WIERSZE

Ruska Melodia
***

Obietnica ściele przed mną czerwony dywan.
Bije po oczach blask ognisty.
Kres drogi wełnianej horyzont przekreśla.
Pięści kułakiem rozbijasz pejzaże egzotyczne.
Ścielesz kobierzec z kamieni przedwiecznych.
Ciskasz we mnie siłą w grudki polepioną,
łapię odruchowo i pożeram zachłannie.
Na zdrowie, na życie prawdziwe.

***
Wątpić w jedno słowo - żaden wstyd.
Watpić we wszystkie - grzech.
Piszę o sobie i to jedyny dowód
mojego istnienia.
Pierwsza myśl o śmierci była ostatnią.
Nie żyje nadzieja, nie mam duszy,
nie wskrzesza mnie nawet słowo na K.
Tu pomóc może tylko chleb ze smalcem.

***
Chcę dostać w prezencie dzień niepowszedni.
Nie święto państwowe i nie kościelne.
Chcę wyjść z domu o świcie,
zgubić klucz tuż pode drzwiami,
utopić w kałuży dokument ze zdjęciem
i metrykę niezbyt długą.
Chcę pójść, daleko, na nieswoich nogach,
zapuścić się w rewiry nie własne.
Dostać w gębę od lumpów pijanych,
twarz zostawić odciskiem na piachu,
oddać serce komuś w potrzebie,
spotkać się i nie rozpoznać,
grzech popełnić, przestępstwo nawet.
Przespać południe, obudzić się w ciemności,
wyśledzić własne ślady po palcach,
zapukać w  okno moich oczu i odpowiedzieć:
jestem.

***
Pozwalam uczuciom kotłować się w głowie.
Zwalczać się, przeczyć, przeobrażać.
Daje im wolności więcej niż mogą znieść.
Potem je łapię, badam pod lupą.
Wybieram plewy
i piszę niewierszyk.
Zamykam w słowach, bez tlenu
i patrzę jak umierają.
To trwa zaledwie kilka minut

***
mam tak wiele do powiedzenia
ale słów zapas szczupły jak talia
o odległościach bym chciała
o meszku nad górną wargą
i twoich nogach pod stołem
a starczy mi tylko na tytuł:
stutęsknota słowożerna.

OGŁOSZENIA MATRYMONIALNE - ONA SZUKA ONEJ

Nazywam się - to ważne - i tego oczekuję.
Poszukuję żony (gdzieś to mi się podziała?)
Właścicielki serca zajęczego, szaraczego - mojego.
Biegłej w posługiwaniu się sprzętem AGD.
Pani, która będzie chętnie spędzała godziny
w toalecie, poprawiając mi makijaż.
Takiej, z którą seks nie zawsze będzie możliwy.
O kształtach przypominających miednicę
pełną wody z solą do opuchniętych stóp.
Ważne, żeby Pani umiała pławić siebie i mnie
w luksusie posiadania własnego nie.



www.pocalujmnieglupia.pl

orka na ugorze
równa bruzda
miedza nie dzieli
wspólna blizna
rusz dupę
twój pot moim
korytarzem płynie
sprzedawczynie win
pierworodne grzechy
bliźniacze
twój kącik świętych
panienek odkurzę
swoją ścierką
bez łaski pańskiej
na pstrym koniu
dam ci radę
spokojnie do kwadratu
mam się aż jedną
nie zaczynam od nowa
wybór prostych
Kopaliński do gazu
mensofrenia okiem
w rosole
w nagrodę chleb
ze smalcem
www.pocałujmniegłupia.pl





Z żalem zawiadamiam

dnia 23 maja, roku bezpańskiego, tak dobrze rokującego,
po niedługiej chorobie, wyczerpująco niespodziewanej,
umarła moja miłość do Ciebie

konała gwałtownie, ale bezpiecznie - nie sama,
trzymałam ją za rękę i czule gładziłam po twarzy,
odmówiłam koronkę do miłosierdzia bożego, odeszła

standardowa procedura w takich razach:
stwierdzono brak tętna i oddechu,
wezwano doktora, wystawił akt zgonu,

ometkowano trzykrotnie, podwiązano brodę, obciążono powieki,
wymyto, uczesano, przebrano, przykryto całunem,
zawiadomiono kogo trzeba, zarchiwizowano akta,

obrzęd pogrzebowy odbył się natychmiast,
wzięli w nim udział przyjaciele i pobożna publiczność,
utulanie w żalu będzie trwało do skutku,

teraz trzeba się pozbyć odruchu wysyłania myśli,
przestać się poczuwać, przynależeć, czekać,
odsnuć plany, powyrzucać marzenia zza pazuch

modlić się i mocno wierzyć w cud zmartwychwstania.

***

świadomości, podświadomości,
i nad
agorafobia w windzie
kandydatury bez wyboru
a ty wirujesz przede mną
w kolorowej spódnicy
falbanka łaskocze policzek
podrywam wzrok
wyciągam do ciebie
obolałe dłonie
nagle czuję
jak mi między palcami
przetańcowujesz zwiewnie
rozpuszczają się kolory
rozmazuje deseń
krajka powiewa swobodnie
a wszystko to tak na styku

***
znam dwie osoby o tym samym nazwisku
w stawianiu na swoim jedynie bywam dobra
zanim wyrwiesz mi serce poproszę
o umniejszenie miłości do ciebie
twoje i jej umieranie niech nie robi na mnie
tak wielkiego wrażenia, proszę!
chce mi się z tobą kochać
nawet smakować cię kwaśną
twoja starość przyciąga mój wzrok
dlaczego to nie lesby poznaje się po tym
jak kończą? będę pierwsza? ostatnia?
to takie bardzo bardzo smutne jest
mówiąc językiem Banalskiego:
tego się nie da przemalować na biało

***
pogubiłam nogi
pokrzywiłam koła
wkręciły się spodnie
w szprychy przewiewne
drzwi były otwarte
wjechałam na schody
dopadłam środka
na lewo od wejścia
tu cię chciałam zastać
w kołdrze spoconej
na słonej poduszce
z grzywką podrygującą
wesoło w rytm oddechu
potrzebuję popielniczki
papierosów kawy idealnej
i twojej ręki do mycia
nie ma ciebie gdzie
twoje miejsce płaczę

Idę spać

Włażę pod naszą, jeszcze, kołdrę.
(Kiedyś miałam w zwyczaju zmieniać
pościel tuż po wyjściu kochanki,
ale nie po Tobie, choć wyjechałaś.
Zaczęłam cenić brud za to, że wspólny.)
Będę po omacku szukać różanych sutków,
zapachu mojej kobiety, wspólnego śmiechu.
Tęsknię za tym jaka byłaś
zanim wyszłaś na jaw, zaraz, na dawno.
Tęsknię za czasem, kiedy jedynie podejrzewałam,
że jest w Tobie coś co mi może Ciebie odebrać.



Zaraziłam się od Ciebie zanikami pamięci

bez ciebie boje sie spać z otwartym oknem
nie odsłaniam żaluzji, bo boję się zobaczyć
zostawiam otwarty balkon, kiedy tylko mogę
czekam, że się znów do mnie zakradniesz
znienacka

zamroziłam koper, uwiąd go dopadał starczy
zjeść nie mogłam, bo się łzami przesolił
chodzę już kilka dni w jednej bluzce, śmierdzę
nie mam sumienia psuć misternych kostek
poskładania

pierwszy raz w życiu uprałam skarpetki w rękach
pozwalam mrówkom przechadzać się po wannie
to daje poczucie, że jest w tym domu jakieś życie
i nie chce mi się, tak cholernie nie chce mi się
gotować zupy

***
jestem książką
która się nie pisze a znika
rozdałam kredyty zaufania
teraz je odbieram
byłam dziełem
jestem gniotem
ze stu twarzy wybrałam taką
której nie idzie pomylić
przekleiłam z niej blizny
na swoją - kopiuj - wklej
największa ma tytuł:
"zakochanie to ciężki stan umysłowy"



Love me if you dare

zrobimy tak:

ja się zgodzę zostać
ty pozwolisz mi odejść
ja siebie sobie zabiorę
ty zostaniesz ze sobą

to mój pierwszy raz -
rozebrałam się z siebie
wstydliwa bywam
kompleksy mnie duszą

na ściernisku marzeń
pozbieram co wystaje ponad
podleję wodą z cukrem
odbije - tak mówią

grasz czy nie?



Nie po to się ludzie kochają

pamiętam jak kiedyś
w czasach zarozumialskich
kazałam się skończyć
jednej miłości
teraz znów miałam zamiar
zmusić jedną dzieweczkę
żeby się odstała,
a ona mi na to:
chyba cię pojebało!
próbuję się złapać na uczuciach
tamtym podobnych
umocnić się w postanowieniach
utwierdzić w mniemaniach
wytrwać w przekonaniach
- bez przekonania!
śmiać mi się chce
bo mi się przypominasz
w różowej spódnicy
podparta pod boki
z miną zawadiacko-nieszczęsną
gdzie ta spódnica?
gdzie się ta mina podziała?



W noc Kupały

być solą Twojego życia

bez reszty
bez wytchnienia
bez odwrotu


miłość
wierność
palec w oko

tylko Ciebie tak dotykać
tylko Tobą tak oddychać
tylko w Twoje oczy tak patrzeć

uczynić
uszczęśliwić
utrwalić

jesteś KIMŚ
kto szczelnie wypełnia myśli

kocham Cię



Mała skala integracji

w moim układzie słabo scalonym
jest jeden szczególnie oporny rezystor
jeden wyjątkowo naładowany kondensator
i cała masa tranzystorów wzmacniających
super doznania do hiper

ja tkwię pośrodku, jestem najmniejsza,
jestem diodą impulsową
(na skrzyżowaniu końcówek
i maleńkich krostek cyny)
- niewielkie napięcie i świecę niesymetrycznie

***
czemuś to wszystko takie odległe, nie moje
czuję podnietę, pewnie niezdrową
ale nie jestem szczęśliwa
już nawet na myśl - nie
z daleka jakby nie rozumiem co mówisz
co drugie słowo chcę pytać: kim jesteś?

chciałabym razem z kimś wstawać rano
martwić się, w zależności od sezonu,
że malina podrożała
że energia po 65 gr za kW/h
i że się proboszcz puszcza z katechetą
ale nie mogę, teraz nie sezon na wspólne pobudki

***
siedziałam w czerni, była noc
albo ubrana byłam na czarno,
na dwoje babka wróżyła,
(na dwie)
na pewno nie byłam
w pogrzebowym nastroju,

myślą się zabawiałam
-myśl może też zbawiać,
brzemię może być ciężarem
w skutki coś może być brzemienne
ale brzemienną być
znaczy nosić w sobie nowe życie

siedziałam na balkonie
był późny wieczór
obracałam myśl jak monetę w palcach
przygryzałam ją lekko
-tak się sprawdza prawdziwość
miłość wpływała na moje konto
jak zbawienna sześciocyfrowa sumka



Podszyta strachem nie poganiam czasu

włożyłam do wody najpierw jedną stopę
ostrożnie badam miękkie dno podeszwą
zagarniam piasek między palce zdziwiona
rozważam czym grozi kolejny krok
podszyta strachem nie poganiam czasu
ale poddać się - nie w moim stylu
poza tym tylu przyjemnych doznań
moja stopa nie zażyła od bardzo dawna

dla odczucia nieważkości błogiego
dla głaskania skóry rozkosznego
dla oswojenia temperatury łagodnej
dla tej pieszczoty najsubtelniejszej
gotowam wleźć cała do wody nieznanej
zakopać się w piasku po spazmy przełyku
zamoczyć po rzęs lękliwych trzepot wilgotny
doznać całego bogactwa obcowania

***
jak bardzo trzeba żyć,
żeby poczuć, że się umiera?
jak mocno trzeba kochać,
żeby na myśl o stracie
chcieć się wypisać ze wspólnoty?
jak dużo trzeba czuć, żeby wiedzieć,
że więcej nie można - dla zdrowia?
czy trzeba stracić wszystko,
żeby docenić posiadanie?
ile można znieść niepowodzeń,
żeby już nigdy nie chcieć ryzykować?
jak blisko można podejść,
żeby nie stracić perspektywy?
jak bardzo można się oddalić
bez strachu, że się zniknie?
jak dużo można chcieć,
żeby świadomie powiedzieć dość?
jak mocno trzeba cenić dziś,
żeby nie czekać na jutro?

Odpowiedzi konkursowe proszę zasyłać na adres:
zatrujswojemysli@jadem.pl

***
szukaj mnie po omacku
w wodzie gęstej od złych myśli

przetrzyj mi oczy z mgły
strasznych wizji

zgarnij z języka synonimy
końca i rozpadu

wyjmij z gardła krzyk
przerażony własną mocą

przytul mnie czule
jak zwykle

niech się stanę znów
z Tobą



Wallop bez kokieterii

wolna od ciasnoty ubrań
gotowa na wszelki zamęt
oczekując pełni nadziei
ośmielam się grzeszyć
bezpieczną myślą przewodnią
soczystą mową wstępną
drugim uczynkiem złego
odpustu zaniedbaniem i win

***
podążysz za chwilą
za myślą jeszcze raz
za nadzieją od nowa
świadomością ponownie
poczuciem, że to dziś
ja jestem ta mądrzejsza?

moje miejsce jest przy mnie
twoje przy tobie - trwajmy
w sobie bezpieczniej
czuwajmy nad sobą
niech nas nie stratuje
łaski pańskiej pstry koń!
Data publikacji w portalu: 2011-10-19
« poprzedni wiersz następny wiersz »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019