Gay Power

2002-10-05 - 2999-01-01
Relacja subiektywna z paryskiej Gay Pride w 2002 roku.
Niesamowitym zbiegiem okoliczności udało mi się trafić na tegoroczną paryską Gay Pride. Sobota, 29 maja, godzina 14:00, trasa: z Montparnasu do Bastylii, pół miliona uczestników, wśród nich ja oraz moi dwaj znajomi (wymienili obrączki 4 lata temu).

Zaczął mer Paryża - Bertrand Delanoe - który na parę dni przed wyborami oświadczył, że jest homoseksualistą i ZOSTAŁ merem (sic!). On i parę innych wielkich tego świata z transparentem o równości i o dumie. Zaraz potem ciężarówki, autobusy, platformy, wózki, ciuchcie i piechota także. Wszystko przy akompaniamencie głośnej muzyki (standardy kojarzone z estetyką gejowsko-campową typu "YMCA", Culture Club i nieśmiertelne "Do you really want to hurt me?" copyright by Boy George, no i oczywiście Kylie Minogue - druga po Dalidzie).

Początek był bardzo malowniczy, drag queenowe zakonnice, przebierańcy obwieszeni fallusami od stóp do głów, facet z łabędziem na głowie, wszędzie tęczowe flagi, transwestyci w wymyślnych strojach. Sielanka, uśmiechy, atmosfera przyzwolenia i tolerancji. Ostentacyjne palenie blantów, całowanie się i momentami gra wstępna - kipiało seksem. Zero barier - klasowych, płciowych, narodowościowych. Obok mnie na murku przycupnęła maleńka starowinka wyglądająca jak Coco Chanel, w eleganckim kostiumie, kapeluszu, dzierżąc w dłoni rzeźbioną laskę i z uśmiechem przyglądała się paradzie, kiwając siwą głową w takt muzyki techno. A wszystkie freaki robiły sobie z nią zdjęcia. Ewenement? A może lesbijka?

Cały pochód składał się z przeróżnych frakcji (czasem zupełnie zaskakujących). Osobno szli geje z metra, geje z linii lotniczych, geje z poczty, lesbijki, geje z Azji, geje z Afryki, geje na emeryturze, geje w szkole (z kleksami na transparentach), grubi geje (Paris Bears), transwestyci, transseksualiści, geje sportowcy. Jechała ciuchcia z rodzinami homoseksualnymi (żądali prawa adopcji dla par gejowskich), szli geje protestujący przeciwko karze śmierci oraz ci, którzy chcieli zwrócić uwagę na AIDS i syfilis. Jechała platforma Homos Chrétiens, kościoła dla homoseksualistów (przebrani za świętych z aureolami, wszyscy na biało, dużo waty, anielskich skrzydeł i tiulu, panie w sukniach ślubnych) oraz lewica i partie prawicowe.

Wielu chciało się po prostu zareklamować; telewizja gejowska Pink TV, kabarety z Pigalaka, Tropic Café, czy Aquahomo - towarzystwo sportowe dla gejów i lesbijek. Wielu miało też dodatkowy przekaz prócz tradycyjnego "homo, hetero - równe prawa". Amnesty International rozdawała gotowe do wysłania kartki zaadresowane do przywódców tych krajów, w których homoseksualizm lub w ogóle jakakolwiek odmienność jest karana (w najlepszym wypadku więzieniem) np. do Hosni Moubaraka (prezydenta Egiptu), czy do Antonia Alzamory prezydenta Puerto Rico. Przecież "love is a basic human right" - jak głosiło hasło z ulotki. Zabawowo potraktowane zostały kwestie chorób wenerycznych i AIDS. Durexy spadały z nieba (z lubrykantem w pakiecie oraz wisienkowymi lizakami do gry wstępnej). W ogóle można było dostać dużo intrygujących rzeczy. Sama przywiozłam wór ulotek, broszurek informacyjnych i przedziwne gadżety.

Jako osoba nienawykła do tego typu atrakcji w Polsce, patrzyłam na mijający mnie malowniczy pochód prawie z otwartą gębą i klęłam, że nie wzięłam dodatkowej kliszy do aparatu. Atmosfera Gay Pride - mix wolności, tolerancji, nieokiełznanej radości, brak barier, niemal namacalne braterstwo, ideologia, unia, jedność. No jak na to nie iść? Ale przecież nie chodzi o jednorazowy coroczny marsz - to tak jak z dawaniem goździków w Dzień Kobiet.

Parada, oficjalnie trwająca do godziny 19:00, nieoficjalnie kontynuowana była w do niedzielnego poranka w dzielnicy uważanej na przyczółek gejów - Marais (mieszka tam również boski Johnny Depp!). W Marais znajdują się księgarnie gejowskie, piekarnie gejowskie (sic!), kluby (znakomity klub z tradycjami - Tango) i restauracje gejowskie oraz sklepy, w których prawdziwy gej ubierać się powinien, żeby go wpuszczali do wyżej wspomnianych lokali. Coraz częściej jednak pojawiają się opinie krytykujące zbytnią centralizację i skondensowanie homo-przybytków, a nawet określa się to miejsce mianem "getta" dla gejów.

Gdy już trochę ochłonęłam, przyszedł czas na mniej różowe refleksje. A im bardziej parada stawała się odleglejsza w czasie, tym większe przygnębienie mnie ogarniało. Smutno mi było gdy myślałam o całej tej zabawie, tańcu i brykaniu, przeplatanym informacjami o AIDS i szykanach. Czuć było, że coś tu jest nie tak, że jest jakieś drugie dno. Poza tym pojawiło się w środowisku gejowskim wiele krytycznych uwag. Nie spodobało się rozdrobnienie na poszczególne frakcje (divide et impera?). Komentowano ironicznie, że brakowało jeszcze platformy top-boys, bottom boys oraz zoofili. Podobno Paris Bears zorganizowali się razem tylko dlatego, że nie byli wpuszczani do klubów gejowskich ze względu na tuszę. No i nagle zobaczyłam, że homoseksualiści nie są razem, że się wzajemnie podkopują i sami sobie utrudniają. To, że hetero nie są wpuszczani do klubów czy restauracji gejowskich jeszcze jestem w stanie (choć z trudem) zrozumieć, ale żeby robić takie rozgrywki wśród swoich? Przecież świadomość "jazdy na tym samym wózku" powinna - a przynajmniej tak mogłoby się wydawać - szczególnie w narażonych na szykany środowiskach mniejszościowych, zabezpieczać przed wszelkimi formami dyskryminacji, czy nietolerancji. Przeszkadza mi, gdy ktoś głosi hasła równości (sam jej dla siebie wymaga), a potem szykanuje kolegę, bo jest gruby. Wiem, że to zasada akcja - reakcja, co jest uciskane, wcześniej czy później zacznie uciskać (nie da się uniknąć kompensacji, vide: Izrael). Wiem, ale to nie znaczy, że akceptuję. Taka już jestem nietolerancyjna/naiwna.

W społeczeństwie (albo raczej wśród tej części społeczeństwa, która określa się mianem bardziej liberalnej) można spotkać poglądy gloryfikujące wręcz środowiska homoseksualne, bi czy trans. Dobrze to widać w filmach niedawno goszczących w kinach. Pierwszy z nich, włoski "On, ona i on", opowiada historię kobiety, która po śmierci męża dowiaduje się, że prowadził on podwójne życie, od 7 lat żyjąc "symultanicznie" z mężczyzną. Oczywiście, reakcja tej kobiety jest bardzo światła; wchodzi w grupę przyjaciół męża i widzi, że tylko tu może znaleźć zrozumienie, wspólnotę, serdeczność, tolerancję i prawdziwą przyjaźń (miłość nawet? - w dodatku z byłym partnerem męża). Wszystko to wśród ludzi, którzy powszechnie mają opinię dziwaków i zboczeńców. Mmm... sielanka. Nie przeczę, że tak być może, jednak troszkę to zbyt proste.

Kolejną porcję uproszczeń można spotkać w "Plotce". Perła - tym razem francuskiej - kinematografii przedstawia postać księgowego, który obawiając się zwolnienia z pracy puszcza plotkę o własnym homoseksualizmie. No i zaczynają działać mechanizmy z cyklu: "gejów kochać trzeba za ich gejostwo" (ach ta polityczna poprawność! Dlaczego gej ma ocalić stanowisko, choć jest niekompetentnym księgowym, a hetero je straci będąc równie niekompetentnym?). Pana księgowego oczywiście nie wyrzucają. Co więcej pomaga on uświadomić swemu koledze z pracy jego homoseksualizm (Gerard Depardieu - przemiana z macho w geja godna przemiany Konrad - Gustaw) oraz explicite wygłasza morał "udawanie geja pozwoliło mi zrozumieć co to znaczy być prawdziwym mężczyzną" czy coś w te klocki.

Tak więc oprócz tego, że homoseksualista jest lepszą kobietą niż kobieta (vide "Ślicznotki" niedawno puszczane w telewizji, przedstawiające bohaterów niczym cudaki z cyrku - współczesna wersja "Freaks" Browninga?), jest dodatkowo lepszym mężczyzną. Hm, nadczłowiek, czy co? Wyższy poziom rozwoju? Wstyd być hetero. Warto jednak pamiętać, że nadmierna afirmacja, idealizacja też potrafi zrobić krzywdę, a przypisywanie cech nadludzkich już niejednemu zaszkodziło. Oba te filmy są po prostu zbyt toporne i grubo ciosane (a może to camp?), irytują swoją dosłownością i podśmierdują political correctness. O wiele lepszy jest "Tabu" o gejach-samurajach, "Priscilla, królowa pustyni", czy każdy z filmów Almodovara - mistrza przedstawiania homo/trans/bi jako normalsów.

Paryż wydał mi się na pierwszy rzut oka enklawą tolerancji, Eldorado dla wszystkich "innych". W dostrzeganiu i akceptowaniu różnic z pewnością pomaga paryżanom fakt, że miasto jest punktem spotkań wielu kultur i narodowości. Nie dziwi Chinka w maoistowskim stroju, nie dziwi Murzynka w batikach, Żyd z pejsami, Arab czy Hindus, nie dziwią dwukolorowe pary, więc nie dziwią dziewczyny trzymające się za ręce, czy całujący się w metrze faceci. Paryż jest miejscem wyjątkowym jeśli chodzi o przychylność dla odmienności seksualnych. Można tu bez obaw o pobicie czy przykre komentarze spacerować po ulicach w różnych konfiguracjach płciowych, nie ukrywając wzajemnego przywiązania. Jednak reszta Francji już bardziej przypomina Polskę, więc jeśli ma się delikatną budowę psychofizyczną, podobno lepiej być powściągliwym.

Gay Pride odbywa się nie tylko w Paryżu - można mieć zatem nadzieję, że wcześniej czy później i inne miejsca staną się równie otwarte. Fala parad zaczyna się pod koniec maja, trwa do początków lipca i zasięgiem swoim obejmuje całą w zasadzie Francję (m.in.: Strasbourg, Lille, Rouen, Rennes, Biarritz, Bordeaux, Lyon, Marsylię). Gay Pride to duży krok ku lepszemu (co rok większy - parada organizowana jest od ponad 10 lat). Dobrze byłoby pokazać również i w naszej katolickiej, heteronormatywnej Polsce, że zarówno "norma', jak i "zdrowie" są kategoriami względnymi, umownymi. Francuskie mniejszości seksualne raz do roku się jednoczą (nawet jeśli to tylko pozory), dając reszcie znak, że choć nie są w mainstreamie, nie są też marginesem. Z pewnością pomaga to wielu młodym ludziom aktualnie skonfudowanym co do własnej seksualności dokonać wyboru (co do ujawnienia swoich preferencji - coming outu). W Polsce, w najbliższym czasie, nie szykuje się taka przemiana obyczajowa, która pozwoliłaby na zorganizowanie tu Gay Pride z prawdziwego zdarzenia. Nie pozostaje więc nic innego jak czekać do przyszłego roku, trenować kroki salsy i cierpliwie pastować kinky boots. Do zobaczenia w Paryżu!
Magdalena E.A. Zielińska
Podoba Ci się wydarzenie? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

DODAJ ZAPROSZENIE

Organizujesz imprezę? Wiesz coś o ciekawym wydarzeniu? Opublikuj to na naszej stronie! - dodaj wydarzenie

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

80kobiet Sharon Stone
Sapioseksualna Moja szczenięca miłość 🙃 opinia dodana 2021-09-30 01:38:37
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Widoki Londynu - Woolf Virginia
Jest książka a nie ma opisu
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2021