Wrzący deszcz

Z okna mojego warszawskiego mieszkania rozciąga się przepiękny widok. Dzisiejszego wieczoru jest niepokojący. Deszcz leje się strumieniami. Znad rzeki nadlatuje niesamowity zapach, coś pomiędzy zgnilizną a zapachem wiosny. Trzymam w dłoni pękatą szklaneczkę. Stukają kostki lodu. Jack Daniels. Wiem, że nie powinno się tego tak pić, tak kaleczyć dobrego bourbona ale nic na to poradzę, tak lubię najbardziej. Wiruje mi w głowie. Zapach deszczu już zawsze będzie mi się kojarzył z jedną kobietą.
W życiu każdego jest jakiś duch. Duch dziewczyny, która dawno temu odeszła, a jednak nadal uwielbiasz się z nią pieprzyć, gadać, spędzać czas. Wasze drogi już nigdy się nie zejdą, a jednak czujesz, że ona nadal łamie wszystkie możliwe zasady zauroczenia. Dlatego, od czasu do czasu wywołujesz ją. Wstaje z tego miejsca, gdzie ją pochowałaś, na dnie swojego czarnego serca. Jest piękniejsza niż kiedykolwiek, inteligentniejsza, smuklejsza. Pachnie niesamowicie, intensywniej. Pragniesz jej mocniej niż kiedykolwiek. Od czasu do czasu każdy jest skazany, by położyć się spać z duchami.
Zanurzam w deszczu najpierw dłoń, spokojnie, jakbym badała własną wytrzymałość. Potem zanurzam twarz. Strugi deszczu niczym wonne włosy, musują jak drogi champagne. Już cię czuję. Skrywasz się przede mną, ubrana w mokrą, czarną sukienkę. Jesteś taka wilgotna, tak trudno cię pochwycić…


Karolina pociągnęła mnie za rękaw w kierunku wyjścia. Przyjęcie się już dla nas zakończyło. Założyła czarny płaszczyk, z kościanymi guzikami i okrągłym kołnierzykiem, płaszczyk uczennicy katolickiej szkoły. Podniosła na mnie swoje dziwne oczy i z dziwnym akcentem zapytała:
- Powiedz mi, co o mnie myślisz? Że jestem grzeczna, czuła…
Urwała nagle, wstrzymując oddech. Użyłam mojego ulubionego gestu, pewniaka, ze starej hollywoodzkiej szkoły. Ręka na kark, pocieram tuż przy granicy swoich włosów, ni to trochę zasłaniając się łokciem, ni to trochę przypominając pewien intymny chwyt…
- Nie wiem… - mamroczę jak zawodowy chłopiec – Po wczorajszym…
- Po wczorajszym masz prawo tak myśleć. – przerwała mi – Że jestem zakochaną dziewczynką, czułą, zagubioną, może trochę przerażoną tym, co się stało…..
Po czym obrzuciła mnie spojrzeniem… Spojrzeniem, które mówiło „Wiem, że chciałabyś tak myśleć. Bardzo byś chciała tak o mnie myśleć. Ale nie możesz. Choćbyś nie wiem, jak bardzo się starała, nie możesz….”
I roześmiała się.

Gdy wsiadłyśmy do samochodu Karolina natychmiast nachyliła się, by zanurkować pod swoją spódnicą. Wiercąc się i kręcąc na tiulowych haleczkach wydobyła spod siedzenia napoczętą butelkę jacka danielsa. Moją butelkę jacka danielsa. Odkręciła i pociągnęła sporego łyka, natychmiast gubiąc gdzieś między halkami korek i już do końca rozmazując czerwoną szminkę. Spojrzała na mnie spode łba. Ściskało mnie w dołku. Ręce oparłam na udach, jakimś podstarzałym gestem. Bałam się, że ześlizgną mi się z jeansów. Raz po raz oblizywałam usta, choć nie miałam na języku ni odrobiny wilgoci. Jej usta błyszczały, coś mokrego iskrzyło się nad pulchną, górną wargą. To coś mogłoby mnie uratować – pomyślałam.
- Zawieź mnie do tamtego śmiesznego baru. – powiedziała. Słowo „bar” wymawiała z potrójnym „a”. – Tam, gdzie wtedy…
Na potwierdzenie tych słów uderzyła trzy razy w tablicę rozdzielczą. Jedziemy. Karolina ma ochotę na przejażdżkę.

Patrzyłam na nią kątem oka. Włączyła radio, pomajstrowała przy starym, amerykańskim pokrętle, aż wreszcie znalazła coś, co zawierciło nią pod czarnym płaszczykiem. Rzuciła go na tylne siedzenie. Poruszała białymi ramionami, wyciągała dłonie wysoko, aż dotykała opuszkami palców tapicerki na dachu. Spojrzała na moją marynarkę, wzruszyła ramionami i pociągnęła kolejnego łyka jacka danielsa, krzywiąc się i prychając jak mały kotek. Ryk silnika zagłuszał moje ciężkie przełykanie śliny. Mignęły mi pulchne uda. Zapaliła marlboro lighta, odchyliła głowę do tyłu, wypuszczając dym. Kołysała się, kołysała. Przeczesałam palcami włosy, poplątane w małe loczki. Dłoń dziwnym trafem wylądowała koło wysuszonych, gorących warg. Karolina roześmiała się głośno, podrzuciła biodrami do góry i już trzymała coś czarnego w rozwartych palcach, jak delikatną, jedwabną pajęczynę. Otworzyła okno, kręcąc energicznie korbką i wyrzuciła na pędzącą drogę niedopałek i swoje czarne stringi. Zakołysała się i znów pociągnęła z butelki. Jej piersi, jej zapach. Jej palce, które przed chwilą wędrowały gdzieś po wewnętrznej stronie krzywej, którą wznosiło się moje pożądanie. Nie wytrzymałam i wyciągnęłam dłoń. Nie w stronę Karoliny, ale w stronę jacka danielsa. Spojrzała na mnie, szeroko otwierając oczy. Westchnęła ze złością. Postawiła butelkę na siedzeniu, ściskając i ogrzewając ją udami. Powoli odkleiła sztuczne rzęsy najpierw z prawego oka, potem z lewego. Zdjęła pończochy. I powiedziała :
- Kiedy ty się wreszcie do cholery zatrzymasz ? –
Zjechałam na pobocze.
Z radia uniosły się słowa „it could be nice and naughty”. Jakoś im nie uwierzyłam, choć ledwo słyszałam je spomiędzy uderzeń serca, które niosły się grzmotami. Niosły się co raz niżej i niżej. Prosto między nogi.
Piosenka w radiu przeskoczyła…
I found the center of fruit is late,
Is the center of truth today,
I cut the apple in two,
Oh, I pray it isn't true,

Karolina znała tę piosenkę na pamięć. Poruszała ustami do taktu hipnotycznych słów wypowiadanych niskim, ochrypłym głosem…
Policzyła na palcach … raz, dwa, trzy….

one, two, three, he is a speed bump mannequin,
one, two, three, he can't move just stand still

I się zaczęło….

Ciemność………….
Powoli gasną światła samochodu. Asfaltowa szosa po obydwu stronach tonie w czarnej pustce. Żadnych zabudowań, żadnego życia, żadnych innych samochodów.
Wnętrze samochodu jak duszny, ciemny pokój.

Karolina, która w upalną, sierpniową noc na przyjęcie zabrała ze sobą czarny płaszcz.
Kasia, która nie odważyła się zdjąć marynarki, by nikt nie widział, jak szybko oddycha, jak falują jej drobne piersi.

Karolina, która znów upija z butelki, a krople płyną jej po brodzie. Mieszają się na szyi z kroplami potu. Słone krople, które szczypią jak esencja samych łez.
Kasia, które wciąż opiera ręce na kierownicy. Zaciska dłonie, aż bieleją knykcie. Od gorąca jej włosy kręcą się co raz mocniej. Wygląda trochę jak anioł, z wilgotnymi włosami i watowanymi ramionami marynarki.


Karolina, która zwraca na Kasię swoje żółte, głęboko osadzone oczy. Na ich dnie coś spoczywa, kryje się. Coś oślizgłego, zwinnego, coś, co rzadko przydarza się kobietom. Czeka, waży całą sytuację, jak waży się w dłoni owoc ciężki od wewnętrznego soku.
Kasia bezradnie, z uporem wpatruje się w tylne lusterko. Jakby czekając na ratunek. Wszystko byłoby dobrze, wszystko byłoby o.k., gdyby tylko nie ten szybki oddech, gdyby tylko nie te spocone dłonie, podszewka marynarki klejąca się do pleców, mrowienie w miejscu, gdzie szew jeansów jest najgrubszy.
Obok przemyka samochód. W jego warkocie Kasia słyszy słowa „coś zaraz wybuchnie… ktoś zaraz wybuchnie…” .

Karolina podrywa się na kolana, ściskając między wargami wulgarne przekleństwo. Przeciska się, przestrzeń jest niewiele większa od niej. Zdejmuje dłonie Kasi z kierownicy, przesuwa wajchę znajdującą się pod siedzeniem. Odsuwa fotel Kasi do tyłu, tak, że uderza o tylne siedzenie. Siada na Kasi kolanach. Ugina nogi, tak by mogła się wygodnie podnosić i opadać. Rozpina swoją sukienkę, cała czas przygryzając dolną wargę. Uchyla ją, nie zdejmuje, nie zrywa, ale uchyla, pokazując tylko zarys białej skóry, jak klepsydrę wypełnioną śniegiem. Przysuwa usta do ust Kasi, zanurza dłonie w długich włosach Kasi, odchylając jej głowę do tyłu.
Dla Kasi wszystko dzieje się bardzo szybko. Kilka sprawnych ruchów małej, zwinnej dziewczyny. Gdy ta znajduje się nad nią, Kasia wyrzuca z siebie ciężki oddech. Ten oddech jest utkany ze słów „…nareszcie…”.
- Jeżeli ty tego nie zrobisz… - mówi Karolina - … to sama to zrobię…
Karolina mocno całuje Kasię. Kasia unosi powoli dłonie, które do tej pory bezużyteczne wisiały po dwóch stronach fotela. Chce pochwycić Karolinę, która ociera się o jej koszulkę, ale wciąż unosi się gdzieś wysoko, jakby prowokowała do pochwycenia, osadzenia jej mocno na sobie.
Dla Kasi wszystko dzieje się niewiarygodnie szybko. Obezwładniająca fala gorąca, potem wilgoci, dreszcze i na przemian. Koktajl z najróżniejszych drgań i palpitacji, z łomotu i śliny.
Karolina odsuwa się. Przez chwilę łączy je srebrna, drgająca nitka. Dziewczyna oddycha głęboko, ma czerwone rumieńce, pół przytomne oczy. Bierze dłoń Kasi i wkłada jej palce sobie do ust. Żółte oczy jak szpilki, wycelowane w te wszystkie miejsca, które teraz, wreszcie, po raz pierwszy bez wahania otwierają się przed nią.
Kasia chce drugą ręką zdjąć marynarkę, zdjąć koszulkę, rozpiąć spodnie, ale Karolina powstrzymuje ją.
- Daj się wykorzystać … - szepcze, liżąc płatek jej ucha
Potem dla Kasi wszystko dzieje się jeszcze szybciej.
Karolina unosi tiulowe, szeleszczące spódniczki i prowadzi rękę Kasi, którą przed chwilą miała w ustach. Nie ma majtek. Jest tak mokra, że Kasia ze słowami – o mój boże – wbija się w nią bez najmniejszego trudu.

Karolina mocno opiera się o jej ramię, odchyla głowę do tyłu. Pulchne usta otwarte, żółte oczy skierowane gdzieś wysoko. Jedna dłoń pod spódnicą, na nadgarstku Kasi, kieruje, narzuca tempo. Druga kontroluje, by Kasia tylko siedziała w miejscu, nie dotykała, nie pieściła. Karolina zaczyna unosić się i opadać. Wygląda, jak biało - czarna laleczka podrywana coraz szybciej i szybciej, wyżej i wyżej za niewidzialne sznurki. Żadnych pocałunków, żadnego dotyku. Podnosi rękę z nadgarstka Kasi, jakby już nauczyła ją, co ma robić. Przykłada ją do twarzy, wkłada do ust, błądzi na szyi, karku, obnaża jedną pierś. Dotyka swoich bladych, maleńkich sutków. Jest sama. Wilgotna, słodka, daleka. Kasia nie może jej posmakować, nie może poczuć jej zapachu, nie może jej przytulić, nawet wtedy, gdy Karolina zaczyna powoli dochodzić. Może ją tylko pieprzyć.
Karolina powoli sztywnieje. Sztywnieje, ujawniając ukryte mięśnie i żyły. Wyrzuca z siebie jęk, który przy jej dziewczęcej powierzchowności brzmi groźnie. Dłoń Kasi oblewa mocna, lepka wilgoć. Karolina odchyla się do tyłu, tak, że niemal dotyka głową kierownicy.
Karolina podnosi się i ukrywa twarz na ramieniu Kasi, tak, by ta nie mogła spojrzeć w jej oczy, nie mogła ujrzeć jej twarzy. Kasia w ciszy obserwuje jak białe plecy, targane ostatnimi spazmami powoli się uspokajają.
Nagle wszystko wraca. Ciemna szosa, pojedyncze samochody, noc, upał. Wszystko jest takie samo prócz zapachu. Piżmo i brzoskwinie…
Karolina szepcze Kasi do ucha:
- Widzisz…. Wszystkie moje sekrety zawsze mówią głośniej niż ja sama…. Widzisz… nawet ciebie można po prostu wykorzystać….

Nie potrafiłam inaczej wam tego opisać, niż tylko ukrywając się za maską własnego imienia.
To, co wtedy czułam… nawet teraz kręcę głową i przymykam powieki, tuż nad krwawym rumieńcem.

Czułam wstyd. Czułam się wykorzystana. Czułam się niczym przedmiot. Czułam się niewypowiedzianie szczęśliwa.

Czułam to wszystko, przed czym kobiety uciekają w związki z innymi kobietami, przekonane, że między lesbijkami takie sytuacje, takie emocje nie istnieją…

Dwie noce temu tuliłam Karolinę w ramionach. Spijałam jej pocałunki jak krople mocnego wina, od którego kręci się w głowie. Całe jej ciało mówiło mi „chodź, potrzebuję Cię… tylko Ciebie…” A teraz? Czułam się jak porzucony na samochodowym siedzeniu, jeszcze ciepły wibrator.

Dopięłam swój nie odpięty do końca rozporek, przy okazji ukrywając dłonie na podołku. Wszystko napawało mnie wstydem. Nawet drżenie zmęczonych rąk.
Karolina na siedzeniu obok doprowadzała się do porządku. Zapinała sukienkę, prostowała tiulowe halki, wycierała mokre plamki… Obejrzała się we wstecznym lusterku, strosząc czarną grzywkę. Żadnych śladów po pocałunkach, żadnych ugryzień, zadrapań, świetnie. Nic się tutaj nie wydarzyło.
Żółte oko łypnęło na mnie z wyższością. Karolina pokazała mi swoją drugą skórę, zatarła wrażenie wszystkiego, co napawało mnie nadzieją. Nie wiedziałam już, która noc była prawdą. Stuliła rzęsy, uśmiechnęła się podnosząc tylko jeden kącik pulchnych warg.
- Może wreszcie zdjęłabyś tę marynarkę. - parsknęła

Karolina i moja nowa wiedza o niej. Karolina nienaruszalna, okrutna, egoistyczna. I nader wszystko, całkowicie samowystarczalna.

Nie mogłam się poruszyć. Patrzyłam tylko, jakbym dopiero co ją poznała… może rzeczywiście tak było. Na podobieństwo wielkiej, niemej, spoconej ryby podziwiałam ją, całkiem nową, bardziej niedostępną niż wtedy, gdy ją zobaczyłam po raz pierwszy…..

Wzruszyła nagimi, okrągłymi ramionami, wywróciła oczy…..
Rozległo się delikatne stukanie. Jakby ktoś siedząc okrakiem na dachu samochodu, podglądając całą sytuację, rozchichotał się tak bardzo, że zerwał sobie z szyi długi sznur pereł. Całkowicie przypadkiem, całkowicie ironicznie…
- Och, pada … - Karolina wykrzyknęła i już szarpała drzwi….

Wypadła na opustoszałą drogę. Wciąż drżącą dłonią przekręciłam kluczyk. Deszcz padał coraz bardziej intensywnie. Światła wytrysnęły w ciemność niczym filmowe reflektory. Na mojej scenie mogła tańczyć tylko ona… Z radia wytrysnęła stara piosenka, z lat osiemdziesiątych, gdy granice między byciem nastolatką a byciem dzieckiem jeszcze zacierały się… gdy byłam jeszcze taka niewinna… Czy Karolina była kiedyś niewinna? Czy była dzieckiem? W swoim drobnym, kruchym ciele chowała coś, co nigdy nie mogło być małą dziewczynką…

I look at you and I fantasize
…you are mine tonight…

Wirowała pomiędzy kroplami, rozsmarowując wodę po nagich ramionach, po odsłoniętych szczytach piersi, jakby chciała zmyć z siebie pot i zapach własnej cipki, ostatnie ślady po tym, co się między nami wydarzyło. Łapała deszcz do ust, pluła nim, parskała jak szczeniak, jakby chciała się obmyć również od środka. Rozmazany makijaż płynął po policzkach jak czarne łzy…. Biało - czarna laleczka, roztańczona, rozchichotana, rozchlapująca wodę dokoła, na bosaka, tupiąca w świeżych kałużach… na przekór moim łzom, na przekór mojemu nieszczęściu... przerażająca karykatura mojego rozczarowania… nadłamanego serca…

Dzwonek telefonu. Rozejrzałam się zdezorientowana, jakby rzeczywistość nagle upomniała się o swoje prawa, jakbym podryfowała zbyt daleko od stabilnego lądu, porwana przez brzoskwiniową burzę… Wytarłam mokre policzki w rękaw. Dłonie intensywnie pachniały orgazmem Karoliny, jakby zamarynowano je w korzenno - owocowych sokach. Oparłam się pokusie, by je powąchać. Odszukałam jej telefon zapodziany gdzieś w czarnym płaszczu. Na ekranie migotała tylko jedna litera. H.

Otworzyłam drzwiczki i krzyknęłam do niej, że dzwoni, żeby wracała do środka. Między jednym skokiem a drugim tylko wskazała na uszy i pokręciła głową. Uśmiechnęłam się jakoś tak boleśnie. Mogę zagrać w twoją grę. Schowałam telefon do kieszeni, podkręciłam radio na maxa i wysiadłam prosto na deszcz. Też nagle zapragnęłam się troszkę zmoczyć…

I want to show you what love is all about
…so darling tonight…

Gdy usłyszała tak dobrze nam obu znaną piosenkę, wydała z siebie zadowolony okrzyk. Podskoczyła jeszcze wyżej, jakby furkoczące, tiulowe halki niosły ją do góry. Spokojnym krokiem podeszłam do niej. Deszcz lał się z nieba grubymi strumieniami. Odgarnęłam pozlepiane włosy do tyłu. Zdjęłam mokrą marynarkę. Rzuciłam ją gdzieś daleko. Nie mogłabym spojrzeć na tą marynarkę, już nigdy. Nie chciałabym czuć, jak zapach ginie, zanika. Nie chciałabym spać z nosem wtulonym w rękaw.

Chwyciłam mocno Karolinę. Szarpnęłam ją. Była tak mokra, tak spocona, tak nadal w seksowny sposób wilgotna i brudna. Bałam się, że wyślizgnie mi się z ramion, więc przycisnęłam ją do siebie mocno. I pocałowałam. Nie miałam zamiaru znieść najmniejszego sprzeciwu. Była słodka. Była narkotykiem, który ćmił mi myśli. Była przyśpieszonym biciem serca. Była tą jedną jedyną, która w ciągu kilku sekund potrafiła doszczętnie zmoczyć mi majtki. Była tą jedną jedyną, która do końca życia będzie kojarzyć mi się z zapachem deszczu.

Nadal pragnęłam jej tak bardzo, że bolało... w najintymniejszym, najbardziej kobiecym, najdelikatniejszym miejscu…

Mój pocałunek był chaotyczny, władczy i z każdą sekundą coraz bardziej czuły. Trzęsłam się z pożądania, moja siła słabła. Czułam, jak Karolina z każdą chwilą coraz bardziej przejmuje kontrolę nad moim językiem, ustami, nad dłonią, która szybko błądziła pod jej sukienką. Oderwałam się od niej. Oblizała się z rozbawioną miną i utkwiła we mnie spojrzenie żółtych oczu, jak wyzwanie. Rozchichotała się, jakby dławiła się deszczem. Całe jej ciało szeptało do mnie „tylko na tyle cię stać… pozwól się rozłościć”…

Chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mnie prowokuje, jak manipuluje mną, jak dobrze się przy tym bawi. Byłam wściekła i spragniona, jak agresywna suka. Cisnęłam ją na mokrą maskę samochodu. Tiulowe halki zafurkotały. Mocno trzymałam jej nadgarstki. Wszystko lepiło się, spływało wodą, robiło się coraz bardziej brudne. Wgryzłam się w jej piersi. Wgryzłam się w jej szyję. Chciałam tylko, żeby na chwilę przestała chichotać. Czułam jak moja pochwa spazmatycznie otwiera się i zamyka. Zbliżałam się do punktu wrzenia… a jednak… chciałam zwolnić. Gdzieś wciąż czaiło się we mnie to przeklęte pragnienie miłości…

I need you to see
…that you were meant for me…


Nagle, z uczuciem ulgi, która niemal pozbawiła mnie przytomności, poczułam jej dłoń w okolicach mojego rozporka. Oblizałam dołek jej obojczyka, jęknęłam ponaglająco… i zastygłam w oczekiwaniu.

Puls mi oszalał, nie widziałam nic… tylko czekałam aż jej palec, jeden, dwa, wszystkie palce odnajdą właściwą drogą pomiędzy hektolitrami wilgoci, którą byłam zalana, zatopią się we mnie i przyniosą mi ulgę.

Czekałam. Czekałam. I czekałam.

Wszystko ustało. Karolina znieruchomiała pode mną, a jej dłoń znikła z mojej pachwiny.

Zdziwiona odsunęłam się i otworzyłam oczy. Właśnie w takiej kolejności… Zresztą gdybym sama tego nie zrobiła, Karolina zrobiłaby to za mnie. Właśnie zaczynała się szarpać, by wydostać się spode mnie…

Ześlizgnęła się z samochodowej maski. Stała w świetle reflektorów. W dłoni trzymała swój telefon. Spojrzała na mnie z wyrzutem i potrząsnęła nim parę razy. Potem szybko, tak szybko jak można na bosaka i po deszczu, wpadła do samochodu. Usłyszałam, że blokuje drzwiczki i wyłącza radio. Rozmawiała z kimś. Poprzez pociętą strumieniami deszczu szybę zdołałam z jej gestów wyczytać tylko tyle, że najpierw tłumaczy się, potem obiecuje i że kocha bardzo.

I tak właśnie. Oto ja. Kasia Pepper. Stoję na środku asfaltowej drogi, w deszczu, oświetlona dwoma słupami świateł przeciwmgielnych, z opuszczonymi spodniami.

Doprowadziłam się do porządku. Stałam oparta o maskę, moknąc i tamując nienawiść. Jeżeli wcześniej czułam się źle, teraz czułam się naprawdę podle... Jeżeli wcześniej miałam złamane serce, to teraz zostało ono zdeptane…

Otworzyła szybkę, słyszałam świst energicznie rozkręcanej korbki.
- Wpuszczę cię do środka – powiedziała oschle Karolina – pod warunkiem, że zawieziesz mnie prosto do domu.
Spojrzałam na nią. Żółte oczy patrzyły na mnie tak beznamiętnie i obojętnie, jak patrzy się na przedmiot, którym i byłam, i się czułam…….

Dopiero wtedy, dopiero w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że deszcz, którym byłyśmy mokre, deszcz, którym spłynęłyśmy, deszcz, który padał przez cały ten czas,
to w istocie wrzący deszcz………
Kasia Pepper
Data publikacji w portalu: 2009-03-31
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 3.61 /głosów: 62
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

narfa2009-04-03 00:14
znajomy rytm.

ekscentryczka452009-04-03 07:06
Takie są niektóre za nas....łamią serca i mrożą pożądanie...:-)

Adna2009-04-03 19:52
łał...:D

tintatinta2009-04-03 22:32
bardzo... dotykające czegoś głęboko. straszne i piękne. i cholernie prawdziwe. i mówię wam - to opowiadanie wygra.

enzymowka2009-04-04 22:02
mój typ na wygraną

smoky3212009-04-05 12:07
świetne, coś mi się wreszcie spodonało! :)

lumii2009-04-06 09:16
porywająco...

Bette_692009-04-06 13:46
niesamowicie porywajace opowiadanie, smutne i straszne zarazem, destrukcyjna znajomosc - Kasiu, mam nadzieje ze ktos w koncu ukoil Twoj bol...

BiankaDeSade2009-04-06 17:06
myślałam że poprzedni tekst jest rewelacyjny ale ten ...... ten pobija go ... proste, bez przesady, trafiający , no rewelacja dałabym 6 gdybym mogła

gunnm2009-04-07 21:50
Druga 4, którą dziś daję. Więcej ocen póki co nie dałam. Niexłe!

fefe2009-04-08 12:20
dobrze - jeszcze trochę do bardzo;-). Dwa najlepsze opowiadania autorstwa Kaś:-)

blue bird2009-04-12 22:47
bardzo,bardzo:)tylko mi te imiona nie pasują i narracja raz w pierszej osobie, raz narrator opisujący;przez to wydaje mi się nieco pretensjonalne ale i tak wybaczam

iluzja_oh2009-04-15 23:02
pokaleczyłaś Jacka nie tylko lodem - to nie bourbon. ;-) i poza tym prawie wszystko pięknie, fajnie - przełykam fragmenty z pociąganiem czystego wiskacza (a nie znoszę w żadnej postaci) - czytam, czytam, a tu '...jej dłoń znikła z mojej pachwiny.' mimo to wydaje mi się, że przeniosłaś 'na papier' to, co chciałaś wyrazić. a to trudna sztuka. :)

Jeanne6662009-10-28 23:31
ten tekst strasznie dziala na wyobraznie, jest bardzo dobrze napisany...przezywa sie kazda chwile razem z bohaterka. Jestem wielka fanka Kasi:)

stoprocentbansu  milena1995-96@o2.pl2010-01-28 21:30
Super;*

martita792010-06-25 05:48
Mnie moja największa miłość też tak traktowała...ale to co wtedy czułam,te parę lat temu nie oddałabym z nic.Życie i tak było bajką.A ja już nigdy nikogo nie pokochałam. Każda następna dziewczyna musiała się zmierzyć z jej legendą...

ZamykamOczy2010-10-13 05:50
Świetne opowiadanie .

Sheela  jeanette666able@gmail.com2011-05-09 18:20
Świetne, któryś raz już czytam Wrzący Deszcz i za każdym razem przeżywam tę historię na nowo;)

Hekate66662015-09-16 18:46
Rewelacja!


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

zoo

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017