Zbrodnia Marii Janion

Nie dziwię się, że faszyści traktują mnie jak wroga. Dziwi mnie natomiast, że państwo, w którym rządzi Prawo i Sprawiedliwość, nie zapewnia mi bezpieczeństwa
Pamiętaj miejsca, twarze zdrajców rasy, oni wszyscy zapłacą za swoje zbrodnie". Te słowa ideologa brytyjskich rasistów Iana Stuarta Donaldsona stały się natchnieniem rasistowskiej międzynarodówki Krew i Honor, która zamieściła w internecie polską listę "wrogów białej rasy", "lewicowych popaprańców" i "osób sprzyjających dewiacjom seksualnym".

Nazistowska organizacja od początku istnienia (1987 r.) nawołuje do przemocy i wzniecenia nazistowskiego przewrotu. Ma oddziały w kilkunastu krajach. Ma także swoje zbrojne ramię - bojówki, które przybrały nazwę Combat 18.

Combat po angielsku znaczy walka, 18 to numeryczny symbol inicjałów Adolfa Hitlera. W 1999 r. ludzie C18 po raz pierwszy podłożyli bombę - w zamieszkanej przez imigrantów londyńskiej dzielnicy Brixton. W eksplozji nikt nie zginął. Kilkanaście dni później wybuchła bomba w gejowskim pubie The Admiral Duncan. Zginęły trzy osoby, ponad sto zostało rannych. Sprawcą okazał się 22-letni David Copeland z Combat 18. Odsiaduje dożywotnie więzienie.

Słynny stał się też rajd komanda Combat 18 sprzed trzech lat. Kilku terrorystów załadowało samochód bronią i narzędziami tortur, po czym ruszyło przez południowo-zachodni Londyn na poszukiwanie kolorowego, którego mogliby porwać i zamęczyć. Nie zdążyli. Namierzyła ich policja i całą grupę aresztowano.

W Polsce organizacja umieściła w internecie listę swoich wrogów. Są na niej nazwiska, adresy i telefony setek osób. Profesorowie największych uczelni, reżyserzy, pisarze, dziennikarze, ale i młodzi gniewni - członkowie anarchizujących kapel i stowarzyszeń.

Oto ich "zbrodnie".

Małgorzata Janik-Tkacz: - Agresja nazistów się nasila

Feministka i pacyfistka ze Śląska wymieniona została w rozdziale "Czerwoni i dewianci".

- Nazistom szczególnie naraziłam się, współorganizując w Sosnowcu marsz przeciwko przemocy. Jednego ze śląskich squatersów faszysta ugodził nożem w udo.

W listopadzie ubiegłego roku na wiec równości przyszłam w kamizelce z napisem "Żaden człowiek nie jest nielegalny". Faszyści nam przeszkadzali, zorganizowali takie operowe skandowanie wulgarnych haseł.

Kiedy naziści pobiją albo zelżą kogoś, piszę zgłoszenie o przestępstwie i idę na policję. Wykładam na kilku prywatnych uczelniach kulturoznawstwo i teorię komunikacji. Poważniej wygląda, kiedy na komisariat wchodzi razem z punkiem pani od nauk humanistycznych.

Ostatnio odniosłam duży sukces, bo dzięki mojej interwencji na korytarzach wyższej uczelni, w której pracuję, nie leży już darmowy "Nasz Dziennik". To pismo ksenofobiczne, uznałam, że skandalem jest rozdawanie takich treści studentom.

Często dostaje obraźliwe maile i SMS-y. Już się przyzwyczaiłam, że nazywają mnie "kurwą", "lesbą", "żydówą". Jednego SMS-a nawet zapisałam, bo jest po śląsku: "Raus ze Slaska wy polskie gizdy weg weg z Naszyi Ziymiy. Tu Niy polska!!! Homoseksualny ferment szerzcie politykery wszendzie, ale niy u nos!!!".

Do tej pory szczególnie się nie bałam, ale ostatnio agresja nazistów się nasila. Nie tylko dzwonią, esemesują i mailują, ale też przebijają mi regularnie opony w samochodzie.

Kazimiera Szczuka: - Czuję się wyróżniona

Krew i Honor określa ją jako "pisarkę przychylną dewiacjom seksualnym". Szczuka nie tylko przyznaje się do sympatii dla dewiantów, ale wręcz się tym szczyci:

- Znalezienie się na tej liście to dla mnie duży honor. Najwyraźniej widać to, co robię, i to mnie cieszy. A trochę robię. Jestem członkiem partii Zielonych, organizuję 8-marcowe manify - ostatnią z nich współorganizowało stowarzyszenie lesbijek. Tam regularnie pojawiają się ci prawicowi młodzieńcy. Rzucają w nas wyzwiskami i nie tylko.

Gdy dowiedziałam się, że jestem na liście, weszłam na stronę internetową tego Blood and Honour i widzę, że to jest wszystko takie bez polotu specjalnego, no... to raczej są matoły, prawdę powiedziawszy. Skąd im przyszło do głowy umieścić mnie na liście "przychylni dewiacjom"?

Nie sądzę, żeby czytali moje książki, ale mogli mnie na przykład zobaczyć w TVN, jak dyskutuję z autorami "Miłości i demokracji" - to rzecz o tematyce homoseksualnej - gdzie widać było, że jestem z tymi ludźmi po imieniu i przyjaźnie dyskutujemy o dyskryminacji gejów i lesbijek w Polsce.

Był też taki cykl spotkań w warszawskim klubie, gdzie Zieloni zapraszali młodzieżówki różnych partii, a ja te spotkania prowadziłam. Chodziło bardziej o przekonanie młodzieży, że polityka nie musi być nudna. Że debata polityczna może być klubową rozrywką nie gorszą niż picie piwa czy tańce. Na te spotkania organizatorzy zapraszali młodzieżówki wszystkich partii, i z LPR, i z Samoobrony, a Młodzież Wszechpolska oficjalnie nie przychodziła, ale jako widownia bywali - i słuchali tego, co mówię. No i zapewne im się nie podobało.

Wiecie, ja bym nawet chętnie z tymi ludźmi, czy z Młodzieży Wszechpolskiej, czy z tego Blood and Honour się spotkała, by podyskutować, ale to by się musiało chyba odbyć przy jakimś zachowaniu warunków bezpieczeństwa.

Waldemar Kocoń: - Staję się Żydem i gejem

Krew i Honor opisuje go jako "piosenkarza przychylnego dewiacjom".

- Najwyraźniej naraziłem się tekstami piosenek. Wystąpiłem na koncercie po wiecu równości w Warszawie, bo chciałem pokazać, że nie zgadzam się na zrobienie z Polski zaścianka. Narodowcom z pewnością nie podoba się na przykład taki refren: "Mam prawo do życia, do wolności na jawie i snach. Mam prawo nie słyszeć zdewociałych nakazów i rad. Mam prawo pokochać nawet bestie najdziksze i im kawał życia poświęcić, wciąż dbać o ich los, moherowym psycholom na złość".

Dałem też ostatnio dwa wywiady - w TVN i w "Angorze". Mówiłem, że jeżeli ktoś w towarzystwie dyskryminuje Żydów albo homoseksualistów, to ja natychmiast staję się Żydem i gejem.

Powiedziałem też, że mam wielu żydowskich przyjaciół i syna z nieprawego łoża. I opowiedziałem, jak uwiódł mnie ksiądz, kiedy miałem 15 lat. Nie ukrywałem szczegółów. Mówiłem, jak wciskał mi bajki o historii i o prymasie Wyszyńskim, a potem kazał spróbować życiodajnego nasienia, eliksiru życia...

Pewnie ci panowie od krwi i honoru nie mogą też mi wybaczyć, że krytykuję Radio Maryja. Mówię publicznie: to rozgłośnia ziejąca jadem nienawiści. Rydzyk robi z Kościoła karłowate monstrum.

Marcin Kornak: - Mają powody, by nazywać mnie wrogiem

Krew i Honor umieszcza go w rozdziale "klika lewicowych popaprańców", jego szkodliwość określa jako "średnią". Jest działaczem antyfaszystowskiego stowarzyszenia Nigdy Więcej i redaktorem naczelnym periodyku o tej samej nazwie. Nie ukrywa wrogości do nazizmu, swą działalność określa jako "walkę".

- Moje boje z nazizmem zaczęły się w 1992 roku. Bydgoscy skini podpalili wtedy bursę Akademii Medycznej. Mieszkali w niej Arabowie i czarnoskórzy. Razem z kumplami wymyśliliśmy wtedy Grupę Anty Nazistowską GAN. Mieliśmy tylko jeden cel - jakoś postawić im tamę, nie wiedzieliśmy jeszcze jak. Na początku organizowaliśmy pikiety, marsze, koncerty.

Teraz walczymy głównie piórem, informacją i edukacją. Prowadzimy w internecie "Brunatną Księgę", taki drobiazgowy spis incydentów na tle rasistowskim od roku 1989. Uzbierało się ponad półtora tysiąca różnych zdarzeń, od wybitych szyb, przez pobicia, do zabójstw. Marzy mi się wydanie "Księgi" na papierze.

Zrobiliśmy akcję "Muzyka przeciwko rasizmowi". Odbyło się 350 koncertów. Potem była akcja "Wykopmy rasizm ze stadionów". Kiedy startowaliśmy, mało kto wierzył w powodzenie. Udało nam się razem z PZPN wprowadzić do regulaminu meczów zapis o wstrzymaniu spotkania, jeśli na trybunach znajdują się flagi nazistowskie. Pod szyldem "R@cism Delete" zamknęliśmy w internecie 130 stron faszystowskich. Faszyści mają powody, żeby nazywać mnie wrogiem.

Prof. Maria Janion: - Trochę się nazbierało tych win

Autorzy bazy nie wyjaśniają, kim jest, co chyba świadczy o tym, że sława pani profesor - literaturoznawcy - jest wielka. Profesor czuje się zagrożona:

- Myślę, że na wątpliwą przyjemność znalezienia się na tej liście zasłużyłam sobie feminizmem. I kilkoma podpisami. Kiedy biskup Pieronek nazwał Izabelę Jarugę-Nowacką "feministycznym betonem, którego nie zmieni nawet kwas solny", podpisałam list w jej obronie. Tam się znalazła także krytyka restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i samego języka debaty na ten temat, który już wyklucza, szczególnie ostatnio, takie słowa, jak "aborcja", tylko każe nam mówić o "zabijaniu życia". No i jeszcze podpisałam protest przeciw zablokowaniu Marszu Równości i list w sprawie cenzury sztuki, to z kolei dotyczyło artystki Nieznalskiej... Trochę się nazbierało tych win.

A jeszcze dałam wywiad do czasopisma "Inaczej" o homoseksualnym nurcie w literaturze polskiej. Mówiłam o Mironie Białoszewskim, Józefie Czapskim, Gombrowiczu, Andrzejewskim, Lechoniu. Żadne sensacje, raczej to było podsumowanie pewnej istniejącej wiedzy, ale dla tych panów z organizacji rasistowskiej to, przyznaję, mógł być szok. Takie wielkie nazwiska i ten homoseksualizm obrzydliwy...

Zastanawiam się, na ile ludzi tworzących takie czarne listy można traktować poważnie. Rozmawiałam o tym z Kazią Szczuką. I doszłyśmy do wniosku, że to jednak jest zagrożenie. Nie wiem, czy fizyczne, ale jednak poważne.

Piotr Łazarkiewicz: - Nie dziwię się, że traktują mnie jak wroga

Reżyser figuruje wśród "przychylnych dewiacjom seksualnym".

- Przed laty publicznie nazwałem Wojciecha Cejrowskiego faszystą. Zadałem sobie trud i obejrzałem wszystkie odcinki jego programu "WC Kwadrans". Znalazłem konkretne dowody, żeby postawić mu taki zarzut. Podał mnie do sądu. Sprawa ciągnęła się kilka lat. Sąd Najwyższy przyznał mi rację.

Nakręciłem film "W środku Europy". Przywołuje pamięć pogromu Żydów w miasteczku na wschodzie Polski. I nakręciłem też "Polowanie na czarownice" - opartą na faktach opowieść o ludziach chorych na AIDS, którzy musieli się zmierzyć z szalejącą na początku lat 90. dyskryminacją i homofobią. Wszyscy pamiętamy, jak w ośrodkach dla chorych leciały szyby z okien.

Nie ukrywam swoich poglądów. Ostatnio zabrałem głos na warszawskim Marszu Równości. Powiedziałem, że w czasach PRL najgorsza nie była cenzura, tylko rzesze bez-imiennych urzędników, bezbłędnie wyczuwających kierunek wiatru i czytających władzy z ruchu ust, co wolno, a czego nie wolno. To oni narobili najwięcej szkód kulturze polskiej. Dzisiaj wracają - ulokowali się w rozmaitych instytucjach i starają się wyczuć, gdzie wieje wiatr, i na wszelki wypadek cenzurować. Moje wystąpienie pokazała telewizja, cytaty znalazły się w gazetach.

Nie dziwię się, że faszyści traktują mnie jak wroga. Dziwi mnie natomiast, że państwo, w którym rządzi Prawo i Sprawiedliwość, nie zapewnia mi bezpieczeństwa. Twórcy tej listy to nie są żartownisie, tylko uważana za niezwykle niebezpieczną organizacja faszystowska. W internecie umieszcza dane osobowe niewinnych obywateli, niekiedy z numerami telefonów. A nasze organy ścigania nie potrafią nawet tej witryny zablokować.

Joanna Senyszyn: - Wiem, że budzę emocje

Posłanka SLD znalazła się na tej samej liście co reżyser Łazarkiewicz.

- Jestem autorką projektu ustawy liberalizującej przerywanie ciąży. W hitlerowskich Niemczech przerywanie ciąży było zabronione.

Występuję w obronie praw każdej mniejszości religijnej czy seksualnej. Za czasów hitleryzmu to też by było niedopuszczalne. Hitler walczył z homoseksualistami, tak jak ze wszystkimi, którzy inaczej widzieli świat.

Nie ukrywam antyklerykalizmu. Nie walczę z religią, tylko z instytucją. To też na pewno jeden z powodów nienawiści do mnie.

Głośno mówiłam o zagrożeniu, jakim jest Młodzież Wszechpolska. Przestrzegałam z trybuny sejmowej przed nimi. Później obrzucili mnie jajami. Zresztą od dawna dostaję obraźliwe listy z pogróżkami. Nie kieruję tego do policji czy prokuratury, uważam, że to moje ryzyko zawodowe.

Wiem, że budzę emocje, to chyba dobra cecha u polityka.

Jakub Kujałowicz: - Ja ich nie biłem

Muzyk z zespołu The Kuflers, znany w stolicy jako "Kubuś", znalazł się w "klice lewicowych popaprańców".

- Wymiękłem, jak zobaczyłem tę głupią stronę. Ja wśród lewicowców? To jakaś pomyłka. Jestem jednostką aspołeczną w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie czuję w sobie powołania do polityki, nie czuję się częścią żadnej grupy. Skąd się wziąłem między ludźmi z Federacji Anarchistycznej? Przychodzi mi do głowy jedno wyjaśnienie - łysi mogą pamiętać moje nazwisko z zadymy kilka lat temu, w miejskim autobusie. To było tak: jechaliśmy z kumplami, na przystanku weszło kilku nazi, zrobili zadymę i się przeliczyli. Dostali lanie. Ja ich nie biłem, byłem wtedy z dziewczyną. Ale zostałem aresztowany, za kratkami spędziłem cztery miesiące. Sąd mnie uniewinnił.

Dzisiaj jestem muzykiem The Kuflers. Nie jest to lewacka kapela, jak piszą ci panowie. Nie mamy nic wspólnego z polityką. Śpiewamy o Warszawie i o miłości.

Grzegorz Klaman: - Źle się czuję

Profesor ASP w Gdańsku, rzeźbiarz i performer, trafił między "przychylnych dewiacjom".

- Naziści zawsze dzielili sztukę na zdrową i zdegenerowaną. Ja w ich mniemaniu należę do twórców zdegenerowanych. Od ponad dziesięciu lat używam w instalacjach spreparowanych fragmentów ludzkiego ciała. W instalacji "Emblematy" wykorzystałem kawałek mózgu, fragment wątroby, jelito. Te organy umieściłem w krzyżu i swastyce. Wystarczyło, żeby wszechpolacy nazwali mnie degeneratem i zboczeńcem niszczącym świętość sztuki i już stałem się wrogiem białej rasy.

Prowadziłem galerię Wyspa, kiedy instalację z krzyżem wystawiła w niej moja studentka Dorota Nieznalska. Wiecie, co się potem stało. Prokurator, zamiast wystąpić przeciwko ksenofobom, oskarżył artystkę. Chodzę do sądu na jej rozprawy. Ze strony publiki to jeden wielki festiwal nienawiści. Szturchania, wyzwiska od kurew i Żydówek, groźby karalne. Nie ma żadnej reakcji organów ścigania. Dorota jest też pilnie śledzona przez faszystów.

Pomagam jej, jak mogę. Zrobiłem instalację "KK", czyli artykuł kodeksu karnego, z którego jest sądzona. To forma wideo. Na ekranie widać twarz Nieznalskiej, ja czytam beznamiętnym głosem wypowiedzi wszechpolaków wybrane z portalu internetowego. Na przykład takie, że trzeba ją traktować jak dziwki w czasie wojny, czyli obcinać piersi. Po przeczytaniu każdej sekwencji biję ją mocno w twarz.

Źle się czuję w kraju, w którym groźni nacjonaliści są posłami, a artyści siedzą na ławie oskarżonych.
Marcin Kowalski i Piotr Głuchowski
Data publikacji w portalu: 2006-02-27
gazeta.pl
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

tv Car Astor (fka SEE) - Potions
Lucky_Thirteen Świetne <3 opinia dodana 2020-05-31 07:17:55
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos - Lis Renata
\"Lesbos\" Renaty Lis to dla mnie brakująca podstawa, kanon myśli lesbijskiej w kulturze polskiej....
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020