Jeanette Winterson, brytyjska pisarka

Wybitna brytyjska pisarka Jeanette Winterson. Skandalistka, awanturnica. W wieku ośmiu lat pisała kazania i chciała zostać misjonarką. W wieku 16 lat zakochała się w przyjaciółce i uciekła z domu. Właśnie ukazała się u nas jej najnowsza powieść "Podtrzymywanie światła"
fot. Miive
fot. Miive
Krytyka pisze o Pani "pisarka feministyczna". Co Pani na to?

Każda kobieta przy zdrowych zmysłach jest feministką. Ale nie po to porzuciłam kazania dla Pana [Winterson wychowywana była w rodzinie zielonoświątkowej na misjonarkę; zaczęła pisać kazania w wieku ośmiu lat - red.], aby teraz wygłaszać kazania dla kobiet. Moje powieści nie są feministyczne. Nie jestem jednak moralnym tchórzem, więc piszę eseje i felietony dla gazet, w których wyrażam swój stosunek do kwestii wojny, sztuki czy małżeństw homoseksualnych. Ale fikcja to złe miejsce na propagandę. Oczywiście bohaterki moich książek to kobiety silne, niezależne i stanowcze.

Każdemu z nas przez lata przykleja się różne etykietki. Moją prozę określano już mianem postmodernistycznej czy magicznego realizmu. Kiedy umrę, na półce pozostaną moje książki, a etykietki nie będą miały znaczenia.

Pośród tych określeń pojawiało się także "pisarka lesbijska". Chyba po to, żeby umniejszyć Pani znaczenie?

No cóż, nigdy nie spotkałam się z określeniem "pisarz heteroseksualny". Napisałam w jednym z esejów, że jestem pisarką, która, tak się składa, kocha kobiety, a nie lesbijką, która tak się składa, że pisze. To, kto z kim chodzi do łóżka, to nudne zagadnienie. Na szczęście młode pokolenie zwraca na to coraz mniej uwagi.

Jak pracuje Pani nad powieścią?

Pisanie fikcji literackiej to nie jest proces przyczynowo-skutkowy prowadzący od A do Z. Nasze umysły nie pracują w sposób zaplanowany, są raczej jak labirynty. Pisanie to nie akt woli, ale akt wyobraźni. Książki przychodzą do mnie i mówią: "Sądzę, że powinnaś mnie napisać!". Dlaczego w najnowszej powieści musiałam powrócić do wizji samotnej wieży, której już wcześniej użyłam? Nie wiem!

A w najnowszej powieści "Podtrzymywanie światła"? Czy najpierw pojawił się obraz latarni morskiej, czy może zarys głównych bohaterów?

Na początku pojawił się obraz latarni morskiej i jedno zdanie, które usłyszałam jak głos z zewnątrz, a które stało się potem pierwszym zdaniem powieści: "Matka dała mi na imię Silver, urodziłam się jako metal szlachetny i pirat - pół na pół". Pomyślałam: "O, ciekawe, kim jest ta Silver? Muszę rozpakować to zdanie i zobaczyć, kto w nim mieszka".

Latarnia morska to wygodna metafora...

Często śnię o morzu i latarniach morskich. To taki romantyczny obraz. Latarnia stoi na skraju lądu i morza, otoczona mrocznym oceanem. Z jednej strony jest bardzo praktyczna, bo przecież ratuje życie marynarzy. Z drugiej - tajemnicza. Tak samo jest ze sztuką, która ma swój wymiar bardzo praktyczny, a z drugiej strony przemawia do tego czegoś, co wewnątrz nas śni i marzy...

Na czym miałby polegać praktyczny wymiar sztuki?

Sztuka tworzy alternatywną rzeczywistość, pozwala na inny rodzaj myślenia o świecie. Wszyscy żyjemy w 24-godzinnym zabieganiu, nie mając dla siebie dość czasu, spokoju ani przestrzeni. A sztuka obdarowuje cię - choćby na chwilę - czasem, przestrzenią i spokojem. Sztuka wycofuje cię ze świata zarabiania i wydawania pieniędzy. Sztuka nie obala kapitalizmu, ale daje coś w zamian. Chroni nasze życie wewnętrzne. Kiedyś była to rola Kościoła, ale dziś Kościół jest do tego nieprzydatny. Sztuka pozwala uwierzyć, że w życiu dzieje się coś poza produkcją i konsumpcją. Jest lekarstwem na materializm. Jest drogowskazem, pociechą i ostrzeżeniem. I wierzę, że może zmieniać ludzi.

Jaki wpływ miała na Panią Virginia Woolf, autorka "Ku latarni morskiej"?

Wiedziałam, że jeśli napiszę o latarni morskiej, od razu pojawią się porównania do Woolf. Postanowiłam się trochę zabawić i umieściłam w powieści takie zdania: "Nie mogłam zawrócić. Droga wiodła tylko naprzód, na północ, ku morzu. Ku latarni morskiej". Pojawił się więc tytuł jej powieści.

Każda współczesna pisarka musi być świadoma długu, jaki ma wobec Virginii Woolf, i przestrzeni, jaką ona dla nas otwarła. Za mężczyznami stoi potężna tradycja pisarska, w porównaniu z którą nasza kobieca jest względnie krótka. Studiowałam w Oksfordzie, czyli teoretycznie miałam do dyspozycji najlepszy kurs literatury na świecie. Tymczasem uczono nas, że były tylko cztery dobre pisarki: Charlotte Brontë, Emily Brontë, Jane Austen i George Eliot! Stworzyłyśmy więc grupę feministyczną i złożyłyśmy podanie, żeby pozwolono nam pisać dodatkowe prace semestralne z Virginii Woolf. W końcu się zgodzili!

Ile w najnowszej powieści jest z Pani autobiografii? Bohaterka urodziła się w tym samym roku co Pani - w 1959...

Przecież moja bohaterka musi się kiedyś urodzić, więc równie dobrze może to być rok moich urodzin. Są tu fragmenty mojego życia, ale nie można ich odbierać dosłownie. Fikcja literacka to nie biografia. Moim zadaniem jako pisarki jest zamienić własne doświadczenie w coś, co przemówi do osób, których nigdy nie spotkam, sprawić, by moja historia stała się historią każdego. Tylko w ten sposób sztuka może przetrwać. Dziennik osobisty nie będzie aktualny zbyt długo.

Pani bohaterka nazywa się Silver, czyli Srebro, i jest - pół na pół - metalem szlachetnym i piratem. Dlaczego piratem?

Każde dziecko w Anglii zna "Wyspę skarbów" Roberta Louisa Stevensona i jej bohatera - pirata o imieniu Długi John Silver. Jako dziecko wychowywane w ubogiej rodzinie robotniczej w ponurym miasteczku uwielbiałam czytać książki o chłopięcych przygodach - Marka Twaina czy właśnie Stevensona. Wyobrażałam sobie, że jestem Huckiem Finnem, piratem Silverem czy nawet Heathcliffem z "Wichrowych Wzgórz"! Biblioteka publiczna była moim prywatnym sanktuarium, bo w moim zielonoświątkowym domu mieliśmy tylko sześć książek, w tym trzy egzemplarze Pisma Świętego i przewodnik po Biblii.

Nie obawia się Pani, że Jej powieści z dużą liczbą odniesień literackich i metafor będą za trudne?

Nie jest tak źle, skoro ukazały się w 35 krajach. Nigdy nie będę bestsellerem z kiosku na lotnisku. Nie będę i nie chcę być Johnem Grishamem. Wiem, że moja proza trafia do mniejszości, ale czytanie takich powieści jak moje nigdy nie będzie ruchem masowym, bo czytanie to spory wysiłek. Jeżeli ludzie chcą oglądać telewizję, to ich sprawa. To tak jak wybór między prawdziwym jedzeniem a fast foodem odgrzanym w mikrofalówce.

W wywiadach przyznała Pani otwarcie, że w latach 90. cierpiała na załamanie nerwowe. Dlaczego?

Ludzie muszą wiedzieć, że ty także byłaś w dalekiej podróży. Ufają ci, bo wiedzą, że ty też znasz te mroczne miejsca. Ostatni rozdział "Podtrzymywania światła" otwierają słowa: "Zaczynasz od nowa - złamana i cała - pół na pół". Tak podpowiada mi mój życiowy optymizm. Ludzie mówią: "Musisz iść naprzód, zostawić to za sobą". Ale nigdy niczego nie zostawiasz za sobą. To, co przeżyłaś, staje się częścią ciebie i zabierasz to w dalszą drogę. Ale już cię to nie męczy. Dzisiejszy świat to pośpiech, fragmentacja, schizofrenia i dlatego dla wielu ludzi jest on obcy i dziwny. Chciałam opowiedzieć, że mnie w tej sytuacji pomogło obcowanie ze sztuką: literaturą, operą, malarstwem. To pomogło mi, więc może pomoże i wam?

Podobnie było z moim strasznym dzieciństwem w rodzinie religijnych fundamentalistów. Możesz zmienić nazwisko, kraj, dom, żonę, przejść operację plastyczną, ale nie zmienisz czasu i miejsca, w którym się urodziłeś, ani rodziców. Musisz więc zmagać się z tym przez resztę życia, zamienić niekorzystne w pozytywne.

Zdarzyło się, że z Pani ówczesną partnerką napadłyście na dziennikarkę gazety "The Observer". Czy aż tak bolą Panią niekorzystne recenzje?

To było 13 lat temu. Czy pamiętasz, co robiłeś 13 lat temu? A wtedy nie poszło o recenzję. Uważam, że kiedy książka zostaje opublikowana, każdy ma prawo do jakiej chce opinii.

Wtedy poszło o brutalny, homofobiczny atak na mnie i moją dziewczynę. A ja dobrze znałam tę dziennikarkę, bo niańczyłam jej dzieci! I oto znajoma, której dziećmi się opiekowałam, zrobiła mi coś takiego! Poszłam więc do niej i parę rzeczy sobie "wyjaśniłyśmy". Dziś pewnie dałabym spokój.

Był taki okres w dziejach prasy brytyjskiej, że wszystko sprowadzało się do osobistych ataków na styl życia pisarza, a nie jego dzieła. Tak potraktowano nie tylko mnie, ale również Martina Amisa czy Salmana Rushdiego. To było leniwe, łatwe dziennikarstwo w stylu magazynu "Hello!". Poczytajcie, jak okropnie prowadzą się ci pisarze! Na szczęście mamy to za sobą.

Na koniec pytanie z pogranicza literatury i show-biznesu: cieszy się Pani, że w ekranizacji Pani powieści "Namiętność" wystąpią Gwyneth Paltrow i Juliette Binoche?

Niezbyt mnie to interesuje. Nie zależy mi specjalnie na ekranizacji moich powieści. Dla mnie najważniejsze są słowa. Poza tym nie wtrącam się do tego, co tam robią, bo wiadomo, że z Hollywood nie wygrasz. Zobaczymy, co im z tego wyjdzie.

[Jeanette Winterson przyjechała do Polski, inaugurując cykl spotkań z wybitnymi pisarzami brytyjskimi zorganizowany przez British Council. Powieść "Podtrzymywanie światła" ("Lighthousekeeping") ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis]

Rozmawiał: Sebastian Łupak
Sebastian Łupak
Data publikacji w portalu: 2005-03-16
źródło: Gazeta Wyborcza, Wysokie Obcasy, 12.03.2005
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

sun_flower  mask@tut.by2005-06-17 21:50
Great interview! I can say that it much more open and informative, than lots of interview I've read in British or US press. It's a very hard thing - to make gently and intelligent a writer to speak in a such way. Sebastian, well done, thank you! P.S. I visited JW's reading in Warsaw on Feb, 16 - that was gorgeous event!


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

tv Car Astor (fka SEE) - Potions
Lucky_Thirteen Świetne <3 opinia dodana 2020-05-31 07:17:55
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020