Na początku była transakcja

Przez tysiąclecia mężczyznę do związku z kobietą skłaniał apetyt ? na przykład na kozy jej ojca.
W dyskusji na temat małżeństw homoseksualnych każda ze stron powołuje się na inny wzorzec, który jej zdaniem odzwierciedla historyczną istotę małżeństwa. Domagając się poprawki do konstytucji, zakazującej małżeństw homoseksualnych, prezydent Bush nazwał współczesne małżeństwo heteroseksualne ?najbardziej podstawową instytucją cywilizacji?, która wykluwała się w ciągu ?tysiącleci ludzkich doświadczeń?. Tysiące lesbijek i gejów, którzy wbrew prawu stanowemu wstąpili w związki małżeńskie w San Francisco i gdzie indziej, twierdzą natomiast, że ich udziałem jest to, co we wszystkich związkach międzyludzkich było i jest najważniejsze ? miłość.

Okazuje się jednak, że małżeństwo nigdy nie było prostą sprawą. Przez znaczną część historii związek małżeński był kwestią chłodnej kalkulacji ekonomicznej, sytuacją, z którą należało sobie jakoś radzić, nie zaś cieszyć się nią. Cechy małżeństwa uznawane dziś za oczywiste (jego dobrowolny charakter, równość partnerów wobec prawa, czy nawet dążenie do szczęścia) kształtowały się przez stulecia.

? Żyjemy w świecie tak chaotycznym, że urzeka nas idea stałego związku ? nie tylko obecnie, ale także w perspektywie historycznej ? mówi Hendrik Hartog, profesor historii z Princeton, autor książki o ewolucji prawnej koncepcji małżeństwa. ? To naturalne, że tworzymy romantyczną wizję dziejów małżeństwa.

Elastyczna instytucja

Małżeństwo, jakie dziś znamy, nie istniało dwa tysiące czy nawet 200 lat temu. Instytucja ta nie była wcale niezmiennym fundamentem społeczeństwa, lecz tworem nieustannie adaptującym się do innowacji religijnych, politycznych i gospodarczych, zawsze podatnym na wpływ rewolucji obyczajowych, ruchów na rzecz obrony praw obywatelskich i zmieniających się norm kulturowych.

? Jest to niezwykle elastyczna instytucja ? uważa Thomas Laqueur, profesor historii z University of California w Berkeley, badacz problematyki małżeństwa i seksualności. ? Z historycznego i antropologicznego punktu widzenia słowo ?małżeństwo? powinniśmy ujmować w cudzysłów.

Pojęcie to wydaje się nam niezmienne m.in. dlatego, że ewoluowało powoli i niezauważalnie. W mitologii greckiej Zeus stworzył Pandorę, pierwszą kobietę. Następnie uczynił z niej pierwszą pannę młodą, którą przekazał w darze tytanowi Epimeteuszowi. Źle się to skończyło: Pandora otworzyła otrzymaną w prezencie ślubnym puszkę, wypuszczając na świat wszelkie plagi gnębiące odtąd ludzkość.

Podobnie jak Zeus, greccy ojcowie uważali córki za swą własność, przedmiot handlu wymiennego, pozwalający cementować polityczne i ekonomiczne alianse.

Rzymianie skodyfikowali małżeństwo, formułując koncepcję zgody stron i określając minimalny wiek uprawniający do zawarcia związku na 14 lat dla chłopców i 12 lat dla dziewcząt. Istniały trzy typy małżeństwa, o wyborze jednego z nich decydowała klasa społeczna małżonków. Wśród warstw bogatych przybierało ono formę confarreatio, uroczystej ceremonii, podczas której spożywano specjalne ciasto i niekiedy składano ofiarę ze zwierząt. Plebejusze po prostu zamieszkiwali wspólnie i po pewnym czasie uznawano ich za małżonków. Istota związku zwanego coemptio polegała na tym, że kobietę sprzedawano mężowi, a jej status był taki sam jak dziecka.

Małżeństwa aranżowane przez rodziny były powszechne na Zachodzie aż do XIX wieku. W dalszym ciągu pozostają one normą w niektórych regionach Azji Środkowej, Afryki i Bliskiego Wschodu. Z praktyką tą wiąże się wiele zbrodni, od dzieciobójstwa popełnianego na dziewczynkach przez rodziców obawiających się, że będą je kiedyś musieli wyposażyć, po przypadki spalenia panny młodej, która otrzymała od rodziny zbyt skromne wiano.

Wszechobecna poligamia

Rzymianie popierali monogamię w czasach, kiedy w całym przedchrześcijańskim świecie rozpowszechniona była poligamia. Starożytni Chińczycy mieli swoje nałożnice, a Stary Testament ? od Abrahama po Dawida ? przypomina stan Utah w połowie XIX wieku: pełno tu mężczyzn mających po kilkadziesiąt czy nawet kilkaset żon.
W istocie poligamię spotyka się w całej historii ludzkości częściej niż monogamię. Wysiłki na rzecz propagowania monogamii podjął Kościół rzymskokatolicki i w ciągu wieków stała się ona na całym świecie standardem bardziej rozpowszechnionym niż poligamia.

Poligamia nie daje jednak za wygraną. Choć amerykański Sąd Najwyższy uznał ją w 1879 roku za niezgodną z prawem, trwa nadal w zamieszkałych przez mormonów zakątkach Zachodu. I choć staje się coraz rzadsza, nadal bywa praktykowana, między innymi w świecie islamu, a także ? nielegalnie ? przez niektórych ultraortodoksyjnych Żydów w Izraelu. Poliandria, czyli związek jednej kobiety z wieloma mężczyznami, zdarzała się wśród Eskimosów, a i dziś można ją spotkać w Tybecie.

Król Henryk VIII, jak wszyscy pamiętają, zerwał z katolicyzmem i ustanowił własny Kościół w dużej mierze po to, by móc się rozwieść i ożenić jeszcze raz (a raczej jeszcze parę razy). Sięgająca czasów Mahometa tradycja tymczasowych związków ?dla przyjemności? jest wciąż wykorzystywana w świecie islamu jako możliwość uprawiania seksu w zgodzie z prawem.

Ma ona swój odpowiednik na Zachodzie: szybki ślub w Las Vegas, odbywający się niekiedy w kaplicy, do której wjeżdża się samochodem lub udzielany przez mistrza ceremonii przebranego za Elvisa Presleya. Niecierpliwe pary zaczęły przybywać masowo do Nevady w latach 20. XX wieku, kiedy to w Kalifornii wprowadzono obowiązek trzydniowego oczekiwania na ślubną ceremonię, by przeciwdziałać zawieraniu małżeństw pod wpływem alkoholu.

Małżeńskie jądro

? Problem zdefiniowania małżeństwa jest tak zawiły, że wielu antropologów unika w ogóle tego słowa, mówiąc raczej o ?związkach? lub ?aliansach? ? mówi Roger Lancaster, profesor antropologii i kulturoznawstwa z George Mason University w stanie Wirginia. ? Antropolodzy doszli do niezbitego wniosku, że małżeństwo nie jest pojęciem jednoznacznym, ponadczasowym i niezmiennym ? dodaje Lancaster. ? W dziedzinie zawierania związków ludziom nigdy nie brakowało pomysłowości ani wyobraźni.

W zmiennych dziejach małżeństwa istnieje jeden niezmienny element ? znaczenie czynników ekonomicznych. Niektórzy historycy uważają, że małżeństwo powstało po przekształceniu się nomadów w osiadłe społeczeństwa rolnicze. Kiedy wędruje się po pustyni z całym dobytkiem na grzbiecie wielbłąda, prawa własności i dziedziczenia nie są tak skomplikowane, jak wtedy, gdy w grę wchodzi ziemia i budynki. W miarę postępów urbanizacji, dzieci ? postrzegane niegdyś jako dobro ekonomiczne, źródło siły roboczej ? stały się ekonomicznym ciężarem. Kobiety przestano wtedy traktować jak własność.

Społeczne wstrząsy wywołane industrializacją ? masowe ruchy ludności, powszechna edukacja, emancypacja kobiet i wystąpienie czasu wolnego ? przyniosły nowe podejście do małżeństwa, podobnie jak ongiś sytuację zmieniło wynalezienie sochy.

? Ważną rolę odegrały też takie wynalazki, jak rower, telefon i samochód ? mówi Bernard Murstein, emerytowany profesor psychologii w Connecticut College, autor książki o dziejach małżeństwa. ? Umożliwiły one młodym ludziom spotykanie się na własną rękę. Szekspir, oczywiście, mocno wyprzedził epokę, kiedy kazał Julii odrzucić matrymonialne plany, zaaranżowane w patriarchalnym stylu przez rodziców:
Ale w roku 1905 pogląd, że głównym czynnikiem decydującym o małżeństwie powinna być miłość, był już na tyle ugruntowany, że trafił do magazynu kobiecego ?Ladies? Home Journal?. ?Żadna młoda dama o wzniosłych ideałach i szlachetnych uczuciach ? pisała na jego łamach pewna autorka ? nie zgodzi się nigdy na małżeństwo bez miłości?. Zgodność charakterów partnerów niepostrzeżenie zaczęła się liczyć w małżeństwie bardziej niż liczba kóz posiadanych przez teściów. Niektórzy uważają, że instytucja małżeństwa w jej współczesnym rozumieniu pojawiła się dopiero w początkach XIX wieku. ? To sprawa ostatnich dwustu lat: koncepcja, że głównym celem małżeństwa jest dążenie do szczęścia, torowała sobie drogę powoli i niepewnie, ale w końcu zatriumfowała ? mówi Hartog. ? Miłość istniała zawsze. Ale myśl, że powinna ona być obecna w małżeństwie to historyczne novum.

Spór o gejów

Dziś obie strony sporu o małżeństwa osób tej samej płci twierdzą, że historia jest po ich stronie. Zwolennicy prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych argumentują, że jest to naturalny etap instytucji, która nie jest już nierozerwalnie związana z prokreacją. ?Czy jest jakiś powód, by prawa i obowiązki wynikające z zawarcia małżeństwa cywilnego przysługiwały bezdzietnej parze heteroseksualnej, ale nie parze lesbijek, wychowujących biologiczne dzieci ich obu?? ? pytał w eseju z 2000 roku pisarz-gej Andrew Sullivan.

Przeciwnicy mówią, że legalizacja małżeństw zawieranych przez osoby tej samej płci zniweczy cały postęp, który udoskonalił małżeństwo, doprowadzając je do obecnej formy ? związku jednego mężczyzny z jedną kobietą. Ich zdaniem równouprawnienie małżeństwa homoseksualnego z heteroseksualnym równałoby się akceptacji homoseksualizmu. Przeciwnicy małżeństw homoseksualnych widzą w nich współczesną wersję puszki Pandory i pytają: Co będzie dalej? Powrót poligamii? Trzech mężczyzn domagających się, by uznać ich za współmałżonków?

Osoby popierające związki homoseksualne ripostują, że dzieje małżeństwa nie zamykają się w zakurzonych podręcznikach historii. Ewolucja tej instytucji trwa nadal. Zwracają uwagę, że osoby różnych ras aż do roku 1967 nie mogły zawierać ślubów w niektórych stanach USA. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pary bezpłodne wyśmiewano i postponowano. Dziś posiadanie dzieci jest często traktowane jako kwestia wyboru, nie zaś obowiązku. Pary homoseksualne domagają się przywilejów, jakie mają pary heteroseksualne. Takich korzyści nic oprócz małżeństwa nie może im zapewnić. Np. regulacje, które pozwalają wdowie uniknąć płacenia podatku spadkowego od środków zgromadzonych przez jej męża w ramach pracowniczego funduszu emerytalnego ? nie mają zastosowania do pozostałego przy życiu partnera w związku homoseksualnym.

? Trudno przewidzieć, jak potoczy się w przyszłości ewolucja małżeństwa ? mówi Marilyn Yalom z Instytutu Studiów Kobiecych i Badań nad Kulturową Tożsamością Płci w Stanford University. ? Mogę tylko powiedzieć, że zawsze będziemy pragnąć bliskości drugiej osoby ? bratniej duszy towarzyszącej nam i stanowiącej nasze dopełnienie.
MIKE ANTON, Los Angeles Times
Data publikacji w portalu: 2004-03-31
Tygodnik Forum nr 16/2004
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
lopomo Czy gdzieś to jeszcze można obejrzeć? opinia dodana 2019-01-20 14:03:46
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019