Czemu nie

Konkubinat? Czemu nie? Żyjemy w czasach indywidualizmu, atomizacji społecznej oraz uparcie powtarzanych zaklęć, że podstawową komórką społeczną jest rodzina. Gdyby podstawową komórką społeczną była rodzina, to miałaby ona swoje wspólne miejsce pracy, w którym wspólnie by sobie pracowała. Do Sejmu też wybieralibyśmy rodziny. Ale tak nie jest.
Na rynku działamy przede wszystkim jako jednostki, a Liga Polskich Rodzin, nawet ona, jest ugrupowaniem pojedynczych pań i panów, nie zaś stowarzyszeniem rodzin. Tak to już jest, choć z drugiej strony człowiek to zwierzak społeczny, zawsze stęskniony przynależności do jakiejś wspólnoty. W samotności żyją z własnego wyboru święci pustelnicy, ale i oni nie są całkiem sami, poszukując boskiego towarzystwa. Zwykli ludzie poszukują zazwyczaj ludzkiego towarzystwa, ciągnie ich do innych. I myślę, że tę naturalną skłonność należałoby uszanować. Oczywiście bez żadnego przymusu, jeśli ktoś woli samotność, nie będziemy go przecież ścigać z wrzaskiem: to nienaturalne! Naturalność nie jest przecież miarą słuszności.

Rozsądnym sposobem okazania takiego szacunku byłoby dostosowanie obowiązującego prawa do rzeczywistości wspólnotowej. Może na jednostkach więcej zarabia fiskus, ale to szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu, prawo powinno być dopasowane do sposobów ludzkiego życia. Szanujemy jednostkę, uszanujmy też godność wspólnoty. Jakiej? Każdej. Jeśli gdziekolwiek jacyś ludzie mieszkają razem, łączą swoje dochody, mają wspólne garnki i nalewają sobie mleko z tego samego kartonu, jeśli mówią o sobie "my", dzielą przyjemności i obowiązki, a czasem łoże, wychowują razem dzieci albo tylko psy lub koty, troszczą się o siebie w chorobie i smutku - to państwo ma po prostu obowiązek stworzyć im do tego ramy prawne. Ułatwić zalegalizowanie wspólnej własności, pozwolić wspólnie się opodatkować, dziedziczyć po sobie, reprezentować nawzajem, czy to na poczcie, czy w szpitalu.

W Polsce zalążkiem takiego prawa jest przygotowywany projekt ustawy legalizującej konkubinaty hetero- i homoseksualne. (Choć ja wolałabym, żeby od razu uwzględniono tu też inne przypadki wspólnot). Zresztą i tak ten zgodny z naturą i godnością wspólnot projekt wywołał przede wszystkim oskarżenia o niemoralność, niszczenie małżeństwa i rodziny.

Zarzuty te wydają mi się zgoła absurdalne. Brak legalizacji wspólnot partnerskich stawia je na jednym poziomie z grupami przestępczymi. To tak, jakby ktoś nie widział różnicy między zgodnie żyjącą parą, która nikomu nie szkodzi, a mafią pruszkowską.

A moralność? Dobro i zło to cechy ludzkich zachowań, a nie instytucji. Żadne małżeństwo, sakramentalne czy świeckie, nie gwarantuje, że w jego ramach powstanie tylko dobro. Chyba że dla kogoś takim nadrzędnym dobrem jest samo istnienie małżeństwa. Na przykład małżeństwa, w którym mąż pijak bije i gwałci - przepraszam - egzekwuje święty obowiązek małżeński. Albo bardziej kulturalnego, w którym on zmienia kochanki jak rękawiczki, ona od lat ma kogoś na boku, ale i tak chodzi w aureoli męczennicy, a razem chodzą w niedzielę do kościoła z kilkorgiem ześwirowanych dzieci. I tak oto realizowana jest podstawowa wartość małżeństwa, czyli trwałość.

Poseł Dorn, wypowiadając się - jak rozumiem - w imieniu PiS przeciwko konkubinatom, wskazał na wpisaną w definicję konkubinatu nietrwałość ("Newsweek" 24.02.2002).

To stały problem z posłami prawicy - idee i definicje mylą im się z rzeczywistością. A rzeczywistość wygląda tak, że między dobrym małżeństwem i konkubinatem nie ma prawie żadnej różnicy, poza tą, że konkubinaty są w Polsce prawnie dyskryminowane. A między złym małżeństwem i konkubinatem? Spora. Nie ma złych konkubinatów, bo po prostu się rozstają. I komu to przeszkadza? Jeśli ktoś chce mieć gwarancję, że partner czy partnerka go nie opuści albo przynajmniej będzie można to znacznie utrudnić, wolno mu zawsze wybrać małżeństwo. Jeśli zaś ktoś wierzy w sakralny wymiar związku, to w świeckim państwie jest to jego prywatną sprawą, bo to nie świeckie prawodawstwo o tym decyduje. Może ono orzekać jedynie o warunkach zawarcia kontraktu, sposobach jego rozwiązania, wzajemnych zobowiązaniach, podatkach i tym podobnych, całkiem przyziemnych sprawach. I mogą istnieć różne warianty umów.
Kinga Dunin
Data publikacji w portalu: 2003-08-04
Wysokie Obcasy 15-03-2002
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

80kobiet Krystyna Janda
ama Przed Wajdą grała u Bardiniego w teatrze tv. Bardini zaangażował Jandę studentkę trzeciego roku szkoły teatralnej i w ciąży, do roli Maszy we wspaniałych, telewizyjnych Trzech siostrach... opinia dodana 2020-05-09 03:00:02
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020