PUŁK UŁAŃSKI

szkotka
„Z podziękowaniami dla I.M.”

Każda z Nas ma przodka ułana, odważnego i dzielnego żołnierza - nie tylko z czasów II wojny światowej, ale również z epoki Napoleońskiej, Powstania Listopadowego czy Styczniowego itd.
Synowie ojczyzny... ..Teraz nastały inne czasy - pora na kobiety, które również wysoko cenią służbę wojskową.

Była taka dziewczyna o imieniu Ewa, która przez całe życie marzyła o wojsku, ale z jakiegoś powodu nie mogła wstąpić do armii. Zamiast niej, wybrała Stowarzyszenie Miłośników Ułańskich, bo jako kobieta, nie mogła być ułanem. Środowisko kawaleryjskie jest przeciwne płci pięknej, powołując się na przedwojenny regulamin. Do kawalerii wstępowali sami mężczyźni. Z pewnością dla dziadka byłoby szokiem fakt, gdyby baba była w wojsku. Taka była przedwojenna mentalność. Teraz panuje męski szowinizm...

Tymczasem, Ewa nie dała się za wygraną. Postanowiła być uparta i walczyć o imię swojego dziadka, który za odwagę w bitwie pod Komarowem otrzymał Virtuti Militari. Pokonała różne przeszkody, aby być ułanem i, jako jedyna kobieta dostąpiła takiego zaszczytu. W końcu z dumą pojechała do Grudziądza, do słynnego Centrum Wyszkolenia Kawalerii - chluby przedwojennej Polskiej Kawalerii, która powstała w 1920 r. podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Szkoła grudziądzka - najlepsze cnoty żołnierskie. Te cnoty, które kiedyś wpajała w swoich wychowanków Szkoła Rycerska. A więc: patriotyzm aż do ofiary krwi włącznie, męstwo, odwaga, śmiałość, koleżeństwo na polu walki, szybkość podejmowania decyzji, dobra orientacja w terenie oraz wiara w przewagę nad każdym, liczniejszym i silniejszym nawet wrogiem. O tych wspaniałych oficerach kawalerii II Rzeczpospolitej, o ich niezłomnych charakterach nie można zapomnieć.
Ewa od najmłodszych lat podziwiała świat eleganckich, pełnych wdzięku, dostojności i nienagannych manier przedwojennych oficerów przedwrześniowej armii - „starej białej gwardii”- jak mówią w środowisku kawaleryjskim. Ten bardzo uproszczony i wyidealizowany obraz z biegiem lat, pomimo upływu czasu, nie zmienił się.

Ewa, zdobywając „szlify oficerskie po Grudziądzu”, stała się dobrze wykształconą, wychowaną oraz, co wyjątkowo istotne, pełną honoru. Tak wpajano podchorążym wysokie poczucie własnej godności i tenże honor. Będąc już w stopniu porucznika pojechała, na polecenie pułkownika, do znanej mu miejscowości, gdzie miała za zadanie szkolić przyszłą kadrę oficerską, złożoną z samych kobiet. Zgodziła się bez wahania. Poza tym, obowiązywała tajemnica, gdyż mogło to się nie spodobać środowisku kawaleryjskiemu.

***********
Przyjechałam do miejscowości M... mieszkam w wyremontowanym, pięknym pałacu w stylu klasycystycznym. Otrzymałam pokój z widokiem na park w stylu angielskim - ”Co za widok!” - pomyślałam.
Za pałacem jest stadnina koni rasy wielkopolskiej, więc przebrałam się w bryczesy i poszłam dokonać przeglądu. W recepcji powiedziano mi, że pani rotmistrz będzie wieczorem i przeprasza mnie.
- Nic się nie stało, przy okazji pooglądam co tutaj macie - odparłam.
W stadninie panował porządek i czystość - to mi się spodobało. Jak oni tu dbają o konie! „Zdali egzamin” - pomyślałam.

Doglądam w boksie konia maści kary o imieniu Bucefał. Znaczy ono „byczogłowy”. Takie imię koniowi dał Aleksander Macedoński.
Historia Bucefała i Aleksandra jest świadectwem istnienia tej niewidzialnej więzi, która powinna łączyć konia i jeźdźca. Każdy jeździec powinien stawiać sobie za wzór relacje, jakie panowały między tą parą. Przyjaźń jaka łączyła człowieka z karym ogierem do samego końca niech będzie przykładem i dla współczesnych miłośników koni.
Podeszła do mnie interesująca kobieta i powiedziała do mnie, że przyjechała pojeździć konno dla przyjemności. Przedstawiła się jako Adrianna i powiedziała, że jeśli chcę Bucefała, to może go załatwić. Ma znajomości z zarządcą pałacu.
- Bardzo chętnie - odpowiadam.
Podziękowałam jej.
- Później to dziękowanie- odparła i zapytała - Z jakiego powodu tutaj jesteś?
- Jestem po szkole grudziądzkiej i umówiłam się z panią rotmistrz...
-No tak- odparła, jakby wiedziała, o co chodzi i dodała:
- Miło było poznać, ale obowiązki wzywają”.
Pociągająca kobieta... Pani rotmistrz, choć nie znam jej imienia, to ze słyszenia wiem, że służy w  królewskiej szwedzkiej armii. Jest również dowódcą konnej gwardii królewskiej na ceremoniach i podczas zmiany warty.
Dawno temu, podczas stanu wojennego, wyemigrowała z rodzicami do Szwecji i tam otrzymała obywatelstwo Królestwa Szwecji. Kiedy była pełnoletnią dziewczyną, wybrała wojsko. Z tego, co wiem, w Sztokholmie codziennie, w miesiącach letnich gwardia pałacowa, w szyku paradnym, maszeruje przez centrum miasta (wyruszają spod Muzeum Wojska, które znajduje się na Östermalm). Zatrzymuje się ruch samochodowy, triumfalnie rozbrzmiewają dźwięki wojskowego marsza, lśnią srebrne hełmy z pikielhaubą, a błękitne mundury z białą lamówką przywodzą na myśl flagę szwedzką i szumiące nieopodal morze. Pod Pałacem Królewskim czekają niecierpliwe tłumy turystów. Za chwilę zobaczą, trwającą prawie 40 minut, ceremonię. U Polaków, przyzwyczajonych do sprężystego kroku, równych wzrostem chłopców z kompanii reprezentacyjnej, szwedzka gwardia królewska może wzbudzić lekkie zdziwienie, a może nawet rozczarowanie. Maszerują z radością i werwą, ale jakoś nierówno, wręcz byle jak, szurają nogami. Mali i duzi, długo- i krótkowłosi, panie i panowie. Można przez chwilę zatęsknić do warszawskich "ołowianych żołnierzyków" spod Grobu Nieznanego Żołnierza. Z drugiej strony warto wiedzieć, że wygląd członków gwardii królewskiej jest zabiegiem celowym. Są oni zwykłymi żołnierzami, a nie wyselekcjonowaną grupą najprzystojniejszych. Szwedzi są dumni ze swojej demokratycznej przeciętności.

Nadszedł czas, by stawić się w mundurze ułańskim i szablą wz.21/22. Sukienna kurtka mundurowa w barwach ochronnych była lekko dopasowana do figury żołnierza. Zapinana na 5 dużych guzików, posiadała wysoki stojący kołnierz, wykładany na zewnątrz. Spodnie bryczesy i oficerki z ostrogiem.
Poprawiam z trudnością kołnierz przy lustrze w poczekalni, gdy nagle ktoś podchodzi do mnie z tyłu i chrząka mówiąc:
-Może pomóc?
Znajomy głos?! Odwracam się i widzę przed sobą Adriannę w oficerskim mundurze gwardzisty!
- Pani... rotmistrz? - wyjąkałam z trudem.
Uśmiecha się czarująco i pomaga mi zapiąć kołnierz. Dziękowałam, wciąż nie mogąc ukryć zaskoczenia...

Wreszcie mnie wywołano. Przedstawiłam się przed trzyosobową komisją: rotmistrzem,
właścicielką pałacu- hrabiną i wachmistrzem. Opowiadam o celu mojej misji:
- Wszystko dla przodków i z miłości do Polskiej Kawalerii. Przede wszystkim, szkolić przyszłą żeńską kadrę. Szykują się zmiany w MON. Kobiety będą tak samo traktowane, jak mężczyźni w kawalerii. Dlatego już najwyższy czas przygotowywać się do werbunku kobiet do pułku ułańskiego.
Po przedstawieniu mojej inicjatywy, rotmistrz poprosiła, żebym pokazała, jak tańczy się walca wiedeńskiego. Będzie to część programu szkolenia, by kobiety umiały tańczyć jak kiedyś kawalerzyści. Każdy przyszły kawalerzysta był do tego zobowiązany, również nauka dobrych manier, także podczas jedzenia.
Pokazuję, jak się tańczy walca i mówię, że przydałaby się partnerka, bo chyba z miotłą nie zatańczę. Adrianna uśmiecha się:
- Zatańczę z tobą. Żeby tańczyć, trzeba kochać – powiedziała stając blisko mnie naprzeciwko.
- To jest tak, jakbyś swoim ciałem pokazywała szczęście i radość miłości - dodaje. Zgłupiałam, bo przecież to oczywiste. Nie rozumiem tylko, co mi chce przez to powiedzieć... Poza tym, i tak nie mam ochoty na amory, ponieważ noszę w sobie żałobę po mojej narzeczonej, która zginęła w wypadku samochodowym. Miałyśmy się pobrać w Hiszpanii...
Podczas taktu walca mówi:
- Patrz na mnie uważnie. Wtedy to będzie szczęśliwy taniec, serce przy sercu. Tak. W ten sposób samo będzie reagowało, a zobaczysz bardzo urzekający uśmiech.... Nie zapomnij tego, co czułaś przed chwilą. Znakomicie tańczysz i pierwszy raz widzę dobrze tańczącego oficera po Grudziądzu. Mało kto dobrze tańczy walca.
- Czemu jesteś taka markotna, poruczniku? - mówi dalej pani rotmistrz.
Nie mówiąc nic o mej żałobie, odpowiadam wymijająco, że jestem zmęczona. Zwalnia mnie do pokoju i zapowiada, że zobaczymy się na kolacji w stołówce.
Podczas kąpieli zastanawiałam się, dlaczego do mnie w taki sposób mówiła... Czyżby była lesbijką?! Nie sądzę, żeby taka atrakcyjna kobieta wolała kobiety. Poza tym, dla mnie liczyła się tylko jedna informacja: czy Adrianna spotyka się z mężczyznami? Wtedy byłaby poza moim zasięgiem. W ogóle nie zamierzam się zakochać! Nie po to przez lata budowałam między mną a kobietami mur obojętności, by teraz mozolnie go rozbierać – cegiełka po cegiełce!
Narzeczona była dla mnie wszystkim... nie umiałabym inaczej. Jestem zatwardziałą singielką. Teraz dla mnie liczy się kawaleria, konie, i nic więcej.

Do pałacu zjeżdżają panie z całej Polski. Również cudzoziemki, które także mają prawo służyć w wojsku. Gwar, śmiech, głośne rozmowy w ogrodzie i na ulicach. Pałac jest prywatny i ogrodzony. Nikt bez okazania dokumentu, nie będzie wpuszczany do środka. Jego właścicielką jest niemiecka hrabina von Arnim, mająca korzenie polskie. Jej pradziadek służył w pułku szwoleżerów, natomiast jego syn uważał się za Niemca. Wybrał III Rzeszę i służbę w Wehrmachcie. Poległ pod Stalingradem. Pradziadek przeżył wojnę i wpajał wnuczce miłość do koni i polskiej kawalerii. Dzięki temu postanowiła spełnić marzenia pradziadka, ułana z krwi i kości.
Pierwsza kolacja, jeden stół dla oficerów, reszta dla niższej rangi i trębacz daje sygnał do marszu przed rozpoczęciem, zgodnie z tradycją ułańską:

„Bracia do bitwy, nadszedł czas,
Trąba do boju wzywa nas,
Do boju, do boju!
Pospieszajmy wraz!
Zdradny sąsiad myśl natężył,
Jakby niszczyć polskie plemię,
Wziął w opiekę, uciemiężył,
Rwał na części naszą ziemię.”

Toast wznosi hrabina:
- Za pamięć naszych przodków, którzy walczyli na różnych frontach.
Pani rotmistrz życzy nam, abyśmy znakomicie przeszły szkolenie kawaleryjskie i pokazały, na co nas stać.
- Weźmiemy przykład z Wielkiej Brytanii, Holandii czy Szwecji gdzie kobiety mogą służyć w Kawalerii i Gwardii Królewskiej w mundurze paradnym - powiada.

Staram się unikać Adrianny, wiedząc, że inne kobiety na nią lecą. Ma powodzenie u płci pięknej i brzydkiej. Mimo tego, czuję jej wzrok na sobie. Uśmiecha się, kiedy jem, planując jutrzejszy dzień... To będzie mój pierwszy wykład. Mam przygotowane materiały Tylko zastanawiam się, czy one się nadają? O tym zdecydują wyniki, test sprawności fizycznej i jazda konna.
Gdy wracałam już do swojego pokoju, Adrianna mnie zawołała, pytając:
 Czy jesteś gotowa na jutro? Będzie ciężki tydzień...
Kiwam głową i szybko znikam za drzwiami pokoju.


Rankiem sala pełna kobiet w mundurach, pierwszy wykład programu szkolenia kawaleryjskiego:

1. Wyszkolenie bojowe
2. Taktyka kawalerii
3. Wyszkolenie strzeleckie i nauka o broni
4. Jazda konna i woltyżerka
5. Władanie białą bronią
6. Wychowanie fizycznie
7. Terenoznawstwo
8. Nauka o koniu i pielęgnacja konia
9. Łączność
10. Organizacja wojska
11. Pionierka (grenadierka)
12. Savoir vivre

Tak wygląda zakres szkolenia wszystkich rekrutów.

Kadeci! Przypominam Wam, że tu, w Kawalerii obowiązuje zasada:
„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!” Zrozumiano?!- wykrzykuję

Wieczorem przygotowuję raport dotyczący szkolenia. Nie wyszło najlepiej - denerwuje mnie to, że panie przyjechały po mundur, a o kawalerii nie mają żadnego pojęcia... Przeklinają non stop i brakuje im ogłady. Raport nie do końca spodobał się pani rotmistrz: - - Jeśli tak dalej pójdzie, MON może się nie zgodzić na dalszą naukę. Próbujemy dalej.

-Kłus, kłusem! Anglezowanie! Galop!- powtarzam w kółko rekrutom, na czym polega jazda konna - Lance w dłoń!... Szabla w dłoń!...
Lekcja fechtunku. Najważniejsze to opanowanie pozycji szermierczej, nauka pracy nóg i
podstawowe działania: ataku, obrony i kontrataku.

Nadszedł upragniony dzień wolny - wreszcie sobie odpocznę. Wzięłam Bucefała i samotnie galopujemy po łące. Z daleka widzę Adriannę na rowerze w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Plotka głosi, że co tydzień zmienia narzeczonego, a nawet spotyka się z kilkoma naraz. Choć nie wiem, ile prawdy było w tych plotach. Nigdy mnie to nie interesowało, bo zawsze hołdowałam zasadzie, że nie należy wkładać palca między drzwi. Nie przyjaźnię się z kobietami, które mogły mnie zainteresować w ten szczególny sposób. Adrianna jest pociągającą kobietą i byłam chyba jedyną babą, która nie zazdrościła jej urody, wdzięku ani powodzenia. Nie patrzyłam na nią przez pryzmat kobiecej zawiści. Traktowałam ją jak egzotycznego ptaka, który rozświetlał moją melancholię.

******

Otrzymałam wezwanie do gabinetu pani rotmistrz.
- Witaj Ewa! - usłyszałam ciepły głos. - Chciałabym, abyś pojutrze była na balu i mi partnerowała, skoro tu są same kobiety i ani jednego faceta. Proszę wykonać mój rozkaz, jak na oficera przystało. Byłabym szczęśliwa, gdybyś przyszła w mundurze wieczorowym. Sala będzie na galowo. Dobrze?
Po długim zastanowieniu niechętnie się zgodziłam. Rozkaz to rozkaz - pomyślałam.

Tego samego dnia wieczorem wybrałam się pieszo na koncert Mozarta „Requiem”. Uwielbiam tę muzykę. Przywołuje we mnie wspomnienia i duchowo oczyszcza. "Dies ire, dies illa" - to musi być niesamowite wrażenie! Legendarne „Requiem” Mozarta jest jednym z najwyższych wzlotów muzycznego natchnienia w dziejach ludzkości. Swoisty testament, pisany ręką umierającego geniusza. Zachwyca klasycznym pięknem, ujmuje w tak natchnionych fragmentach jak „Lacrimosa”, porusza dramatycznym „Confutatis. Fascynuje żywiołową fugą w „Kyrie”. Słucham zapominając o całym świecie jednak czuję się, że ktoś mnie obserwuje... Taka telepatia. Patrzę w drugą stronę i widzę Adriannę, również zdziwioną moją obecnością na koncercie. W sumie obie jesteśmy zaskoczone.
Po koncercie trwającym godzinę, spotkałyśmy się w holu i po krótkiej rozmowie okazało się, że obie lubimy Mozarta. Zabiera mnie samochodem do jakiejś restauracji na kolację z dala od „koszar”.
- Słuchaj, spędzimy ze sobą trochę czasu, więc jeśli chcesz o coś zapytać, to pytaj. Lubię cię, bo jesteś ponad, rozumiesz? Nigdy nie spojrzałaś na mnie krzywo i nie szeptałaś po kątach, jaka ze mnie dziwka - mówi pani rotmistrz.
- Adrianno, nie oceniam ludzi na podstawie plotek. Poza tym, mam się za osobę tolerancyjną. Gdyby wszystko, co o Tobie mówią, okazało się prawdą... Powtarzam ”gdyby”, to i tak by to nie zmieniło mojego stosunku do ciebie - odpowiadam.
- Po prostu chcę, żebyś wiedziała. Nie jestem z nikim związana, bo nie trafiłam na właściwą osobę. Ci niby moi narzeczeni to, w większości przypadków koledzy, których znam od podstawówki. Nie uwodzę ich. Po prostu jestem dla nich miła, bo tak nakazuje dobre wychowanie. Jeśli oni odbierają to inaczej, to już ich problem. Ubieram się dobrze, bo lubię ładnie wyglądać. Czy to grzech?- mówi Adrianna.
- Boli cię to? - zdziwiłam się widząc, że nagle posmutniała.
- Dość dużo czasu przebywam z wami i nigdy nie zrobiłam nic, co mogłoby komuś zaszkodzić. Nie sądzisz, że to trochę niesprawiedliwe?
- Życie jest niesprawiedliwe, nie wiedziałaś? Śmiej się z tego - wzruszyłam ramionami.
- Ale istnieją powody, dla których mnie unikasz, prawda? - pyta, uważnie patrząc na moją reakcję - Istniał jeden, nie mogłam go zdradzić. Ukrywanie swojej orientacji seksualnej opanowałam do perfekcji. Po prostu żyję w kłamstwie, mimo, że czasy się zmieniły, ale ludzie - nie.
- Wiesz, to się zdarza, że ludzie nie znoszą się bez racjonalnych powodów. To nie tak. Lubię cię. Po prostu tak łatwo nie nawiązuję znajomości i nie ufam ludziom - odpowiadam.
- Ja też nie ufam, ale w Twoim towarzystwie czuję się bezpieczna. To dziwne, prawda? - mówi Adrianna. - Spędziłyśmy ze sobą wspaniały wieczór i nic nie było w stanie popsuć nam zabawy, nawet katorżnicze szkolenie.

Wróciwszy do pałacu i każda z nas udała się do swego pokoju. Oparłam się o sofę i wtedy do mnie dotarło... Byłam po uszy zakochana... Co można zrobić z nieszczęśliwą miłością? Uciec od niej na koniec świata? Szukać zapomnienia w butelce?... Trzeba przyjąć tę miłość z pokorą i cierpieć w milczeniu...

*******

Zbliżał się wieczór balowy. Niechętnie ubieram się w ułański mundur wieczorowy. Obowiązywał na balach, rautach, zabawach tanecznych oraz innych przyjęciach wieczorowych, w zamkniętych lokalach i w teatrach itd. Ubiór składał się z: czapki rogatywki, kurtki wykonanej z tkaniny czesankowej, ze srebrnymi sznurami (jeśli takowe przysługiwały oficerowi), długich ciemnogranatowych spodni z lampasami koloru amarantowego z białą wypustką i strzemiączkami, zwanymi szaserami. Do tego gładkie czarne lakierowane buty z ostrogami przybitymi do obcasów, zwanych sztybletami, białe zamszowe rękawiczki i pas salonowy. Do tego ubioru zakładano biały żabot.

Na balu, wszystkie kobiety ubrane na galowo zgodnie z przedwojennym zwyczajem - nikt nie ma prawa wstępu w dżinsach. Hrabina von Arnim, daje sygnał rozpoczęcia balu polonezem, będącym elementem ceremoniału dworskiego. Taniec ten był paradą szlachty przed monarchą. Najpiękniejszy narodowy taniec polski, tańczony na całym świecie na słynnych balach, min.: w „Balu Karnawałowym” wystawianym w Operze Wiedeńskiej i w Moskwie w „Balu Puszkina”, w Paryżu w „Balu Napoleona, a w Wenecji – na balach maskowych.
Pani rotmistrz chce być blisko mnie, ale wolę jej unikać, bo z oczywistych względów, nigdy nie romansuję w pracy. Poza tym, nie miałam cienia nadziei na wzajemność. Mimo tego, Adrianna okazuje się ucieleśnieniem wszystkiego, czego dotąd bezskutecznie szukałam. Rotmistrz wkurza się, że oddalam się od niej. Wysyła po mnie wachmistrza. Zgodnie z ceremoniałem dworskim/ułańskim, pierwszy dowódca, czyli w tym przypadku pani rotmistrz, rozpoczyna pierwszy taniec. Wachmistrz melduje mi, że właśnie prosi mnie do tańca.
- Ja? Jak to?!-odpowiadam mu przerażona. Wszyscy na mnie patrzą i czekają na moją reakcję na polecenie Adrianny. Trudno i tak muszę zrobić - myślę.
- Dobrze, wachmistrzu. Spełnię prośbę pani rotmistrz.- odpowiadam lekko zakłopotana.

Idę w kierunku pięknie ubranej w stylu epoki napoleońskiej Adrianny.
- Proszę o taniec pani rotmistrz - mówię z pełnym szacunkiem, wykonując niski ukłon. Podchodzę do niej i podnoszę rękę, żeby objąć jej talię. Proponuję turę walca wiedeńskiego. Kładzie rękę na moim ramieniu i zaczynamy tańczyć. Jesteśmy pierwszą parą, która weszła w krąg taneczny. Drugą parę stanowi hrabina z wachmistrzem. Adrianna należy do najlepszych tancerek, toteż delikatnie i lekko porusza się, a jej twarz jaśnieje zachwytem i szczęściem. Podczas walca wspaniale tańczymy, rozumiemy się bez słów... Pierwszy i ostatni taniec. Czuję, że kocham ją bez żadnego żalu.
Mocno obejmuję swoją damę w stopniu rotmistrza i puszczam w takt glissadą. Poprzez dźwięki muzyki słychać tylko miarowe dzwonienie moich ostróg. Co trzy takty, na zakręcie, aksamitna suknia mej damy podwija się i faluje. Porusza się tak blisko i uśmiecha się do mnie.
Czuję, że ożyłam na nowo i że to taka pożegnalna żałoba.
- Pierwszy raz widzę taki piękny taniec w moim pałacu. Co za wspaniałe tancerki! Prawdziwa arystokracja - mówi hrabina do baronowej, widząc nas obie.
- Zgadza się, hrabino - odpowiada pewna siebie baronowa.

Nazajutrz przypominam sobie wczorajszy bal... Było pięknie!. I jeszcze jak!... Adrianna ma coś w sobie... Jest w niej coś, co ją wyróżnia. To coś świeżego, osobliwego, oficerskiego.... Jedyną przeszkodą jest to, że prawdopodobnie kogoś ma. Nie wierzę, żeby taka atrakcyjna kobieta była samotna.... Nie, nie! Muszę żyć z pokorą i tak będzie najlepiej dla mnie i dla niej. Najważniejsze w związku to wierność i zaufanie.

Przejażdżka z Bucefałem dobrze mi zrobi, by uwolnić się od myśli. Przywitał mnie delikatnym rżeniem i podchodzi do mnie, wciskając się pod rękę w poszukiwaniu czegoś smacznego. Obejmuje go za szyję, szepczę kilka miłych słów do ucha, głaszczę i zakładam kantar.
-Co, Bucefał, uciekamy w las. Tylko Ty i ja ok.?- mówię do konia – Gotowy, kawalerze?

Puszczamy się galopem w głąb lasu. Bucefał jest ekstrawertycznym koniem, pełnym energii, z milionem pomysłów na sekundę. Przejeżdżamy obok wjazdu na łąkę i podchodzimy pod górkę na luźnej wodzy. Potem przychodzi czas na kłus. Na początku nie nadążałam z anglezowaniem, tak szybko szedł. Teraz, przyzwyczaiwszy się już do nowego jeźdźca, czyli mnie, jest spokojniejszy. Wybraliśmy świetną trasę w lesie. W pewnym momencie wyjeżdżamy na prostą drogę, idealną do galopu. Stwierdziłam, że najpierw zakłusuję, żeby sprawdzić jego posłuszeństwo. Nie widzę sprzecznych sygnałów, więc jedziemy szybciej. Jadę na prowadzeniu i ruszam galopem, bardzo szybkim galopem... Cały Bucefał! Zatrzymujemy się na wzgórzu, gdzie rozciąga się piękna panorama na pobliskie okolice pałacowe. Czuję się jak Bonaparte na polach Austerlitz. Mówi się o tamtych czasach, że to „bitwa trzech cesarzy”, ale nie jest to prawidłowe określenie, ponieważ byli tylko Napoleon i Aleksander I.
- Nareszcie sami! - mówię do Bucefała - I powiedz mi wreszcie, co ja mam zrobić z tą miłością? Jestem, cholera, zakochana! Nigdy bym w to nie uwierzyła, ale to uczucie jest silniejsze ode mnie. Przedwczoraj, wczoraj i dzisiaj się dręczyłam, cierpiałam, ale tej udręki nie oddam za nic w świecie. Nie żyłam dotychczas. Dopiero teraz żyję i nie mogę bez niej żyć dalej normalnie... Ale, czy ona może mnie pokochać?... Sama już nie wiem i gadam bez sensu - I tak mi nic nie powiesz, Bucefale! Ale mnie rozumiesz, prawda???
- Ja rozumiem... i to doskonale! - słychać za moimi plecami.
Odwracam się wystraszona.
- Co Ty... tu robisz? - jąkam zszokowana.
- Ewa... wiedz, że rozumiem Twoje uczucia do mnie... - mówi Adrianna.
- Boże! Nie chcę tego słuchać... ok... ok! - W porządku, że nie możesz... Błagam Cię, już nie mówmy o tym. Po co? Było i minęło ok? - rzucam bez opamiętania.
Jest już za późno. Adrianna łapie mnie wpół i dotyka ustami moich zaciśniętych warg. Stoję sparaliżowana w długo trwającym pocałunku.
- Co to było?!
- Ewa, pozwól mi dokończyć, ok? Bardzo się starałaś tego nie okazywać, ale zauważyłam, że jesteś mną zainteresowana - mówi Adrianna.
- Nie, to niemożliwe – odpowiadam, wykrzywiając twarz w grymasie
- Co? Nie podobam Ci się? Pokochałam Cię od pierwszej chwili, kiedy Cię ujrzałam, gdy pojawiłaś się w mundurze ułańskim na komisji... i ten walc...
Zbliża się do mnie, przytula i znów namiętnie całuje.
- Kochasz mnie?- pytam niepewnie.
- Tak, tak mój ułanie.
Data publikacji w portalu: 2014-01-06
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019