LEKCJA MATEMATYKI

Paullcia
cz.1 Pierwsza rozmowa.

Patrzyłam na nią. Była matematyka. Stała przy tablicy i robiła zadanie.
Zwróciłam uwagę na jej pismo. Ma pochyłe, ale ładne i bezbłędne. Wyglądała wspaniale, można powiedziec, że jest piękna z każdej strony. Czułam, że się uśmiecha, tyle razy ją obserwowałam. Jak zwykle zrobiła bezbłędnie.
Odwróciła się i odchodziła do ławki. Nawet nie poczekała, żeby pani sprawdziła czy nie zrobiła przypadkiem błędu w zadaniu. Była bardzo pewna siebie. Nawet zbyt pewna siebie. Zadzwonił dzwonek. Zamknęłam zeszyt.
Wszyscy wychodziliśmy z klasy. Zaraz następna matematyka właśnie tam, gdzie mieliśmy przed chwilą.
Podeszła do mnie ona, tak właśnie ona.
- Hej, młoda, (No tak, była ode mnie starsza. Nikt nie zna historii jej kiblowania) Laura, tak?
- Tak, a co?!- Zabrzmiało to trochę za groźnie. Chociaż nigdy nie chciałam, żeby tak było.
- Siedzisz sama na lekcji, jak widziałam. Przysiądę się do ciebie. Myślę, że nie masz nic...
Jakoś się tak zamyśliłam, ma bardzo piękne oczy. A jakie cudowne usta. Z bliska jest jeszcze ładniejsza. Nigdy z nią nie rozmawiałam. Albo się wstydziłam, albo nie było okazji. A teraz pierwszy raz z nią rozmawiam.
Czekaj! Właśnie, co ona mówi.
-Przepraszam, zamyśliłam się mogłabyś powtórzyc? - Mówiła coś o siedzeniu, czy ona chce ze mną siedziec? Zwariuję zaraz.
-Pytałam, czy nie masz nic przeciwko, że z tobą usiądę - Zapytała jeszcze raz, z lekka zdenerwowana.
-Jasne, że możesz ze mną siedzieć - Odpowiedziałam szybko. Zadzwonił dzwonek, jakoś za szybko. Przerwy normalnie się ciągną w nieskonczoność. A teraz tak szybko się skończyła. Poszliśmy do klasy. Siedziałam od ściany zawsze. Tym
razem było tak samo. Byłam niższa od niej. Ubierała się trochę mrocznie, co mi się podobało, ponieważ ja także się ubierałam podobnie. Lubiłam mroczne rzeczy. Na lekcji mieliśmy zrobić kilkanaście zadań. Ona, oczywiście, poradziła sobie ze wszystkim bezbłędnie nie to co ja.
Patrzyła na mnie i się uśmiechała. Miała taki piękny uśmiech... nie, no ja znowu się zamyślam. Lekcja tak samo jak przerwa minęła o wiele za szybko.
Spakowała się bardzo szybko i wręcz wybiegła z klasy. Trochę mnie to zasmuciło, bo myślałam, że pogadamy sobie. Zaczęłam powoli się pakowac i z rezygnacją wyszłam z klasy.

cz.2 Miłośc

To była ostatnia lekcja, dlatego poszłam po kurtkę. Na dworze było zimno, jak na początek jesieni. Ubrałam się szybko. Jak najszybciej chciałam byc w domu. Muszę dużo pomyśleć, ale nie muszę się martwic, że ktoś będzie w
mieszkaniu, bo jak zwykle ciągle byłam sama. Mama pracowała a tata... nie, nie chcę o tym myślec teraz. Przechodziłam obok sklepu z antykami, przystanęłam. Z chęcią bym zajrzała. Za każdym razem, gdy tam jestem, wyobrażam sobie, jak mój dom będzie wyglądał. O ile będę go miała.
Wchodząc, poczułam piękny zapach. Uwielbiałam te zapachy, takich starych czasów.
Sprzedawał tu stary mężczyzna. Nosił poniszczone okulary, wełniany sweter i sprane jeansy.
- Dzień dobry - Popatrzyłam na niego, własnie coś czytał. Zaciekawiło mnie to,ale nie zapytałam. Jak na razie.
- Witaj. Jesteś tu stałym gościem - Uśmiechnął się - Jak ci idzie w szkole? Pewnie dobrze...- zaczął strasznie kaszleć.
- Było dobrze. Nie idzie mi najlepiej, bo teraz przerabiamy coś nowego z mate... - zaniemówiłam
Weszła ona.Schodziła ze schodów z jakimiś papierami w ręce. To dziwne, ale ja nawet nie wiem, jak ona ma na imię. Przyglądałam się jej cały czas, ale tego nigdy nie słyszałam. Znowu zamyśliłam się. Czemu ja tyle myślę?
- Ooo, witaj Laura - Poklepała mnie po ręce. Moje ciało wstrząsnął dreszcz, przyjemny dreszcz.
- Wybacz mi, że musiałam tak szybko wyjśc i nawet się nie pożegnałam, ale muszę pomagac dziadkowi - Ona i ten jej piękny uśmiech.
- Nic się nie stało.-Powiedziałam to chyba najmilej jak umiałam, chociaż bardzo smutno mi było, że się nie pożegnała.
- To wy się dziewczyny znacie?
- Tak - odpowiedziała - Chodzimy razem do klasy, prawda, Lauro?
- Tak, prawda. Ja już będę się zbierac - Nie wiem czemu, ale wydało mi się to wszystko takie sztuczne. Ona wydała mi się taka nieprawdziwa, inna niż mi się wydawało. Inna niż na lekcji matematyki.
- Dziadku ja ją odprowadzę, zaraz wrócę.
- Dobrze, nie śpieszcie się, pewnie macie dużo do pogadania ze sobą.
- Do widzenia - Odpowiedziałam. Jak najszybciej chciałam stamtąd wyjśc.Ten sklep, ta cała atmosfera wydała mi się sztuczna. Szłyśmy w milczeniu. Nagle zatrzymała się.
- Co tam słychac u ciebie?
- Dobrze. Jak masz na imię? - Dopiero teraz zauważyłam, jak się ubrała. Miała na sobie stary sweter, szalik, spodnie i kozaczki brązowe. W ogóle inaczej niż w szkole. Teraz nawet jak nie była ubrana tak ładnie, to i tak wyglądała pięknie.
- Sabina, ale mów na mnie Fati. Wolę to niż moje imię, nigdy nie podobało mi się. Dlatego przeważnie używam przezwiska.
- Masz ładne imię- Zarumieniłam się. To było dla mnie zbyt stresujące. Zawsze, gdy sobie wyobrażałam, jak z nią gadam, to nigdy nawet nie miałam odwagi powiedziec jej komplementu. A jakoś powiedziałam, i nie było tak źle.
- Dziękuje. Wiesz, ja muszę już iśc - Na pożegnanie mnie przytuliła. Myślałam, że się rozpłynę. To było najmilsze, co kiedykolwiek przeżyłam. Serce mi tak mocno biło, że musiała je usłyszec.
- To do jutra, myślę że będziesz chciała ze mną siedziec na lekcjach? Chciałabym ci też pomóc z matematyki, bo
jak widziałam, to sobie za bardzo nie radzisz. Trzymaj, tu mój numer.
Podała mi swój numer telefonu. Uśmiechnęła się do nie i pożegnała się. Nawet nie wiedziałam, gdzie idę.Byłam taka oszołomiona, tym, co się stało. Zakochałam się! Teraz to dopiero poczułam.

cz.3 Sen

Gdy wróciłam do domu, nawet nie chciałam nic jeśc. Nie mogłam skupic się na lekcjach, a miałam jutro kartkówkę. Chciałam jakoś zaimponowac Fati. Gdybym pokazała, że mi tak źle nie idzie z matematyki... lepiej nie. Bo gdy
zobaczy, że idzie mi dobrze, to nie będzie chciała mnie poduczyc, a to znaczy, że nie będziemy spędzac ze sobą czasu. Wzięłam się za odrabianie lekcji. Z biologi poszło mi szybko. Uwielbiam ten przedmiot, ale przy angielskim trochę się pomęczyłam.
- W końcu skończyłam - Powiedziałam do siebie. Zabrałam ciuchy i poszłam się umyć. Gdy się rozbierałam, zauważyłam, że mam jej włos na swoim swetrze.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie przytulania się. Gdy stałam w samej bieliźnie i jak codziennie patrzyłam w lusterko, i oceniałam się, zobaczyłam dziwne siniaki na plecach. Wyglądały jak odbicie dłoni. Nie przejmowałam
się tym za bardzo, chociaż na mojej bardzo bladej skórze było mocno widać. Szybko się umyłam, ubrałam i poszłam w piżamie przed telewizor. Za bardzo nie chciało mi się spac, włączyłam pierwszy lepszy film i zaczęłam oglądac. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, może dlatego, że sen, który mi się śnił, był prawdziwy.
Byłam gdzieś, w jakimś dużym budynku z Sabiną. Patrzyłam na nią. Nie rozumiałam nic z tego, ale widziałam, jak ona płakała, a ja nic nie zrobiłam, bo czułam złośc. Nagle przeniosłam się gdzieś indziej. Byłam w pokoju całym różowym wszędzie pełno misiów porozrywanych. Tu jeden bez nogi, drugi bez ręki. Otworzyłam drzwi i nagle ktoś się na mnie rzucił. Bałam się, ale poczułam spokój i ciepło. Nie bałam się. Obudziłam się. Była 3.40.

cz.4
Nigdy nic mi się nie śniło, więc to jest takie dziwne. Jeszcze przez chwilę czułamciepło tej osoby. Było bardzo przyjemne.
Wstałam, poszłam się uczesać i umyć. Wróciłam W ręczniku do swojego pokoju. Jak zwykle tato zastawił reklamówkę
najlepszych słodyczy dla mnie. Wzięłam sobie batona i zobaczyłam, że na
spodzie są jakieś książki. Gdy wyciągałam powoli, uśmiechnęłam się. Przecież to są cztery tomy najlepszej mangi, na którą bardzo długo polowałam. Aż podskoczyłam ze szczęścia, muszę później zadzwonic i podziękować. Do torby spakowałam kilka zeszytów i mangi. Nie miałam dzisiaj zbytniej ochoty iśc na lekcje. Zabrałam jeszcze reklamówkę słodyczy. Gdy ubrałam się, popatrzyłam na zegarek, była 7.30. Wychodząc zamknełam drzwi na zamek. Na dworze było trochę zimno, ale to mi nie przeszkadzało. Poszłam najpierw do parku, wyjęłam batona i zaczęłam czytac. Zaczytałam się, bo nie zauważyłam, jak ktoś do mnie podszedł. Była to starasza pani, nie wygladała, żeby miała przy sobie jakiś grosz.
- Przepraszam, masz coś do jedzenia?- Zapytała, wygladała na taką smutną.
- Tak mam - Powiedziałam i wyjęłam z torby dwa rogale - Proszę się przysiąść.
- Dziękuje, jesteś bardzo miła - Odparła, a ja sie do niej uśmiechnęłam. Była taką miłą osobą. Ktoś do nas podszedł, nie patrzyłam kto, bo to nie było dla mnie ważne.
- Witam panią - Zdziwiłam się bardzo, skądś znałam ten głos. Popatrzyłam w
górę. Tak miałam rację. To była ona.
- Witaj Lauro - Uśmiechnęła się. Nawet nie wiem, kiedy ta pani poszła i nie wiem, kiedy szłam obok Sabiny w
milczeniu. Czułam się tak dziwnie przy niej. Była taka wspaniała. Jest wspaniała.
- Chodź ze mną, zaprowadzę cię w moje ulubione miejsce - Zaproponowała, szłam bez słowa cały czas za nią. Złapała mnie za rękę. Wyszliśmy za miasto, prowadziła prosto w las. Bardzo długo szłam, nawet nie wiem, ile. Dziwnie się czułam, pamiętam tylko jej ciepłą rękę. Nagle urwał mi się obraz. Obudziłam się w środku lasu. Miałam coś pod nogami, przytuliłam się do tego. Obudziłam się później, było już ciemno. Głowa mi się ruszała, co mnie bardzo zdziwiło. Otworzyłam oczy, leżac bokiem, popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam twarz Sabiny. Szybko wstałam. No tak, leżałam na jej brzuchu. Byłam bardzo wyspana.Otworzyła oczy i patrzyła na mnie. Uśmiechnęła się do mnie. Usiadła, popatrzyła się chwilę na mnie i rzuciła się.
Dosłownie. Gdy się obudziłam, zobaczyłam, że jestem w łóżku. Szybko wstałam i zorientowałam się, że jestem u siebie w pokoju. Lampka była zapalona a na szafce nocnej leżała kartka.

"Spałaś tak słodko, że nie mogłam cię obudzic. Słodkich snów. Przy okazji pożyczyłam od ciebie mangi, nie miej mi tego za złe.
Fati"

Gdy byłam z nią, było tak dziwnie, jak by ona miała jakąś moc i mnie usypiała. Popatrzyłam na zegarek, była ta sama godzina, o której wczoraj wstałam. Nie uwierzyłabym, że to się wydarzyło, gdyby nie ten list. Wstałam z łóżka, dopiero teraz zauważyłam, że jestem w majtkach i jakiejśbluzie. Wydaje mi się, że ona miała ją wcześniej, ale nie pamiętam za bardzo. Poczułam przyjemny zapach, i ziewnęłam. Ubrałam stare dresy i poszlam do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i zaczęłam się zastanawiac, dlaczego tak się działo wczoraj.

cz.5

Nawet nie zorientowałam się, że jest już ta godzina i muszę iśc do szkoły. Popatrzyłam w okno i zobaczyłam, że pada deszcz. No i muszę wziąsc parasolkę - pomyślałam. Wzięłam ze sobą mp4. Włączyłam i szłam. Zawsze mam taką długą
drogę do szkoły. Myślałam, dlaczego zawsze jak jestem przy niej, jestem śpiąca, no ale za pierwszym razem nie było. Nie byłam śpiąca, to pewnie przez zmęczenie.
-Laura!- Ktoś krzyknął, obróciłam się i coś poczułam... Mocno bolało, nie wiedziałam, co się dzieje. Nic już nie widziałam. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą rozpłakaną Sabinę, była taka smutna. Chciałam ją do
siebie przytulić, ale nie mogłam się ruszyc. Coś mnie mocno przygniatało. Zasnęłam znowu. Gdy kolejny raz się obudziłam, widziałam pełno lekarzy. Coś mówili, ale mnie wydawało się, że krzyczą. Nie mogłam nic zrozumieć. Leżałam,
nie, jeszcze nie wstałam. Byłam w śpiączce, słyszałam wszystko, co dzieje się wokoło mnie. Słyszałam, jak rozmawia mój tata z pielengniarką i lekarzem na korytarzu, czułam, że drzwi są otwarte. Chciałam otworzyć oczy. Nie chciałam
ich słuchac, chciałam spać. Poczułam ciepło, ale to było takie inne ciepło.
- Młoda, proszę cię, obudź się. Wiem, że nic ci nie jest. No, proszę cię, obudź się, już nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Będę się tobą opiekowac... Mówiła ze łzami, słyszałam jak płakała i błagała, żebym się obudziła. Poczułam moc w sobie, chciałam się do niej przytulic, żeby tylko nie płakała.
- Obiecujesz?- Zapytałam z zamkniętymi oczami. Chciałam je otworzyć, ale miałam trudności, i nie wiem, czemu.
- Co?!?! Ty żyjesz? - Dziwne pytanie, pomyślałam. Zaczęła mnie przytulac.
- Obiecujesz? - Powtórzyłam.
- Tak obiecuję, będę zawsze przy tobie. Obiecuję!

Mijały dnia, miałam lekki uraz oczu, ale nic mi się nie stało. Te wszystkie dni, a było ich bardzo dużo przesiedziałam z Sabiną. Bardzo dużo rozmawialiśmy ze sobą. Byliśmy chyba największymi przyjaciółkami, jakie
istnieją. Kochałam ją bardzo mocno. Była przy mnie cały czas, zawsze wtedy, kiedy jej potrzebowałam. Ale nadal się dziwnie czułam, ponieważ zależało mi na niej I ona była taka dziwna.

cz.6

Zadzwonił dzwonek, niee to tylko mi się przesłyszało. Ktoś stukał do drzwi. Wstałam wkurzona, ubrałam ciepłą bluzę i otworzyłam drzwi. Od razu tak bez pozwolenia weszła Sabina.
- Co ty tak wolno otwierasz? - Zapytała uśmiechając się do mnie. Zaczęła ściagać z siebie płaszcz, buty, i plecak. Kichnełam, popatrzyła się ze zdziwieniem na mnie.
- Widac jak mnie słuchasz - Powiedziałam do siebie - Mówiłam ci, że jestem chora...
- A no tak- Popatrzyła przepraszająco - Wybacz mi, ale zapomniałam. Za to dzisiaj będę siedziała z tobą i będę robic ci herbatkę, jedzonko... - Czytała w moich myślach, czy co? Gdy jej wczoraj o tym mówiłam, miałam nadzieję, że mi to zaproponuje. Dzisiaj moje marzenie się spełniło. Dziękuję.
-Jeśli nie sprawi to dla ciebie problemu, to jasne, czemu, nie.- Powiedziałam niepewnie, bo przecież może jej się odechcieć i sobie pójdzie.
-Jasne, że chce, na pewno o wiele lepsze to niż siedzenie w szkole, i to bez ciebie. Ej, już do łóżka zmykaj, musisz się wygrzac - Popchnęła mnie w stronę pokoju i poszła za mną.Gdy się położyłam, zapytała
- Coś ci podac, zrobic? Powiedz, co chcesz.
- Mogłabym się trochę wyspac?- Ziewnełam - I ten... czy mogłabyś... mogłabyś.. wiesz, o ile chcesz... no...- Zaczęłam się jąkać, nie wiedziałam jak jej to powiedzieć.
- Mogę się położyc z tobą? - Wiedziała, o co mi chodzi, ale i tak zapytała. Przytaknęłam, bo nie mogłam nic powiedziec, serce zaczęło mi bardzo szybko bić. Bałam się, czułam, że dzisiaj musi się coś wydarzyc. Przysunęłam się do ściany. Poczułam jej ciepło, a po chwili zapach.
I jak zwykle zasnęłam. Obudziłam się i zorientowałam, że jestem do niej
przytulona. Otworzyłam oczy i popatrzyłam się na nią.
-Śpij, jesteś przy mnie bezpieczna - Oczywiście, poszłam spac, choć tak bardzo nie chciałam. Wolałabym się nacieszyć i poczuc jej ciepło, ale, nie, musiałam przysnąć. Przebudziłam się i powiedziałam sobie, że jak zasnę, to
sobie tego nie wybaczę. Leżałam w jej objęciach i patrzyłam na nią.
- A ty czemu nie śpisz? - Zapytała z troską w głosie.
- Nie chce już spac, chcę spędzić z tobą ten czas a nie spać.
- Ok... - I zaczęła się ode mnie odsuwać. "Nie, tylko nie to" pomyślałam.
- Ej, ale ja nie powiedziałam, że masz się odsunąc - Sama się zdziwiłam tym, co powiedziałam, ale było mi tak przyjemnie. Zaśmiała się i mnie przytuliła. Leżałyśmy tak i patrzyłyśmy na siebie. Ogarnęła mnie ogromna ochota, żeby ją pocałowac, była tak bliska a tak bardzo niedostępna. Jakby tak pomyślec, to nawet nigdy nie gadaliśmy jak normalne
nastolatki o chłopakach. Nagle zaczęłyśmy się do siebie zbliżac, aż... nie, zaburczało mi w brzuchu. Zaśmiała się.
- Pójdę zrobic ci coś do jedzenia, leż spokojnie. Jak coś będziesz chciała, to mnie zawołaj.
- Ok...-Zdenerwowałam się, głupi brzuch, akurat wtedy, kiedy miałyśmy się pocałowac. Zrobiła mi pyszną zupę, którą jadłam pierwszy raz. Właczyła cicho muzykę. Słuchałam i jadłam a ona na mnie patrzyła. I tak przeleciał mi dzień z nią. Ogladaliśmy telewizję, dużo rozmawialiśmy. Aż przyszedł wieczór i ona musiała iść.
- No to ja już będę się zbierac. Zrobiłam ci kanapki na kolację i masz gorącą herbatę w termosie. Nie zapomnij wziąć leków - Była taka opiekuńcza.
- Dziękuję za wszystko, co dzisiaj dla mnie zrobiłaś.
- Nie ma za co- Uśmiechnęła się do mnie, serce zaczęło mi bić kiedy schyliła się, pocałowała mnie w policzek i poszła.

cz.7

Gdy następnego dnia wstałam, pozostały mi tylko wspomnienia. Godziny mijały, ja siedziałam przy telefonie i czekałam, kidy się odezwie do mnie.
Oglądałam wiadomości, bo pomyślałam, że może jej się coś stało, ale o niczym takim nie mówili. Gdy weszłam na kompa zauważyłam na poczcie, że jest dostępna. Pomyślałam, czemu nie, napisze do niej, przecież jest moją przyjaciółką.
Ja: Hej, co tam u ciebie?
Sabina: Nie ma Fati.
I ktoś, ta osoba zeszła z poczty. Kto to był? I gdzie jest Sabina?
Pozostały mi jeszcze dwa wyjścia. Zadzwonic do niej. Wzięłam telefon, wykręciłam jej numer i nawet nie było sygnału. Co się dzieje? Nie mogłam tak siedziec, musiałam przekonac się, że nic z nią nie jest, że nic się nie stało. Pozostało mi pójśc do jej dziadka. Wyszłam z domu, było strasznie zimno. Szybko zapięłam kurtke i naciągnęłam kaptur. Stanęłam na przystanku, była jeszcze jakas kobieta z dwójką dzieci. Wsiadłam, strasznie kręciło mi się w głowie. Czułam się, jakbym coś brała, to pewnie przez tą chorobę.
Stanęłam przed sklepem i nie rozumiałam, o co chodzi. Sklep był zamknięty a co najgorsze opustoszały. Nie rozumiałam już nic. I nagle tak mocno mi się zakręciło w głowie, że upadłam na ziemię i zemdlałam.
Obudziłam się przy Sabinie, na pewno przy niej. Zapamiętałam bardzo dobrze jej zapach.I jej głos, gadała z kimś.
- Muszę być przy niej, nie zostawie jej, widzisz przecież, że zawsze się w coś wpakuje.
- Nie możesz, to nie twoja przyszłosc. Masz inaczej ją zaplanowaną.
- Nic mnie to nie obchodzi - Krzyknęła Sabina - Chodźmy malutka - Pociągnęła mnie ze sobą.
To wszystko wydawało mi się takie nieprawdziwe, takie jakby przez mgłę. Tak jakbym cały czas spała. Obudziłam się w czyimś domu, pokoju. To nie był mój dom. Nigdy nie byłam u Fati, coś mi się zdaje, że to jej.
- W końcu wstałaś, Lauro - Powiedział głos, pierwszy raz go słyszałam. Dopiero teraz zauważyłam, że w tym pokoju są dwa łóżka i jest małe, ale i tak przysłonięte okno.
- Fati, twoja dziewczyna się obudziła - Krzyknęła nieznajoma. Nie jestem jej dziewczyną, ale to było takie miłe, chciałabym... Weszła do pokoju, miała ze sobą tacę i na niej coś.
- Jak się czujesz, mała? - Zapytała - Weź te leki i wszystko będzie dobrze.
- Jakoś się czuje, co to za leki? - Zapytałam ze zdziwieniem.
- Po prostu ci pomogą, uwierz mi.
Uwierzyłam i wzięłam. Następnego dnia byłam już zdrowna, zero przeziębienia, wszystkiego. Wieczorem Sabina zaprosiła mnie na spacer. Wieczorem? Nie prawie w nocy. Była 11 i było strasznie ciemno, nie przepadam za ciemnością. Poszłyśmy się przejśc do parku. Było mi trochę zimno, chociaż ubrałam się grubo. Gdy to zauważyła, objęła mnie i szłyśmy tak cały czas. Lód był na drodze. Musiałam bardzo uważac. Gdy tak szłam, pochłonięta rozmową, poślizgnęłam się. Gdy leciałam na ziemię, złapałam ją za rękę. Poleciała na mnie. Obie leżałyśmy na ziemi.
Zrobiło mi się z lekka,zrobiło mi się bardzo gorąco. Gdy tak leżała na mnie, patrzyliśmy sobie w oczy. Powoli się do niej przybliżyłam i pocałowałam ją. Poczułam smak jej ust, smakowały malinami.
Mijał czas a my nadal leżałyśmy tak i się całowałyśmy.
Data publikacji w portalu: 2012-02-14
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

erotyka Fitness intymny kobiet
Ala44 Ja ćwiczę od dawna i Polecammm ... opinia dodana 2019-09-17 00:22:45
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019