W CHACIE NAD JEZIOREM

mavag
I-o, małe miasteczko w zachodniopomorskim słynie z uroków turystycznych: czystej wody przepięknego jeziora, wspaniałych terenów leśnych wokół niego, znanego festiwalu filmowego, a i z tego, że jedna z mieszkanek wygrała w
to-to lotka parę milionów złotych.

Bywam czasami u przyjaciół, którzy w odpowiednim czasie, za odpowiednie, wówczas nawet niewielkie pieniądze, kupili kawał ziemi po drugiej stronie jeziora, patrząc od miasteczka. Wybudowali chatę, piękną, drewnianą, inną niż wokół sąsiedzi, posiadacze podobnych włości. Jest wśród nich kilku Polaków, obecnie także i obywateli RFN, którzy tam mieszkają na stałe,ale odpoczynek w Polsce przedkładają nad wyjazdy w ciepłe kraje. Nie ma tu ziemi uprawnej, ale kilometry starego lasu. Zaciekawienie wzbudza na samym niemal szczycie pozostałość, bo dawnej wsi, która przestała istnieć podobno z powodu zniknięcia nagle wody w studniach. Pozostały tylko fragmenty fundamentów i gołych ścian z ze śladami wyblakłych farb i resztek tapet. A w dole jezioro, czyste, cudowne, z pięknymi drewnianymi pomostami, na
których latem można do woli wylegiwać w stroju „Ewy" w takim, w którym była w raju, zanim jeszcze zjadła wraz z Adamem to nieszczęsne jabłko.
Wokół żywej duszy, nie licząc owych sąsiadów, którzy sami często opalają się nago i na nich żadne podobne widoki nie robią wrażenia. Jednym słowem raj; kto nie był, powinien te tereny odwiedzić.

Byłam tam, dwa lata temu, zapowiedziałam się przez telefon i zostałam z entuzjazmem zaproszona przez gospodynię: „Przyjeżdżaj, jestem sama, nudzę się”. No i, dodała jeszcze parę miłych słówek szeptem...

Jej mąż, marynarz, „pływa” po morzach i oceanach, a ona dogląda gospodarstwa. Bywa tu na ogół w miesiącach wiosenno- jesiennych, na co dzień mieszkają w wielkim mieście. Moja przyjaciółka W. jest absolwentką historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Poznałyśmy się bliżej na jakimś biwaku. Przypadkowo znalazłyśmy się w jednym namiocie, ale nie przypadkowo w nocy, nasze dłonie spotkały się ze sobą w połowie drogi i splotły się w uścisku. Polubiłyśmy się i zaprzyjaźniły. Ale o tym potem.

Dom urządzony przepięknie, nie ma tu przepychu, ale jest klimat prostoty, wygody i swojskiej elegancji. To zasługa W.

Gospodyni trochę maluje, bywało, że przyglądałam się jej popisom - pejzażom, kwiatom. Coś na kształt ludzi na różnokolorowej plamie obrazów a la Picasso.

Lubię sztukę, kocham malarstwo, rzeźby; podobają mi się wszystkie od Rafaela po Picasso, Donatella czy Rodina, chociaż nie zawsze je rozumiem.
Ale ona powiada: jeśli Ci się podobają, znaczy, że ich Twórca byłby zadowolony. Może to prawda? Picasso pisał: Malarstwo nigdy nie jest prozą, to poezja pisana wierszami o rymach plastycznych. Mam tomik przecudnych wierszy Michała Anioła, więc jakaś prawda w tym jest.

Ja też lubię poezje, może to ona będzie moim kluczem do zrozumienia
malarstwa, czy też rzeźby ?

Jechałam, przedzierając się w końcowych kilometrach leśną drogą, nie zawsze równą, miejscami mroczną i krętą, pełną wykrotów i niespodziewanych skrętów w nowe drogi leśne, których poprzednio chyba nie dostrzegałam. Raz musiałam
wycofać się, spostrzegłszy ewidentna pomyłkę. Jechałam trochę z obawą, co by było, gdyby mi samochód nawalił i ktoś by na mnie napadł. Ale po chwili zastanowienia uśmiechnęłam się przypominając, że biżuterii złotej nie noszę,
zresztą niewiele jest ona obecnie warta, tylko parę kółek ze srebra na ręce, a sznur kamyków na szyi, to nie perły ani inne cuda. Pozostaję ja – kobieta. Mogę się podobać, wiec... Uśmiechnęłam się w duchu; jestem pogodna i radosna, od czasu do czasu pozwalam się uwieść; i po miłej wesołej imprezie, zdarza mi się pójść do łóżka z osobą, która też mi się podoba.
Pozwalam się „zgwałcić”. Jest to miłe uczucie jak „gwałciciel” z pośpiechem uwija się wokół mojej osoby, a ja z udanym przerażeniem i ukrytym zainteresowaniem, przyglądam się temu rytuałowi. Z boku to jednak musi jeszcze bardziej komicznie wyglądać. To pospieszne pozbywanie się garderoby, te zabiegi wobec moich wdzięków. Te próby „szybkiego zgrania” wszystkich faz. Nie ułatwiam sprawy, niech się pomęczy. Traktuje to jako część zabawy, często nawet nie zaznając przy tym należnej mi przyjemności.
Tak to jest z mężczyznami... Bo z kobietami jest inaczej. My nie gwałcimy się, my tworzymy poezję, koncerty namiętności. Dlatego mężczyzna to raczej rzadkość, jak rodzynek, w moim damskim cieście. No, ale bywają. W końcu
ciasto bez rodzynków... hiii?

A zatem, dotarcie do mego Sezamu raz więcej, nie spowodowałby żadnego dla mojej reputacji uszczerbku; co najwyżej odrobinę rozkoszy, a może nawet trochę więcej? W końcu nie doliczyłam się jeszcze liczby „40 rozbójników”,
w odwiedzinach,ale nie o ilość w końcu chodzi.

I jak powiada moja przyjaciółka, skarbnica wszelkich powiedzonek: „Nawet jak Cię gwałcą, staraj się w tej tragicznej sytuacji odczuć jak najwięcej przyjemności”, tak i ja, uważam to za całkiem rozsądną dewizę. Takiej „przyjemności” gwałtu bez mojej akceptacji, do tej pory, na szczęście, nie zaznałam, za co należy chwalić Boga, bez względu na to czy jest, czy go nie ma.

Tak rozmyślając i uśmiechając się do swoich myśli, dotarłam szczęśliwie do końca drogi.


*

Brama była już otwarta, zatrzymałam się u szerokich schodów. Słychać było muzykę, a w drzwiach pojawiła się ONA, moja przyjaciółka i... czasami coś więcej. W ślicznej sukience, lekkiej, zwiewnej, bez stanika i poprzez etaminę prześwitująca cudowną harmonią swego ciała. To nie frazes, słynęła z urody i figury, miała sporą ilość kochanków i kochanek, a wśród innych także mnie. Ale tylko ja (?) pozostałam jej „wierna”. Zawinęła się wokół swojej osi odsłaniając uda aż po błękitne majtki. Rozwarła ramiona, w które wpadłam, całując się i przekrzykując nawzajem powitania.

Po ulokowaniu się w ”swoim” pokoju, wykąpaniu w ślicznej komfortowej łazience z wanną, prysznicem i bidetem, pełną wspaniałych ręczników, pachnideł, płynów do kąpieli, szczotek i dużym, aż prawie do podłogi sięgającym lustrem, przebraniu się w luźne spodnie i bluzkę, zeszłam na dół do jadalni; wielkiej, z charakteru wiejskiej, pomimo paru zupełnie nowoczesnych urządzeń. Ale dekoracje, suche bukiety, pęki cebuli i czosnku, ogromną dynia i masa starych „rupieci”, marynarskich prac, koło sterowe, a także parę dzieł malarskich jej autorstwa, stwarzały niepowtarzalną
atmosferę. Piękny stół, nakryty kolorową serwetą stał przy olbrzymim oknie, przez które widać było z dala płytę jeziora.

Poczęstowała mnie obiadem, i rozmawiałyśmy szybko i bezładnie, jakbybyśmy chciały sobie powiedzieć od razu wszystko. Zatem postanowiłyśmy pojść nad jezioro, na szeroki pomost ukryty miedzy ciągiem sitowia. Rozebrałyśmy się do, jak natura stworzyła, i zanurzyłyśmy się w wodzie. Woda - poezja - popłynęłyśmy całkiem daleko. Omywała rozkosznie nasze ciała. Kto się nago nie kąpie, nie zna tego cudownego podniecenia, wynikające z omywania przez
chłodną wodę, ud, piersi, przelewająca się drażniąco między nogami.
Szczególnie to ostatnie, cudownie wpływa na niezwykłą przyjemność z takiej kąpieli. Kładłam się na plecy wystawiając piersi na promienie słoneczne .
Słońce prażyło mimo popołudniowej pory, zatem postanowiłyśmy zakończyć kąpiel, aby nie poparzyć skóry.

Wynurzyłyśmy się, obsmarowały nawzajem kremem i położyły na ręcznikach,
rozłożonych na gorących deskach pomostu.

Zaczęły się rozmówki. Powiedziała, że męża nie ma już dwa miesiące i jeszcze dwa są przed nią, że samej jej smutno, że czasami ktoś przyjedzie, ale na krótko.. Na moje pytanie sugerujące: a co z tymi sprawami, odpowiedziała; no wiesz, jak to my, tak jak kiedyś, pamiętasz?

Pamiętałam, pamiętałam. Miłostki kobiece, pierwsze wzajemne palcówki, nasz pierwszy wibrator, który nabyłam za „drobną usługę„ od kolegi z akademika, który przywiózł go z Niemiec; jak go sobie nawzajem pożyczałyśmy i pod
kołdrą drżeniem serca, przy włączonym radyjku, oddawałyśmy się rozpuście.

- A inaczej?

Zaczerwieniła się i chwilę nie opowiadała.

- Wiesz, jest tu paru facetów, sąsiadów, parę babek- niestety, same heteryczki - roześmiała się.



Ubrałyśmy się wreszcie i poczłapały do domu. Nastawiła wodę na herbatę, postawiła nakrycia i wyciągnęła placek drożdżowy. Jadłyśmy, śmiały, spoglądałyśmy na siebie. Miałam w głowie przyjemne plany, a i z jej twarzy
wyglądało, że są do zaakceptowania. W końcu znałyśmy się od wielu lat, jeszcze zanim poznała obecnego męża. Minęło już jednak dwa lata jak nie widziałyśmy się.

Ale stało się inaczej.

Była już dziewiąta wieczór, i planowałam jak to przyjemnie będzie za chwilę zmienić jadalnię na sypialnię, gdy przed schodami pojawiła się postać. Był to mężczyzna, jak się okazało sąsiad, mieszkający jakieś 500 metrów z stąd.

Moja przyjaciółka wyraźnie się speszyła.

- Poznajcie się, to W. sąsiad z pobliskiego domostwa, miłośnik koni, ma ich parę sztuk, często bywam i korzystam z okazji, aby pohasać.

- A to moja przyjaciółka - zostałam przedstawiona - znamy się z okresu studiów i wspólnych balang

Facet był niczego sobie, jakieś 176-178 cm, koło czterdziestki a może trochę więcej, ciemny blondyn, opalony i żylasty. Widać było po nim pobyt na powietrzu i słońcu, i ciężkiej codziennej harówie.

- Wpadłem, jak obiecałem – powiedział - nie wiedziałem, że masz gościa.

- Och – powiedziałam - postaram się nie przeszkadzać.

- Ależ, w czym - oburzyła się moja przyjaciółka, ale ja czułam, że mogę mieć rację.


Gość przyniósł butelkę wina, więc przy niej, cieście, herbacie i mojej ulubionej kawie, toczyła się ożywiona rozmowa. Trochę on opowiadał, trochę ja. Opowiedział najnowsze dowcipy, a my śmiałyśmy się. Spojrzałam dyskretnie na zegar wiszący na ścianie, było już około 23, a gość nie miał najmniejszego zamiaru wychodzić. Domyśliłam się, że to chyba on był powodem rumieńca mojej przyjaciółki, gdy spytałam ją na pomoście o „inne sprawy”.
Wstałam, powiedziałam, że jestem zmęczona i udałam się na górę, mimo nalegań obojga, abym jednak została.

Siusiu, prysznic, koszulka , krem na twarz, – trwało to nie więcej niż 20 minut. Spojrzałam jeszcze przez okno na świecące w oddali światła miasteczka i wskoczyłam pod cieniutką, jedwabną kołderkę.

Leżąc w łóżku, słyszałam jeszcze przez moment rozmowę, przekomarzanie, brzęk szklanek czy kieliszków. Rozmowa toczyła się coraz bardziej cicho, przemieniła się w szepty, wreszcie usłyszałam odgłosy cichego śmiechu i oddalających się kroków. Wszystko ucichło.
Chyba zasnęłam, ale coś mnie obudziło. Podniosłam głowę i usiłowałam zrozumieć ich pochodzenie. Były to delikatne stuki, głuchy dźwięk rytmicznie poruszających się mebli, i ciche jęki. Znam te dźwięki, ten szelest, ten kołyszący rytm, ten jęk. W drewnianym domu, jeżeli ktoś mieszkał, lub bywał, wie, że wszelkie odgłosy przenoszą się z niesłychaną intensywnością. A zwłaszcza nocą. Tam na dole kochali się, to jasne. Wstrzymałam oddech, bezwiednie nadsłuchując. Zabawa musiała się zbliżać się ku końcowi. Odgłos splecionych ciał uderzający w szybkim tempie, rytmiczne narastające kobiece och, i męskiego uuuh, i choć ledwo słyszalne, to echo roznosiło po całym domu. Wreszcie usłyszałam przeciągły jęk, tłumiony krzyk i... wszystko zamarło. Ruch ustał, zapadła cisza, do mnie nie docierał już żaden dźwięk. Opuściłam głowę, przełknęłam ślinę. Chwil kilka minęło, gdy moje serce się uspokoiło i obracając się na
bok postanowiłam znów zasnąć. Chociaż?

Usłyszałam ciche, powolne, stąpanie po schodach bosych stóp. Zbliżały się do mych drzwi... Otwarłam szeroko oczy i uniosłam głowę. Drzwi cichutko zaskrzypiały, a w drzwiach ukazała się... Tak... ona. Była naga, podchodziła chwiejąc się powoli do łóżka, jak by nie widząc moich otwartych oczu.
Pochyliła się nade mną i pocałowała. Płakała. Otwarłam ramiona, a ona osunęła się na mnie. Była gorąca, mokra, lepka. Całowała mnie mocno, żarliwie, a we mnie wszystko gotowało się z radości i podniecenia. Nasze ciała splotły się, a palce i dłonie tańczyły, po tak przecież dobrze znanych sobie od dawna zakamarkach. Odwzajemniałyśmy pieszczoty - to jej, to znów moja dłoń mknęła między uda, wilgotne, mokre, śliskie. Całowałam jej piersi, brzuch, łono, unurzaną świeżą miłością, tak podniecającą, że byłam blisko omdlenia. To znów ona wkładała palce swojej niemal dziecięcej dłoni, pocierała z taką mocą, jakby chciała zatrzeć wspomnienie z przed paru minut.
Świat zawirował, straciłam na kilka sekund świadomość... Gdy „wróciłam”, leżałam na plecach, a ona wciąż całowała moje ciało schodząc aż po palce stóp.

Wciąż cichutko łkała , jakby chcąc zmyć wyrzuty, jakie z pewnością miała po zajściach z przed pół godziny, tam na dole. Uspokajałam ją, płakałam z nią, tuliłam. Wstała, podeszła do barku, wyjęła butelkę. Boże, jakie zachwycające miała kształty. Przechyliła do ust i chwilę piła. Potem podała mnie. Był to jakiś alkohol, słodkawy, niezbyt mocny, przypominający rum.
Położyła się znów obok i wtuliła się we mnie. Szlochała jeszcze przez chwilę, aż wreszcie uspokoiła się, Gdy spojrzałam na nią po chwili, spała, cicho jak dziecko. Pocałowałam ją delikatnie, objęłam i też zapadłam w sen.


Ranek obudził nas ostrym słońcem i gorącem wstającego dnia. Pachniałyśmy alkoholem, potem, i Bóg wie, czym jeszcze. Pobiegłyśmy do łazienki: ja pod prysznic. Ona zaś usiadła na sedesie. Chciałam coś powiedzieć, ale ona uprzedziła: nic nie pytaj teraz, nic nie mów, potem Ci wszystko opowiem.Chwyciła mój szlafrok i zbiegła po schodach.

Koło jedenastej byłam gotowa, zeszłam na dół. Śniadanie przygotowane, moja przyjaciółka uśmiechnięta. Zjadłyśmy wśród śmiechów i grającej muzyki, a potem poszłyśmy znów na pomost.

Leżąc opowiedziała mi, że kocha bardzo męża, ale jak wiem, kocha też dziewczyny, nic na to nie poradzi. Nie ma za dużych potrzeb seksualnych, ale ma, i żaden wibrator już ich nie spełnia... Zdarzyło się jej będąc u tego faceta na jazdach konnych, zauroczyć się i pozwolić sobie na jeden „numerek”, jak myślała. Stało się to w stajni, wśród arskających koni, zapachu świeżego siana i atmosfery świadomości, że robi cos niedobrego a jednocześnie szalenie podniecającego.
"Był bardzo dobry - domyślasz się, co mam na myśli – takiego orgazmu już nie pamiętałam od dawna... Jest żonaty,
trójka dzieci” – dodała.

Zabrzmiało to jak reklama jego sprawności.

- Myślałam, że to przeżycie na raz, ale po jakimś czasie nie mogłam wytrzymać, więc udawałam się na powtórkę. Jest sprawny, silny, i... Lubię z nim się pieprzyć, gdy trzyma mnie jak w kleszczach w kończącym momencie,
a ja za każdym razem mam niesamowite odloty – dodała z rozbrajającym, trochę niepewnym uśmiechem”.

Po każdym spotkaniu ma wyrzuty sumienia, czuje się jak dziwkaą, ale nic nie może na to poradzić. Wraca mąż i jest ok., kocha go, i nie wyobraża sobie życia bez niego. Nie wie, co ma zrobić. To nie facet ją napastuje, to ona
go czasami potrzebuje. Na te 20-30 minut. Może gdyby urodziła dziecko, zmieniłoby się wszystko? Ale ma problemy, i mimo intensywnych starań, z mężem w ciążę zajść nie może. Myślała nawet w pewnym momencie, że może uda
się to z sąsiadem, często kocha się z nim bez zabezpieczenia. Ale też nic.

Pobyłam jeszcze u niej 4 dni, spacerowałyśmy, kąpały, spały, rozmawiały. Prosiła, żebym do niej częściej wpadała, tak bardzo lubi ze mną przebywać.

Obiecałam. Problemu nie rozwiązałam. Chciałam, żeby przy mnie o nim zapomniała. Mówiła, że postara się, chce, ale na jak długo chęci starczą?

I wyrzuty sumienia. Nie tak łatwo z takimi problemami się uporać, sama o tym doskonale wiem. Myśli, że jak oderwie się od tego, to się w jakiś sposób oczyści. Bo kocha męża, więc miłość do niego powinna jej wszystko wybaczyć, rozgrzeszyć. Obiecałam, że w przyszłym roku znów do niej przyjadę. Mam nadzieję, że będzie już po problemie.

No tak. To było dwa lata temu.
Data publikacji w portalu: 2012-02-14
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019