OPOWIADANIE AMY CAMBWELL

worldbykedzior
- Jak zwykle! Cholerne zeszyty! - krzyknęła Amy. Była 17-letnią dziewczyną o włosach koloru jesiennych liści i czarnych jak heban oczach. Amy Cambwell, bo tak się nazywała, była uczennicą zwykłego liceum, w najzwyczajniejszym mieście świata. Przeciętne oceny nie były odzwierciedleniem jej inteligencji, bo była naprawdę mądra. Jej niezwykła uroda przyciągała do niej wielu adoratorów, jednak ona z reguły odrzucała ich propozycje.
- Jest!- krzyknęła rudowłosa wrzucając zeszyt do czarnej torby. Szybko nałożyła bluzę i buty, szybko wybiegła do szkoły. Umiejętnie omijała kałuże na mokrym od nocnego deszczu chodniku. Nagle zwolniła widząc budynek swojej szkoły, w końcu miała jeszcze parę minut.
- Cześć Amy! – usłyszała za plecami. Odwróciła się i ujrzała swoją przyjaciółkę Mandy, która podbiegała do rudowłosej. Mandy miała za to jasne, prawie białe włosy, i kocio- zielone oczy, choć faceci nigdy na nie patrzeli przez spory… biust i te miniówki.
- O cześć, Mandy. Chodź, nie chcę się znów spóźnić.
Amy ledwo co wytrzymała do 15 w szkole. W sumie robiła po prostu wszystko, by nie usnąć. Był piątek, więc Amy jak zwykle zamierzała wyjść z Mandy gdzieś potańczyć. Umówiły się na 18 pod ulubionym klubem, choć Amy jakoś nie miała wielkiej ochoty na zabawę, ale to przecież była ich tradycja. Ubrała się więc w miarę normalnie, jedyne, co zmieniła to buty z adidasów na baleriny. Doszła na miejsce i zobaczyła jak zwykle odpicowaną Mandy. Krótka spódniczka, bluzka z wielkim dekoltem i szpilki na metrowym obcasie podkreślały jej największe atuty. Już oglądali się za nią jacyś napaleni faceci. Amy podeszła do przyjaciółki i ucałowała ją w policzek na przywitanie. Weszły do klubu, ale nie znalazły żadnego wolnego stolika, więc usiadły przy barze. Po drugim piwie Mandy poszła na parkiet z jakimś chłopakiem zostawiając Amy samą.
- Lecha, proszę - rzuciła osamotniona Amy.
- Co, przyjaciółka woli facetów od ciebie? Czemu się nie bawisz?- spytała barmanka. Nie była ona jednak zwykłą osobą, bardzo wyróżniała się z tłumu. Miała brązowe, krótko ścięte włosy z grzywką lekko nachodzącą na oczy, a jej duże zielone oczy wydawały się świecić. Brodę i brew zdobił srebrny piercing.
- Niestety, chyba tak – wymamrotała dziewczyna.
- Masz spróbuj tego – barmanka puściła jej oko podając kolorowego drinka. Była tu nowa, na pewno, bo Amy jeszcze nigdy jej nie widziała.
- Co to jest?- spytała spoglądając na szklankę.
-Mój firmowy drink. Nie przejmuj się, ja stawiam – barmanka odwróciła się, by podać komuś piwo. Amy upiła łyk "firmowego drinka" i zatopiła się w słodyczy owocowych alkoholi i soków zmieszanych z kwaśną cytryną.
- I jak? - spytała krótko ścięta kobieta.
-Super! Będę tu po niego do ciebie przychodzić – Amy zaśmiała się lekko.
- Musiałabyś sobie zasłużyć, żeby go znów dostać – barmanka znów musiała się odwrócić, bo jakiś palant wrzeszczał o piwo.
- Cześć śliczna - Amy usłyszała gruby męski głos po swojej prawej stronie.
- Umh… Witam - dziewczyna odpowiedziała sucho. Znała już takich typów. Poderwaliby chomika jakby mogli.
- Mogę spytać jak masz na imię? Może skoczyłabyś do mnie do domu? - mężczyzna położył dłoń na nodze Amy sunąc od kolana coraz wyżej.
- A może mnie zostawisz? - krzyknęła ruda zabierając jego rękę. Mężczyzna jednak nie zrezygnował i dalej dobierał się do Amy.
- Kurwa, zostaw mnie!- krzyknęła dziewczyna starając się odepchnąć mężczyznę. Nagle ktoś odciągnął go do tyłu, zjawiło się dwóch ochroniarzy i wyprowadziło faceta z klubu.
- Chodź ze mną – usłyszała, a gdy nagle uniosła wzrok, ujrzała barmankę . Kobieta zaprowadziła Amy na zaplecze.
- Wszystko ok?- spytała barmanka, wyciągając z kieszeni paczkę mocnych L&M-ów.
- Palisz? - barmanka otworzyła prawie pustą paczkę papierosów i wyciągnęła rękę w stronę Amy. Dziewczyna skinęła głową i poczęstowała się.
- Dziękuję - powiedziała cicho odpalając papierosa.
- Nienawidzę takich sytuacji, dołują mnie- szepnęła Amy.
- Nie przejmuj się. Poczekaj – barmanka podeszła do czarnego stolika, na którym był stos jakiś papierzysk. Wyciągnęła kawałek pustej kartki i wygrzebała długopis. Szybko nabazgroliła coś na niej jednak Amy nie mogła rozczytać z tak dużej odległości.
- Przyjdź pod ten adres w następny piątek. Będzie dobra impreza bez takich idiotów jak tamten - barmanka uśmiechnęła się podając świstek Amy.
- To klub? Czy co? Jak mam tam przyjść, jak nie znam nikogo.
- Nie przejmuj się tym, tylko po prostu przyjdź - barmanka zaśmiała się gasząc papierosa na czarnej, metalowej popielniczce "Marlboro".
- Meg, chodź tu! Pomogłabyś mi! - Krzyknęła jakaś blondynka wystawiając głowę do ciemnego pomieszczenia.
- Dobra chodźmy już i tak będę wracać do domu - Amy również zgasiła papierosa i ruszyła w kierunku drzwi.
- Dziękuję – powiedziała jedynie wychodząc z klubu.
Amy nie miała daleko do domu, więc parę minut później ściągała swoje balerinki. Nie miała ochoty na długą kąpiel. Marzyła jedynie, by wskoczyć do swojego łóżka, więc wzięła szybki prysznic i weszła pod pościel momentalnie zasypiając.

Nazajutrz Amy obudziła się dość wcześnie jak na sobotę. Włączyła sobie muzykę i leniła się w łóżku. Miała nadzieję, że Mandy coś napisze, jednak się przeliczyła. Amy nie robiła nic ciekawego w ten dzień jak i następny. Gdy przyszedł poniedziałek, to choć w weekend wstawała wcześniej, teraz nie mogła podnieść się z łóżka. Po drodze do szkoły spotkała swoją przyjaciółkę.
- Zostawiłaś mnie na imprezie i nawet nic nie powiedziałaś – wyrzuciła przyjaciółce Amy.
- Przepraszam, Cody był cały czas u mnie.
- Kto to Cody?
- Poznałam go w piątek w klubie. Jest świetny. Naprawdę strasznie go polubiłam - Amy nawet nie kodowała w swoim mózgu jego imienia, bo wiedziała, że za tydzień będzie inny. Jednak coś było nie tak. Mandy przez tę parę dni szkolnych nawet nie widywała się z Amy na przerwach, nie pisała smsów, nie dzwoniła. Rudowłosa jednak napisała w piątek z zapytaniem, czy nie idą do klubu. Zdziwiła się jednak, gdy przyjaciółka odpowiedziała jej "Sorry, umówiłam się z Cody’m. Następnym razem! Buźka!". Wkurzona Amy postanowiła więc pójść jak dobrze usłyszała do Meg. Ubrała długą, jasną tunikę i szare rurki. Chwile zastanawiała się nad butami na obcasie, jednak szybko z nich zrezygnowała, bo zorientowała się, że ma trochę do przejścia. Wyciągnęła świstek z adresem i wyszła z domu. Droga trochę jej zajęła.
- To mieszkanie?- spytała sama siebie w myślach. Chwilę wahała się, lecz w końcu zapukała. Otworzyła jej Meg.
- O, hej. Jednak przyszłaś. Cieszę się Amy – Meg rozpromieniła się widząc dziewczynę.
- Skąd znasz moje imię?
- Tajemnica. Wchodź.
Amy weszła do mieszkania. Ujrzała w przedpokoju ładne, białe kafelki i brzoskwiniowe ściany.
- Chodź tu. Poznasz parę osób – Meg zaprosiła Amy do drzwi, które były tuż obok, po prawej. Rudowłosa zauważyła nowoczesny design w mieszkaniu.
- To moi kumple. Mark - Meg zrobiła na chwilę przerwę, by Amy zdążyła podać rękę chłopakowi w dłuższych, czarnych włosach. Był on bardzo wysoki, pewnie jakby wstał, to Amy poczułaby się jak mrówka.
- J.T- kontynuowała Meg wskazując na chłopaka z włosami postawionymi na żel.
- Amber- dziewczyna w platynowych włosach z lekko różową grzywką i pasemkami uśmiechnęła się do Amy.
- No i Courtney – dziewczyna tak jak Meg miała krótsze włosy, ale z tyłu mogła się pochwalić bardzo długa kitą.
- Siadaj. Napijesz się piwa? - Amy jedynie kiwnęła głową jeszcze nie oswojona z całą sytuacją.
- Ej, no nie krępuj się!- powiedział J.T, który cały czas się śmiał z tego, co mówi Amber. Meg podała Amy piwo siadając na pufie obok dziewczyny. Już po pół godziny Amy śmiała się razem z nimi rzucając jakieś riposty.
Minęła północ, kilka minut później Mark z J.T rzucili, że już idą. Pożegnali się więc z resztą, złapali się za ręce i wyszli. Amy nie odprowadzała wzrokiem chłopaków, ale ich splecione dłonie.
- Co taka zdziwiona – Amber zauważyła wzrok Amy.
- Oj… Chyba Meg przyprowadziła kogoś nie z branży, a to dziwne- rzuciła Courtney, na co rudowłosa spojrzała się na nie pytająco.
- Z branży?- spytała Amy, a Meg szybko zwinęła się udając, że idzie do toalety.
- Umh… Dziewczynie jest kompletnie zielona - Courtney zdziwiła się.
- Z branży, czyli że lubisz tą samą płeć, rozumiesz? Na przykład ja jestem z taką Caroline, J.T i Mark też są razem - Amber starała się jak najłagodniej wytłumaczyć to Amy, która patrzyła ze zdziwieniem na dziewczyny. Amber miała już doświadczenie w tłumaczeniu takich rzeczy. W końcu od lat była w "branży".
- A… Ale skąd wam się to wzięło? - Amy z zaciekawieniem patrzyła na Amber.
- Tak wyszło… Zorientowałam się, że mężczyźni mnie nie podniecają, nie czułam z nimi żadnej więzi, już nie mówiąc o pociągu fizycznym, to dla mnie obrzydliwe – Amber bardzo spokojnie tłumaczyła wszystko rudowłosej. Courtney nagle wstała.
- Przyniosę wam piwo. Meggie chyba utopiła się w tej toalecie – ruszyła w stronę kuchni, gdzie spotkała domniemanego topielca.
- Czemu ty tutaj? - Spytała Court.
- Zapalić chciałam – Meg wytłumaczyła się szybciej niż najlepszy kłamca świata.
- Podoba Ci się Amy, nie? - Meg na te słowa zacisnęła pięści, zgasiła papierosa, biorąc ze sobą piwo. Na odchodne rzuciła tylko "odpierdol się". Courtney niewzruszona zachowaniem Meg ruszyła za nią niosąc trzy piwa. Podała je dziewczynom, a sama upiła łyk ze swojego.
- Po tym piwie się zbieram, bo Carol znów będzie rzucała we mnie butami - Amber zaśmiała się. Meg przez resztę imprezy nie powiedziała słowa.
- Dobra idę. Court idziesz ze mną? Ta sama strona w końcu - Amber odłożyła pustą butelkę.
- To pójdę z wami – Amy podniosła się.
- Haha… Nie ma tak dobrze! Ostatni pomaga Meg sprzątać, padło na Ciebie - Courtney była dumna ze swojego szybkiego kłamstwa. Nigdy nie miały takiej zasady, ale wiedizała, że Meg chce zostać z rudą choć 15 minut dłużej. Amber spojrzała pytająco na przyjaciółkę, lecz szybko zrozumiała, o co chodzi.
- To my idziemy. Pa! – rzuciła Amber wychodząc. Meg nic nie powiedziała, tylko zaczęła zbierać butelki.
- Daj pomogę Ci – Amy próbowała pomóc, jednak Meg zabrała wszystko sama.
- Co Ci jest Meg?
- Nie nic – rzuciła na odczepnego. Amy jednak nie zrezygnowała i złapała Meg za ramię, by ta odwróciła się.
- Powiedz, proszę- Amy spojrzała wprost w kocie oczy dziewczyny.
- Napijemy się wina?- spytała Meggie odwracając wzrok.
- No dobrze - Meg poszła do kuchni po wino i lampki. Weszła do innego pokoju. 
- Chodź tu! - Meg krzyknęła z drugiego końca mieszkania. Amy posłusznie przeszła do pokoju. Panował w nim półmrok, na paru półkach porozstawiane były jedynie świece.
- Wybacz w mojej sypialni nie ma światła. Wolę takie.
- Nic nie szkodzi – gdy oczy Amy przywykły do ciemności, ujrzała duże łóżko, na którym siedziała Meg.
- Siadaj - Meggie poklepała miejsce obok siebie. Amy posłusznie usiadła naprzeciw dziewczyny po turecku. Po chwili otrzymała lampkę wina.
- Twoje zdrowie – Meg powiedziała krótko, wypijając całą lampkę wina.
- Nie pij tak szybko, bo kto mnie do domu odprowadzi - Amy zaśmiała się upijając łyk wina.
- Nikt. Zostaniesz tu na noc.
- Słucham? Nawet nie mam w czym spać.
- Coś się wymyśli - Meg ponownie nalała sobie wina.
- Więc mówisz, że nie miałaś nigdy do czynienia z kobietami, tak? - Meggie kontynuowała.
- No nie miałam – speszona Amy spojrzała na wino w lampce.
- Nigdy nie chciałaś? - Meg odstawiła lampkę i zbliżyła się do dziewczyny. Światło świec subtelnie rozświetlało ich twarze.
- Nigdy nad tym nie myślałam - Meggie zabrała lampkę z rąk Amy i postawiła obok. Przesunęła delikatnie po aksamitnym i rozpalonym ze wstydu policzku rudej.
- Boisz się mnie? – Meg spytała patrząc to na oczy, to na usta rudowłosej, która tylko pokręciła głową. Meggie ośmielona tym ruchem delikatnie musnęła usta dziewczyny chcąc sprawdzić czy się odsunie. To jednak nie nastąpiło, więc pocałowała ją namiętniej. Musiało minąć parę sekund, zanim Amy oddała pocałunek. Meg uśmiechnęła się na ten gest i po chwili odsunęła się od dziewczyny.
- Jej… - Westchnęła Amy, spojrzała w dół cała czerwona. Meg zadowolona gładziła delikatnie kolano dziewczyny.
- Już myślałam, że nie odwzajemnisz – szepnęła Meggie.
- No co ty… Za dobrze… No wiesz, co z resztą - Amy wymruczała pod nosem. Nagle jej telefon zawibrował.
- Mandy? – mruknęła sama do siebie.
- Tak słucham cię – Amy powiedziała do słuchawki.
-Pomóż mi. Jestem w Bleidwood! Sama! Jest noc, a ja nie mam co ze sobą zrobić – przyjaciółka wyłkała do telefonu.
-To 100 km od nas! Co ty tam robisz?! – Rudowłosa wydarła się na Mandy. Meg widząc zdenerwowanie dziewczyny, spokojnie ją objęła.
- Proszę, przyjedź po mnie – Mandy rozpłakała się całkiem.
- Ja ją podwiozę – Meggie wyszeptała do Amy.
- Czekaj, zaraz do Ciebie zadzwonię – Ruda szybko rozłączyła się.
- Piłaś, nie możesz jechać. Zresztą to daleko, no co ty – Amy zaprotestowała.
- Jeździłam w gorszym stanie. Nic mi nie będzie. Jakoś mi się kiedyś odpłacisz, a teraz chodź, ubieraj się – Amy już nic nie mówiła, wiedziała, że nie ma to najmniejszego sensu. Zadzwoniła jedynie do przyjaciółki, by dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest. Ruszyły do samochodu.
- Czekaj, zapalę jeszcze tylko – Amy wyciągnęła papierosy.
- Wsiadaj do samochodu i otwórz okno - Meg otworzyła auto.
- Ładne- Amy uśmiechnęła się wsiadając. Opuściła szybę, zapięła pasy i odpaliła upragnionego papierosa.
- Zabiję ją, jak dorwę - powiedziała wypuszczając dym.
- Spokojnie piękna , bo zmarszczek dostaniesz – Meg zdjęła rękę ze skrzyni biegów i pogładziła delikatnie kolano dziewczyny.
- Ale no co ona tam robi? Co ona mózgu nie ma?! - Amy była bardzo zdenerwowana. Meg widząc, jak Amy się męczy, stanęła na chwilę na poboczu.
- Chodź tutaj – Meg poklepała swoje kolana, tuż po tym jak odpięła pasy. Amy trochę się wahała, ale w końcu usiadła Meg na kolanach.
- Nie denerwuj się już tak – Meggie objęła dziewczynę i położyła dłoń na jej policzku.
- Ale jak ona znów się w coś wpakuje, boję się o nią, no!
- Nie bój się, jedziemy po nią, za 20 minut będziemy, zapal sobie, mogę dać Ci piwo jak chcesz – Meg dała cmoka w usta Amy.
- Zapalę , ale piwa nie chcę – Amy chciała podnieść się, ale Meggi przytrzymała dziewczynę i spojrzała jej głęboko w oczy.
- Hm? - Amy słodko przekręciła głowę w bok. Meg nie mogła się powstrzymać od pocałunku. Po chwili ruda odsunęła się błyskawicznie od Meg.
- Wybacz jest cudownie, ale ona jest tam sama! – Amy zeszła z kolan dziewczyny. Pojechały dalej. Paręnaście minut później były na miejscu. Zauważyły chłopaka szarpiącego się z…
- Mandy! – wrzasnęła Amy odpinając pasy.
- Czekaj tu. Ty nie dasz mu rady. Jak go odciągnę, zajmiesz się przyjaciółką – Meg odpięła pasy i pobiegła w kierunku bójki. Szybko odciągnęła chłopaka rzucając go na ziemię. Amy szybko podbiegła do przyjaciółki i objęła ją,
- Co ty kurwa, robisz, szmato?! – wrzasnął chłopak podnosząc się z ziemi. Meg nie zdążyła się odsunąć i mocno dostała pięścią w twarz.
- Meg! – Amy chciała pobiec na pomoc, ale Mandy zatrzymała ją. Meg szybko poradziła sobie z chłopakiem.
- Do samochodu! Już! – Meggie ruszyła w stronę samochodu. Dziewczyny wsiadły. Samochód w zaskakującym tempie ruszył. 10 minut później stanęły na poboczu.
- Wszystko ok?- spytała Meg patrząc na Mandy, która tylko pokiwała głową. Amy odpięła pasy swoje i Meg i przeniosła się na kolana dziewczyny.
- Rozwalił ci wargę. Wszystko okej? - Amy delikatnie ucałowała Meg.
- Mogę częściej się bić. Jesteś teraz taka kochana – Meggie uśmiechnęła się.
- Nie bij się więcej! – Amy objęła ją mocno.
- Chyba dużo mnie ominęło w twoim życiu Amy – mruknęła Mandy obejmując swoje nogi.
- Chyba tak – ruda znów pocałowała Meggie najsłodziej jak umiała. Zdziwiona dziewczyna oddała pocałunek obejmując Amy w pasie.
- Chyba twojej przyjaciółce spodobały się dziewczyny – Meg uśmiechnęła się zakładając włosy za ucho dziewczyny.
- Możliwe – Amy puściła oczko Meg i znów dała jej buziaka.
- Ależ ty polubiłaś mnie całować, nie? – Meg zaśmiała się. Po chwili ruszyły do swojego miasta.
- Przenocujesz dziś u mnie, Mandy – powiedziała do zasypiającej już dziewczyny. Niedługo później dotarły pod dom Meg. Mandy zasnęła już, więc Meggie wzięła ją na ręce, wcześniej dając kluczyki od samochodu i domu Amy. 
- Zamknij proszę – powiedziała cicho. Weszły do mieszkania. Meg zaniosła Mandy do dużego pokoju, przykryła ją kocem. Amy czekała już w pokoju dziewczyny.
- Zostało nam jeszcze wino – uśmiechnęła się Ruda.
- To ja się tylko przebiorę, chcesz też się przebrać?
- To daj mi tylko jakąś dłuższą koszulkę - Meg posłusznie wyciągnęła koszulkę z szafy, podała ją Amy, która wyszła do łazienki. Meggie przebrała się w pokoju. Gdy Amy wróciła, Meg zaniemówiła.
- Dam Ci jeszcze spodenki, co? - mruknęła dziewczyna.
- Mam brzydkie nogi?
- Wręcz przeciwnie… A ja mam drugi rok celibat.
- No chyba mi nic nie zrobisz - Amy zaśmiała się i usiadła bardzo blisko Meg.
- Staram się – Meggie pocałowała dziewczynę. Amy przewróciła Meg na łóżko całując ją dalej. Czuło w pokoju narastające podniecenie. Nagle Meg zamknęła oczy i odwróciła twarz.
- Przestań – Meg mruknęła cicho.
- Co się stało?
- Nie chcę cię wziąć, rozumiesz?! A już nie mogę wytrzymać – Meg nie otwierała oczu. Amy grzecznie zeszła i położyła się obok.
- Nie bądź na mnie zła, proszę, Amy – krótkowłosa pogładziła policzek dziewczyny.
- Pójdziemy spać, co? Zaraz będzie jasno, a jakoś trzeba jutro żyć – Amy ziewnęła zasłaniając usta. Obie ułożyły się tuląc się do siebie.
- Słodkich snów, królewno – Meg ucałowała czoło Amy.
- Uhm – mruknęła cicho dziewczyna i zasnęła.
***
- Wstawać lenie! – Amy i Meg przebudziły się słysząc głośny krzyk Mandy, a później ją samą rzucającą się na nich.
- Mandy kretynko – Amy zrzuciła Mandy na ziemię.
- Dzień dobry – Meg ucałowała rudą.
- To kto robi śniadanie? – Meggie przeciągnęła się.
- Za gościnę i pomoc ja zrobię, a Amy mi pomoże – Mandy objęła przyjaciółkę.
- Dziękuję, bo nie zdążyłam tego zrobić – Mandy uśmiechnęła się. Obie ruszyły do kuchni. Meg wstając zauważyła telefon Amy. Wzięła go i puściła sobie strzałkę, by mieć jej numer. Skasowała wybrane i zapisała na swoim telefonie numer Amy. Położyła się z powrotem do łóżka. Po paru minutach wróciły dziewczyny z kanapkami dla Meggie.
- O… Dziękuję.
- To wy jesteście razem? - Mandy spytała gryząc kęs kanapki. Amy i Meg tylko spojrzały się na siebie.
- Nie, ale kto wie. Jak twoja koleżanka mnie polubiła, to zobaczymy.
Godzinę później dziewczyny zaczęły zbierać się do wyjścia.
- To może dasz mi swój numer telefonu? - Amy spytała już ubrana.
- Czekaj odwiozę was, a numeru nie dam – Meg zaśmiała się i ubrała buty. Odwiozła dziewczyny, choć wiedziała, że Amy dąsa się za ten numer. Meggie jednak miała plan. Wybrała się do sklepu, by kupić ogromnego misia i kwiaty. Do prezentu zamierzała też dodać sukienkę, bo chciała zaprosić Rudą do restauracji. Zarezerwowała stolik w jednej z najlepszych. Wróciła do domu i ubrała się bardzo elegancko. Włożyła prezenty do samochodu i podjechała pod dom Amy. Położyła pod drzwi kwiaty i misia, potem poszła za róg domu, by Amy jej nie widziała. Napisała jej smsa "Wyjdź przed dom szybko, proszę". Wyglądała zza rogu. Za sekundę zobaczyła Amy. Gdy zauważyła niespodziankę zaczęła się rozglądać. Na szczęście odwróciła się tyłem do Meg, która mogła wyjść z ukrycia, podejść do niej i zakryć jej oczy dłońmi. Ruda zaczęła się trochę szarpać, by dowiedzieć się, kim jest osoba zakrywająca jej oczy. W końcu udało jej się wyrwać i ujrzała Meg.
- Co ty? Ale jak? Skąd… Uh – wyksztusiła Amy, Meg tylko się uśmiechnęła się i dała rudej buziaka.
- Nieważne jak, ważne, że zrobiłam, tak? – Meg uśmiechnęła się. Amy wzięła misia i kwiaty. Zaprowadziła Meggie do pokoju.
- Masz Mała – Meg wyciągnęła pudełka z sukienką i podeszła do Rudej
- Co to? Oszalałaś?
- Musisz się ładnie ubrać do restauracji
- Jakiej restauracji? Co to? Skąd znasz rozmiar – Amy otworzyła pudełko i zasypała Meggie stertą pytań.
- Śliczna jest, ale chyba za mała na mnie – mruknęła.
- Idź się szykuj. Masz godzinę – Meg dała buziaka rudej. Amy ruszyła do łazienki. Meg położyła się na łóżku. Po chwili poczuła jak coś ją uwiera w plecy. Sięgnęła ręką pod kołdrę i wyciągnęła zeszyt. Spojrzała na ostatnią zapisaną stronę.
„Coś czuję do Meg, chyba… Czy ja jestem lesbijką?” przeczytała w myślach. Meggie uśmiechnęła się sama do siebie. Odłożyła zeszyt na miejsce. Nie chciała dalej czytać. To było prywatne życie Amy. Poleżała jeszcze chwilę przeszukując telefon. Nagle drzwi otworzyły się. Wyszła Amy lekko zawstydzona. Meg otworzyła oczy ze zdziwienia.
-Pię… Em… Cud.. Olś… – Meg zaczęła się jąkać. Amy naprawdę wyglądała przepięknie. Czarna, krótka sukienka z wyciętymi plecami. Pofalowane włosy lekko opadające na ramiona, oczy podkreślone delikatnie czarnym cieniem, co jeszcze bardziej podkreślało głębie hebanowych oczu dziewczyny. Na ręku błyszczała srebrna bransoletka. Meg nie mogła się powstrzymać, wstała z łóżka i podeszła do Amy. Delikatnie położyła dłoń na jej policzku i głęboko pocałowała. Ruda po chwili zakończyła ten namiętny pocałunek.
- Wyglądasz jak bogini – Meg w końcu skomentowała wizerunek dziewczyny.
- Dziękuję - Amy uśmiechnęła się szeroko pokazując rządek białych ząbków.
- Zapraszam księżniczkę do powozu – Meg zażartowała, dając tak zwane skrzydełko, by Ruda mogła czuć się całkiem jak księżniczka. Wsiadły do samochodu. Chwile później siedziały już przy stoliku czekając na posiłek. Amy z przyzwyczajenie trzymała dłoń na stoliku, więc Meg z uśmiechem zaczęła muskać ją palcami.
- Powiedz mi. Jaki masz teraz stosunek do kobiet? – Meggie spytała patrząc Rudej w oczy.
- Czuję się z tobą cudownie. Myślę, że może coś między nami się zadziać.
Po cudownej kolacji i rozmowie dziewczyny wylądowały u Meg. Amy usiadła w salonie na kanapie, a Meg przyniosła po lampce wina.
- Dziękuję bardzo – Amy stuknęła lampką o lampkę i upiła łyk czerwonego, słodkiego napoju. Po paru sekundach rozległo się pukanie.
- Kurwa kogo niesie? – Meg warknęła otwierając drzwi.
- Um, hej - Meg uśmiechnęła się witając Amber, Courtney, Caroline , J.T i Marka, choć była niezadowolona
- Co wy takie odpicowane? – chłopak zaśmiał się.
- O Amy, ślicznie wyglądasz – Amber przytuliła się do dziewczyny, reszta również. Tylko Caroline, dziewczyna o ślicznych blond – różowych włosach i szarych oczach grzecznie przedstawiła się chwaląc sukienkę.
- Ty, a może im przeszkadzamy? - Nagle wyrwał się Mark
- Ni… – Amy nie zdążyła dokończyć
- Jesteście już razem? – Courtney w końcu odezwała się.
- Nie… – Meg mruknęła.
- To mogę poderwać Amy? – Court podeszła do rudej i złapała ją za rękę. Twarz Amy przybrała koloru dorodnego buraka.
- Courtney to jej decyzja, ale dopóki ja tu jestem, lepiej się od niej odsuń – Meggie nie lubiła takich zagrywek. Zacisnęła pięści wściekła.
- Spokojnie tu tylko żart – Court odsunęła się od Amy śmiejąc się.
Wszyscy usiedli, to na kanapie, to na podłodze naprzeciw sofy i otworzyli piwo.
- To Amy, Meg mówcie co takie wystrojone? – J.T spojrzał podejrzliwie na dziewczyny. Amy tylko zarumieniła się, więc upiła łyk piwa, by wrócić do poprzedniego stanu.
- Na kolacji byłyśmy, a ty co? Dziennikarz? – Meg odgryzła się.
- Ja to jak spojrzałem na Amy prawie zmieniłem orientacje – Mark zaśmiał się. Znajomi Meg posiedzieli jeszcze dwie godziny i poszli do domu. Amy kucnęła, by ściągnąć buty.
- Nareszcie. Już miałam dość tych szpilek, chociaż zaraz znowu je założę – mruknęła Amy rozkładając się wygodnie na kanapie.
- To nie zostajesz na noc? – Meg spojrzała na dziewczynę kątem oka, sprzątając po znajomych.
- Idę z Mandy do „Ifryta”. 
- Przecież to branżowy klub – Meggie wkurzona zabrała butelki.
- Coś Ci nie pasuje?
- Idziesz poderwać jakąś dziewczynę? Ja to za mało?
- Ej, Chwila! Znamy się dwa dni, nie jesteśmy razem, a Ty kontrolujesz mnie, jakbym była Twoja! Dziękuję bardzo za kolację, misia i tę sukienkę, Oddam Ci jutro – Amy zaczęła zakładać z powrotem buty.
- Mała przepraszam, nie o to chodziło – Meggie podeszła do Rudej kładąc rękę na jej ramieniu. 
- Zostaw mnie! Cześć! - Amy wyszła i szybkim krokiem ruszyła do domu. Od Meg nie miała wcale tak blisko, jednak w tym tempie była parę minut później. Szybko wyszykowała się i już za pół godziny przyszła Mandy.
- No, hej mała – dziewczyny przywitały się.
- No hej. Jaki miałam dziś dziwny dzień, to już koniec – Amy zaczęła opowiadać, gdy jeszcze zakładała buty. Dotarły do klubu, akurat wtedy, gdy Amy kończyła. Weszły do ciemnego klubu i od razu zaczęły szukać jakiegoś wolnego miejsca. Niestety, wszystko było zajęte. Usiadły przy barze zamawiając drinki.
- Idę do toalety, zaraz wracam - Mandy wstała i ruszyła w stronę upragnionego miejsca. Amy znów została sama, lecz nie na długo.
- Sama jesteś? – przed Amy stanęła dziewczyna o prawie białych włosach i czarnych oczach. Krótkie kosmyki porozrzucane w nieładzie odbijały kolorowe światła.
- Z przyjaciółką – Amy przez głośną muzykę musiała przybliżyć się do dziewczyny, jednak przypadkowo musnęła ją ustami po uchu. Zarumieniła się mrucząc jedynie "przepraszam"
- Nie macie gdzie siedzieć? – spytała nieznajoma. Amy pamiętając poprzednią akcję, tylko pokiwała głową.
- Jestem Gia- dziewczyna podała rękę Amy.
- Amy – Ruda pokazała swoje białe ząbki. Mandy akurat wróciła z toalety.
- Uhm… Hej – mruknęła Mandy delikatnie się uśmiechając. Gia ponownie przedstawiła się.
- Chodźcie do naszej loży – pokazała ręką drogę.
W loży siedziały jeszcze cztery dziewczyny. Dre, Debbie, Kate i Gina. Po chwili Amy i Mandy rozluźniły się i zaczęły z nimi normalnie rozmawiać. Gia szczególnie zwracała się do Amy. Już niedługo zaczął im towarzyszyć delikatny dotyk.
- Zatańczysz? - w końcu zdobyła się na propozycję Gia. Tańczyły normalnie, dopóki Białowłosa nie objęła Amy w pasie.
- Wiedziałam, że tak będzie – dziewczyny usłyszały z tyłu.
Amy obróciła się i zauważyła Meggie.
- Czy ty jesteś normalna?! Śledzisz mnie?! Może ty sobie myślisz, że jesteśmy razem?! – Amy odsunęła się od nowo poznanej dziewczyny.
- Szmato, jak śmiesz dotykać mojej Amy! – Meg złapała Gie za koszulkę, a nowa splunęła na jej twarz.
- Twoja Amy? Nikt nigdy nie chciałby z tobą być. Śmieć – Gia prychnęła.
- Macie się już do mnie nie zbliżać, jasne?! Ani ty, ani żadna inna jebana lesba – krzyknęła Amy i wybiegła z klubu. W takim tempie dotarła do domu paląc papierosa jeden po drugim. Od razu położyła się spać.
Rano obudził ją sms.
- Hej Amy. Dawno się nie widziałyśmy. Wpadasz dziś na ognisko? – przeczytała cicho półprzytomna ruda. Dość długo jej zabrało pisanie z zamkniętymi oczami. Napisała do niej stara, dobra koleżanka, Sam. Amy zgodziła się na wspólny wieczór. Sam miała po nią przyjechać samochodem o 18. Dzień mijał powoli. Około 16 zaczęła się szykować. Wyprostowała swoje włosy, umalowała i ubrała się. Na czarno, żeby się nie pobrudzić. Zjadła coś, włożyła parę piw i już usłyszała klakson. Szybko zerwała się.
- Hej Sam! – Amy uśmiechnęła się widząc dziewczynę opartą o samochód.
- Amy, ale wypiękniałaś, wsiadaj – Sam uśmiechając się zaprosiła dziewczynę do samochodu. Sama też wsiadła.
- Weź przestań - Amy lekko się zarumieniła. Dwadzieścia minut późnej były już na miejscu.
- Jesteśmy pierwsze, to dobrze – Sam wyjęła namiot z bagażnika.
- Ty będziesz tu nocować? – Amy zmieszała się.
- No, nie będę po pijaku wracać autem. Aj… Zapomniałam ci powiedzieć , że na noc zostajemy – Sam już kończyła rozkładać swój nocleg.
- Będziesz spała w moim namiocie. O dziewczyny jadą – chwilkę później nadjechało czerwone Audi. Wysiadły cztery dziewczyny: Kim, Zoe, Mia i Coockie
- Kto idzie ze mną po drewno? – Kim odbijała piłę o nogę. Amy wstała z ławki, na którą chwilę wcześniej usiadła.
- Ty zostajesz, nie pozwolę ci nosić drewna. Jesteś tu pierwszy raz, siadaj – Sam zaprotestowała.
- Ja pójdę, Mia, chodź też – Sam zebrała się. Weszły w las. Amy ciężko było przyzwyczaić się do nowych osób. Wyciągnęła papierosa i odpalając patrzyła na dziewczyny siłujące się z namiotem.
- Pomóc wam? – Amy zaczęła chichotać, gdy zauważyła, że cała konstrukcja po raz n-ty rozwaliła się.
- Pomóż, bo nie mam na to siły – Zoe rzuciła metalową rurką.
- Odsuńcie się – Amy z uśmiechem podeszła do czegoś, co miało być namiotem. Parę minut później ich spanie stało.
- Jak to zrobiłaś?- Coock patrzyła z niedowierzaniem na Amy.
- Kiedyś byłam harcerką, starczy.
- Sam ma fajnych znajomych – Zoey uśmiechnęła się. Po chwili dziewczyny przyniosły drewno. Wszyscy usiedli i otworzyli piwo. Amy i Sam opowiadały sobie, co się wydarzyło w ostatnim czasie. Już po paru minutach usłyszały nadjeżdżający rower.
- Gia! Cześć! – Zoe z Kim pobiegły do dziewczyny, która zeszła z pojazdu.
- Nie… To niemożliwe – Amy zaprzeczała w myślach widząc białe włosy idące w jej stronę. Gia przywitała się ze wszystkimi. Amy milczała, nie ruszała się, nawet nie mrugała.
- One też? Sam, Kim, Mia, Zoe i Coockie?! Co ja tutaj robię? – tyle pytań plątało się jej w głowie. Gia spojrzała na Amy.
- Hej – Mruknęła po chwili podchodząc do rudej. Widać było jej rozciętą wargę.
- Co sie stało? – Amy szepnęła.
- Twoja dziewczyna pokazała mi, że jesteś jej – prychnęła z ironią.
- Że niby Meg?! Nie jestem z nią! Nigdy nie byłam. Przepraszam. Mogłam nie wychodzić – było jej strasznie źle, nie chciała, by ktoś cierpiał przez nią. Gia zaśmiała się.
- Nie zamartwiaj swojej ślicznej główki – Gia ucałowała czoło, a Amy odruchowo odsunęła się.
Powoli nastawał mrok. Dziewczyny bawiły się dobrze. Wzrok blondynki cały czas był skierowany w stronę błyszczących w ogniu hebanowych oczu Amy.
- Idę sikać. Amy idziesz ze mną? – Sam wstała z ławki. Amy kiwnęła głową i również podniosła się.
- Co ty robisz, że wszystkie cię chcą?- Samantha zaśmiała się wchodząc w krzaki.
- W sensie, że kto?
- Kim, Mia… to, że Gia to już chyba wiesz – Sam zaśmiała się.
- Skąd przekonanie, że jestem lesbijką?
- No, nie wiem… Mówiłam tylko, że mi się podobasz – Sam wyszła z krzaków zapinając pasek.
- No to dalej mogę się im podobać. Wczoraj powiedziałam już coś Gii.
- Słyszałam… Powinnaś dać jej szansę. Spróbuj. Nawet się nie staraj, tylko spróbuj – Sam uśmiechnęła się do koleżanki. Wróciły do ogniska.
- Gramy w butelkę na prawda czy wyzwanie – Mia klasnęła w dłonie. Reszta zgodziła się na grę i usiadły przy stoliku.
- Sam zaczynasz – Mia podała butelkę od piwa. Sam zakręciła.
- Gia prawda czy wyzwanie.
- Prawda.
- Oceń Mię od 1 do 10. Tylko wygląd.
- 7 – Odpowiedziała szybko i zakręciła.
- Coock. Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- To… Idź do sklepu po piwo.
-To daj kasę – Coock wystawiła rękę.
- Mnie też możesz kupić – Amy zaczęła grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu pieniędzy.
- Dobra, ile chcesz oddasz mi później – Gia podała 50 zł.
- Dwa - mruknęła niezadowolona.
- To zakręć, zanim pójdziesz – Coock zakręciła i wypadło na Kim.
- Wyzwanie - powiedziała pewna siebie.
- Zrób to, na co masz ochotę – Kim uśmiechnęła się, wstała i podeszła do Amy. Ucałowała ją w usta.
- Co ty robisz?! – Amy wstała i ruszyła za dziewczyną. Zanim do niej dobiegła, były już dawno w lesie.
- Poczekaj – Amy w końcu złapała ją za rękę.
- Co się stało? – spojrzała na blondynkę.
- Kim dobrze wie, że mi się podobasz, wie, że gdy tylko dowiedziałam się, że jesteś koleżanką Sam, poprosiłam, by cię zaprosiła. Chciałam cię przeprosić, wczoraj nie było to moją winą, że tak wyszło – Gia złapała ręce Amy.
- Możecie przestać się zachowywać się tak, jakbym była waszą własnością?! – Amy wyrwała ręce.
- Nie… To nie tak! Dobrze mi się z tobą rozmawia, dlatego chciałabym kontynuować znajomość. Tylko tyle – Gia czuła się dziwnie. Chciała pocałować Amy, ale wiedziała, że to zły pomysł.
- Możemy być koleżankami, nic więcej, czy to jasne? Żadnych pocałunków randek czy innych takich – Amy powiedziała stanowczo.
- Dobrze rozumiem – mruknęła Gia ze spuszczoną głową. Nagle Amy dostała telefon.
- Przyjechać? No dobrze, przyjadę jak najszybciej – odłożyła telefon.
- Muszę wrócić do miasta - Amy ruszyła w stronę ogniska.
- To daleko, co się stało? – Gia ruszyła za nią.
- Nic. Muszę wrócić. Tylko powiedz, w którą stronę.
- Podwiozę Cię. Tutaj niedaleko mieszkam. Wezmę motor i za chwilę będziesz.
Doszły do ogniska, Amy pożegnała się ze wszystkimi, nawet z Kim, która wyszeptała do ucha Amy "przepraszam". Papieros i trochę później nakładały już zakładały kaski.
- Nigdy nie jeździłam skuterem a co dopiero motorem.
- Boisz się? – Gia zapięła kurtkę i wsiadła na motor. Amy kiwnęła głową.
- Siadaj za mną i mocno się mnie złap. – Tak, jak Gia powiedziała, Amy zrobiła, jednak po przekroczeniu 70 km/h Amy mocno przytuliła się do dziewczyny. Chwilę później były już na miejscu.
- Amy! – usłyszała za plecami, a chwilę później poczuła, jak ktoś się do niej przytula.
- Mandy, co się stało? – Amy spojrzała na przyjaciółkę.
- Dobra impreza jest! chodź!
- Myślałam, że coś się stało! Za miastem byłam! – Amy zdenerwowała się.
- Daj spokój, chodź! – Mandy była pijana, co jeszcze bardziej wkurzało Amy.
- Nie idę. Gia wpadasz na herbatę? - Gia pokiwała głową. Amy pokierowała ją do siebie.
- Chcesz coś zjeść? – Amy ściągnęła torbę.
- Nie… Herbaty możesz mi zrobić - Gia położyła kask obok butów.
- Normalną, czy owocową? – Amy wstawiła wodę i wyciągnęła dwa kubki.
- Normalną, proszę – woda szybko się zagotowała. Ruda zaparzyła herbatę.
- Chodź do salonu – Amy poprowadziła Gię. Jak zwykle nie było jej rodziców. Pracowali w Holandii i przyjeżdżali tylko na święta… I to nie wszystkie.
- Siadaj – Amy usiadła w fotelu podkulając nogi. Gia nie odzywała się. Mieszała powoli herbatę.
- Co się stało? – Ruda spojrzała podejrzliwie na Gię.
- Przypomniało mi się, jak Kim Cię pocałowała.
- Oj przestań! Zrobiła to bez mojej zgody i… i w ogóle – mruknęła Amy.
- Podobasz jej się – szepnęła Gia upijając łyk herbaty.
- A skąd cholera pomysł, że ja się interesuję kobietami?! Z żadną nie byłam i wątpię, by kiedykolwiek to nastąpiło! – warknęła Amy. Gia nic nie powiedziała. Amy nagle dostała SMS-a "wyjdź przed dom"
- Za chwilę wrócę, nawet nie wiem, kto to – Amy wstała i w kapciach wyszła za drzwi. Zobaczyła białą różę leżącą na wycieraczce. Podniosła ją, a gdy uniosła wzrok, zobaczyła Meg.
- Nie chce tej róży, zostaw mnie! – Amy powiedziała głośniej oddając różę.
- Poczekaj, proszę, daj mi drugą szansę. Drugą i ostatnią – Meggie spojrzała w hebanowe oczy Amy.
- Nie Meg, nie dam ci szansy.
- Wróć do mnie – Meggie rozpłakała się.
- Nie! Przestań mnie nachodzić ! Jestem zajęta! Mam gościa! – Amy odwróciła się chcąc wejść do domu.
- Ta szmata u ciebie jest, tak?! Ta suka – Meg zaczęła krzyczeć.
- Przestań! – Amy krzyknęła i chciała otworzyć drzwi. Meg ją złapała i mocno uderzyła w twarz.
- Będziesz moja, albo nie będziesz wcale!

Meg rzuciła Amy o drzwi, po czym poszła sobie. Gia słysząc hałasy wyszła na zewnątrz, zastała Amy klęczącą na ziemi. Łzy rudej leciały jedna po drugiej.
- Co się stało?! –  Gia pomogła Amy wstać.
- Kto Ci to zrobił?! – Gia położyła ją na kanapie i poszła po coś zamrożonego, by przyłożyć Amy do policzka.
- Powiedziała, że jeśli nie będę z nią, to nie będę wcale – mruknęła Amy.
- To ta Meg?! Zabiję ją! Jak mogła cię uderzyć?! – Gia trzymała Amy cały czas za rękę.
- Ona mi coś zrobi – szepnęła Amy
- Nic ci nie zrobi. Będę tu – Gia usiadła przy kanapie.
- Zaśnij, rano będzie lepiej – po godzinie namów, rozmowy, a nawet kołysanki Amt zasnęła. Gia wzięła mrożonkę, zaniosła ją do zamrażarki, po czym pocałowała jej czoło i usiadła tak jak wcześniej trzymając Amy za rękę. Po chwili zasnęła.
 
Rano Ruda obudziła się pierwsza. Spojrzała na Gię.
„Siedziała tak całą noc? Kochana jest, ale musiało być jej niewygodnie” pomyslała Amy i pocałowała policzek Gii.
- Uhm… Która godzina? – Gia przebudziła się.
- Dziesiąta. Zrobię śniadanie – Amy uśmiechnęła się. Po chwili były już po pierwszym posiłku.
- Muszę lecieć do domu – Gia upiła łyk cappuccino orzechowego, które zrobiła Amy.
- Dobrze. Dziękuję, że byłeś. Odwdzięczę się za to – Ruda uśmiechnęła się.
- O, to będzie ciekawe – Gia zaśmiała się. Niedługo potem wyszła. Amy wykąpała się. Stwierdziła, że zakręci sobie loki i zrobi się na bóstwo. Nudziła się, a lubiła dobrze wyglądać. Nakręciła sobie wałki na głowę i zaczęła malować paznokcie. Zrobiła sobie zwykły manicure. Chwilę po wyschnięciu paznokci usłyszała telefon. 
- Hej Amy. Idziemy za jakieś półtora godziny na kawę i lunch, idziesz z nami? – usłyszała w telefonie swoją kumpelę, Sam.
– No dobra, gdzie?
- W Santa Monica, na  deptaku – Amy dogadała się dokładnie z Sam. Akurat się wyrobiła.. Za godzinę ściągała wałki i zaczęła się malować. Swoje i tak już hebanowę tęczówki jeszcze bardziej pogłębiła grafitowym i czarnym cieniem tworząc smokey eye. Założyła czarny gorset z elementami różu i do tego plisowaną czarną spódniczkę. Założyła jeszcze buty na obcasie i wyszła. Była trochę spóźniona zanim doszła do Santa Monica.
- O hej – Sam trochę zamurowało, nie tylko ją. Kim i Gia również nie mogły uwierzyć. Amy przywitała się ze wszystkimi. Dzięki nocnej interwencji Gii ruda nie miała śladu po spotkaniu z Meg. Spędziła z nimi naprawdę fajne pół godziny.
- Muszę lecieć do pracy – Gia wstała z krzesła. Dała buziaka w policzek Amy i wyszeptała "pięknie wyglądasz" i wyszła.
- Widzę owocna noc – Sam zaśmiała się.
- Nie przesadzaj Sam. Spałyśmy – Amy mruknęła.
- Ty… Zapomniałam oddać mp3 Gii, a już muszę iść… Amy nie chce Ci się zanieść?- Zoe wyciągnęła sprzęt z torby.
- Ja nie wiem, gdzie ona pracuje.
- W tym budynku naprzeciwko. Trzecie piętro, gabinet 86 – Amy wzięła mp3, pożegnała się ze wszystkimi i z trudem doszła do gabinetu 86.
- Projekty reklam – przeczytała w myślach. Już miała naciskać na klamkę, ale usłyszała rozmowę.
- Jak tam z tą rudą?
- A nic, spoko. Nie będę z nią, nawet nie chce mnie pocałować – Amy usłyszała głos Gii.
- To dalej z Tiną? – usłyszała śmiech obu.
- Tylko do łóżka się nadaje – Amy nie wytrzymała. Postanowiła nie krzyczeć na Gię, ale czuła się strasznie. Weszła do pomieszczenia.
- O Amy. Co ty tu robisz? – Gia wstała od jakiegoś rysunku.
- Przyniosłam ci mp3. Zoe zapomniała ci dać – powiedziała ruda jak gdyby nigdy nic. Dała jej mp3 i zabrała się do wyjścia.
- Idziesz już? – Gia schowała sprzęt do szuflady.
-Tak. Na razie – otworzyła drzwi i wyszła. Chwilę poczekała, by jeszcze trochę podsłuchać.
- Taką koleżankę to bym chciała mieć. Chociaż bym sobie popatrzyła na cud natury – Amy usłyszała głos znajomej Gii. Ruszyła dalej. Wyszła z budynku i zauważyła Sam, podeszła do niej.
- Zanim powiedziałaś, żebym dała szansę Gii mogłaś powiedzieć, że jest z jakąś Tiną – Amy mruknęła.
-Co?! Tina?! To jej była. Nie mają nic wspólnego ze sobą – Sam oburzyła się.
-Tak?! Fajnie, że słyszałam rozmowę jej i jakiejś jej koleżanki z pracy. Czekaj… Jak to było? „Tina tylko do łóżka, a z rudą nie będę, nawet nie chce mnie pocałować” – prychnęła Amy.
-To Gia powiedziała?! Niemożliwe! Dobra powiem ci coś o niej – Sam westchnęła.
- Gia lubi seks i wiele dziewczyn strasznie na nią leci. Może mieć każdą, jaką chce, a z tobą rozmawiała. Od dawien dawna w ciągu godziny od poznania nie poszła z jakąś na pięterko – Sam spojrzała na Amy, która dalej była niewzruszona.
-To co? Teraz mam być wdzięczna, że mnie nie przeruchała? – ruda ironicznie się uśmiechnęła.
-Daj spokój. Jedzie mój autobus, wracam do domu – Amy wsiadła do pojazdu i wróciła do domu. Tam wzięła do ręki gitarę i zaczęła grać. Kochała to, kochała się tak odstresowywać. Nagle usłyszała telefon.
-Hej Sam – Amy zobaczyła na wyświetlaczu imię koleżanki.
-Tu Gia. Sam mówiła, że wiesz o mnie dziwne rzeczy. Domyślam się, że usłyszałaś rozmowę moją i Kiry. Wiedz, że to nieprawda, co mówiłam.
-To nieważne. Jesteśmy i tak koleżankami i to, z kim się ruchasz, mnie nie interesuje – Amy wytłumaczyła pewnym głosem.
- A… Ale… Nieważne… Pa – Gia szepnęła do telefonu i rozłączyła się.
- I jestem skreślona – Gia oddała telefon Sam.
- Przykro mi, że tak wyszło. Niepotrzebnie to usłyszała. Skąd mogłaś wiedzieć, że przyjdzie - Sam mruknęła chowając telefon.

PARĘ TYGODNI PÓŹNIEJ
Amy widziała się codziennie z nowo poznaną ekipą. Z Mandy praktycznie się nie spotykała. Tak, jak co dzień ekipa spotkała się w Santa Monica. Amy dalej była tylko koleżanką i dla Gii i dla Kim, choć ta ostatnia dalej próbowała chamsko poderwać Amy.
- I jakie plany na weekend? – Zoe wymieszała swoje cappuccino.
- No jedziemy chyba do Stone, nie? – Sam mruknęła.
-To jedziemy na tą imprezę? Ok – Mia uśmiechnęła się. Miała być tam dziewczyna, z którą poznała się na jednym z portali.
-Ty powinnaś najbardziej z nas tego chcieć. Amy jedziesz? – Gia bardzo chciała spędzić z rudą jak najwięcej czasu.
- Nie mam ochoty na napalone laski. Poza tym mam imprezę w domu – Amy lekko posmutniała.
Chwilę później wszystkie się rozeszły. W sobotę dziewczyny miały jechać do Stone, było to miejscowość oddalona od nich o 40 km. Około 18 ruszyły. Gia motorem, a reszta samochodem.
- Solenizantka! Chodź na toast – mama Amy zawołała rudą do salonu. W końcu przyjechali po bardzo długim czasie. Amy żałowała tylko, że nie ma tu dwóch osób: Sam i Gii.

Dziewczyny weszły do lokalu.
- Szkoda, ze nie ma tu Amy – mruknęła Zoe.
- Jaką ona w ogóle imprezę ma?- Gia uśmiechnęła się widząc miłostkę Mii. Sam momentalnie zamurowało.
- Ona ma urodziny! – krzyknęła Samantha.
- O kur… Na jutro wykombinujcie jakąś imprezę, a tymczasem jadę do niej – Gia wybiegła z lokalu i wsiadła na motor.
-Ta to by wszystko dla niej zrobiła – skomentowała Zoe widząc wychodzącą koleżankę.
Gia kupiła po drodze bukiet kwiatów i ogromną bombonierkę. Chwilę później zapukała do drzwi. Otworzyła Amy, która nie wiedziała, co zrobić, gdy zobaczyła Gię.
- Myślałam, że zapomniałyście – mruknęła ze łzami w oczach.
- O mały włos – Gia zaśmiała się.
- Wszystkiego najlepszego – blondynka rozłożyła ręce, by się przytulić. Amy dosłownie rzuciła się na nią.
- Chodź, moi rodzice są. Tortu ci ukroję – Amy pociągnęła dziewczynę za rękę. Gia przez chwilę się wzbraniała, lecz musiała ustąpić. Dziewczyny świetnie się bawiły, weszły do pokoju Amy, gdy jej rodzice poszli już spać.
- Dziękuję, że przyjechałaś – Amy ucałowała ją w policzek.
- Nie ma za co. Trochę sobie kilometrów narobiłam – Gia zaśmiała się.
-To muszę coś zrobić, byś nie żałowała, nie? – Amy podniosła się z łóżka i pocałowała Gię.
- Wierzę ci , że ta rozmowa to kłamstwo, dzielnie znosiłaś moje humory, byłaś przy mnie i nie narzucałaś się, dziękuję – Amy uśmiechnęła się szeroko, ale Gia nie dała jej mówić dalej, pocałowała ją.

Wszystko wydawałoby się być wspaniałe. Dziewczyny były razem szczęśliwe, a Kim zazdrosna.
-Wiedziałam, że i tak się zejdziecie – Sam szturchnęła Gię w ramię. Kim prychnęła pod nosem. Szły dalej, Gia podała w tajemnicy jakiś liścik do Kimberley. Niedługo później wszystkie się rozeszli do domów. Następnego dnia miały spotkać się na koncercie. Amy wyjątkowo była na czas, zastała jednak tylko Kim.
- Gdzie reszta? – Amy przywitała Kim.
- Gii nie będzie.
- Jak to nie będzie? Nie napisała nic, ani nie dzwoniła – Amy zbulwersowała się.
- Wyjechała – Kim mówiła, jakby było jej to obojętne.
- Jak to wyjechała? Kiedy wróci – do oczu rudej napłynęły łzy. Kimberley podniosła głowę patrząc wymownie na Amy.
- Kiedy wróci? – Ruda wybuchnęła. Kim jeszcze chwilę milczała, ale niedługo później wyszeptała „nigdy”. Amy obróciła się i chciała pójść, jednak Kimberley ją zatrzymała.
- Poczekaj. Wiem, że ci na niej zależy – Kim złapała Amy za rękę.
- Nie płacz, powiedziała, że nie chce byś za nią płakała. Nie byłyście sobie przeznaczone – po tych słowach łzy popłynęły z oczu Amy.
- Chodź do mnie. Zrobię ci gorącą czekoladę i dam ci list od niej – Kim przytuliła rudą i ruszyły do jej mieszkania.
Amy otworzyła list.
„Przepraszam cię, musiałam odejść, nawet jakbym napisała 100 stron nie wyjaśniłabym ci wszystkiego, więc nie będę próbować. Nie spotkamy się już nigdy, wybacz i żegnaj” – Amy przeczytała w myślach.
- Czego mam nie rozumieć?! – Amy krzyknęła przez łzy.
- Nie zrozumiesz, nie mogę – Kim pogłaskała rudą po włosach.
- Powiedz mi, błagam – Kim westchnęła na słowa dziewczyny. Wiedziała, że ta wymiana zdań nie zda się na długo. Postanowiła pokazać Amy. Kimberley ściągnęła koszulkę.
-Co ty robisz?! – Amy rozzłościła się widząc rozbierającą się Kim.
-Tłumaczę – Kim zawiązała bandanę wyciągniętą z tylnej kieszeni spodni na oczach. Chwilę później na jej twarzy pojawiło się cierpienie. Bandana na jej oczach przesiąkła się krwią, a z pleców zaczęły wyrastać siwe pióra, które ułożyły się w skrzydła.
- Co to, co ty?! – Amy przerażona skuliła się.
- Gia jest demonem. Wiem, że nie wygląda. Ja jestem mieszanką anioła i demona, córką obu gatunków. Gia musiała wyjechać, by bronić swoich rodziców. Demony walczą z łowcami, którzy też chcą się tacy stać. Gdy demon, bądź anioł wyrwie swe najdłuższe pióra ze skrzydeł i wbije je w plecy człowieka, ten zmienia się. To ogromne cierpienie dla obojga – powiedziała Kim, a krew spłynęła jej po policzkach.
-Tylko pół demony, pół anioły ślepną i płaczą krwią po zmianie. Demony za to potrafią się klonować, a anioły mają zdolność wskrzeszania – Kim tłumaczyła dalej. Amy osłupiała. Patrzyła na skrzydła Kim nie mogąc powiedzieć słowa.
- Gia mnie zabije, że ci powiedziałam – Kim zaczęła chować skrzydła, ściągnęła bandankę.
- A… Ale… Czemu nic nie wiedziałam – Amy nie mogła uwierzyć w te wszystkie słowa.
- Niech ściągnie rodziców tutaj. Mogą mieszkać u mnie – mruknęła po chwili.
- Rodzice Gii są staromodni, nie chowają skrzydeł, a ich oczy są wiecznie krwistoczerwone. Nie wyglądają normalnie. Sialiby panikę. Gia chciała żyć normalnie, dlatego przeprowadziła się tutaj – Kim usiadła koło Amy zakładając koszulę.
- Czemu nie wróci – Amy spojrzała błagalnym wzrokiem na dziewczynę ze srebrzystymi skrzydłami.
- Jak jakiś łowca się uweźmie na demona, to dopóki ktoś go nie zabije, będzie go ścigał. Taki jest problem, że żadne skrzydlate stworzenie nie może zabić człowieka – Kim objęła Amy.
- A kto może łowcę zabić?
- Tylko człowiek – mruknęła Kim.
- Powiesz mi, gdzie oni mieszkają?
- Przykro mi , nie wiem – Kim wyszła do łazienki obok, by przepłukać oczy.
Amy wróciła do domu. Rozmyślała leżąc w łóżku. W końcu udało jej się zasnąć.
Coś połaskotało ją po nosie, otworzyła oczy.
-Gia? – ujrzała dziewczynę o czarnych skrzydłach i ognistych oczach.
- Wróć do miasta – Amy wyciągnęła ręce. Demon odwrócił się i wyskoczył przez okno.
Amy obudziła się ponownie, spojrzała na czarne pióro leżące na poduszce.

- Była u mnie! – wykrzyknęła Amy, trzymając w dłoni czarne piórko.
- Mówiłaś, że wyrywanie piór boli – ruda patrzyła na Kim
-Ej … Jak skrzydlaty cierpi, pióra same wypadają – Kimberley wpuściła dziewczynę do środka.
- Zapomnij o niej. Nie wróci – Kim potrząsnęła ramionami Amy.
- Wróci… Kocham ją – ruda dopiero, jgdy wypowiedziała te słowa, zrozumiała ich sens.
- Dlatego była w nocy. Wie, co czujesz – Kim pogłaskała Amy po policzku.
- Dlatego wróci. Ja jej poszukam! Znajdę ją! – ruda szła w stronę wyjścia.
- Nie znajdziesz jej. Dobrze się ukrywają, nawet nie wiesz, w którą iść stronę.
Kim po godzinnej dyskusji namówiła Amy, by poszła do Santa Monica do dziewczyn, kazała też Sam jej pilnować cały dzień. Za to sama wzięła piórko od Amy i wyruszyła na poszukiwania Gii. Może wzroku nie miała pod tą postacią, ale za to bardzo wyczulony węch. 3 godziny zajęło jej szukanie kryjówki demonów.
- Znalazłam cię – Kim schowała skrzydła.
- Czemu tu przyleciałaś? – Gia wyglądała na zmęczoną. Zadrapania na jej twarzy wskazywały, że walczyła.
- Amy długo tak nie wytrzyma, chce cię szukać - Kim podeszła do demona.
- Niech zapomni o mnie. Nie będziemy już razem. Zostaję tu – Gia nie okazywała żadnych emocji.
- Ona cię kocha! – Kim wykrzyknęła.
- To spraw, żeby pokochała ciebie, tylko o to cię prozę – Gia odwróciła się i odleciała. Kim wróciła do domu.
- Spraw , żeby pokochała ciebie – powiedziała do siebie po cichu -Już to widzę.

Minęło wiele miesięcy. Kimberley starała się jak mogła. Amy bardzo się do niej zbliżyła, w końcu tylko Kim była trochę podobna do Gii. Ruda nie potrafiła zapomnieć o swoim demonie. Dalej śniła o niej, dalej czasem ją widziała.
- Rudzielcu, co robisz dziś? – Amy usłyszała w telefonie
- Nic – mruknęła podłamanym głosem.
- Znów płakałaś ? – Kim posmutniała, nie usłyszała odpowiedzi.
- Zabieram cię na wycieczkę . Bądź u mnie jak najszybciej.
- Nie mam ochoty – Amy znów powiedziała to takim tonem, jaki zabiłby każdego optymistę.
Kim znów namawiała rudą bardzo długo, ale w końcu Amy zapukała do jej drzwi.
- Chodź – zaprowadziła dziewczynę na dach i rozłożyła skrzydła.
- Złap mnie mocno za szyję – Kim wzięła Amy na ręce i wzbiła się w powietrze.
- Gdzie lecimy? – ruda mocniej przytuliła się ze strachu.
- Zobaczysz – Kim uśmiechnęła się. Pół godziny później wylądowały.
- Gia! - Amy upadła na kolana widząc ją i to w takim stanie. Gia miała całe ciało w ranach.
- Musicie stąd iść – blondynka podeszła do Kim.
- Zabierz ją stąd natychmiast! – Gia odwróciła się i chciała odejść. Amy szybko jednak złapała ją za rękę.
- Nie dam rady bez ciebie. Kocham cię – Amy podniosła się i spojrzała wprost w czerwone oczy demona.
- Kim pomoże ci przez to przejść . Nie jesteśmy dla siebie – Gia zabrała ręce.
- Gia, ktoś przyszedł? – dziewczyny usłyszały głos dochodzący z domu.
- Znikajcie stąd! Już! – Amy nie posłuchała. Pocałowała Gię, która nie miała dość siły, by ją odepchnąć.
- Gia, kto to jest?! Co ty robisz?! – Amy odsunęła się i zobaczyła kolejnego demona. Domyśliła się, że to była matka Gii.
- O… Przyprowadziłaś człowieka, tak? Uwodzi cię, by cię zabić, tak? – krzyknął demon i złapał Amy za koszulkę. Mama Gii podniosła ją do góry.
- Świeże mięsko – tata Gii wyszedł i stanął koło żony.
- Zostawcie ją – Gia zaczęła się zmieniać. Jej skrzydła schowały się. Widać było, że płacze.
- Bronisz człowieka? – prychnął ojciec.
-To nie jest zwykły człowiek! To moja dziewczyna! - Gia krzyknęła, a jakaś energia wydobyła się z jej ciała i zerwała korę pierwszych drzew. Matka puściła rudą, która opadła na ziemię.
- Wróciłam tu, jak chcieliście! Nie wracałam do miasta, zerwałam ze wszystkim, co kocham! Zostawcie ją i dajcie jej odejść - Gia podeszła do swojej matki.
- Zadajesz się ze śmiertelnikiem? To tak samo niebezpieczne dla ciebie jak i dla mnie – warknęła rodzicielka.
- Niech się stąd wynosi, bo nie będzie z nią miło – ojciec podniósł Amy i rzucił nią parę metrów dalej.
- Nie! – Gia wydała z siebie przeraźliwy krzyk.
- Idziemy już sobie stąd – Kim w końcu udało się zareagować. Podbiegła do rudej.
- Mała , wszystko w porządku? – Kimberley podniosła ją trochę do góry, ale Amy dalej się nie ruszała.
- Zabiorę cię do szpitala – przytuliła mocno rudą, by nie spadła.
- Kim, poczekaj, lecę z wami – Gia ruszyła w stronę dziewczyn.
- Nie waż się tam iść – rodzice demona zagrodzili jej drogę.
- Nie mam czasu czekać – Kim spojrzała z wyrzutem na Gię i wystartowała.
Leciała do szpitala bardzo szybko. Trochę przed budynkiem wylądowała i schowała skrzydła. Zabrała Amy na oddział.
- Co się jej stało? - Lekarka zaczęła ją badać.
- Spadła ze wzgórza – Kim szybko skłamała.
„To musi być anioł” pomyślał półdemon.
„Czuję, że to anioł” Kimberley patrzyła na lekarkę.
- Poczekaj w poczekalni – pielęgniarka wyprosiła Kim, sama też wyszła zamykając za sobą drzwi. Lekarka uniosła ręce nad głową rudej i po chwili ruda obudziła się.
- Gdzie jestem? – Amy podniosła się z łóżka.
- Leż, jesteś w szpitalu. Zaatakował cię demon, prawda? - Lekarka usiadła przy łóżku dziewczyny. Amy nie chciała odpowiadać na pytanie.
- Nie okłamuj mnie. Czuję stąd zapach demona – anioł wstał i sprawdził źrenice dziewczyny.
- Tak, to demon – mruknęła cicho, a łzy same poleciały jej z oczu.
- Zostawiłabym cię na obserwację, boję się, że możesz mieć uszkodzoną głowę. Trzeba zrobić rentgen i musisz odpocząć – lekarka sprawdziła ciśnienie.
- Odpocznę w domu – Amy usiadła na łóżku.
- Zrobię ci rentgen i wtedy pomyślimy, dobrze? Masz na imię Amy , prawda? Jestem Alex i proszę mów mi po imieniu – anioł podjechał fotelem na kółkach do łóżka rudej. Zrobił zdjęcie rentgenowskie i wróciły do gabinetu.
- Nie jest źle. Będziesz miała jedynie dużego guza. Dobrze się czujesz? Boli cię coś? – Alex kucnęła przed dziewczyną, widziała jej zakłopotanie i zarumienienie.
- Nie boli – Amy odwróciła wzrok.
- Jeśli będziesz miała jakieś problemy ze zdrowiem, albo demonami, zadzwoń – anioł podał swoją wizytówkę.
- Uważaj na siebie, demony potrafią zranić człowieka – Alex przeczesała swoje długie, kruczoczarne włosy. Amy wyszła z gabinetu i ruszyła razem z Kim do domu.
- To był anioł – mruknęła Kimberley.
- Wiedziała, że zrobił mi to demon.
- Będzie cię teraz pilnować. Gdy anioł wie, ze komuś grozi demon, to uważa na tą osobę – Kim objęła Amy.
- To źle? – spytała ruda.
- Żle jak jesteś z demonem.
- Ale ja z nią nie jestem. Nie potrafiła się sprzeciwić, bronić mnie – szepnęła Amy.
Ruda po ciężkim dniu wróciła do domu i po prostu się rozpłakała. Nie spała całą noc. Rano chciała zadzwonić do Kim. Przejrzała torbę, ale nie znalazła telefonu.
- Może został w gabinecie tej Alex, wyjmowałam go jak na rentgen jechałam – znów przeszukała torbę tym razem w poszukiwaniu wizytówki. Wystukała numer na telefonie domowym.
- Hej, tu Amy.
- Telefonu zapomniałaś – Alex przerwała jej.
- Za pół godziny ci przyniosę, podaj adres – Alex uprzedziła następne pytania Amy. Ta grzecznie podała adres. Umyła się i trochę ogarnęła, by nie było widać, że nie spała całą noc. Usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę wejdź – Amy uśmiechnęła się lekko.
- Płakałaś – Alex przekroczyła próg - Przez demona. Oni są źli. Nie możesz przez nich płakać – anioł usiadł w salonie na sofie.
- Nie mówmy o tym, proszę – szepnęła Amy siadając na fotelu obok.
- Proszę twój telefon – Alex podniosła się i ruszyła do wyjścia.
- Ona nie jest zła – Amy znów rozpłakała się.
- Skoro nie jest zła, to dlaczego przez nią płaczesz? – Alex objęła dziewczynę i położyła ją na sofie.
- Nie spałaś, prawda? – anielica pogłaskała Amy po policzku.
- Mogę zabrać ci ból jak chcesz, nawet ten psychiczny. Mogę dać ci sen, jeśli chcesz śnić – Alex delikatnie gładziła policzek dziewczyny.
- Pokaż mi swoje skrzydła – Amy uniosła się i smutnymi oczami patrzyła na anioła. Alex tylko westchnęła. Pióra zaczęły rosnąć, a ona nawet nie pokazała żadnej emocji.
- Nie boli cię to?
- Nie, nic mnie nie boli – z pleców Alex wyrosły piękne, białe skrzydła, które rozświetlały salon. Oczy anioła stały się błękitne.
- Są piękne – Amy podeszła do Alex i po prostu się przytuliła.
- Muszę zaraz iść do pracy. Czy czujesz się wystarczająco dobrze, czy mam zostać? – Alex uśmiechnęła się i ucałowała czoło rudej.
- Dziękuję za wszystko. Idź do pracy, jak umiesz czytać mi w myślach, to wszystko wiesz – Amy zaśmiała się i puściła anioła.
- Mogę przyjść, kiedy chcę i zadzwonić? – Alex schowała skrzydła i ruszyła do wyjścia.
- Dużo masz tych szmat – anioł otworzył drzwi, dziewczyny usłyszały Meg.
- No co? Tamta z klubu ci się znudziła? Myślałaś , że już nie wrócę, nie? Powiedziałam, że będziesz moja, to będziesz – Meg złapała Amy za ramię.
- Dobrze ci radzę, odejdź i zapomnij o niej – Alex złapała dziewczynę za ramię i odciągnęła ją. Meggie machnęła ręką. Nikt nie wiedział, że w dłoni ma nóż. Rozcięła aniołowi ramię.
-Spierdalaj szmato – warknęła Meg. Oczy Alex zabłyszczały.
-Odejdź, dobrze ci radzę – rana Alex błyskawicznie się zagoiła.
- Kim ty jesteś, że mi rozkazujesz? – prychnęła Meg.
- Koniec zabawy – Alex unieruchomiła Meg i dotknęła dłonią jej głowy. Barmanka od razu zemdlała.
- Co jej zrobiłaś? – Amy patrzyła na anioła.
-Wykasowałam jej pamięć. Wszystko, co związane z tobą nie istnieje już w jej głowie. Wszystkie skrzydlaki tak potrafią – Alex położyła Meg na trawniku pod domem.
- Będzie myślała, że weszła tu i zemdlała – Alex usiadła na kanapie.
- Dzię… Dziękuję – wykrztusiła z siebie Amy.
- Nie ma za co – Alexis uśmiechnęła się.
Amy starała się nie myśleć o Gii. Mijały miesiące. Alex stała się aniołem stróżem Amy. Była zawsze, gdy ruda mogła mieć jakiekolwiek problemy. Kim dalej widywała Amy, ale widziała, co się kroi. Musiała powiedzieć Gii. Wyleciała więc w znane miejsce.
-Gia! – zawołała koleżankę. Zdziwiła się, gdy zobaczyła demona z piórami na rękach.
- Co ci się stało? – Kim podbiegła do niej.
- Przestaję być „człowiekiem”, to przez dlatego, że przestaję czuć – z oczu demona popłynęły krwawe łzy.
- Wróć do miasta. Amy potrzebuję cię, ale przez Alexis coraz częściej o tym zapomina – Kim potrząsnęła demonem.
- Alexis Dured? – Gia zacisnęła pięści.
- O ile to anioł, to pewnie tak – Kim nie zdążyła nic więcej zrobić, bo Gia wystartowała. Kimberley ruszyła za nią. Wylądowały przy domu dziewczyny.
- Alex – warknęła Gia wchodząc do domu dziewczyny.
- Gia – serce Amy zabiło szybciej.
-O witam, Gio. Co tam słychać w świecie demonów? Radziłabym zostawić dziewczynę, gdyby nie ja, leżałaby w szpitalu – Alex podeszła do demona.
- Nie twój interes! Wiem, że to moja wina, że cierpiała, ale już się nią zajmę. Możesz odejść – Gia tam mocno zacisnęła pięści, że wbiła sobie paznokcie w dłonie.
- My mamy jeszcze niedokończone sprawy, nie? – anioł rozłożył skrzydła.
- Nie będę ich załatwiać przy Amy. Poza tym przyszłam tu do niej nie do ciebie – Gia podeszła do rudej.
- Przepraszam maleńka. Ja ciebie też bardzo kocham. Teraz już jestem, już zostanę – demon schował skrzydła, by spojrzeć normalnymi oczami na Amy.
- Nie zostawię cię już – szepnęła. Nagle Alex złapała ją za ramię i odciągnęła do tyłu.
- Dokończymy to, co zaczęłyśmy kilka lat temu – Alexis podniosła Gię za koszulkę.
- Nie będę walczyć przy Amy – demon odepchnął przeciwniczkę.
-To odlecimy, tchórzysz?
Amy z przerażeniem w oczach patrzyła, jak Gia zmienia się.
- Dajcie sobie spokój – krzyknęła Kim.
- Zamknij się, mieszańcu! – Alex wyszła na ogród i podleciała do góry, Gia za nią. Pierwszy cios wyprowadziła Alex.
- Nie patrz na to – Kim wzięła Amy na kolana. Skrzydlaki walczyły dość długo, po godzinie obie były już zmęczone.
- Co one robią? Gdzie jest Gia? – Amy rozpłakała się. Nagle usłyszały huk. Ruda wybiegła do ogródka.
-Gia! – Amy zobaczyła na ziemi demona. Alex wylądowała obok nich i pazurem rozcięła skórę Gii w miejscu serca.
- Nie możesz tego zrobić! – Amy podbiegła do nich i popchnęła Alex.
- Przestań to nie twoja walka – warknął anioł.
- Nie pozwolę, byś zrobiła jej krzywdę ! – Amy przytuliła się do Gii.
- I tak umrze – anioł wzbił się w górę i odleciał.
- Nie wiem, czy się obudzi – Kim podeszła do Amy.
- Zrób coś, cokolwiek, zrób! Pomóż jej, błagam! – Ruda ucałowała usta demona.
- Chyba już nie muszę – szepnęła Kim. Gia powoli otworzyła oczy.
- Gia! – Amy przytuliła mocno dziewczynę.
- Kochanie… Przepraszam – szepnęła Gia, jej skrzydła powoli się chowały. Na jej ciele można było zauważyć liczne rany.
- Nie przepraszaj, chodź. Położę cię do łóżka – Amy złapała jej dłoń.
- Poczekaj, zaniosę ją – Kim podniosła przyjaciółkę i zaniosła ją na kanapę w salonie.
- Tęskniłam za wami – mruknęła Gia.
- Musiałam cię zostawić… Nie miałam wyboru. Ale rodziców opuściłam, dla ciebie – Gia ledwo mówiła. Za chwilę demon zasnął.
Następnego dnia dziewczyny miały się spotkać z resztą w Santa Monica. Wcześniej musiały zajść do domu Gii, by parę rzeczy wziąć do Amy, ponieważ demon chwilowo miał się tam wyprowadzić. Wróciły już motorem, zostawiły rzeczy i ruszyły do Santa Monica.
- Gia! – Sam rzuciła się na koleżankę.
- Co ty taka poobijana? Amy cię tak urządziła? – Zoe zaśmiała się. Dziewczyny miło spędziły czas. Umówiły się do klubu. Wieczorem spotkały się w umówionym miejscu.
- Gdzie Kim? – Amy wtuliła się w rękę Gii.
- Napisała, że jej nie będzie – Sam szepnęła i ruszyła w stronę klubu.
- Szkoda – Amy weszła do klubu rozświetlonego kolorowymi laserami. Zajęły ostatnią lożę.
- Idę do baru, chcecie coś? – Amy podniosła się. Po wypicu drinka ruda ruszyła na parkiet. Zdziwiła się jak zobaczyła, że przed nią tańczy Alexis.
- Hej mała. Co słychać? – Alex schyliła się do ucha Amy.
- Chciałaś zabić Gię – warknęła ruda.
-To nasze porachunki. Muszę pomścić moją rodzinę – Alex złapała ręce Amy - Pomagałam ci, jak jej nie było, a ty mnie teraz wyrzucasz jak psa? – Alex spojrzała smutno na Amy, którą zamurowało.
- Pomścić rodzinę? Gia zabiła twoją rodzinę? – wydusiła w końcu z siebie.

- Z kim rozmawia Amy? – Sam spojrzała na rudą.
- Kur… - nie dokończyła Gia. Wstała i ruszyła w stronę dziewczyn. Spojrzała zabójczym wzrokiem na Alex.
- O, witam. Myślałam, że już nie wstaniesz – Alexis uśmiechnęła się zadziornie, dalej trzymała Amy za ręce, gdy ruda stała nieruchomo.
- Jednak wstałam. Nie udało ci się… znów – warknęła Gia. Położyła ręce na biodrach Amy i chciała ją przytulić, a
Data publikacji w portalu: 2012-04-28
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019