Konkubinat nas podzieli

Dla jednych - zgnilizna moralna, dla innych - kres upokorzeń. Posłanka Joanna Sosnowska z SLD wywołała burzę, gdy ogłosiła, że pracuje nad projektem ustawy o konkubinacie dla hetero- i homoseksualnych par. Tak jak w przypadku aborcji czy kary śmierci, ustawa podzieli nas i rozjątrzy odwieczne spory o granice tolerancji.
Ewa Samoraj nie wie, jak nazywać Kacpra Krajewskiego, z którym mieszka od 20 lat. Najczęściej mówi o nim "mąż", ale to niedobre określenie. Nie mają przecież ślubu. Kim więc są? W myśl polskiego prawa człowiek może być albo połową małżeństwa, albo "singlem". Innej możliwości przepisy nie przewidują.
Kacper Krajewski, fotograf, i Ewa Samoraj, współwłaścicielka Antykwariat Cafe w Warszawie, to modelowy przykład dwojga ludzi, którym bardzo zależy na uchwaleniu tej ustawy. W wolne związki najczęściej wchodzą właśnie tacy jak oni: dobrze wykształceni, bardzo aktywni zawodowo, stosunkowo zamożni. Żyją szybko, wiszą na telefonie komórkowym, zamiast kodu pocztowego podają znajomym adres internetowy. Szkoda im czasu na tradycyjne rytuały. Są typowym produktem "Mcspołeczności", która korzysta z życia, a nie martwi się o formalności.
Według danych szacunkowych co najmniej 200 tys. polskich par prowadzi bez ślubu wspólne gospodarstwa domowe i tworzy faktyczne rodziny. Nie są niczym nowym w Polsce. I pewnie gdyby ustawa obejmowała tylko takie pary, nie wywołałaby sporów. Problem w tym, że czekają na nią też tacy, jak Szymon Niemiec i Krzysztof Szymborski, warszawska para homoseksualistów. Projekt posłanki Sosnowskiej przewiduje, że ustawa da im takie same prawa, jak Ewie i Kacprowi.
- Sodoma i Gomora - grzmi poseł PSL Bogdan Pęk. Ojciec Adam Schulz, rzecznik Episkopatu Polski, protestuje przeciw "atakowi na małżeństwo i rodzinę". - Natura mówi o małżeństwie, a co jest poza naturą, jest wynaturzeniem - komentuje bp Tadeusz Pieronek i nazywa pomysł SLD kolejną "czarną teczką dla społeczeństwa". Obie strony przestrzegają przed zbudzeniem demonów naszej polskiej rzeczywistości - podsycaniem nienawiści, aktami przemocy, konfliktami z Kościołem i psuciem reputacji Polski za granicą.
Joanna Sosnowska, sama po rozwodzie i żyjąca w wolnym związku, twierdzi, że do pracy nad ustawą zachęciła ją narastająca liczba próśb o pomoc ze strony konkubentów odbijających się od muru formalnych niemożności. Co ma regulować nowe prawo? Kwestie mieszkaniowe, ubezpieczeniowe, podatkowe, spadkowe. Ustawa nie obejmie adopcji.
W niektórych krajach Europy można rejestrować związki partnerskie, w tym również homoseksualne. W Danii i Holandii homoseksualiści mogą zawierać małżeństwa. Ale polski projekt nie pójdzie tak daleko. Posłanka Sosnowska chce, by nasze prawo było zbliżone do francuskiego "Paktu Solidarności" przyznającego konkubinatom tylko część praw tradycyjnych małżeństw (np. pary gejowskie nie mogą adoptować dzieci). A mimo to jej wystąpienie natychmiast wywołało gwałtowne emocje. - "W sposób ordynarny i wulgarny próbuje się udowodnić, że katolicy w Polsce nie mają nic do powiedzenia" - napisał na łamach "Naszego Dziennika" biskup Edward Frankowski, sufragan diecezji sandomierskiej. A poseł Bogdan Pęk z PSL mówi "Newsweekowi": - Wielkie cywilizacje upadały, gdy następował w nich rozkład moralny. Cywilizacja Zachodu oparta jest na pewnych tradycjach, wśród których jest małżeństwo. Tego fundamentu nie wolno naruszać.



Środowiska homoseksualne przeczuwają atmosferę nagonki. Przekonaliśmy się o tym sami, przygotowując ten materiał. Naszego fotografa wyproszono z krakowskiego klubu Cocon: - Możesz się napić piwa, ale nie rób zdjęć - usłyszał. Podobnie reagowali geje, z którymi odbyliśmy kilkadziesiąt rozmów. Tylko dwie pary zgodziły się na zdjęcia. Większość odpowiadała: "Nie, bo to niebezpieczne", "Nie, bo się boję". Z tego, co nam mówili, układa się historia ich codziennych upokorzeń. Słyszeliśmy historię wojskowego z małego miasteczka, którego partner przyjął takie samo nazwisko jak on, żeby uchodzić za jego brata. Opowiadano nam o pobiciach, wybijanych szybach, przebitych oponach pod klubami gejowskimi. - Czasem wystarczy wspólny spacer z psem, żeby usłyszeć: "śmierdzi gejem", rzucone przez grupę wyrostków - opowiada Jacek z Krakowa, który swojego chłopaka Pawła w Polsce nigdy nie przytula publicznie.
Z raportu przedstawionego przez organizację gejowską Lambda Warszawa wynika, że aż 77 proc. homoseksualistów doświadczających przemocy fizycznej nie zgłasza tego policji. Najwyraźniej nie bez przyczyny, skoro na łamach tygodnika gejowskiego "Inaczej" Paweł Biedziak, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, radzi homoseksualistom, by zamiast zgłaszać się na policję, wypłakali się w słuchawkę prawnikowi albo psychologowi przy telefonie zaufania.
Homoseksualiści nie chcą ciągle się ukrywać i czytać listów takich jak ten, który do redakcji "Nowego Mena" przysłał 19-letni Kuba z małego miasta: "Za parkiem jest kładka drewniana nad samą rzeką Słupią. Proponuję spotkania w weekendy od 18.00 do 20.00. Znak rozpoznawczy? Długopis - stój na kładce i pstrykaj nim. Poznam cię po długopisie". Homoseksualiści mają dość upokorzeń.
Ale na razie zapowiedź przyznania im nowych praw wywołała kolejną falę agresji. Na internetowych czatach wybuchła antygejowska bomba: "Precz z pedalstwem" - apelował na Onecie internauta podpisujący się "Lekarz". "Precz z niby-tolerancją, precz ze zboczeńcami różnego rodzaju" - dorzucał "Polak". A "Normalny" życzył "wszystkim miłośnikom absolutnej swobody, aby odebrano im dzieci i oddano do adopcji parze sympatycznych gejów".
Na razie geje nie chcą występować o prawo do adopcji dzieci. Z badań przeprowadzonych przez socjologa Artura Krasickiego wynika, że 57 proc. polskich homoseksualistów jest temu zdecydowanie przeciwne. Odpierają też zarzuty, że prawne usankcjonowanie ich związków zagraża tradycyjnej rodzinie: - Ciekawe jak? - ironizuje 29-letnia Yga Kostrzewa, przewodnicząca stowarzyszenia Lambda Warszawa, która od siedmiu lat mieszka ze swoją partnerką. - Przecież i tak nikt z nas nie będzie się wiązać z kimś, kto ma heteroseksualne skłonności.
Chcą być traktowani tak samo jak inni: - Takie legalne poparcie ze strony państwa dawałoby poczucie, że żyjemy w tolerancyjnym kraju, a nie na przedmieściach Europy - mówi 33-letni Krzysiek z Warszawy, od ponad trzech lat żyjący z Mikołajem. Liczą też, że ustawa o konkubinacie rozwiąże im konkretne problemy, i nie różnią się w tym od par heteroseksualnych żyjących w wolnych związkach: - W szpitalach nie będą już lekceważyć tego, że jesteśmy dla naszych partnerów najbliższymi osobami, a w przypadku śmierci będzie można normalnie dziedziczyć - mówi z nadzieją Robert Biedroń, 25-letni gej, specjalista od reklamy, działacz Kampanii przeciwko Homofobii.


Małgorzata, lesbijka, wspomina, jak wyproszono ją ze szpitala, do którego zawiozła chorą partnerkę: - Pielęgniarka zapytała: "Kto to jest?". "Moja dziewczyna". "To proszę wyjść. Tylko rodzina może być obecna". Próbowałam tłumaczyć, że właśnie jesteśmy rodziną, ale nic nie pomogło - opowiada. Takie dramaty przeżywają nie tylko homoseksualiści, ale także żyjący w konkubinacie. Krzysztof przez prawie 40 lat mieszkał z nieformalną żoną w willi z ogrodem w śródmieściu Warszawy: - Żyliśmy nie troszcząc się o sprawy prawne, jakby przed nami było wiele czasu. Nie spodziewałem się choroby żony. Umarła w domu, na moich rękach.
Dom należał do niej, Krzysztof nie miał dowodów, że cokolwiek tutaj było jego. - Gdyby nie nasz, a prawnie jej, adoptowany syn Marek, który wymaga stałej opieki, zostałbym na bruku. Wszystko dostaliby dalecy krewni - wspomina Krzysztof.
- Dzisiejsze przepisy w oczywisty sposób dyskryminują ludzi żyjących w konkubinacie - mówi Sosnowska. - To nie jest konkurencja dla formalnego małżeństwa, ale poszerzenie obszaru wolności obywatelskich - precyzuje. Ustawa o konkubinacie umożliwiałaby zarejestrowanie związku w urzędzie stanu cywilnego. Para mogłaby się wspólnie opodatkować, mieć pełną współwłasność mieszkania, wzajemnie po sobie dziedziczyć. - Brak legalnego statusu kosztuje mnie rocznie 10 tys. zł - opowiada Małgorzata, która chętnie zalegalizowałaby związek z partnerką. - Kupujemy wspólne mieszkanie, ale nie możemy zrealizować dwóch książeczek mieszkaniowych. Jednym tchem wymienia też wspólne ubezpieczenia ("byłam bezrobotna i nie obejmowało mnie ubezpieczenie mojej dziewczyny") i podatki ("gdybyśmy mogły rozliczać się wspólnie, płaciłybyśmy znacznie mniej"). - Dla urzędników po prostu nie istniejemy. W urzędach mam dwa wyjścia - tłumaczy Yga Kostrzewa - kłamać, że mieszkam z siostrą cioteczną, albo opisywać obcym ludziom historię naszego życia.
Homoseksualiści nie mogą się pobierać. Ale nie wiadomo też, ile heteroseksualnych par w Polsce bierze ślub tylko dlatego, że skłaniają ich do tego przepisy podatkowe, spadkowe i lokalowe. Właśnie z powodów podatkowych ożenił się aktor Zygmunt Fok, po 46 latach wspólnego szczęśliwego życia ze Stefanią. Decyzję o ślubie podjęli na pół roku przed jej śmiercią, gdy już wiedzieli, że mają niewiele czasu do spędzenia razem.
Konkubinat kusi swych zwolenników brakiem formalności i łatwością rozwiązania. Dobrze nam ze sobą? To żyjemy razem. Niedobrze? No to się rozstajemy. Bez absorbujących formalności przy rozwodzie, który w Polsce stał się kosztownym i bolesnym korowodem sądowym. - Żebym zdecydowała się na małżeństwo, zysk ze wspólnego opodatkowania się z mężem musiałby być naprawdę bardzo znaczący. Przy naszych zarobkach nie ma on znaczenia - mówi Kaja Łęcka. Od siedmiu lat mieszka bez ślubu z Janem Zagórskim-Ostoją. Ona jest tłumaczką, specjalistką od Internetu pracującą dla organizacji pozarządowych, on tłumaczem i konsultantem. Związku nie zalegalizowali z powodów ideowych. - Nie znoszę, gdy państwo włazi w moje intymne sprawy - wzrusza ramionami Łęcka. - Gdybym była mężatką i chciała się rozwieść, musiałabym się poddać absurdalnym procedurom i odpowiadać na wścibskie, intymne pytania.

Konkubinat kusi swych zwolenników brakiem formalności i łatwością rozwiązania. Dobrze nam ze sobą? To żyjemy razem. Niedobrze? No to się rozstajemy. Bez absorbujących formalności przy rozwodzie, który w Polsce stał się kosztownym i bolesnym korowodem sądowym. - Żebym zdecydowała się na małżeństwo, zysk ze wspólnego opodatkowania się z mężem musiałby być naprawdę bardzo znaczący. Przy naszych zarobkach nie ma on znaczenia - mówi Kaja Łęcka. Od siedmiu lat mieszka bez ślubu z Janem Zagórskim-Ostoją. Ona jest tłumaczką, specjalistką od Internetu pracującą dla organizacji pozarządowych, on tłumaczem i konsultantem. Związku nie zalegalizowali z powodów ideowych. - Nie znoszę, gdy państwo włazi w moje intymne sprawy - wzrusza ramionami Łęcka. - Gdybym była mężatką i chciała się rozwieść, musiałabym się poddać absurdalnym procedurom i odpowiadać na wścibskie, intymne pytania.
Konkubenci nie dostają renty rodzinnej w przypadku zgonu partnera. Problemem jest też dziedziczenie. Wedle polskiego prawa spadkowego praktycznie nie można wydziedziczyć krewnych. Rodzina, dzieci, bratankowie, rodzeństwo może np. nie uznać prawa konkubenta do wspólnego domu, samochodu, mebli.
Bez ślubu żyje coraz więcej Polaków. Jak wynika z raczej wątłych danych statystycznych, w 1978 r. było 95 tys. takich par, w 1988 r. 145 tys., a w 1995 r. już 155 tys. Dr Marlena Kuciarska-Ciesielska, naczelnik departamentu badań demograficznych GUS, przyznaje, że liczba konkubinatów rośnie, ale najnowszych danych nie ma.
Od początku lat 90. maleje liczba zawieranych małżeństw, mimo że pokolenie wyżu demograficznego z przełomu lat 70. i 80. wchodzi już w odpowiedni wiek. A jednak ci młodzi ludzie nie żenią się. I rośnie społeczna aprobata dla takich postaw. Nawet jeśli chodzi o pary homoseksualne. Zeszłoroczny sondaż CBOS pokazuje, że za prawem par homoseksualnych do wspólnoty majątkowej opowiada się 58 proc. Dlaczego więc pomysł posłanki SLD wzbudza takie emocje? - Taki luz moralny społeczeństwu nie wyjdzie na zdrowie - mówi posłanka Anna Sobecka z Ligi Polskich Rodzin, wiceprzewodnicząca komisji polityki społecznej i rodziny. - Te dewiacje, lesbijstwo, małżeństwa homoseksualne są skutkami wypaczenia ludzkiej psychiki. Społeczeństwo będzie chore moralnie.
Ale nie tylko tradycjonalistyczna Liga Polskich Rodzin jest przeciw. - W polskim prawie istnieje instytucja małżeństwa. I to zupełnie wystarcza. Przecież nikt nikomu nie zakazuje żyć na kocią łapę, nawet w związku homoseksualnym. Ale nadawanie takim związkom przywilejów prawnych nie ma sensu - zżyma się Ludwik Dorn z Prawa i Sprawiedliwości.
Ten projekt nie gwarantuje homoseksualnym parom żadnych przywilejów - ripostują geje. - Niczego ekstra, czego nie mieliby inni członkowie społeczeństwa - mówi Biedroń. Te dwa stanowiska są niemożliwe do pogodzenia, bo to, co dla jednych jest przywilejem, dla innych jest tylko złagodzeniem dyskryminacji.
Czy w polskim prawie cywilnym ustawa o konkubinacie wywołałaby rewolucję? Wbrew pozorom nie do końca. Rewolucją na pewno będą uregulowania obejmujące pary homoseksualne. Ale związki nieformalne i tak wciskają się kuchennymi drzwiami do różnych ustaw, regulaminów i rozporządzeń. Ustawa o pomocy społecznej definiuje rodzinę jako "osoby pozostające we wspólnym związku i wspólnie gospodarujące". Anna Miller, pracownik socjalny z Warszawy, potwierdza, że nie interesuje jej stan cywilny podopiecznych: - Pracuję z taką rodziną, jaką zastaję. Jeśli deklarują, że są razem, traktuję ich jak pełną rodzinę. Mają takie same prawa i zobowiązania jak małżeństwo. Jeżeli np. mężczyzna nie płaci na dziecko, wytaczam sprawę o alimenty.

Konkubenci mają prawo do odmowy zeznań w sprawach przeciw ich partnerom i często z niego korzystają. Przykładem choćby konkubina "Faszysty", człowieka oskarżonego o zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów. W 1997 r. swą odmową pokrzyżowała szyki prokuratorowi. "Faszystę" uniewinniono.
Konkubinat cichcem uznaje ustawa o najmie lokali mieszkaniowych, która od 1992 r. zezwala na wynajęcie mieszkania komunalnego "osobie bliskiej najemcy, która aż do jego śmierci mieszkała z nim razem". Konkubenci mogą razem brać kredyty. W większości banków można zaciągnąć kredyt wspólnie, nie tylko ze współmałżonkiem. - Para może wziąć kredyt na mieszkanie hipoteczne na współwłasność - mówi Beata Dalba, prawnik z Banku Współpracy Europejskiej.
Ta możliwość nie obejmuje jednak kredytów na mieszkania spółdzielcze. - Chcieliśmy wspólnie kupić mieszkanie spółdzielcze i okazało się, że nie ma takiej szansy - mówi Ewa Samoraj. - Nie możemy też wziąć wspólnie kredytu na takie mieszkanie.
Jeżeli do wszystkich formalnych względów dodamy moralne upokorzenia za każdym razem, kiedy nasi bohaterowie muszą obnażać swoje prywatne życie przed byle urzędnikiem, wtedy dostrzegamy cały surrealizm życia w polskim konkubinacie.
Pierwsze w Polsce więzienie, które osiem lat temu wprowadziło tzw. cele miłości i pozwoliło skazanym na uprawianie seksu z pozostającymi na wolności żonami, musiało rozszerzyć to pozwolenie także na konkubentów. Osadzeni w Czarnem pod Słupskiem poskarżyli się rzecznikowi praw obywatelskich, że prawa więźniów-konkubentów są łamane. Zakład karny ugiął się i zaczął wpuszczać także konkubiny.
Na jakiej podstawie władze więzienia orzekają, kto jest "prawdziwym" konkubentem? - Każdy przypadek musimy indywidualnie zbadać - mówi dyrektor więzienia, podpułkownik Stanisław Stępień. - Zgadzamy się na wizyty, jeśli partnerzy żyli razem wiele lat, mają dzieci, a my mamy na to dowody, np. ich korespondencję.
"Intymne widzenia" konkubentów są jednak w Czarnem o wiele rzadsze niż widzenia małżonków, bo dyrektor obawia się komplikacji: - Zgodzilibyśmy się na widzenie z konkubiną, a potem np. nierozwiedziona żona oskarżyłaby nas, że rozbijamy rodzinę. Albo Kościół zacząłby nam zarzucać, że robimy bajzel z kryminału.
Konkubinat zalegalizowało przed trzema laty warszawskie przedsiębiorstwo komunikacyjne, gdy zaczęło wydawać darmowe bilety miesięczne nie tylko dzieciom i małżonkom, ale także konkubentom pracowników.
Sławomir Żuk, prezes warszawskiej spółdzielni mieszkaniowej "Stokłosy", opowiada: - Kobieta wprowadziła się z dziećmi do mieszkania członka naszej spółdzielni. On po dwóch tygodniach umarł. Sąd uznał, że ta pani była osobą bliską zmarłego, i przyznał jej prawo do mieszkania.
Wydaje się więc, że grunt pod legalizację konkubinatu jest w Polsce przygotowany. Gdyby brać pod uwagę tylko obecny stan prawny i stosowane praktyki, można by się spodziewać, że legalizacja nie wywoła dużego zamieszania. Ale przecież już je wywołuje. Chociaż coraz więcej Polaków żyje na kocią łapę i coraz więcej z nas mówi, że nieważna jest płeć, lecz miłość, to jednak uważamy, że instytucja małżeństwa nie jest dla wszystkich. Z badań CBOS wynika, że ponad 70 proc. Polaków uważa legalne związki homoseksualne za niedopuszczalne. - Mamy do czynienia z modą na tolerancję, ale podszytą hipokryzją - uważa Artur Krasicki, któremu badania społeczności gejowskiej zabrały ponad trzy lata.

Sławomir Żuk, prezes warszawskiej spółdzielni mieszkaniowej "Stokłosy", opowiada: - Kobieta wprowadziła się z dziećmi do mieszkania członka naszej spółdzielni. On po dwóch tygodniach umarł. Sąd uznał, że ta pani była osobą bliską zmarłego, i przyznał jej prawo do mieszkania.
Wydaje się więc, że grunt pod legalizację konkubinatu jest w Polsce przygotowany. Gdyby brać pod uwagę tylko obecny stan prawny i stosowane praktyki, można by się spodziewać, że legalizacja nie wywoła dużego zamieszania. Ale przecież już je wywołuje. Chociaż coraz więcej Polaków żyje na kocią łapę i coraz więcej z nas mówi, że nieważna jest płeć, lecz miłość, to jednak uważamy, że instytucja małżeństwa nie jest dla wszystkich. Z badań CBOS wynika, że ponad 70 proc. Polaków uważa legalne związki homoseksualne za niedopuszczalne. - Mamy do czynienia z modą na tolerancję, ale podszytą hipokryzją - uważa Artur Krasicki, któremu badania społeczności gejowskiej zabrały ponad trzy lata.
I chociaż tradycyjna formuła rodziny i małżeństwa okazuje się niewystarczająca dla coraz większej grupy ludzi, wątpliwe, czy polskie prawo zalegalizuje konkubinat. - Prędzej wywalczylibyśmy swoje, gdyby nas pominięto w projekcie ustawy - mówi Szymon Niemiec. - Z nami nie przejdzie, a bez nas będzie dyskryminująca.
Ale gdyby przyjęto dyskryminującą ustawę, mogłaby zostać zaskarżona - na przykład do Trybunału Konstytucyjnego. Spór światopoglądowy przeniósłby się na płaszczyznę prawną. Batalia byłaby długa, pełna brudów i wyczerpująca dla całego naszego społeczeństwa, i tak już silnie rozdartego między tradycyjnymi wartościami a zachodnią tolerancją. Ale kiedy już nadejdzie, to koniec końców wygrają ją bohaterzy naszego artykułu, jak wygrali w Holandii czy Francji. Wszędzie tam, gdzie gwałtownie ubywa państwa w życiu prywatnym człowieka.
Newsweek
Data publikacji w portalu: 2003-08-04
Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 08/02 na stronie 74
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

tv Car Astor (fka SEE) - Potions
Lucky_Thirteen Świetne <3 opinia dodana 2020-05-31 07:17:55
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020