Biała koszula

Najgorętszy miesiąc w roku i mój ostatni, najtrudniejszy egzamin- ustny. Wyszłam z sali uśmiechnięta, z indeksem w zaciśniętej dłoni. Blada, z wyraźnie podkrążonymi oczami, znokautowana pytaniami i nieprzespanymi nocami. Czułam się jak duch, idąc powoli pustymi korytarzami uczelni. Biała koszula kleiła się do mojego spoconego ciała. Marzyłam by ją z siebie zrzucić, naga zawinąć się w pościeli i przy otwartym oknie zasnąć.
Wyszłam z budynku. Promienie lipcowego słońca przeszyły moje ciało, obnażając plamy zimnego potu na ciele. Poczułam, że blade światło wypala moje zmęczone oczy i zaczęłam przeczesywać torbę w poszukiwaniu okularów przeciwsłonecznych. Dopiero po chwili zauważyłam, że u dołu schodów stoi T. i patrzy na mnie. Zbaraniałam. Wiedziałam, że już nie zdążę uciec przed tym uśmiechem, od którego miękną mi kolana i przewraca się w trzewiach. Zaczęła iść w moją stronę. Przez dwie sekundy obserwowałam jej sylwetkę i sposób poruszania, jej bezczelną pewność siebie. Ciągnęło mnie do niej już od dwóch lat, odkąd tu studiuję. Jednocześnie, gubiłam się przy niej jak przepłoszone zwierzę, jak ostatnia pierdoła. Jeszcze to zbywające milczenie, z którym nie sposób było dyskutować. Przy jej inteligencji, bezkompromisowej postawie, pozbawionej na pozór jakichkolwiek emocji, musiałam się prezentować niczym wątły mięczak. Ale, chyba, tak właśnie oddziaływała na ludzi. Chłód, lakoniczna retoryka trafiająca celnie w sedno i osobliwa niezależność sprawiały, że ludzie spostrzegali ją jako twardą i nieprzejednaną. I nikt jej, kurde, nie podskoczył (jak to mówią w moich stronach).
Stałam u szczytu schodów, lekko nieprzytomna i drżąca, kiedy rzuciła cześć w moją stronę. Miałam pustkę w głowie, jeszcze większą niż na egzaminie. Ale w końcu wykrztusiłam z siebie to piskliwe hej. Nim zdążyłam sobie poradzić z wewnętrznym chaosem, T. już stała obok, przyglądając mi się z lekkim uśmiechem. Zapewne, nie mogła widzieć moich oczu ukrytych za ciemnymi okularami, lecz mimo to, próbowałam uciekać wzrokiem. Tradycyjnie onieśmielała mnie. Poza tym czułam zawstydzenie samą sobą. Bo ten pot, zmęczenie i chroniczny brak iskry bożej.
- Jak angielski? - zapytała ściszonym głosem, a mnie wydawało się, że słyszę rzeczywiste zainteresowanie i troskę.
- Hm... Dobrze, chyba. Dostałam 4 - westchnęłam. Nie wiedziałam, co mówić ani gdzie patrzeć. Kolana mi się trzęsły.
- Super, wiedziałam, że dobrze ci pójdzie, ale i tak gratuluję. - Taki komplement z ust osoby, która ma same 5 i 6. Już sama nie wiedziałam, czy przypadkiem nie kpi ze mnie, czy się nie nabija?
- Dzięki - wystękałam. Dodać coś, opowiedzieć, zapytać jak jej poszły egzaminy? Na szczęście wyprzedziła mnie:
- To co teraz? Masz coś jeszcze do zrobienia, czy idziesz już do domu?
- Już wracam do siebie, żeby trochę odpocząć. - Zapadła cisza. Ptaki w oddali śpiewały, coś grało w trawie.
- W takim razie odprowadzę Cię, bo wiem, że mieszkasz niedaleko, a ja już pozałatwiałam wszystkie swoje sprawy. - Co? Ta kobieta mnie zabije! Nie wytrzymam obok niej kolejnych 5 minut. Nie wyduszę z siebie nawet kolejnych trzech zdań. Naprawdę, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie czułam w sobie dość siły by się popisywać i prowadzić błyskotliwą konwersację. Chociaż, z drugiej strony, takiej kobiecie trochę strach odmówić.
- O... fajnie - wybełkotałam. I poszłyśmy.
Po chwili poczułam, że nie tylko koszula, ale całe ubranie się do mnie lepi. Wzięłam kilka głębokich oddechów, trochę się uspokoiłam i prawie przestałam się trząść. Ale nie miałam odwagi jej o nic pytać. Z resztą T. również się nie odzywała. Szłyśmy owiane gorącym lipcowym wiatrem, a ja co jakiś czas zamykałam oczy, bo nie dowierzałam własnemu szczęściu. Idę z kobietą, którą skrycie uwielbiam i kocham. Tylko, że boję się do niej odzywać i na nią patrzeć.
Po dziesięciu minutach stałyśmy pod drzwiami mojej kamienicy. Wtedy T. przemówiła:
- Musimy porozmawiać, bo nie mogę patrzeć jak się męczysz. - Poczułam, że płonę ze wstydu. Co teraz? Lotem błyskawicy przemknęły mi przez głowę myśli: jeszcze wszystkiego mogę się wyprzeć, jeszcze mogę zaprzeczyć, jeszcze zdążę wymyślić jakąś wymówkę. Ale w rzeczywistości miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Byłam bliska płaczu.
T. zamilkła. Nie patrzyła nawet w moją stronę. Zapadła chwila ciszy, po której dodała:
- Mogę na chwilę wejść? - I sama otworzyła sobie drzwi na klatkę schodową.
Ledwo się wspięłam na to drugie piętro. Wdrapując się po znajomych stopniach, czułam się jakbym miała ze sto lat. Pewnie zaraz powie, że mam się od niej odczepić, albo że jest jej mnie żal, że czuje litość. Albo zbędzie mnie tekstem typu: jesteś fajna, ale... (są fajniejsze). Odtworzyłam drzwi od mieszkania. W środku nie było nikogo, panował półmrok. Wpuściłam T. jako pierwszą.
Gdy tylko zamknęłam drzwi, podeszła do mnie i zdjęła moje okulary. Po czym posłała mi przenikliwe spojrzenie i... pocałowała. Nie mogłam się powstrzymać by nie przysunąć się do niej bliżej, by nie dotknąć jej bioder. Przycisnęłam jej miednicę do swojej i nasze piersi wtuliły się w siebie. O ile kontakt naszych ciał był jak najbardziej naturalną rzeczą, o tyle pocałunek wydał mi się bardziej zagadkowy, niepewny. Jej usta szukały moich warg, lecz ja nie mogłam złapać oddechu. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, T. powiedziała:
- Musimy to zrobić teraz. Za dwa dni wylatuję do Stanów i na dobrą sprawę, nie wiem czy wrócę. - Zamarłam pośród stu znaków zapytania. Co się mówi w takiej chwili? Mózg i serce miałam w strzępach.
- Ale czy ty chcesz? - wydusiłam
- Nie wiem dokładnie, co czuję, ale jestem pewna, że tego właśnie chcę. I wiem, że ty również o tym myślisz. - Nie oczekując słownego potwierdzenia z mojej strony, od razu wzięła się do dzieła, kładąc dłoń na mojej piersi. Może dojrzała odpowiedź w moim spojrzeniu spłoszonej sarny, albo ostatecznie przekonał ją fakt, że przez ten czas ani na chwilę nie przestałam miętosić jej pośladków. I już po chwili odpinała moją białą koszulę.
We wzajemnym uścisku przeszłyśmy z korytarza do mojej sypialni pełnej papieru, notatek i kubków po kawie. Tytoń i niedopałki tkwiły zatknięte za doniczką na parapecie, w półmisku leżały płomiennie czerwone truskawki. Letnie westchnienie i zapach sesji. T. przycisnęła mnie do ściany i zdjęła mój biustonosz. Próbowałam ściągnąć z niej podkoszulek, ale mi nie pozwoliła. Po chwili pocałunku, T. zsunęła ze mnie spódnicę, wraz z majtkami. Próbowałam odwdzięczyć się tym samym. Ale kiedy moje dłonie powędrowały w stronę jej dżinsów, T. natychmiast przechwyciła moje nadgarstki, zarzucając je sobie wokół szyi. Następnie równie szybkim ruchem rozstawiła moje nagie uda i jedną nogę uniosła, oparłszy o swoje biodro.
Wtuliłam się w nią, czując jej zapach, smakując ciepło jej karku i szyi. Nigdy dotąd nie byłam tak bezbronna i zagubiona. Zawładnęła już moimi myślami, teraz przejęła kontrolę nad moim ciałem.
Wtedy jej dłoń zawędrowała między moje uda. Po chwili pieszczotliwego badania terenu, włożyła we mnie palce. Przestraszyłam się jej dużych dłoni. Kiedy T. wyczuła napięcie, wyszeptała mi na ucho kilka wyuzdanych słów otuchy, po czym possała delikatnie mój sutek. Wówczas otwarłam się przed nią całkowicie. Byłam jak zahipnotyzowana, zaślepiona; mogłaby zrobić ze mną wszystko. Odczułam całkowitą bezradność wobec tego głodu. Jej władczy ogień i moje naiwne, psie zaślepienie: dwie absurdalne sprzeczności na drodze donikąd.
Drżałam, gdy jej dłonie penetrowały moje intymne miejsca, które dla niej nie miały żadnych tajemnic. Moje ciało było bezsilne wobec jej doświadczenia i fala rozkoszy nie kazała zbyt długo na siebie czekać. T. utkwiła wzrok w moich szklistych oczach i mocno pocałowała, kiedy gorący dreszcz spłynął po całym moim ciele.
- Jesteś delikatna jak kwiatuszek – zażartowała? stwierdziła z czułością? Poczułam się zawstydzona, ale było mi zbyt błogo, by to analizować. I na całe szczęście, nie zapytałam jej swoim zwyczajem: co ma na myśli. Wzięłam oddech pełną piersią, najlżejszy jaki kiedykolwiek brałam.
Opadłam na podłogę, na kolana. Nie pamiętam, czy sama chciałam, czy to też T. pokierowała tam moją inicjatywę. Rozpięłam jej pasek i rozporek dżinsów. Ściągnęłam jej spodnie i bezkształtne majtasy (męskie? damskie? cholera wie tę kobietę). Pocałowałam jej uda i pępek. T. oparła się o ścianę i delikatnie przysunęła miednicę w stronę mojej twarzy. Musnęłam jej wzgórek łonowy i przeciągnęłam językiem po wargach sromowych. T. pragnęła, czułam to wyraźnie. Jej biodra falowały, gdy językiem badałam jej kobiece piękno. Kolejny zagadkowy pocałunek.
Moje pieszczoty były czułe, powolnie. Może nawet zbyt ślamazarne. Ale nie chciałam by za szybko odleciała, odfrunęła bezpowrotnie. Po dłuższej chwili, z cichym westchnieniem doszła i rozdygotały się jej mięśnie.
Kucnęła obok mnie. Ten szelmowski uśmiech i lekko nieobecne oczy. Boże, ależ ona piękna. Nieśmiało pocałowałam ją w policzek.
- No ładnie... Kobieto, co ty ze mną robisz? - zapytała ze wzrokiem utkwionym w podłogę. Po czym poszłyśmy do łóżka. Leżała w milczeniu obok, kiedy sennym głosem wyszeptałam:
- Miałyśmy porozmawiać, bo nie możesz dłużej patrzeć jak się męczę. - T. odgarnęła włosy z mojej twarzy:
- Odpocznij chwilę, potem na spokojnie porozmawiamy. - Gorące powietrze zza okna lekko poruszało firanką. Gołębie niepoważnie gruchały, w oddali ktoś kosił trawę. Odpłynęłam w sen.
T. posiedziała jeszcze kilka minut na skraju tapczanu. Po czym wstała, naciągnęła swoje męskie gacie i spodnie, nałożyła moją białą koszulę. I wyszła...
improwizacjaa
Data publikacji w portalu: 2012-02-26
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 3.6 /głosów: 25
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

eunika2012-02-27 13:24
;-)Byłaby całkiem dobra fraza, gdyby była zamierzona:"najtrudniejszy egzamin- ustny".

alopecosa2012-02-28 13:48
fajne. męskie gacie mnie trochę rażą.

czarnamamba3212012-02-29 23:28
super, naprawde.. jesli tak bylo, to zazdroszcze..

panacota2012-03-01 13:28
Historia tak prawdopodobna..., toż to moje zakłopotanie przy jednej takiej mojej ex Pani. Dobra narracja,szybkie tempo i prostota stylu, czyta się migiem. Rośnie moje napięcie, na prawdę rozgrzało.

RuskaMelodia2012-03-02 08:26
Jest wstęp, jest rozwinięcie, jest zakończenie. Są bohaterki - prawdziwki, akcja i wreszcie erotyzm nienachalny. Prostota stylu, z lekutką tendencja do prostactwa -kurde, pierdoła - nie nadużywaj takich zabiegów, konsekwencja w tej dziedzinie nie popłaca, spłyca gdzie ma być głęboko. Na finał trza było odpłynąć w półsen, bo wychodzi na to, że przez sen zakonotowałaś, że siedzi, wstaje, naciąga, nakłada i wychodzi, półnaga z resztą ;) Przeproś się z "Gdzie postawić przecinek?" i będziemy kwita! PS. Bardzo podoba mi się zwrot: pokierowała moją inicjatywę. Dowcipne! :)

BiankaDeSade2012-03-02 13:35
Bardzo realistyczne :) i chyba to w tym jest dobre :) i przykuwa, bo która z nas nie chciałaby zostać tak mile zaskoczona po ciężkim dniu

Jaguar_382012-03-03 13:46
Lekie, proste... z przekazem do mlodych/niemlodych, zawstydzonych dziewczy, iz i im cos ekscytujacego moze sie przytrafic. Zycie moze byc przyjemnie zaskakujace. Opowiadanie potrzebuje malego szlifu. A potem, idealnie nadaje sie do czasopisma np "Less - z zycia wzete", gdyby takie istnialo. Postaraj sie wyslac do czasopisma "Furia". Moze uda Ci sie je opublikowac? Powodzenia!

marzenajawie2012-12-05 19:30
Fajne. Czytając można poczuć emocje a to chyba najlepiej mówi o wartości opowiadania.

PinkTrue2014-08-20 16:10
Bardzo fajne opowiadanie, uwielbiam takie :) a mnie męskie gacie nie odepchnęły :) lubię taki sty :)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

zoo

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017