SOLISTKA

mavag
Siedziała na korytarzu obok drzwi z napisem: Klasa skrzypiec – prof. Amelia Durand. Wyglądała na jakieś 16 lat. Smukła, o jasnokasztanowych włosach, w sukience ciemnoniebieskiej, z delikatnie zarysowanym dziewczęcym biustem, z rękawami 3/4, z płytkim dekoltem, i i fioletowym, koronkowym kołnierzykiem. Miała szczupłe nogi, a na stopach granatowe pantofelki na płaskim obcasie. Siedziała, trzymając na kolanach nuty, a w rękach, jakiś arkusik papieru. Obok stało charakterystyczne pudło ze skrzypcami. Podeszłam bliżej i usiadłam naprzeciwko niej, obok drzwi z napisem: Klasa Fortepianu- prof. Anna Popławska, zobaczyłam,że kartka papieru,gęsto zapisana, to list... I w ten list wpatrzone były oczy dziewczyny.Czekała na swoje zajęcia, czytając powoli. Za drzwiami słychać było co chwilę przerywany i powtarzany fragment "Fantazji" i "Wariacji E- dur" Henryka Wieniawskiego. Z częstych przerw wysnuć można było przypuszczenie,że utwór przygotowywany był na jakiś konkurs. Bardzo starannie cyzelowano każdy fragment, każdy takt.
Ja też czekałam. Ćwiczyłam "Walc H –dur" Fryderyka Chopina, łatwy technicznie, ale wymagający uchwycenia klimatu, co u Chopina jest najważniejszą sprawą. Przyszłam za wcześnie, bo słyszałam, co moja koleżanka gra za zamkniętymi drzwiami, i zanosiło się, że potrwa to co najmniej 15 minut. Dziewczynę siedzącą naprzeciwko mnie zobaczyłam pierwszy raz. Spoglądałam na czytającą, aż ta pod ciężarem mego wzroku podniosła głowę. I uśmiechnęła się. Odwzajemniłam uśmiech i spytałam:
-Nigdy Ciebie tu nie widziałam.
-Tak, jestem tu dopiero od niedawna. Przyjechałam z G. Rodzice przeprowadzili się i musiałam przenieść się do tej uczelni. Ale podoba mi się tu, a prof. Durand jest świetnym pedagogiem. To dla niej postanowiłam zmienić szkołę... Mam 17 lat i jestem już na czwartym roku - powiedziała z duma.
Popatrzyłam na nią z uznaniem, musiała być bardzo zdolna. Byłam od niej o rok starsza.
- A ja na trzecim, powiedziałam, nie jestem chyba taka zdolna jak Ty. Nie mam wielkich ambicji, a może i talentu, aby zostać koncertującą pianistką, ale w szkole, na poziomie podstawowym, będę z pewnością mogła uczyć. No i akompaniować, a także grać dla siebie - dodałam.
- Mam na imię Matylda – przedstawiła się dziewczyna - i dodała - będziesz mogła też udzielać prywatnych lekcji... Na pewno możliwości pracy ci nie zabraknie. Ale dlaczego od razu zakładasz,że nie możesz być solistką?
- A ja, Ewelina - odpowiedziałam.- I zaczęłam wyjaśniać - Chyba mam za mało samodyscypliny, interesuję się wszystkim, i nie poświęcam muzyce tyle czasu, ile powinnam, i ile mi zalecają nauczyciele. Rodzice bardzo pragną, żebym coś w tym kierunku osiągnęła, ale czuję,że tym ambicjom nie podołam. Wszyscy rodzice widzą w swych dzieciach geniuszy.
- Tak, masz rację, ale przecież niektóre z nich takimi są. I pomoc rodziców pomaga w osiągnięciu najwyższych sukcesów. Ja mam takich rodziców, - mówiąc to, jakby się zawahała, albo mnie się tak wydawało.
Spojrzała na trzymany w ręku list.
- Dostałam ten list od mojej przyjaciółki z G. Wiele lat się przyjaźniłyśmy i teraz mi trochę smutno bez niej. Piszemy za to do siebie - Uśmiechnęła się.


Teraz widywałyśmy się prawie codziennie. Wracałyśmy razem, czasami zachodziłyśmy do cukierni na ciastka, które obie lubiłyśmy. Parokrotnie poszłyśmy do kina i obie śmiałyśmy albo płakały... Lato powoli mijało, a my byłyśmy coraz bliższe sobie.
Nastała jesień, stawało się coraz chłodniej, Trzeba było się ubierać ciepło i nosić koniecznie ciepłe rękawiczki, czego nigdy nie znosiłam. Ale „bębnienia” na fortepianie też niezbyt lubiłam, chociaż muzykę naprawdę kochałam.

Pewnego dnia Matylda się nie pojawiła. I następnego dnia też jej nie było... Byłam zaniepokojona. Podeszłam do pani profesor i spytałam o nią. A ona odpowiedziała, że sama jest zdziwiona jej nieobecnością... Matylda jest niezwykłym talentem, mówiła, jakiego dawno nie miała i zależy jej, aby nauka przebiegała w należytym tempie i czasie. Powiedziałam, że chętnie dowiem się, co się mogło stać. Pani Profesor zadzwoniła do dziekanatu i po chwili miałam w ręku jej adres.

Po zajęciach natychmiast pojechałam. Mieszkała na I piętrze. Przeczytałam nazwisko na drzwiach, To było tu. Zadzwoniłam, drzwi otworzyły się i ujrzałam w drzwiach kobietę bardzo podobną do Matyldy, Domyśliłam się, że to jej mama, a ona to potwierdziła.
- Przyszłaś się spytać zapewne o Matyldę?
- Tak - odpowiedziałam - Uczymy się razem w szkole, z tym, że ja w klasie fortepianu.
- Zajdź proszę, Matylda czuje się niezdrowo, leży w łóżku.
Weszłam, Matylda leżała wpatrzona w drzwi. Zobaczywszy mnie uśmiechnęła się uradowana, a jednocześnie, dostrzegłam, spojrzała ukradkiem na mamę
Powiedziałam,że Pani Profesor Durand, jest zaniepokojona jej nieobecnością.
- Mama zaniesie jutro – odpowiedziała - zaświadczenie lekarskie. Sądzę, że za dwa, trzy dni będę zdrowa.
Pogadałyśmy, a ja dojrzałam, że jej ładna twarzyczka jest bardzo blada. Wyglądała naprawdę źle. Żegnając się, obiecałam, że wpadnę do niej jutro, a ona się niezmiernie ucieszyła. Jej kiepski wygląd poruszył mnie
Podała mi na pożegnanie ręką, a ja wtedy dojrzałam coś, co mnie zamroziło. Na jej ramieniu dostrzegłam siniaki.
Wyszłam wstrząśnięta.
W domu nie dawało to mi spokoju, Siedziałam przy pianinie i ćwicząc myliłam się co chwilę, aż mama zdenerwowana, spytała, co się ze mną dzieje.

W poniedziałek Matylda pojawiła się w szkole. I wszystko toczyło się jak dotychczas. A my byłyśmy już nierozłączne.
Dwa tygodnie później Matylda znów nie pojawiła się w szkole. Tym razem zadzwoniłam do niej. Odebrała słuchawkę, a w niej usłyszałam podniesione głosy. Matylda usłyszawszy mój głos, zapłakała.
Wystraszona i przejęta zawołałam:
- Co się u Was dzieje? Co z tobą? Błagam, przyjeżdżaj do mnie, natychmiast. A może po Ciebie pojechać?
- Nie, nie trzeba - załkała - zaraz przyjadę.

Nie minęło pół godziny, gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Podbiegłam i nie pytając otworzyłam.
Stała w progu trzymając skrzypce przyciśnięte do piersi.
- Wejdź - powiedziałam, otwierając drzwi na oścież, a ona przeszła przez próg i skierowała się do pokoju. Siadła na krześle, i opuściła skrzypce na dywan. Zamknąwszy drzwi, pomogłam jej zdjąć płaszczyk i powiesiłam na wieszaku.
- Co się stało, mów prędko. Zaraz zrobię Ci gorącej herbaty? – Jesteś cała przemarznięta, powiedziałam spojrzawszy na zaczerwienione dłonie - a gdzie Twoje rękawiczki?
Mówiłam to wszystko, nie czekając na odpowiedzi. Pobiegłam do kuchni i postawiłam czajnik na palniku. Matylda do tej pory nie wypowiedziała słowa. Drżała, jakby miała temperaturę.
Parzyłam herbatę, kroiłam cytrynę. Do miseczki nałożyłam miodu. Poniosłam do pokoju, i postawiłam na stoliku.
- Co się stało - mów - siadłam naprzeciw niej.
- Tata wrócił kolejny raz... pijany - Te słowa przeciskały się z trudem przez jej gardło. - I kolejny raz usiłował mamę pobić - Łzy polały się z jej oczu,szlochała nie krepując się już wcale.
- Tata od dwóch lat zmienił się nie do poznania. Poznał jakąś kobietę, zakochał się, a w domu zaczęło narastać piekło. Ale do tej pory skupiało się to tylko na mamie. Z początku awantury, a później próbował ją bić. Przeżywałam, płakałam, prosiłam tatę. Obiecał, a było nadal po staremu. To z jego powodu musiałyśmy opuścić nasze miasto i przyjechać tutaj. Był świetnym fachowcem, ale jego miłosne szaleństwo do jednej z pracownic zaniepokoiło dyrekcję. Zaproponowano, wręcz zmuszono do przeprowadzki - zaczęła szlochać, a ja pobiegłam po chusteczki higieniczne.
- Wydawało się, że to ucichło. Ale nie,i tu też zaczął popijać i awanturować, się. Jeździł do G. i nachodził tę kobietę, która sama już zaczęła się go bać. A wracając bił mamę. Aż pewnego dnia, wówczas gdy nie przyszłam do szkoły, stanęłam w jej obronie, a on rzucił się na mnie. Zaczął mnie szarpać, chciał połamać moje skrzypce, a wtedy mama dostała ze strachu szału, stając w mojej obronie. Awantura wzbudziła zaniepokojenie sąsiadów - szlochała cichutka , a ja słowa nie mogłam wydobyć z przerażenia.
- Byłam posiniaczona i bałam się, czy nie mam urazu ręki. Ojciec niezbyt lubi muzykę, nie rozumie jej. Ale myślałam, że kocha mnie...
Znów łzy poleciały z jej oczu. Płakałam razem z nią. Moja mama nie wchodziła do pokoju, ale wiedziałam, że słucha wszystkiego uważnie. Taty jeszcze nie było. Miał wrócić późno wieczorem.
- Matyldo, przenocuj dzisiaj u nas, a jutro coś pomyślimy, dobrze? - skinęła głową,a ja się bardzo z tej decyzji ucieszyłam. Zadzwoniła do swojej mamy i powiedziała, że zostaje u nas. Potem jeszcze moja mama porozmawiała i zapewniła, że jej córce nic się złego u nas nie stanie.
Na drugi dzień poszłyśmy razem do szkoły. Po drodze powiedziała mi,że dyrektor artystyczny filharmonii usłyszał jej grę na szkolnym koncercie i zaproponował, żeby wystąpiła na jej deskach z koncertem w ramach prezentacji młodych talentów. Ucieszyła się i zaczęła się przygotowywać. A dyrekcja szkoły poczuła się dumna.
- Postanowiłam przygotować "Koncert skrzypcowy. D –dur op. 35" Piotra Czajkowskiego - powiedziała.
- Ależ to – zawołałam podniecona - niezwykle trudny i skomplikowany technicznie utwór. To prawda, że jednocześnie szalenie efektowny.
- Tak... i niezwykle liryczny, a to mi bardzo odpowiada - odrzekła.
- Masz to? - spytałam - Pokaż.
Podała mi nuty wraz z wyciągiem fortepianowym.
Na koncert składały się trzy części:"Allegro Moderato" , "Canzonetta" i  "Finale Allegro vivacissimo". Utwór wymagał niezwykłej biegłości. I kondycji. "A ona jest taka delikatna" - myślałam patrząc na nią.
- Z kim będziesz ćwiczyć?
- No właśnie. Szkoła nie może mi zapewnić nikogo. Rozmawiałam z dyrektorem. Nie widzi w tej chwili żadnej możliwości. Moje postanowienie występu, zaskoczyło dyrekcję szkoły. Są dumni, że ich uczennica zyskała uznanie w oczach filharmoników. I że znaleźli możliwość zaprezentowania utalentowanej uczennicy między dwoma występami znanych wykonawców. Ale szkoła nie miała możliwości technicznych. Musiałam sama sobie coś załatwić. Przede wszystkim akompaniatora. Ale na to trzeba pieniędzy, a my ich nie mamy.
Zaproponowałam jej:
- Słuchaj - powiedziałam - mogę Ci akompaniować. Chyba jestem do tego zdolna. Będziesz przynajmniej mogła dalej ćwiczyć. I nie chcę od Ciebie żadnej zapłaty. Poza tym mam w domu, jak wiesz, pianino. Jutro wezmę z biblioteki inny egzemplarz wyciągu fortepianowego i przygotuję się. Pojutrze możemy zacząć.
Popatrzyła na mnie uradowana:
- Naprawdę? Mogłabyś dla mnie to zrobić?
- Ależ oczywiście. Nie mam tyle zajęć, co Ty, i nie przygotowuje się do żadnego konkursu. Mam normalny egzamin, a swoje utwory mam od dawna przygotowane. Ćwiczę, aby nie wyjść z wprawy - powiedziałam to, prędko, jakby nie chcąc dopuścić, aby powzięła jakieś wątpliwości - A poza tym przecież też będę grała, tylko zupełnie co innego. Już się cieszę, bo niezwykle lubię ten utwór. Za Czajkowskim przepadam, a szczególnie za jego baletami. Sama chciałam tańczyć, ale i w tym nie ma żadnego talentu. A może chcesz na ten czas u mnie zamieszkać? Spytaj mamę - dodałam
Na drugi dzień powiedziała: mama się zgadza, więc,jeżeli podtrzymujesz propozycje to....
Moje rodzice nie mieli nic przeciwko temu. Zamieszkałyśmy razem w moim pokoju.
Zaczynałyśmy rano. Potem szłyśmy do szkoły, wracały, jadły, co mama nam przygotowała i ćwiczyły dalej, tak długo na ile starczało nam sił.
Minęły 3 tygodnie. Praca posuwała się do przodu, z widocznymi efektami. Metronom klika rytmicznie, a wspaniałe pasaże i glissanda wykonywane przez Matyldę idealnie współgrały. Po pewnym czasie już nie był potrzebny. Miała niesamowite wyczucie rytmu i tempa.
Byłam zakochana w jej lirycznym wykonywaniu poszczególnych fragmentów...
Któregoś dnia omówiwszy pierwszy zeszyt i porobiwszy uwagi, odłożyła go na bok, przeszła na drugą stronę pianina i sięgnęła po następny. Chciałam zrobić to samo. Nasze dłonie dotknęły się. A mnie przeniknął dreszcz. Spojrzałam na nią. Miała przymknięte oczy i rozchylone usta. Wstałam z krzesła i pochyliłam się ku niej. Nasze wargi spotkały, stałyśmy tak i obie drżałyśmy, a nasze dłonie szukały siebie. Chwilę potem znalazła się w moich ramionach. Przylgnęła do mnie, a ja znalazłam się w innym świecie.
Teraz dni toczyły się w niesamowitym tempie. Żałowałyśmy czasu na jedzenie i picie. Goniłyśmy z ćwiczeniami... Nie odchodziłam od pianina, a ona nie wypuszczała skrzypiec z rąk. Drobne przerwy wypełniałyśmy lekkimi jak wiatr pocałunkami. Praca, praca, praca. Za to noce były nasze. Nabierałyśmy w nich chęci do pracy i do życia. Wstawałyśmy pełne energii, jakby namiętność wyzwalała ją w nas w trójnasób.
Miesiąc minął, a postęp w przygotowaniu utworu u mojej przyjaciółki był bezdyskusyjny. Ale ja wyczerpałam swoje możliwości. Jej potrzeba było już akompaniatora, który przygotuje ją do występu na scenie. I do współpracy z orkiestrą. Tę obiecał Dyrektor Filharmonii, ale akompaniatora musiałyśmy znaleźć same.
Ale na to trzeba było pieniędzy. Znałyśmy kilku, z tych dwoje było naprawdę świetnych. Zajęci byli z zespołami w teatrach i filharmonii. Udzielali się dorywczo, ale kosztowało to sporo. Postanowiłam wziąć się do tego sama. Matylda miała dalej ćwiczyć. Zadzwoniłam i umówiłam się na rozmowę z N. w kawiarni koło Placu Grunwaldzkiego. Przyszedł. Siedziałam już od paru minut czekając. Był przystojny, i pewny siebie. Zauważyłam to od razu, spojrzał na mnie uważnie i powiedział:
- Jestem mocno zajęty. O jaki akompaniament chodzi? - Odpowiedziałam, a on cicho zagwizdał.
- Poważna robota, a kim jest wykonawca?
Odpowiedziałam. Odpowiedział.
- Chyba słyszałem o niej. Podobno niezwykle utalentowana dziewczyna. A co się stało? Dlaczego uczelnia się tym nie zajmuje? - wyjaśniłam, a on pokiwał głową i rzekł - Aha, rozumiem. Biorę za godzinę tyle, a tyle - powiedział. Ale tu chyba trzeba się umówić na całe przygotowanie do koncertu. Z kim ona ćwiczyła?
- Ze mną - powiedziałam - spojrzał na mnie trochę zdziwiony, jakby niedowierzał.
- Ze mną – powtórzyłam - jest dobrze przygotowana,ale potrzeba jej fachowego szlifu..
- Rozumiem, uśmiechnął się - mogę się podjąć zadania. Przyglądał mi się z wyraźnym zainteresowaniem.
- Dobrze, ale ile Pan weźmie za całość? - wymienił kwotę, a moje powieki zatrzepotały usłyszawszy ją
- Nie jesteśmy w stanie tyle zapłacić – powiedziałam zawiedzionym głosem - Szkoda – dodałam - Będę musiała szukać dalej...
Uśmiechnął się.
- Jestem gotów obniżyć cenę - powiedział, patrząc mi prosto w oczy. To od Pani zależy czy się dogadamy - jego oczy powędrowały w dół.
Otworzyłam szeroko oczy, i usta. Serce załomotało gwałtownie, a krew odpłynęła z mej twarzy. Zrozumiałam. Chwile trwało, nim ochłonęłam, a on nie spuszczał ze mnie wzroku. Gorączkowo myślałam: "Przecież zrobiłabym i zrobię dla niej wszystko". I po długiej chwili, oswajając się z tym, co usłyszałam, odpowiedziałam nieswoim głosem:
- Dobrze.
Wróciłam do domu i powiedziałam, z kim udało się załatwić korepetycje. Matylda piszczała z zachwytu. Nie dostrzegła w moich oczach niczego, co zburzyłoby jej radość... Starałam się, i udało mi się nie dać po sobie niczego poznać.
Dwa dni później rozpoczęła ćwiczenia. Kiedy któregoś wieczora ubierałam się, żeby wyjść, spytała?
- Gdzie idziesz?
- Rozliczyć się - powiedziałam z uśmiechem.
- Och, jaka jestem szczęśliwa, że udało ci się załatwić te repetycje, on jest naprawdę bardzo dobry.
- To cudownie, tak się cieszę – rzekłam zdławionym głosem - ćwicz, wrócę niebawem.
Kwadrans później zadzwoniłam do drzwi. Otworzył natychmiast, jakby stał przy nich i czekał. W ciszy weszłam do środka. Nie padło ani jedno słowo. Podszedł z tyłu i pomógł zdjąć płaszczyk. A ja, nie odwracając się, powoli zaczęłam rozpinać bluzkę.
*

Gdy wieczorem leżała radosna koło mnie, nawet nie próbowałam ocierać łez, a ona myślała, że cieszę się z jej sukcesów. I tym mocniej przytulała mnie do siebie. Zasypiałyśmy szczęśliwe. Choć każda z innego powodu.
Matylda codziennie ćwiczyła z korepetytorem po kilka godzin, i wracała zmęczona do domu. Zasypiała niemal natychmiast, wiec nie musiałam jej tłumaczyć, dlaczego od czasu do czasu wychodziłam po cichu z domu i wracałam po dwóch godzinach. Kładłam się koło niej i zasypiałam natychmiast. Już nie płakałam. Byłam spokojna i jakby martwa. Cieszyłam się, że korepetycje dawały efekt i Matylda w swej grze robiła kolosalne postępy. Jej gra nabierała właściwego blasku.
Cztery tygodnie po zakończeniu korepetycji, Matylda rozpoczęła próby z orkiestrą. Co dzień jeździłam z nią i  słuchałam wielokrotnie powtarzane partie koncertu. Dyrygent z wyrozumiałością podchodził do młodej skrzypaczki. Był z niej wyraźnie zadowolony i nie szczędził czasu, aby szlifować wykonanie. Wracałyśmy późno, a ona padała jak nieżywa ze zmęczenia. Spała z ufnością dziecka. Leżałam obok, cichutko jak myszka, aby nie burzyć jej snu.
Dzień koncertu był dniem triumfu Matyldy. Na koncercie zjawiła się cała szkoła. Ja przyprowadziłam swoich rodziców i znajome koleżanki ze szkoły. Wystąpiła w długiej ciemnoniebieskiej sukni, z krótkimi rękawami, uszytą przez jej mamę, w której wyglądała bardzo poważnie. Jej wykonanie koncertu zaskoczyło wszystkich, a gratulacje sypały się ze wszystkich stron. Mama płakała ze szczęścia, a i ojciec, którego przyprowadziła, wzruszył się nawet, choć do końca nie wiedziałam, dlaczego. Tej muzyki na pewno nie rozumiał. Lecz kochał córkę. I chyba pokochał ją ponownie. A ja?
Ja byłam najszczęśliwszą ze wszystkich ludzi na świecie. I to szczęście Matylda dostrzegła w moich oczach, rzucając się z radością na szyję za kulisami szlochałyśmy w objęciach, a wszyscy wokół cieszyli się razem z nami, zupełnie nie wiedząc, co tu się wydarzyło naprawdę.
Koniec
Data publikacji w portalu: 2012-03-14
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019