Co wolno Gejom?

Upodobania seksualne można mieć różne. Ale nie wolno żądać od społeczeństwa pomocy w ich zaspokajaniu. Realizacja seksualnych pragnień nie jest największą wartością społeczną
Im głośniej rozbrzmiewa pogląd, wedle którego każda orientacja seksualna jest równie dobra i naturalna, tym większa rezerwa, i to nawet wśród osób, które trudno podejrzewać o konserwatyzm obyczajowy czy uprzedzenia. Zamiast z miejsca dyskwalifikować tych sceptyków jako pseudoliberalnych zakamuflowanych homofobów, warto rozważyć, dlaczego niejeden pełen tolerancji światły inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw mniejszości.

Powód pierwszy: nierzetelność argumentacji

Człowiek myślący nabiera wątpliwości, gdy wyczuwa, że dla przeprowadzenia swoich racji głosi się nieprawdę lub półprawdę. Tymczasem od paru lat nie dość dociekliwi publicyści powtarzają mit o genetycznym zdeterminowaniu zachowań seksualnych, sugerując, że to tak samo wrodzona kategoria jak rasa czy płeć. A przecież badania z początku lat 90., kiedy to ponoć po raz pierwszy stwierdzono pewne różnice genetyczne między hetero a homo, wzbudziły poważne zastrzeżenia metodologiczne. Wyniku tego nie udało się ani razu powtórzyć, natomiast wielokrotnie okazywało się, że – wręcz przeciwnie – różnic w wyposażeniu genowym obu grup nie ma. W tej chwili sądzi się raczej, że zarówno tożsamość, jak i zachowania seksualne (a trzeba pamiętać, że są to dwie odrębne sprawy!) mogą mieć bardzo różne przyczyny. Genetycy twierdzą, że dziedziczyć można co najwyżej kolor oczu czy grubość kości, a nie złożone zachowania i preferencje. Być może wrodzone predyspozycje mają dla homoseksualizmu podobne znaczenie jak gen wysokiego wzrostu u koszykarzy – można odziedziczyć wzrost, ale nie zainteresowania i umiejętności koszykarskie. Chłopak wysoki w porównaniu z niskim ma większe szanse gry w NBA, ale na ogół przesądzają inne czynniki: spotkanie odpowiedniego trenera, konfiguracja rodzinno-wychowawcza, możliwości sukcesu w innym zawodzie, na koniec wreszcie osobista decyzja. Podobnie z zachowaniami homoseksualnymi – być może specyficzny układ doświadczeń (zwłaszcza wczesnodziecięcych i nastoletnich) nakłada się na jakieś niedokładnie jeszcze znane wrodzone skłonności. Homoseksualistą może też zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale została wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej orientacji), chce się spektakularnie zbuntować, obawia się odrzucenia przez płeć przeciwną lub miała z nią bardzo niedobre doświadczenia. I odwrotnie – ewentualne czynniki genetyczne nie muszą nieuchronnie prowadzić do homoseksualizmu. Wyznawcy mitu o „genie homoseksualizmu” trwają przy swoim i na tej podstawie formułują ideologiczne twierdzenia. Głoszą, że wchodzenie w związki z osobami tej samej płci nie jest wyborem, lecz genetyczną koniecznością, a tendencja ta jest niezmienna i nieodwracalna. Otóż nie jest to prawdą. Opisano wiele przypadków zmiany w kierunku orientacji heteroseksualnej, nawet u osób z wieloletnim doświadczeniem homoseksualnym. Nie jest to powrót łatwy, bo wcześnie wyuczony wzorzec uzyskiwania przyjemności seksualnej (tak się dzieje na przykład w przypadku uwiedzenia nastolatka przez doświadczonego starszego homoseksualistę) może być bardzo trwały. A jednak wielu psychoterapeutów (również autorka tego tekstu) może podać przykłady osób homoseksualnych, które w trakcie terapii, niejako przy okazji, zaczęły wchodzić w udane relacje heteroseksualne, chociaż ani pacjent, ani terapeuta nie traktowali homoseksualizmu jako patologii, która miałaby podlegać zmianie. Mógł to być na przykład uboczny skutek wzrostu identyfikacji z własną płcią lub zmniejszenia lęku przed płcią przeciwną.

Powód drugi: seks i prawa obywatelskie

Realizowanie swoich pragnień seksualnych z partnerem tej samej płci do niedawna było traktowane jako decyzja bardzo osobista, często niejawna, bo w naszej kulturze sądzi się raczej, że zachowanie motywowane przede wszystkim impulsami popędowymi (seksem lub agresją), zatem również takimi czy innymi preferencjami erotycznymi, nie jest znakiem najwyższej cnoty. Na przykład mężczyzna, który z wiekiem zmienia partnerki na coraz młodsze, bo podniecają go kobiety poniżej 20. roku życia, nie cieszy się uznaniem szerokiej (zwłaszcza feministycznej) publiczności, a jego seksualne upodobania nie są traktowane jako święte prawo do realizacji własnego potencjału, lecz raczej jako prymitywne starcze wyuzdanie. Nikt nie wspiera ideologicznie jego erotycznych dążeń, gdy oznajmia, że brzydzi go skóra i piersi dziewczyny starszej niż 22-letniej. W najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia jako osoba zaburzona. Tymczasem kobieta głosząca fizyczny wstręt do mężczyzn z ich obrzydliwymi wypustkami, za to zafascynowana kobiecym ciałem, traktowana jest przez ideologów seksualnej popra wności jako ofiara niesprawiedliwych utrudnień ze strony opresyjnego i przepojonego hipokryzją społeczeństwa. Otóż pragnienia wolno mieć różne, ale niekoniecznie ich realizacja jest największą i uprawnioną wartością społeczną. Wiele kobiet nie przepada za seksem ze swoim wieloletnim partnerem i marzy im się na przykład jakiś latin lover, a jednak uprawiają tę mało dla nich emocjonującą gimnastykę – choćby w imię miłości do męża albo dla spójności rodziny. Upodobanie seksualne nie jest nadrzędną wartością, a jeśli ktoś się nim kieruje, nie musi mieć zagwarantowanego społecznie wsparcia i uprawnień do jego zaspokojenia.

Powód trzeci: bezwzględne łowy

Jak dobrze wiedzą psychoterapeuci, młodzi ludzie obojga płci często niepokoją się, czy nie mają tendencji homoseksualnych. Może to być wyrazem zwątpienia we własną atrakcyjność czy lęku przed pociągającą i niepokojącą płcią przeciwną. Wielu młodych chłopców – potulnych synów nadopiekuńczych mam – buntuje się przeciw wartościom rodzinnym i ogłasza gejami. Homoseksualny sztandar daje młodemu człowiekowi szansę na odgrodzenie się od wyrazistej osobowości mamy czy rozczarowującego ojca. Jeśli taki chłopak zacznie szukać pomocy czy kontaktów na przykład w internecie, łatwo jako „świeże mięso” znajdzie chętnych protektorów i w rezultacie – być może bez jakichkolwiek genetycznych uwarunkowań – utknie w ekscytującym środowisku, które da mu oparcie zastępujące niegdysiejszy rodzicielski parasol. Coraz więcej poradni przy stowarzyszeniach homoseksualistów, analogicznych do amerykańskiej Youth Pride, oferuje pomoc osobom w wieku od 13 do 24 lat. Ale u ludzi w tym wieku orientacja homoseksualna często jest pozorna i pełni funkcje obronne. Tego mógłby się dowiedzieć młody człowiek od rzetelnego profesjonalisty. Jednak od „doradcy” bez doświadczenia lub należącego do homoseksualnego lobby usłyszy raczej, że jest nieuleczalnym homoseksualistą, ma pełne prawo realizować swoje preferencje, a wsparcie uzyska w organizacji, której adres może od razu dostać. Zdarza się, niestety, i tak, że „porada” zostaje wzbogacona zaproszeniem do klubu na najbliższy weekend. W rezultacie matki, czasem i żony (patrz pouczające opowiadanie Grahama Greene’a „Pożycz nam męża, Poopy”) kaptowanych w ten sposób młodych ludzi uważają organizacje homoseksualistów za wrogie sekty porywające im najbliższych i stają się agresywnie homofobiczne.

Powód czwarty: inwazja w świat heteroseksualny

W ostatnich latach homoseksualiści zaczęli korzystać z heteroseksualnych rytuałów, ornamentyki i tradycji. Tymczasem ceremonia ślubna homoseksualnej pary, jeśli jest wzorowana na tradycyjnej, może być odbierana jako szydercza kpina z człowieka wierzącego w sacrum związku mężczyzny i kobiety. Dwie kobiety w ślubnych welonach wymieniające namiętny pocałunek nad tortem weselnym to nie dla każdego tylko ot, taka sobie ciekawa obyczajowa nowinka. Mężczyźni ślubujący sobie przy użyciu dobrze i od wieków znanych słów przysięgi małżeńskiej mogą mimo woli obrażać najgłębsze uczucia ludzi, którzy tę przysięgę składali w zgoła odmiennych okolicznościach. Wiele osób nie ma nic przeciwko usankcjonowaniu więzi homoseksualnej, trudno im jednak zgodzić się, że przy tej okazji są naśladowane (dla niektórych wręcz profanowane) tradycyjne formy ślubne mężczyzn i kobiet. Bo w końcu po co udawać, że jest tak samo, jeśli ma być zupełnie inaczej? Największa chyba kontrowersja dotyczy coraz wyraźniej artykułowanego dążenia, by pary homoseksualne mogły w taki czy inny sposób mieć i wychowywać dzieci. Socjolodzy analizujący to zjawisko sądzą, że skończył się czas czystego hedonizmu i afirmacji seksualnej przyjemności, homoseksualizm chce się ustatkować, tworzyć tradycyjne rodziny z dziećmi, pewnie też i z wnukami. A przecież jeśli ktoś wybiera życie z partnerem tej samej płci, to – wydawałoby się – decyduje się tym samym na układ z definicji nieprokreacyjny, czyli na brak dzieci. Część osób myśli jednak inaczej – dlaczego właściwie miałyby rezygnować z prawa do dzieci, przecież dziecko można adoptować lub sprokurować jakoś inaczej. Egoizm wyrażający się w formułce „prawo do dziecka” wzbudza niepokój co do psychologicznej sytuacji dzieci rosnących w takich związkach. Owszem, wychowywane przez dwie żyjące ze sobą panie dziecko poczęte za pomocą sztucznego zapłodnienia jednej z nich nasieniem anonimowego dawcy z banku spermy może być traktowane ciepło i z miłością. Nie musi być wychowane na homoseksualnego janczara ani stać się ofiarą praktyk pedofilskich. Ale psychologicznie będzie mu trudno zrozumieć okoliczności swojego poczęcia, nie jest zresztą jasne, po co w ogóle powstało. Żeby jednopłciowe stadło miało poczucie spełnienia? Cel i zajęcie w życiu? Opiekę na starość? Bo przecież nie jest fizycznym wyrazem związku dwóch osób, które są w naturalny sposób przeznaczone do roli rodziców. Jeśli mężczyzna i kobieta nie mogą mieć dzieci – chociaż był to, świadomie lub nie, jeden z celów ich związku – wydaje się oczywiste, że mogą uciec się do innych możliwości, np. adopcji czy sztucznego zapłodnienia. Ale gdy wiążą się dwie osoby tej samej płci, które nie zostały zaskoczone żadną dramatyczną niespodzianką natury, to ich „prawo do dziecka” jest dość wątpliwe. To trochę tak, jakby antykapitalistyczni anarchiści domagali się prawa do zysków giełdowych, odmawiając przy tym nabywania akcji. Postronny obserwator może odnieść wrażenie, że awangarda ruchu homoseksualnego domaga się znacznie więcej niż tolerancji. Żąda uznania, że obie orientacje są równie naturalne i wobec tego powinny być tak samo traktowane pod względem psychologicznym, społecznym i prawnym. Ten wymóg może być przeżywany jako zakwestionowanie podstaw naszej kultury, w rezultacie wywołuje więc niechęć wobec roszczeniowych i agresywnych ideologów homoseksualizmu. Ich walka o własne prawa może być odbierana jak atak na prawa innych.
Zofia Milska-Wrzosińska
Data publikacji w portalu: 2003-08-04
Gazeta Wyborcza (GW) nr 179, wydanie waw (Warszawa) z dnia 2002/08/02
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

tv Car Astor (fka SEE) - Potions
Lucky_Thirteen Świetne <3 opinia dodana 2020-05-31 07:17:55
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020