Biskup homoseksualista a jedność chrześcijan

Chrześcijanie nowego tysiąclecia Kryzys w światowej Wspólnocie Anglikańskiej, wywołany sierpniowym wyborem przez amerykański Kościół episkopalny (anglikański) na biskupa ks. Gene'a Robinsona, "praktykującego" homoseksualisty, zdaje się nieuchronnie prowadzić do rozpadu jedności anglikanizmu. Decyzja tego Kościoła nadzwyczaj wyraźnie obnaża chorobę wypracowanej we Wspólnocie zasady jedności, która - zdaniem wielu (anglikańskich) biskupów - domaga się poważnej kuracji.
Problemami skłóconego anglikanizmu można by się zbytnio nie kłopotać, gdyby nie fakt, że negatywne konsekwencje decyzji amerykańskiego Kościoła nie ograniczają się tylko do samej Wspólnoty Anglikańskiej, ale dotykają też ekumenizmu, w tym szczególnie stosunków anglikańsko-katolickich, jak również nie pozostaną bez wpływu na kształt relacji międzyreligijnych i światowej kultury doby globalizacji.

Wspólnotą Anglikańską (77 mln wiernych), na którą składa się 38 autonomicznych prowincji, od lat w miarę regularnie wstrząsają doktrynalno-etyczne "trzęsienia ziemi", związane choćby z wprowadzeniem kapłaństwa i biskupstwa kobiet czy z pomysłem przyznania świeckim prawa do przewodniczenia Eucharystii. Poważnie chwieją one jednością całego anglikanizmu. W ostatnich latach na czoło wysunęła się kwestia etyki ludzkiej seksualności. W niektórych regionach coraz śmielej zaczęto wprowadzać kościelne błogosławienie par homoseksualnych. W końcu na jaw wyszło, że w części diecezji amerykańskiej gałęzi Kościoła anglikańskiego od pewnego czasu wyświęca się na księży "praktykujących" homoseksualistów. Te ostatnie posunięcia zostały - jako niezgodne z Biblią i tradycją - potępione przez wielu biskupów i prymasów, zwierzchników prowincji, którzy zagrozili zerwaniem jedności z diecezjami i prowincjami ulegającymi liberalnym modom.

W 1998 r. problemy seksualności stały się głównym tematem ostatniej Konferencji w Lambeth, najważniejszego biskupiego ciała całej Wspólnoty. Konferencja potwierdziła tradycyjne rozumienie małżeństwa i kapłaństwa. Biskupi podkreślili, że homoseksualizm jest niezgodny z Pismem Świętym, a Kościół nie może wyświęcać na księży "praktykujących" homoseksualistów, i zalecili dalsze teologiczne badania kwestii seksualności. Tyle że postanowienia Konferencji nie mają mocy zobowiązującej dla poszczególnych prowincji, które cieszą się autonomią, utrzymując jedynie formalną jedność z innymi prowincjami przez urząd arcybiskupa Canterbury, honorowego zwierzchnika Wspólnoty. A jeśli tak, to chcąc nie chcąc - została otwarta droga do kwestionowania tradycyjnego nauczania o małżeństwie i homoseksualizmie.

Biskup-elekt Gene Robinson - nie tylko jawny homoseksualista, ale również rozwodnik i ojciec dwojga dzieci - wyraził przekonanie sporej części amerykańskich biskupów, utrzymując, że swój związek z mężczyzną uważa za (cytuję!) "sakramentalny", i oświadczając: "Stwierdzić, że sprzeciwia się to [decyzja Kościoła episkopalnego] tradycji, nauczaniu Kościoła i Biblii, nie musi oznaczać, że jest to błędne". Kluczowe dla wiary nie są więc tradycja, nauczanie Kościoła i Biblia, ale to, co się w danej epoce historycznej wydaje słuszne.

Jak do tej pory dla jedności Wspólnoty Anglikańskiej nie jest istotna jedność w każdym, nawet - jak się okazało - istotnym aspekcie wiary. Tymczasem takie rozumienie jedności - w obliczu zagadnień seksualności - po prostu przestało już wystarczać wielu wiernym tradycji anglikańskim biskupom i prymasom, przede wszystkim z największych i najbardziej żywotnych prowincji w Afryce, Azji i Oceanii. Twierdzą oni, że tylko formalna jedność - bez jedności wiary - jest iluzją jedności wymaganej przez Chrystusa, a warunkiem jedności wiary może być tylko pogłębienie kolegialności biskupów, szczególnie prymasów, na poziomie całej Wspólnoty Anglikańskiej. Ich zdaniem tylko realna kolegialność, której decyzje byłyby wiążące dla wszystkich prowincji, może uchronić Kościół anglikański przed akceptacją posunięć jawnie niezgodnych z tradycją i Pismem Świętym. Problem w tym, że Wspólnota Anglikańska w gruncie rzeczy nie ma prawnokanonicznych narzędzi i struktur, które mogłyby zobowiązać wszystkie prowincje do zaakceptowania takiej kolegialności. Istna kwadratura koła. Bez rozwiązania tego problemu jedność anglikanizmu niechybnie zmierza jednak ku rozkładowi.

Dzieje dialogu ekumenicznego naznaczone były i są sukcesami i porażkami, niemniej wydawało się, że jednym z zasadniczych owoców dialogu było przyjęcie przez Kościoły fundamentalnej zasady ekumenii: "Żaden Kościół nie powinien podejmować jakichkolwiek istotnych decyzji bez wzięcia pod uwagę ich reperkusji w innych Kościołach i bez kontaktu i konsultacji z innymi Kościołami" (kard. Walter Kasper). Zasadę tę w 2000 r. za swoją przyjęła również Międzynarodowa Komisja Anglikańsko-Rzymskokatolicka, prowadząca z ramienia obu Kościołów dialog na forum światowym. Kościół episkopalny nie zastosował się do tej zasady, przy czym istotne jest, że od 1999 r. Międzynarodowej Komisji ze strony anglikańskiej przewodniczy abp Frank Griswold, zwierzchnik amerykańskiej wspólnoty episkopalnej, który w sierpniu opowiedział się właśnie za wyborem na biskupa "praktykującego" homoseksualisty. Czy można poważnie traktować uzgodnienia ekumeniczne, które potem są ostentacyjnie łamane przez jedną z akceptujących je stron? Czy taki ekumenizm może mieć rację bytu?

Sierpniowy krok Kościoła episkopalnego jest klarownym świadectwem głębokiego kryzysu, jaki przeżywa dziś ruch ekumeniczny. Niektórzy mówią wręcz o początku jego końca, słusznie podkreślając, że nie może być mowy o jedności między Kościołami, z których jedne niewiele sobie robią z Biblii i tradycji. Dodajmy, że w niektórych Kościołach protestanckich trwają obecnie debaty na temat homoseksualizmu i instytucji małżeństwa, przy czym stanowisko zbliżone do episkopalnego przybiera na sile. Część przedstawicieli tych Kościołów twierdzi, że losy tej debaty istotnie zależą od tego, jak teraz ułożą się sprawy w amerykańskim Kościele episkopalnym i całej Wspólnocie Anglikańskiej.

Decyzja Kościoła episkopalnego zapewne nie uśmierci ruchu ekumenicznego, niemniej oznacza wejście ekumenii w nowy trudny etap, którego kształtu nie sposób przewidzieć. Jedno jest pewne - od sierpnia tego roku - ekumenizm już nigdy nie będzie taki sam jak wcześniej.

Znaczące jest i to, że Kościół episkopalny podjął swoją decyzję w dwa miesiące po opublikowaniu przez watykańską Kongregację Nauki Wiary dokumentu "Uwagi dotyczące projektów prawnej legalizacji związków między osobami homoseksualnymi". Bez wątpienia data wydania tego dokumentu nie była przypadkowa, a postanowienie amerykańskiego episkopalizmu można odebrać również jako wymowny "pstryczek w nos" Kościoła katolickiego.

Dokument Kongregacji nie pozostawia złudzeń co do stanowiska Watykanu w odniesieniu do homoseksualizmu i rozumienia małżeństwa: "praktykowany" homoseksualizm jest złem, a małżeństwo z istoty jest związkiem mężczyzny i kobiety. Dla Kościoła katolickiego, ale także dla innych Kościołów, przede wszystkim prawosławnego, etyka seksualności i małżeństwa jest częścią szerszego zagadnienia kształtu i racji bytu kultury światowej w dobie globalizacji. Podzielone w tych dziedzinach chrześcijaństwo wiele traci z możliwości skutecznego oddziaływania na tę kulturę i przeciwdziałania negatywnym zjawiskom. Paradoksalnie w tym wypadku katolicyzm i prawosławie mogą liczyć nie na innych chrześcijan, ale na inne wielkie religie. Problem jednak w tym, że decyzja Kościoła episkopalnego - łącznie z niepewnością panującą w niektórych Kościołach protestanckich co do etyki seksualności i małżeństwa - osłabia wiarygodność całego chrześcijaństwa w oczach tych religii. Jak do tej pory chrześcijaństwo i inne religie, przy istotnych różnicach je dzielących, w dziedzinie etyki zasadniczo mówiły wspólnym głosem. Od sierpnia już jednak tak nie jest, a konsekwencją tego może być dalsza marginalizacja religii w dzisiejszym świecie.

W lipcu br. jedna z anglikańskich diecezji Kościoła Anglii na biskupa wybrała również księdza otwarcie przyznającego się do homoseksualizmu. Sprzeciwy ze strony wielu biskupów z innych regionów świata i realna możliwość rozpadu jedności Wspólnoty sprawiły, że biskup-elekt wycofał swoją zgodę na konsekrację. W przypadku ks. Robinsona groźba rozkładu jedności anglikanizmu jest jeszcze bardziej realna. W tej sytuacji wielu anglikanów ma nadzieję, że i on ostatecznie się wycofa (konsekracja przewidziana jest na listopad). Nawet jeśli do tego dojdzie, to, co już się stało w sierpniu 2003 r. w amerykańskim Kościele episkopalnym, i tak stanowi radykalną cezurę w dziejach chrześcijaństwa.
Józef Majewski
Data publikacji w portalu: 2003-10-31
Więź nr 10/2003
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

tv Car Astor (fka SEE) - Potions
Lucky_Thirteen Świetne <3 opinia dodana 2020-05-31 07:17:55
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020