z niej wzroku. Odpowiadałam zdawkowo na wszelkie pytania innych, alkohol wlewałam w siebie w imponującym tempie. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ci wszyscy ludzie tam z nami byli, mimo iż to ich a nie ją zaprosiłam.
Kiedy po kilku godzinach wszyscy zaczęli wychodzić, W duszy modliłam się, żeby ona jedna została. Jednocześnie wydawało mi się to niemożliwe, z racji tego, że przez tych kilka godzin zamieniłyśmy ze sobą dwa zdania. Patrzyłam jak ubiera buty i powoli zaczynałam sobie uświadamiać, że być może już nigdy jej nie zobaczę.
- Może mogłabyś zostać jeszcze chwilę... jeśli chcesz.
Jestem pewna, że nie zdobyłabym się na to, gdyby nie ilość wypitego alkoholu. Mimo to pamiętam, jak zatrzymała się i uśmiechnęła do mnie tym 'swoim' uśmiechem. Powiedziała przyjacielowi, że przyjdzie do niego później i zamknęła za nim drzwi. Wróciła na fotel, poszłam za nią i usiadłam obok na podłodze. Czułam, jak zaczyna szumieć mi w głowie, byłam zła na siebie, że się tak upiłam. Oparłam głowę o poręcz fotela. Wtedy ona zaczęła głaskać mnie po włosach, odgarniać je z czoła. Uniosłam wzrok i zapytałam, czy musi dzisiaj wracać. Pocałowała mnie wtedy w czoło, ułożyła się wygodnie w fotelu i zasnęła.
Kiedy przebudziłam się z samego rana, ona wciąż spała. Patrzyłam na jej gęste włosy opadające na piersi, idealne rysy twarzy, gładką skórę. Biała koronka stanika wystawała spod czarnej bluzki. Patrzyłam na nią przez kilka minut, po czym poszłam zmyć z siebie resztki snu. Wyszłam z łazienki prosto do salonu, jednak tam jej już nie było. Ogarnął mnie jakiś nieopisany lęk. Minął, kiedy usłyszałam muzykę z radia i odgłos gotującej się wody. Poszłam do kuchni, w której przygotowywała kawę.
- Pomyślałam, że kawa dobrze Ci zrobi. Ja, niestety, już muszę wyjść.
Podała mi kubek z kawą i z uśmiechem wskazała na talerz ze śniadaniem. Pocałowała mnie w policzek i wyszła do przedpokoju. Poszłam za nią, położyłam jej ręce na biodrach i pocałowałam jej usta mocno, jakbym chciała przelać w nią całe to uczucie, którym darzę ją od momentu, kiedy przekroczyła próg mojego mieszkania. Odwzajemniła pocałunek i wyszła. Na zawsze zapamiętam piosenkę, która grała wtedy w radiu.

I've been roaming around, I was looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody

Someone like you and all you know and how you speak
Countless lovers under cover of the street
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you

Off in the night while you live it up I'm off to sleep
Waging wars to shake the poet and the beat
I hope it's gonna make you notice
I hope it's gonna make you notice

Someone like me.....

The end. Ciąg dalszy być może nastąpi. : )
Data publikacji w portalu: 2011-10-19
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
lopomo Czy gdzieś to jeszcze można obejrzeć? opinia dodana 2019-01-20 14:03:46
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019